Jesień 2020, nr 3

Zamów

Dlaczego zamknięto kaliskie seminarium duchowne?

Zbigniew Nosowski. Fot. Więź

Rektor Górski bronił seminarium przed złym wpływem biskupa. Przyszłość hierarchy jest raczej przesądzona. Ale co z seminarium?

Gdy w sobotę ogłoszono decyzję o rezygnacji bp. Edwarda Janiaka z urzędu biskupa kaliskiego, w diecezji zawrzało. Duchowni, z którymi byłem od dawna w kontakcie, pisząc reportaże o sytuacji na ich terenie, odetchnęli z ulgą.

Ci sami rozmówcy zgodnie jednak podkreślali, że nie rozumieją tak stanowczej decyzji o „czasowym zamknięciu” kaliskiego seminarium duchownego. Tym bardziej niezrozumiała jest w watykańskim komunikacie formuła mówiąca o przyszłych kaliskich klerykach („Wszyscy alumni wyższego seminarium duchownego w Kaliszu ‒ obecni i przyjęci w przyszłości ‒ swoją formację będą odbywali odtąd w seminarium duchownym w Poznaniu”).

Jeden z kaliskich duchownych mówi mi, że zdezorientowani klerycy organizują jakieś formy protestu. Bynajmniej nie chodzi im o obronę byłego biskupa. Oni nie chcą przechodzić do seminarium poznańskiego z odium bycia częścią zdegenerowanej moralnie instytucji. A cóż oni są winni? To samo dotyczy większości ich wychowawców i profesorów. Brak żadnych wyjaśnień oznacza, że wina spada na wszystkich. A bynajmniej nie wszyscy są przecież winni.

Struktury do reformy

Sam w swoim – pisanym na gorąco – komentarzu „Przywracanie sprawiedliwości w Kaliszu” przedstawiłem decyzję o zamknięciu seminarium jako sposób podkreślenia przez Watykan, że sytuacja w diecezji kaliskiej wymaga uzdrowienia strukturalnego, a nie tylko personalnego.

Jeden z zaufanych wykładowców seminaryjnych tłumaczy mi jednak spokojnie, że zgadza się z moim komentarzem i z potrzebą głębokiego strukturalnego uzdrowienia w diecezji kaliskiej – tylko że decyzja dotycząca zamknięcia seminarium ma swoje konsekwencje. Przede wszystkim stawia ona w złym świetle seminarzystów i ich wychowawców jako prawdopodobnych uczestników systemu deprawacji.

Ks. Oko i Pospieszalski powołują się na ustalenia „Więzi” – tyle że tezy naszych artykułów rozumieją inaczej niż my sami

Brak jest również jasnych informacji, na jak długi okres wprowadzono „czasowe zamknięcie” i od czego uzależnione ma być ewentualne ponowne otwarcie seminarium. Czy trzeba czekać na zakończenie procesu kanonicznego bp. Janiaka? A może chodzi tylko o wyraźne oddzielenie przestrzeni dla kleryków od sal lekcyjnych, pracowni i internatu technikum, które trzy lata temu utworzył bp Janiak, umieszczając je w gmachu seminarium (technikum było ponoć jego oczkiem w głowie)? Albo po prostu o rok przerwy? Nic nie wiadomo.

Rzeczywiście bardziej to skomplikowane niż pomyślałem w dniu ogłoszenia decyzji. Dlaczego uzdrowienie strukturalne rozpoczęto właśnie od seminarium? Przecież w diecezji kaliskiej za rządów biskupa Janiaka siedliskiem strukturalnego zła były raczej inne instytucje, poczynając od mechanizmów i układów panujących w kurii czy w diecezjalnych strukturach Caritas. Dlaczego padło na seminarium?

Jakie owoce wizytacji?

Wizytację w kaliskim seminarium przeprowadziła trzyosobowa komisja powołana 13 lipca br. – z upoważnienia Stolicy Apostolskiej – przez metropolitę poznańskiego, abp. Stanisława Gądeckiego. Komisja zakończyła dochodzenie 17 września, przesyłając stosowną dokumentację Kongregacji ds. Duchowieństwa za pośrednictwem Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie.

Z pytaniem o owoce wizytacji zwracam się więc najpierw do przewodniczącego tej komisji, bp. Damiana Bryla. Pomocniczy biskup archidiecezji poznańskiej odpowiada, że nie może mówić o szczegółach wizytacji i sugerowanej przez komisję decyzji. Komisja pracowała na polecenie Watykanu i tam przekazała swoje ustalenia. Dodaje, że przyjęte procedury nie pozwalają mu na publiczne komentowanie sprawy.

Kieruję się więc do abp. Grzegorza Rysia, który jest obecnie administratorem apostolskim diecezji kaliskiej. Ten odpowiada, że otrzymał z Watykanu jedynie decyzję kongregacji, bez podania żadnych motywów. Sprawa jest dalej w rękach Kongregacji ds. Duchowieństwa. Abp Ryś zapewnia mnie na koniec: – Ja z pewnością zrobię, co można, by ochronić i wesprzeć kaliskich kleryków.

Całkowita deprawacja?

Sytuację zaostrzył poniedziałkowy program „Warto rozmawiać” w TVP. Jan Pospieszalski przedstawił w nim jednoznaczną tezę, że decyzja Watykanu świadczy o totalnej degradacji moralnej seminarium duchownego w Kaliszu, co jest przykładem wpływu homoklik w Kościele.

Rozmówcą Pospieszalskiego był w tym programie ks. Andrzej Kobyliński, profesor UKSW. Podkreślał on, że zamknięcie seminarium duchownego dokonuje się po raz pierwszy w dziejach Polski. Mówił, że odwrócono tam elementarny porządek moralny. Decydenci w Watykanie „doszli więc do moralnej pewności, że poziom deprawacji moralnej w kaliskim seminarium był tak głęboki, że tego po prostu nie da się uratować. Trzeba skasować”.

Po tym programie docierają do mnie z Kalisza kolejne głosy – już nie tyle zdziwienia, ile oburzenia.

Seminarium nie jest instytucją zdeprawowaną

Pytam więc o zdanie ks. dr. Piotra Górskiego. To on, jak opisywałem, będąc rektorem kaliskiego seminarium, w lutym 2018 r. złożył w warszawskiej nuncjaturze skargę na działania swojego biskupa, zarzucając mu tolerowanie wśród księży wykorzystywania seksualnego osób małoletnich i aktywnego homoseksualizmu. Kilka dni temu pisałem, że „decyzja o rozwiązaniu kaliskiego seminarium duchownego to przyznanie wreszcie racji byłemu rektorowi, ks. Piotrowi Górskiemu, a nie (byłemu od dzisiaj) biskupowi”. W programie TVP – skądinąd bardzo słusznie – kilkakrotnie wymieniono go jako pozytywnego bohatera. Tyle że ks. Górski nie utożsamia się z tezami programu Pospieszalskiego.

Były rektor mówi mi, że nie może komentować zaleceń komisji, bo ich nie zna. Składał oczywiście wyjaśnienia przed komisją, przedstawiając swoje doświadczenia i wiedzę. – Jestem jednak poza seminarium już od ponad 2 lat. Nie wykładałem tam, a nawet tam nie bywałem. Nie zapraszano mnie, gdyż biskup Janiak sobie tego nie życzył. To, co wiem o obecnej sytuacji w kaliskim seminarium, nie pozwala mi jednak na formułowanie ocen tak daleko idących jak ks. Kobyliński w TVP. Seminarium nie jest instytucją zdeprawowaną. Również za mojej pracy w seminarium ani biskup nie molestował kleryków, ani między klerykami takich relacji nie zauważyłem. Nie takie sprawy zgłaszałem do nuncjatury – zaznacza w rozmowie ze mną ks. Górski.

Gdzie było siedlisko zła?

Dzwonię więc do ks. Andrzeja Kobylińskiego. Pytam, skąd bierze się jego teza, eksponowana przez TVP: „poziom deprawacji w kaliskim seminarium był tak wielki, że władze watykańskie uznały, że nie ma czego ratować”?

Profesor UKSW przyznaje w rozmowie ze mną, że nie posiada szczegółowej wiedzy na temat diecezji kaliskiej. Jego opinia wygłoszona w TVP jest raczej efektem dostrzeżenia bezprecedensowości tej decyzji. – Wyciągam logiczne wnioski z tego, co wiadomo publicznie, porównując obecną sytuację w Polsce do działań podejmowanych przez Watykan w innych krajach. Chodzi mi nie tyle o deprawację akurat w seminarium, ile o dramatyczny stan moralny struktur całej diecezji kaliskiej – zapewnia.

Sprowadzanie problemów diecezji kaliskiej do wpływów homokliki to przejaw ideologicznej fiksacji, a nie opis rzeczywistości

– W każdej diecezji wszystkie instytucje są ze sobą mocno powiązane – kontynuuje ks. Andrzej Kobyliński. – Być może watykańską decyzję o czasowym zamknięciu seminarium i przeniesieniu kleryków do Poznania trzeba zatem odczytać jako odcięcie formujących się przyszłych księży od moralnej gangreny, której źródło tkwi gdzie indziej.

Ale w takim ujęciu seminarium będzie już raczej ofiarą strukturalnego grzechu, a nie siedliskiem zła? – dopytuję. Profesor UKSW z Płocka potwierdza: – Dokładnie tak. Będę bardzo wdzięczny za doprecyzowanie mojej wypowiedzi z „Warto rozmawiać”. Po emisji tego programu dotarły do mnie nowe ważne informacje na temat diecezji kaliskiej. Żadną miarą nie chciałbym, aby kaliscy klerycy, ich rodziny i krewni, wychowawcy i profesorowie, stawali się przedmiotem zbytecznych domysłów i podejrzeń. W TVP powinienem był powiedzieć bardziej precyzyjnie o deprawacji moralnej w strukturach diecezji, która – idąc od samej góry – jakoś musiała przekładać się także na seminarium duchowne. Przepraszam te osoby, które poczuły się dotknięte moją wypowiedzią.

Wszędzie homokliki?

To już drugi kolejny program „Warto rozmawiać”, w którym Jan Pospieszalski obficie powołuje się na ustalenia moje i „Więzi” – poczynając od buntu kaliskiej Rady Kapłańskiej aż po dwa odcinki dziennikarskiego śledztwa „Jak to się robiło w diecezji kaliskiej”. Bohaterem poprzedniego programu był ks. Dariusz Oko i jego nowa książka „Lawendowa mafia”.

Kłopot w tym, że obaj panowie przedstawiali tezy moich artykułów inaczej niż rozumie je sam autor. Oko i Pospieszalski wszędzie widzą „niszczące wpływy homoseksualnych klik” – jak wyraził się redaktor TVP. Oko mówi o „raku homoseksualnym” zżerającym także polski Kościół. Choć u nas i tak jest najlepiej. Jego bowiem zdaniem, większość biskupów w USA i większość nuncjuszy apostolskich to właśnie członkowie lawendowej mafii. „Zepsucie sięga szczytów Kościoła”. Władza w Kościele w Polsce jest „po tamtej stronie”. „Kościół jest śmiertelnie zagrożony”. „Oni mogą zniszczyć nasz Kościół”.

Korzystam z okazji i pytam ks. Andrzeja Kobylińskiego – znanego również z ostrych ocen wobec wewnątrzkościelnych homoseksualnych grup nacisku – czy podziela tezy ks. Dariusza Oko. Profesor UKSW odpowiada mi, że w książce „Lawendowa mafia” najbardziej ceni wstęp pióra ks. Marka Dziewieckiego, który zna znakomicie od wewnątrz polskie seminaria (jest często zapraszany z gościnnymi wykładami) i bardzo szczerze opisuje problemy, z którymi się stykał. Natomiast sam ks. Oko „dobrze, że podejmuje trudny temat, ale trochę upraszcza pewne kwestie”. – Nie zgadzam się z jego niektórymi sformułowaniami publicystycznymi, które mogą obrażać wielu ludzi. Osobiście nigdy nie używam wyrażeń „mafia” czy „lobby” w odniesieniu do duchownych homoseksualnych. Bardzo mi zależy na szacunku i empatii wobec wszystkich osób, niezależnie od ich orientacji seksualnej – zapewnia mnie ks. Kobyliński.

O co więc chodzi?

Sprowadzanie problemów diecezji kaliskiej do wpływów homokliki uważam za przejaw ideologicznej fiksacji, a nie opis rzeczywistości. W najbliższym otoczeniu bp. Janiaka byli przecież – i bardzo się „przysłużyli” do pomnożenia liczby problemów, jakie dziś przeżywa diecezja kaliska – także księża zdecydowanie heteroseksualni lub może nawet biseksualni, także molestujący młode dziewczynki. O nich też pisałem, analizując jednak nie ich seksualne preferencje, lecz deprawację ich samych i ich hierarchicznych opiekunów.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

W kaliskich – i nie tylko kaliskich – kościelnych strukturach, które wymagają gruntownej reformy, aktywni są duchowni łasi na władzę i pieniądze, niezależnie od orientacji seksualnej. Sprowadzenie powiązań takich grup do homoseksualizmu uniemożliwia ich zrozumienie i zwalczanie.

Ks. Kobyliński: Decyzję o czasowym zamknięciu seminarium trzeba odczytać jako odcięcie przyszłych księży od moralnej gangreny, której źródło tkwi gdzie indziej

O co zatem chodzi z kaliskim seminarium? Przeszłość można by najkrócej określić tak: ks. Górski i jego poprzednik bronili seminarium przed złym wpływem biskupa. Teraźniejszość: nie ma i biskupa, i seminarium. Przyszłość hierarchy jest raczej przesądzona. Ale co z seminarium? A może w tej sytuacji rozwiązanie seminarium to tylko watykańska decyzja proceduralna powiązana z trwającym procesem bp. Janiaka?

Tak czy owak, widać, że jeszcze wiele wody musi w Tybrze upłynąć, zanim watykańskie decyzje będą komunikowane w sposób otwarty i przejrzysty. Wizytacja w kaliskim seminarium pojawiła się z dwuletnim opóźnieniem, a jej owoce są nieczytelne i powodują nowe zamieszanie. Diecezja kaliska zasługuje na więcej. Zbyt wiele dobrych rzeczy w niej się dzieje, które teraz wciąż schodzą na dalszy plan.

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (13)

Zamknięcie kaliskiego seminarium nie było pierwsze. Kilka lat temu w konsekwencji wdania się w jakąś awanturę w klubie dla homoseksualistów rektora i wylania się całej sprawy na facebook „przeniesiono” seminarium diecezji sosnowieckiej do seminarium częstochowskiego.

Zgoda, że Kościół choruje na głęboką nieprzejrzystość. Taki przykład, że episkopat i jego służby prasowe nie potrafią być prostolinijne i muszą kręcić i manipulować nawet w błahych sprawach. Gdzieś na 3 miesiące przed ostatnim synodem przeczytałem komunikat KAIu, że Watykan zatwierdził wybranych kilka miesięcy wcześniej przez episkopat trzech biskupów delegatów. Zaraz, a czemu wcześniej nie było informacji o ich wyborze? Przeczytałem komunikat biura prasowego KEP oraz wszystkie dostępne po tamtej konferencji wypowiedzi przewodniczącego i rzecznika episkopatu. Ani mru, mru. Komunikat był wręcz sformułowany tonem „wyczerpującym”, jakby wierni byli poinformowani o wszystkich sprawach ważnych dla Kościoła. Podobno chodziło o to, by nie było zgrzytu, że Watykan z czym się liczono nie zatwierdzi jednego z trzech biskupów i można było wybrać innego kandydata bez zbędnego zgrzytu. Ile jeszcze spraw niejawnych podjęto w trakcie tamtych i wszystkich innych obrad? Dobrze, niech pewne sprawy pozostaną tajne, ale nie okłamujcie nas, że ich nie ma. Kto kręci w drobnych sprawach nie potrafi być prostolinijny w sprawach zasadniczych.

To może zacznijmy komasowac po prostu seminaria tylko do stolic archidiecezji i zacznijmy myśleć czy aż tyle diecezji jest potrzebne w warunkach spadku liczby osób uczęszczających do kościołów.
Może by zacząć oszczędzać siły i środki?
Wizja typu: narozrabiacie-likwidujemy może niektórych otrzeźwić.

Diecezji bym nie likwidował, ale w sytuacji trzykrotnie mniejszej liczby powołań niż 15 lat temu uważam, że należy pozostawić tylko seminaria metropolitalne, a budynki pozostałych przeznaczyć na coś innego. W przyszłości zawsze będzie można te seminaria ponownie otworzyć, jeśli pojawią się chętni.

To jest elementarna troska o dobro wspólne. Utrzymywanie całego seminarium, wychowawców, profesorów dla kilkunastu czy nawet czasem kilku kleryków jest grzechem marnotrawstwa. Marnostrawstwa sił oraz środków,w tym także finansowych, które przynajmniej w części pochodzą z ofiar wiernych.

Pytanie dotyczące kościelnych procedur: Czy kandydat do kapłaństwa w Kaliszu powinien iść do kaliskiego seminarium (póki istniało), czy może sobie wybrać dowolne? Bo jeżeli powinien iść do miejscowego, to motywacja Watykanu była moim zdaniem oczywista. Mamy bardzo niewielu kandydatów, tzw. „kryzys powołań”. Po co zatem zmuszać ewentualnych chętnych z diecezji kaliskiej do zgłaszania się do seminarium, które kojarzy się wszystkim z niedawnymi skandalami? To może zniechęcić wahających się do podjęcia decyzji o pójściu do seminarium. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że poznańskie seminarium też jest kojarzone ze skandalami – sprawa Peatza – ale to jednak sprawa sprzed lat, więc pewnie w powszechnym odczuciu jest większa szansa, że patologie zostały już zwalczone.

Zresztą nawet jeżeli nie ma dziś żadnego problemu, by kandydat wybrał sobie seminarium z innej diecezji, to i tak decyzja o zamknięciu seminarium nie wydaje mi się nietrafiona. Na każdym kroku widzimy brak zdecydowania Kościoła w walce z seksualnymi patologiami. Byłbym zatem ostatni, by krytykować Watykan za zbyt radykalne kroki, nawet jeżeli obecni seminarzyści i wykładowcy mogą się przez chwilę poczuć niekomfortowo.

Tak.. cieszę się, że tekst opisuje w sposób zniuansowany sytuację seminarium w Kaliszu.
Nie cieszę się z tego, że w komentarzach, być może po lekturze innych tekstów, dochodzi do głosu logika „zaorać”.

A nie zaorywać?
Przecież niedługo będą to pustelnie kształcące anachoretów….
Jedyna racją ich istnienia staną się stanowiska o ładnych nazwach.

Skoro Seminarium w Kaliszu zostało rozwiązane, to znaczy, że działo się tak jakieś poważne zło – Watykan nie musi się tłumaczyć przed panem Nosowskim. Pan Nosowski niechaj też odejdzie od mitu o wspaniały dawnym rektorze

Skoro Pan uważa, że wie, co było ukrytym powodem tego zdarzenia z 2013 r. – proszę o kontakt. Tym bardziej, jeśli sądzi Pan, że coś zamieciono pod dywan.

Pytanie do Pana Redaktora Nosowskiego.
Napisał Pan: „Ks. Oko i Pospieszalski powołują się na ustalenia „Więzi” – tyle że tezy naszych artykułów rozumieją inaczej niż my sami”.
Ks. Andrzej Kobyliński, we wspomnianej rozmowie z p. Janem Pospieszalskim, również sformułował oceny odbiegające od opisu sytuacji w Pana artykułach. Nie wymienia go Pan jednak obok ks. Oko i Jana Pospieszalskiego. Domyślam się, że z tej przyczyny, iż skorygował on swoją ocenę w przedstawionym powyżej Pana artykule. Zadaję więc moje pytanie:
Czy umożliwił Pan też ks. D. Oko i J. Pospieszalskiemu taką korektę swoich wypowiedzi, jaką umożliwił Pan ks.A. Kobylińskiemu? Jaśli tak, to proszę ujawnić, dlaczego z niej nie skorzystali, a jeśli nie, to dlaczego potraktował ich Pan inaczej, niż ks.A. Kobylińskiego?

@Lesław B.
1. Natychmiast po publikacji przesłałem treść tego artykułu red. Pospieszalskiemu. Nie zareagował (chyba że w swoim programie, nie oglądałem). Z ks. Oko nie mam kontaktu.
2. Przede wszystkim zaś do ks. Kobylińskiego dzwoniłem, spodziewając się ostrej polemiki lub podania przezeń argumentów na swoją tezę. Okazało się inaczej.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.