Zima 2020, nr 4

Zamów

Ks. Strzelczyk: Jako Kościół zareagowaliśmy na kryzys ospale i nieadekwatnie, przyspieszając laicyzację

Ks. Grzegorz Strzelczyk. Fot. Adam Walanus / adamwalanus.pl

Spodziewałem się antyklerykalnych wystąpień. Miałem poczucie ulgi, bo teraz musimy się z nimi zmierzyć. To było jak wiszący miecz, o którym wiemy, że prędzej czy później spadnie. I w końcu spadł – mówi ks. Grzegorz Strzelczyk w wywiadzie dla Wirtualnej Polski.

Wywiad Marcina Makowskiego z ks. Grzegorzem Strzelczykiem, teologiem, proboszczem w Tychach, członkiem zarządu Fundacji św. Józefa, autorem książki „Po co Kościół”, ukazał się wczoraj na stronie Wirtualnej Polski. Rozmowa dotyczy odejść młodych z Kościoła.

Duchowny zaznacza, że niepokoi go „nie tyle skala formalnego opuszczania Kościoła, co fala narastającego indyferentyzmu. Obojętności młodego pokolenia na sferę duchową”.

Jego zdaniem w Kościele „zawiedli wszyscy po trochu”. „Z jednej strony jest proces zmian kulturowych, które postępują na świecie czy nam się to podoba, czy nie. Z drugiej strony mamy kwestie instytucjonalnej współodpowiedzialności Kościoła za to, co się dzieje. Tu pytanie, na ile byliśmy w stanie przewidzieć te zmiany kulturowe? Na ile mogliśmy wyprzedzić procesy, które zachodziły w Polsce po 1989 roku?” – tłumaczy.

„Gdybym miał oceniać, zareagowaliśmy ospale i nieadekwatnie, przyspieszając laicyzację. Jednym z błędów mogła być niedostateczna pomoc osobom starszym w przejściu od chrześcijaństwa, które jest pewnym bezwiednie przejmowanym dziedzictwem kulturowym do wiary, która jest świadomym wyborem życia Ewangelią. Tu można było zrobić znacznie więcej i lepiej” – podkreśla.

Ks. Strzelczyk przyznaje, że spodziewał się antyklerykalnych wystąpień, które widzieliśmy podczas jesiennych protestów po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. „Miałem poczucie ulgi, bo teraz musimy się z nimi zmierzyć. To było jak wiszący miecz, o którym wiemy, że prędzej czy później spadnie – i w końcu spadł. Przeżywam to jednak bardziej od strony młodych, którym w życiu towarzyszyłem, a dzisiaj ich spotykam jako niewierzących. To jest rozdzierające. Doświadczam porażki, bo myślę wtedy, że być może moje świadectwo było marne” – mówi.

Zwraca uwagę, że z Kościoła odchodzą dziś również ludzie wcześniej weń zaangażowani, „rozstają się z nim często z powodu autentycznego, głębokiego zgorszenia”. „Wśród gorszących słabości instytucji Kościoła w ostatnich latach na czoło wybija się to, że Kościół, który miał być instytucją lepszą od tego świata, w samym centrum ukrywał całe pokłady hipokryzji. Zdarzało się krycie sprawców przestępstw seksualnych. Chroniono wizerunek sprawców, a nie ofiar. To jest najbardziej dobijające. Wielu poczuło się po prostu oszukanych” – zaznacza teolog.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

W jego ocenie bardzo osłabia Kościół także uwikłanie w relacje z władzą świecką. „Jeżeli przedstawiciele Kościoła starają się załatwiać sprawy sumienia za pomocą prawa państwowego, a nie na drodze przekonania ludzi do wartości, to nie pomaga” – stwierdza duchowny.

Przeczytaj też: Musimy być krzykiem skrzywdzonych

DJ

Podziel się

5
Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.