Lato 2021, nr 2

Zamów

Kolumna niezgody

Kolumna Najświętszej Marii Panny w Pradze. Fot. Dominik Duka / Facebook

Uroczyste poświęcenie odbudowanej kolumny Najświętszej Marii Panny w Pradze roznieciło na nowo gwałtowne, pełne wrogości i oskarżeń polemiki o czeskiej tożsamości narodowej. Fatalną rolę odegrał w nich czeski prymas, kardynał Dominik Duka.

Kolumna została przez kard. Dominika Dukę poświęcona dokładnie w południe w święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Wykuta z piaskowca Niepokalana spogląda na praskie Stare Miasto z wysokości kilkunastu metrów, z kolumny stojącej nieopodal pomnika czeskiego reformatora Kościoła Jana Husa. Podczas dwugodzinnej uroczystości oprócz wiernych na rynku zebrała się też spora grupa demonstrantów protestujących przeciw odbudowie kolumny. 

Jej historia leży bowiem w centrum sporów o czeską tożsamość narodową. Protestujący uważają, że budowa tej kolumny w 1650 r. była symbolem habsburskiej i katolickiej dominacji nad „husyckimi” Czechami. Twierdzą też, że symbolicznym gestem emancypacji narodowej było powalenie kolumny jesienią 1918 r., w momencie, kiedy powstawała niepodległa Republika Czechosłowacka – kraj z ducha antymonarchiczny i antykatolicki. Obalić kolumnę miał – jak głosi powtarzany od stulecia przekaz szkolny – „lud praski”.

Historycy jednak już dawno ustalili, że w czasie państwowego przewrotu w 1918 r. kolumnę obalało kilkunastu anarchistów. Przyglądała się temu znacznie większa liczba przerażonych akcją katolików, kilka kobiet wręcz klękało z różańcami pod kolumną, chcąc w ten sposób powstrzymać napastników. Kolumna roztrzaskała się o bruk. Parlament wyraził ubolewanie, ale prezydent Tomasz G. Masaryk był przeciwnego zdania. Debaty o odbudowie kolumny toczyły się przez dziesięciolecia, były nawet przed drugą wojną światową publiczne zbiórki pieniędzy na jej rekonstrukcję, ale ostatecznie zebraną – całkiem sporą – sumę przeznaczono na budowę kościołów w nowych dzielnicach szybko rozbudowującej się stolicy. Miało ich być 12 – jak 12 gwiazd w aureoli Panny Marii.

Przeciw upolitycznianiu kolumny zaprotestował sam jej twórca Petr Vania

Potem były wojna i 40 lat komunizmu. Plany odbudowy powróciły na początku lat 90. Prawie 30 lat życia poświęcił tym staraniom rzeźbiarz Petr Vania, autor rekonstrukcji barokowej rzeźby. W sobotę kardynał Duka oznaczył go za to medalem św. Wojciecha.

Plany odbudowy od początku napotykały na potężny opór, a spór miał charakter ideowy. Przeciwnicy uznawali je za początek rekatolicyzacji kraju i przypominali, że pomnik wznieśli Habsburgowie. Przypominali też, że w bezpośrednim sąsiedztwie słupa leży symboliczne w czeskiej historii miejsce kaźni protestanckich panów w 1621 r., tuż po przegranej bitwie na Białej Górze, gdzie wygrała wspierana przez Habsburgów strona katolicka.

Zwolennicy odbudowy od początku argumentowali, że kolumna była arcydziełem, od którego rozpoczęły się wspaniałe dzieje czeskiego baroku. Przypominali też, że wzniesiono ją w podziękowaniu za obronę miasta przed Szwedami, którzy dwa lata wcześniej oblegali Pragę. W ostatnich latach, kiedy kolumna była już wykuta, dyskusje wokół odbudowy nabrały obrotów w związku ze staraniami o zgodę władz stolicy na rekonstrukcję. Momentami gazety i telewizje pełne były debat o słupie, spierali się o niego politycy, duchowni, na ulicach miast czeskich pojawiły się stoliki aktywistów, zbierających podpisy pod petycjami za albo przeciw odbudowie.

Od początku zwolennikiem odbudowy był czeski prymas, kard. Duka. Pierwotnie używał niemal wyłącznie argumentów historycznych i wzywał do narodowego pojednania. Z jego wypowiedzi wynikało, że akt odbudowy kolumny traktuje jak symboliczny koniec wielowiekowego sporu między stroną „husycką” a „katolicką”. To z jego inicjatywy na portal górującego nad Rynkiem kościoła Panny Marii przed Tynem wrócił Złoty Kielich – symbol husytów. Kościół ten przez cały wiek XVI był husycki, co symbolizował właśnie złoty kielich. Został on zdjęty w okresie habsburskiej rekatolicyzacji. Teraz jego powrót z inicjatywy katolickiego arcybiskupa, wraz z powrotem kolumny maryjnej miały symbolizować ostateczne pojednanie obu stron. 

„Naród czeski nie będzie ani o włos bardziej czy mniej katolicki, pobożny czy maryjny z tego powodu, że ta kolumna tam stoi” – ks. Tomasz Halik

Brzmiało to przekonywająco, ale kard. Duka gubił się w argumentacji i wielokrotnie pozwalał sobie na wypowiedzi zupełnie sprzeczne z zapewnieniami o narodowej zgodzie. W styczniu tego roku, w trakcie debaty w publicznym radiu przerwał w pół zdania wypowiedź jednego z przywódców ewangelików słowami „to jest absolutne zaprzeczenie ekumenizmu!” i rozwścieczony wyszedł ze studia. Potem znowu udzielał koncyliacyjnych wywiadów, aby tuż przed poświęceniem kolumny nagle opublikować na Facebooku triumfalistyczny tekst, w którym Maria jest nazwana zwyciężczynią „nad diabłem i jego ludzkimi sługusami”, a odbudowa kolumny „naprawą bezbożnej krzywdy”, która ma zapewnić „obronę przed nieprzyjaciółmi Kościoła i ojczyzny”.

Tydzień temu oznajmił, że do fundamentów kolumny wmurowana zostanie kapsuła ze specjalnym listem z okazji odbudowy. Treść listu była wprawdzie bez zarzutu, ale nazwiska sygnatariuszy zaszokowały opinię publiczną: Duka zaprosił do podpisu prorosyjskiego prezydenta Zemana, skorumpowanego premiera Babisza oraz zadziwiającą koalicję powszechnie znanych w kraju ekstremistów, np. byłą kandydatkę na prezydenta z ramienia partii komunistycznej. Trudno powiedzieć, co nim kierowało. Jedynym, co tę grupę łączy, jest niechęć do Zachodu, liberalnej demokracji i Unii Europejskiej. 

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Skandal był ogromny, przeciw upolitycznianiu kolumny zaprotestował tym razem sam jej twórca Petr Vania. Na koniec plany zamurowania tego dokumentu odwołano. Drugi list pamiątkowy podpisali tylko Duka, burmistrz centrum Pragi oraz Vania. Miary chaosu dopełniło to, że w sobotę w fundamentach słupa nie złożono niczego – nie wiadomo, co się dzieje ani z pierwszym, ani z drugim dokumentem.

Samo poświęcenie było poprzedzone mszą w kościele Panny Marii przed Tynem. Przed kolumną cały czas, oprócz wiernych, stali demonstranci z transparentami przeciw naruszaniu świeckości państwa. Jedno z haseł głosiło „Czciciele bałwanów nie pójdą do nieba”. 

Jeszcze przed uroczystością na swoim blogu całe gorszące zamieszanie ocenił znany w Polsce teolog i duszpasterz, ksiądz Tomasz Halik. „W dniu święta Panny Marii nie będzie mnie na Rynku Starego Miasta ani wśród tych, którzy protestują, ani między tymi, którzy go spowijają dymem kadzideł. (…) Szczerze gratuluję rzeźbiarzowi Petrowi Vani, że spełnił marzenie swojego życia. Dzięki replice tej kolumny Rynek Starego miasta wypiękniał. Pamiętajmy jednak, że naród czeski nie będzie ani o włos bardziej czy mniej katolicki, pobożny czy maryjny z tego powodu, że ta kolumna tam stoi. (…) Byłem się tam w ciszy pomodlić o uzdrowienie naszej historii. Gdyby kardynał Duka był jeszcze w stanie poważnie traktować odmienne poglądy, poradził bym mu, aby zrobił to samo, zamiast organizowania tryumfalistycznych uroczystości. Między modlitwą a kościelno-polityczną demonstracją nostalgii za przeszłością jest bowiem ogromna różnica. A przeciwnikom kolumny chciałbym przekazać, że straszenie wzrostem wpływów kościoła katolickiego jest śmieszne. Wszak niektórzy reprezentanci tego kościoła o upadek resztek jego powagi i moralnego autorytetu starają się sami. Ze sporymi sukcesami”.

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (11)

Rozwinąłbym cytat księdza Halika: Maryja nie zaistnieje bez względu na to, ile kolumn ku jej czci się postawi. Bóg nie zaistnieje bez względu na to, ile ustaw mu się poświęci.

Zależy jaki Bóg.
Ten, który jest twórcą wszechświata będzie istniał bez względu co wymyślą wykreowani przez niego bezpośrednio czy pośrednio ludzie.
Od haseł, okrzyków, wieców, transparentów i ustaw zależy jest Bóg wykreowany przez ludzi na swój obraz i podobieństwo jako plasterek na rany duszy.

>Ten, który jest twórcą wszechświata będzie istniał bez względu co wymyślą wykreowani przez niego bezpośrednio czy pośrednio ludzie.

Skoro już Pan wspomina o Brahmie, to zawsze istnieje trudność w rozumowym przyjęciu tego, że jest on svayambhu (samonarodzonym) – zawsze doszukujemy się początku każdego początku.

Akurat filozofie Wschodu nie przychodziły mi do głowy, tylko stary europejski spór o to kto w relacji Człowiek – Bóg jest Stwórcą, a kto Stworzonym.
Niestety histeryczny lęk i oskarżanie o znieważanie Boga wychodzą z założenia, że Bóg jest mały, bardzo mały, słaby i łatwo go urazić. Takie plemienne bóstwo zagrożonego zewsząd narodu
Z perspektywy Boga od kwarków do gromad galaktyk jakie znaczenie mają wrzaski w Pradze, Warszawie czy Pcimiu?
Więcej zaufania i wiary w wielkość, nieskończonośc i wszechmoc Boga!

Być może ma pan rację co do tego wpływu na „Boga od kwarków do gromad galaktyk”, ale poszanowanie tej racji zmusza do zadania kolejnego pytania. Na jakiej podstawie twierdzi Pan cokolwiek o tym „Bogu” – choćby to, że jest on jeden, że „nie jest histerczyny”? Ja np. twierdzę, że jest małostkowy i histeryczny – czy jest Pan w stanie obalić to przypuszczenie? Czy może Pan cokolwiek pewnego o tym „Bogu” powiedzieć?

Dla mnie kult maryjny jest ważnym komponentem mojej wiary i cieszę się że stolicę czeskiej Pragi ozdobiła figura Matki Boskiej o wysokiej randze artystycznej.

Redaktorów z Więzi oczywiście boli przywrócenie na praskie Stare Miasto historycznej figury NMP, jak bolałby pewnie każdy przywrócony symbol religii katolickiej, no ale czy można się im dziwić, wszak Więź to pismo katolickie

Przecież ta figura nie ma żadnego znaczenia, może tylko jako symbol. Bez niej czy z nią i tak Maryja nie jest prawdziwsza czy mniej bezbronna. To tak, jakby pan poszedł do Kościoła i od razu uznawał się za dobrego człowieka, mogącego stemplować wszystko pieczęcią katolickości czy niekatolickości – oboje wiemy, że nawet jeśli chodzi pan do kościoła, to i tak nie ma pan takich uprawnień (ale pana biskup ma, nawet jeśli tuszuje przestępstwa seksualne). Wydaje mi się, że ma pan zbyt mechaniczne podejście do rzeczywistości. Miłego dnia, nie ma się czego bać.

Co dotyczy kolumny, to gwarantuje Panstwu, ze zdecydowanej wiekszosci Czechow i nawet mieszkancow Pragi jest ona absolutnie obojetna. Aktywistow z jednej i drugiej strony bylo bardzo malo i jakiekolwiek protesty, czy dzialania Duky i innych osob nie maja nic wspolnego z nastrojami i spoleczenstwem w Czechach. Ja osobiscie (jako czlowiek urodzony w Pradze) sie ciesze, ze kolumna powrocila, ale glownie dlatego, ze jest ona zabytkiem, ktorego na rynku Staromiejskim brakowalo i tylko z tego punktu widzenia powinny byc podobne projekty oceniane. Dlatego tez tak samo uwazam, ze warto sie zastanowic nad odbudowa ratusza staromiejskiego, ktory zostal spalony w 1945 roku i pozostala z niego tylko wieza, fontanny Krocína z konca XVI wieku usunietej w 1862 roku, lub z punkty widzenia artystycznego fantastycznego pomnika marszalka Radeckiego, ktory zostal usuniety z placu Malej Strony po 1918 roku (bo „sluzyl” Austriakom i Habsburgom). Swoja droga ciekawe, ze kolo kolumny mariackiej lub pomniku Radeckiego jest tyle „kontrowersji” i jak w 2003 na swoje miejsce powrocil pomnik cesarza Franciszka I, to tego tak naprawde nikt nie zauwazyl.

Gdyby redakcja napisała, że coś pozytywnego się stało w kościele, albo że kardynał Duka jest ok, chyba padłbym z wrażenia.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.