Jesień 2020, nr 3

Zamów

Kościół stracił więcej niż Pan Bóg. Czy Polacy pójdą w ślady Irlandczyków?

Wiara w Irlandii nie zamiera, chociaż niewątpliwie przeżywa pewien kryzys. Umiera – lub już umarła – tak zwana „stara katolicka Irlandia”, w której Kościół miał uprzywilejowane miejsce.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 3/2002. Jest to poszerzona wersja referatu wygłoszonego 17 listopada 2001 r., na zaproszenie abp. Józefa Życińskiego, podczas wspólnego zebrania Krajowej Rady Katolików Świeckich i Rady Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Swieckich.

Wielu Polaków ma sentyment do Irlandii. Nasze narody łączy podobieństwo historii – oba miały trudności z mocniejszymi sąsiadami. Łączy nas też co innego – nasze obydwa narody są do tego stopnia katolickie, że w jednym i drugim przypadku ludzie często kojarzą przynależność do Kościoła katolickiego z przynależnością do narodu.

Jednak obecnie Irlandia radykalnie się zmienia, a jedną z konsekwencji tych zmian jest sekularyzacja społeczeństwa i odejście wielu Irlandczyków od Kościoła. Oczywiście nie można stawiać znaku równości między tym, co dzieje się w Irlandii, a tym, co stanie się w Polsce. Sądzę jednak – znając sytuację w obu krajach – że coś podobnego do irlandzkiego kryzysu może w niedalekiej przyszłości nastąpić i tutaj. Dlatego uważam, że warto by było, aby Kościół w Polsce poznał sytuację w Irlandii, gdyż pozwoli mu to lepiej odczytywać znaki czasu.

Irlandia się zmienia

Wracając do Irlandii po długiej nieobecności, mogłem dostrzec wiele zmian w życiu religijnym Irlandczyków, zmian na ogół niekorzystnych dla Kościoła. Coraz mniej wiernych uczestniczy w niedzielnej Mszy Świętej. Chociaż w niektórych parafiach wiejskich nadal do 90 proc. ludzi chodzi do kościoła, ledwo 7 proc. uczestniczy w Mszy w nowych, tradycyjnie biedniejszych parafiach na peryferiach Dublina. Bardzo mało ludzi korzysta z sakramentu pokuty i pojednania. Odczuwalny jest wielki brak nowych powołań[1]. Rozpada się coraz więcej małżeństw, a na skutek działania nowej ustawy, dającej możliwości uzyskania rozwodu, stale zwiększa się ogólna liczba rozwodów. Ludzie coraz rzadziej modlą się w kręgu rodzinnym; coraz częściej też żyją, ignorując nauczanie Kościoła – szczególnie w dziedzinie moralności małżeńskiej i seksualnej.

W okresie między 1970 a 1995 rokiem liczba księży diecezjalnych spadła o 7 proc., księży zakonnych o 43 proc., sióstr zakonnych o 35 proc., a braci aż o 58 proc.[2]. Zgromadzenia zakonne wycofują się z instytucji, które prowadziły przez wiele dziesięcioleci: ze szpitali, szkół, domów dziecka itd.

W wielu środowiskach panuje negatywna atmosfera wokół oceny Kościoła, który niejednokrotnie staje się przedmiotem ostrej krytyki. Wielu ludzi z różnych powodów odczuwa prawdziwą agresję wobec Kościoła instytucjonalnego. Wielu też zraziło się do niego, albo jest wobec niego obojętnych. Zarówno Kościół jako instytucja, jak i poszczególne osoby duchowne darzone są coraz mniejszym szacunkiem w społeczeństwie.

To, że Kościół w Irlandii przeżywa kryzys, nie ulega wątpliwości. Jak głęboki jest ten kryzys, trudno jednoznacznie określić. Sytuacja różni się w zależności od regionu, a co ważniejsze, w całym Kościele irlandzkim można zauważyć również wiele zmian pozytywnych. Wyniki badań socjologicznych, przeprowadzonych w 1998 roku przez księży Greeleya i Warda[3]pokazują, że mimo sekularyzacji i skandali w Kościele, wiara w Irlandii jeszcze nie zaginęła. W ostatnim roku klasztor benedyktynów w Glenstal przygotował nowe, ładne wydanie tradycyjnego modlitewnika: błyskawicznie sprzedano cały nakład – 10 tysięcy egzemplarzy (pamiętajmy że Irlandia nie liczy nawet 4 milionów mieszkańców). Przez trzy miesiące 2001 roku wędrowały po kraju relikwie świętej Teresy. W każdym miejscu, do którego trafiały, gromadziły się tłumy wiernych, starszych i młodych[4]. W ostatnią niedzielę lipca tegoż roku ponad 30 tysięcy ludzi weszło na Górę Świętego Patryka w pokutnej pielgrzymce. Wiele osób świeckich studiuje teologię. Ludzie odkrywają starą duchowość celtycką. I co najważniejsze, nadal istnieją żywe wspólnoty parafialne.

Byłoby zatem przesadą, gdybyśmy podkreślali wyłącznie negatywne procesy w życiu Kościoła w Irlandii. Mimo to jednak wyraźnie widać, że obecnie to one właśnie mają znaczną przewagę nad pozytywami.

Stara i nowa Irlandia

W latach pięćdziesiątych i na początku lat sześćdziesiątych, kiedy wychowywałem się w Dublinie, Irlandia bez wątpienia była krajem katolickim. Prawie wszyscy ludzie chodzili w niedzielę do kościoła, w każdą sobotę przed konfesjonałami czekały kolejki penitentów, pełne były seminaria, a wpływ Kościoła wiele znaczył zarówno w sprawach politycznych, jak i moralnych czy kulturowych.

Tamta Irlandia była odizolowaną wyspą na krańcach Europy. Była biednym krajem rolniczym, raczej zamkniętym w sobie i mającym poczucie niższości wobec innych narodów. Przynależność do Kościoła i posłuszeństwo jego nakazom kościelnym stanowiły integralną część ówczesnej kultury[5]. Konstytucja, ogłoszona w 1937 r., była przepojona nauką społeczną Kościoła, i chociaż państwo nie było według niej państwem katolickim, jeszcze do lat siedemdziesiątych Kościół oficjalnie cieszył się pozycją uprzywilejowaną.

Wpływ Kościoła był zatem silny we wszystkich dziedzinach życia, a szczególnie w życiu rodzinnym. Sam Kościół podchodził z podejrzliwością do państwa, jeśli chciało ono ingerować w tę dziedzinę. Istniał zakaz rozwodów, aborcji, sprzedaży środków antykoncepcyjnych. Irlandzki Kościół był autorytarny. Wpływ hierarchii w kwestiach moralnych był powszechnie przyjmowany. Biskupi nauczali i dawali wskazówki, a wierni je wypełniali.

Ta „stara katolicka Irlandia” dzisiaj odchodzi, staje się historią. Można powiedzieć, że trwała bez zmian aż do lat sześćdziesiątych. Natomiast zarysy „nowej Irlandii” zaczęły ukazywać się wyraźnie jakiś czas później, w latach osiemdziesiątych. Dzisiejsza Irlandia jest krajem rozwiniętym, członkiem Unii Europejskiej, ze społeczeństwem gospodarczo aktywnym, wykształconym, tolerancyjnym, pluralistycznym i otwartym na cały świat. Ale nawet teraz trudno jest mówić jednoznacznie o całej Irlandii, istnieje bowiem widoczna różnica między liberalnym miastem i ciągle jeszcze tradycyjną wsią.

Do końca lat pięćdziesiątych Irlandia była zamknięta na obcy kapitał, i aż do tego czasu ciągle malała liczba jej ludności. Odkąd w roku 1958 pozwolono tu działać obcemu kapitałowi i obcym firmom, kraj zaczął się rozwijać. Co więcej, w ciągu ostatnich dziesięciu lat Irlandia przeżyła prawdziwy boom gospodarczy: roczny przyrost wynosił tutaj 6-8 proc., a w 2000 r. podniósł się aż do 11 proc., jest więc o wiele wyższy, niż w innych krajach Unii Europejskiej. Irlandię zaczęto nawet nazywać „celtyckim tygrysem”. Dzięki temu sukcesowi Irlandczycy pozbywają się poczucia niższości i porzucają stare postawy zamknięcia i obaw.

Kiedyś Kościół był w Irlandii „sumieniem narodu” i wszyscy musieli mu się podporządkować. Teraz nastąpiła reakcja

Starając się zrozumieć, dlaczego „stara katolicka Irlandia” umiera, dostrzegamy czynniki dotyczące Irlandii, świata i Kościoła. Czynniki te nie są od siebie niezależne – każdy z nich działa w kontekście pozostałych. Na początek zwróćmy uwagę na dwa pierwsze: na wewnątrzirlandzką specyfikę i na relacje Irlandii ze światem.

W „starej” Irlandii bycie katolikiem było znakiem tożsamości narodowej. Irlandia odzyskała niepodległość dopiero w roku 1922. Irlandczycy mówili po angielsku, byli o wiele biedniejsi i słabsi od Brytyjczyków, a jednak pragnęli pokazać, że zachowują odrębność. W tym kontekście wiara katolicka odgrywała rolę znaku tożsamości Irlandczyków. Irlandia Północna powstała w 1922 roku jako „protestanckie państwo dla narodu protestanckiego”. A skoro 95 proc. mieszkańców Republiki Irlandzkiej należało do Kościoła katolickiego, Republika stała się w pewnym sensie państwem katolickim dla narodu katolickiego.

Z czasem jednak zmiany społeczne w Irlandii Północnej, owocujące np. większą tolerancją i otwartością na inne poglądy, przyczyniły się do podobnych zmian po drugiej stronie granicy. Irlandczycy z Republiki zapragnęli, aby ich państwo stało się otwarte dla wszystkich, nie tylko dla katolików. Chcą pozbyć się wszystkiego, co jest typowo „katolickie”, wszystkich znaków tak zwanego „panowania rzymskiego”, jak złośliwie określali ustrój niepodległej Irlandii protestanci z Irlandii Północnej. Irlandczycy zrozumieli bowiem, że tylko w taki sposób mogą doprowadzić do porozumienia między dwoma społeczeństwami zamieszkującymi Zieloną Wyspę.

I rzeczywiście, dziś stosunki między Irlandią a Wielką Brytanią (której częścią jest Irlandia Północna) radykalnie się zmieniły. Obydwa państwa od 1973 roku należą do Wspólnoty Europejskiej i obecnie są partnerami w ramach Unii Europejskiej. Dzięki rozwojowi gospodarczemu Irlandia przestała być biednym sąsiadem Wielkiej Brytanii. W tej sytuacji podkreślanie przynależności do Kościoła katolickiego nie jest już potrzebne Irlandczykom jako znak ich tożsamości i odrębności.

W przeszłości Irlandia była krajem rolniczym – dziś staje się coraz bardziej miejska. Nastąpił szybki rozwój wielkich miast. Dzisiaj aż 40 proc. ludności kraju mieszka w aglomeracji Dublina. Coraz więcej ludzi na wsi zatrudnionych jest w zakładach przemysłu lekkiego, a zatem styl życia tych ludzi staje się coraz bardziej „miejski”. Rolnictwo – szczególnie skupione w małych gospodarstwach rolnych, które w „starej” Irlandii były powszechne – odgrywa coraz mniejszą rolę w gospodarce kraju. Z kolei w dużych miastach coraz mniejszy wpływ mają tradycyjne wspólnoty, w których istnienie Kościół był bardzo zaangażowany.

Irlandia, która do niedawna była odizolowaną wyspą, jest dziś coraz bogatszą dzielnicą wioski światowej

Zjawiskiem, które zaskakuje kogoś, kto wraca do Irlandii po dłuższym okresie nieobecności, jest dobrobyt. W latach pięćdziesiątych Irlandia była krajem biednym, z którego ludność stale emigrowała (głównie do USA) z powodów ekonomicznych. Obecnie Irlandia stała się bogatym, szybko rozwijającym się krajem. Prawie wszędzie widać, że ludzie mają dużo pieniędzy. Dobrobyt ma jednak swoją ujemną stronę. Wróciwszy do Irlandii po długiej nieobecności pewien autor napisał niedawno, że wszędzie widzi „bogactwo na pokaz, wulgarność, obojętność. W nowej Irlandii pieniądz zastąpił moralność i duchowość”[6].

„Sunday Times”, komentując rezultat badań, przeprowadzonych wśród irlandzkich trzydziestolatków, napisał: „ludzie stoją w kolejkach, by oddawać hołd funduszom emerytalnym. Bóg gra drugie skrzypce w stosunku do Billa Gatesa, piekło to jest trzykilometrowy korek samochodów na drodze szybkiego ruchu w Stillorgan, a grzech następuje wtedy, gdy komuś nie udaje się osiągnąć przyzwoitej wartości rynkowej akcji przedsiębiorstwa. To pokolenie woli modlić się na giełdzie papierów wartościowych aniżeli w kościele, a zarazem szuka raczej doradcy ubezpieczeniowego, niż spowiednika”[7].Pewien ksiądz, pracujący w sekretariacie episkopatu, stwierdził w rozmowie ze mną, że „w Irlandii powstał konflikt między celtyckim tygrysem a barankiem Bożym”.

Nagłe wzbogacenie się wpłynęło na zmianę podstawowych elementów życia społecznego. Ludzie mają coraz mniej czasu, ponieważ życie zawodowe staje się bardziej czasochłonne. Rodzice mają mniej czasu dla dzieci i dla ich dziadków, gdyż coraz częściej obydwoje pracują. Wszystko to odbija się negatywnie na jakości życia rodzinnego. Członkowie rodziny spędzają mniej czasu razem; coraz rzadziej spożywają wspólne posiłki. Wzrastający dobrobyt powoduje paradoksalnie więcej stresu i wywołuje poczucie zagrożenia. W miastach ludzie coraz rzadziej doświadczają poczucia wspólnoty. Nie potrzebują siebie nawzajem tak, jak wówczas, kiedy byli biedni. „Życie w mieście dzisiaj kryje w sobie zadziwiającą dozę samotności”[8]. Wszystkie te czynniki dokonują systematycznych zmian w tkance społecznej i w kulturze kraju.

Problemem jest nie tylko to, że Irlandia się zmienia, ale i to, że zmiany te zachodzą coraz szybciej. Społeczność „starej” Irlandii była stabilna. Obecnie, szczególnie w sektorze prywatnym, ludzie często zmieniają pracę i są w ciągłym ruchu. Niektórzy (np. prof. Conor Ward) twierdzą, że zjawisko to do pewnego stopnia tłumaczy pytanie, dlaczego młodzi ludzie mniej regularnie chodzą do kościoła. Tempo zmian wywraca stare zasady. W ten sposób regularność po prostu przestała być ważną cechą w kulturze.

Stara Irlandia była krajem zamkniętym w sobie. Bieda powodowała emigrację – ludzie ciągle wyjeżdżali stąd, a nie przyjeżdżali. Wpływ zewnętrzny innych państw był niewielki. Podczas drugiej wojny światowej Irlandia zachowała neutralność, co umacniało izolację psychiczną jej mieszkańców.

To wszystko się zmieniło. Fakt, że Irlandia jest wyspą, przestał izolować ją od świata. Z powodu wzrostu gospodarczego wielu ludzi przyjeżdża do Irlandii, a nie tylko z niej wyjeżdża. Wróciło wielu spośród tych, którzy wcześniej wyemigrowali. Irlandczycy coraz więcej podróżują, doświadczają innych kultur i poznają inne poglądy. Dzięki telewizji i internetowi nawet ktoś, kto nie wyjeżdża z domu, jest w kontakcie z całym światem. W Irlandii, podobnie jak w innych krajach europejskich, dokonuje się obecnie rewolucja informatyczna. Ułatwia ją fakt, że Irlandia jest narodem anglojęzycznym.

Do lat siedemdziesiątych w Irlandii nawet dziennikarze nie kwestionowali wypowiedzi polityków i duchowieństwa

Media zawsze miały ogromny wpływ na społeczeństwo irlandzkie. Dawniej istniała państwowa cenzura książek, czasopism i filmów. Aż do roku 1960 nie było w Irlandii telewizji. Odkąd się pojawiła, przez ostatnie czterdzieści lat transmituje amerykańskie i brytyjskie filmy, w których wpływ katolicyzmu na życie odgrywa bardzo małą rolę, lub w ogóle jest nieobecny. Filmy te przedstawiają „zachodni styl życia”, promując konsumpcjonizm i pewnego rodzaju kult sukcesu – wartości, które nie występowały w tradycyjnym irlandzkim katolicyzmie.

Od czasu, kiedy studiowałem w Dublinie w latach siedemdziesiątych, nastąpił ogromny wzrost liczby ludzi z wyższym wykształceniem. W „starej” Irlandii stosunkowo mało ludzi kończyło szkolę średnią, a tym mniej miało dostęp do wyższego wykształcenia. Większość studentów mieszka w Dublinie. Dla studentów pochodzących ze wsi studia wiążą się z odejściem z domu i ze środowiska rodzinnego oraz z wejściem w nowy świat, co często łączy się z odejściem od Kościoła i od życia religijnego. Ogólnie można powiedzieć, że ci, którzy ukończyli uniwersytet po roku 1975, są mniej przywiązani do Kościoła.

Sam fakt członkostwa w Unii Europejskiej też nie pozostaje bez wpływu na sytuację społeczną i prawną w Irlandii. Od dwudziestu lat sytuację tę w znacznym stopniu kształtują postępująca sekularyzacja i liberalizm. Wiele wśród ustaw, uchwalonych w ciągu ostatnich lat, zostało mocno naznaczonych piętnem liberalizmu. Wolno dziś legalnie kupować i stosować środki antykoncepcyjne; zalegalizowany został homoseksualizm; istnieje możliwość uzyskania rozwodu, aczkolwiek nie zalegalizowano jeszcze aborcji.

Kobiety w Irlandii były tradycyjnie wierne i posłuszne Kościołowi. Jednak w ciągu ostatnich dziesięcioleci pozycja kobiet w społeczeństwie uległa wielkiej zmianie. Coraz więcej kobiet pracuje poza domem, wzrósł ich poziom wykształcenia. Bierna uległość kobiet, widoczna w każdej dziedzinie życia, należy do przeszłości. W niektórych środowiskach kobiety reagują negatywnie na wszystkie struktury męskie i patriarchalne w społeczeństwie, a szczególnie w Kościele. Coraz częściej mówią też o tym, że ciężko jest im pozostawać „w takim Kościele”. Spory wokół encykliki „Humanae Vitae” spowodowały, że niektóre kobiety zaczęły otwarcie sprzeciwiać się nauce Kościoła. Dlatego dzisiaj wiele kobiet w Irlandii jest uprzedzonych do Kościoła i odchodzi od niego. Zmiana roli kobiet oznacza, iż w wielu przypadkach nie będą one dłużej tworzyć i utrzymywać dotychczasowego katolickiego etosu w rodzinie.

Jednym słowem Irlandia, która do niedawna była odizolowaną wyspą, jest dziś coraz bogatszą dzielnicą wioski światowej. I chociaż nie straciła tożsamości – a w wielu dziedzinach to poczucie tożsamości nawet umocniło się – przestały już działać te czynniki, które długi czas przeciwdziałały tendencjom dechrystianizacyjnym.

Bitwa o kulturę

Wobec obecnej otwartości Irlandii na świat to, co się dzieje w krajach sąsiednich, ma coraz większy wpływ na jej życie społeczne. A wszystkie kraje sąsiadujące z Irlandią przeżywają dziś kryzys religijny. W Anglii na przykład coraz mniej ludzi chodzi do kościoła; widoczny jest kryzys powołań, a Kościół katolicki i inne Kościoły mają nikły wpływ na życie społeczne. Stany Zjednoczone, Kanada czy kraje Europy Zachodniej doświadczają kryzysu życia religijnego, a społeczeństwa tych państw stają się coraz bardziej zeświecczone. Irlandczycy więc, mając coraz więcej kontaktów z mieszkańcami tych krajów, asymilują również ich poglądy.

Mniej więcej do końca lat siedemdziesiątych panowała w Irlandii kultura tradycyjna. Dzisiaj, po trzydziestu latach, widać, że współcześni młodzi Irlandczycy – czy tego chcemy, czy też nie – różnią się od starszego pokolenia, tak pod względem kultury, jak i myślenia. Bardzo ważna jest dla nich niezależność osobista; nie znoszą ograniczeń wolności, które istniały w starej Irlandii. Nowa kultura współczesna, którą reprezentują, lubi różnorodność poglądów, podchodzi negatywnie do autorytetu i obojętnie do religii instytucjonalnej.

Kiedyś Kościół był w Irlandii „sumieniem narodu” i wszyscy musieli mu się podporządkować. Teraz nastąpiła reakcja. Ludzie chcą uwolnić się od Kościoła jako autorytetu zewnętrznego oraz myśleć „na własny rachunek” i być posłusznymi jedynie własnemu sumieniu. Nastawienie to jest w pewnym sensie właściwe, ale może prowadzić do skrajności. Skłania bowiem do umacniania zjawiska, które emerytowany anglikański arcybiskup Yorku nazwał „kulturą pogardy”, zjawiska polegającego na rozczarowaniu strukturami, instytucjami, tradycjami i przekonaniami religijnymi[9].

Do lat siedemdziesiątych w Irlandii nawet dziennikarze nie kwestionowali wypowiedzi polityków i duchowieństwa. Dziś ludzie uważają, że każda władza, także kościelna, musi cechować się wiarygodnością i musi umożliwiać pociągnięcie jej do odpowiedzialności.

Skandale na tle seksualnym zachwiały fundamentami Kościoła. Najbardziej negatywne skutki w społeczeństwie wywołała jednak nie sama fala skandali, lecz milcząca reakcja na nią ze strony episkopatu i wyższych przełożonych

Urbanizacja i kapitalizm spowodowały, że społeczeństwo przestaje być wspólnotą, a staje się zbiorem jednostek. Człowiek czuje się wolny od autorytetu zewnętrznego. Jednostka sama decyduje, które zasady moralne będą kierowały jej życiem i często odrzuca konserwatywne poglądy Kościoła. W tej sytuacji religia staje się prywatnym przekonaniem, które wywiera coraz mniejszy wpływ na społeczeństwo. Dzisiejsza kultura nie lubi nakazów. Coraz częściej obserwujemy podejście, które można określić jako religijność á la carte: wierni wybierają tylko to, w co chcą wierzyć, wszystko inne zaś odrzucają. Dziedziny, w których wierni najczęściej postępują według własnych zasad, nie biorąc pod uwagę nauki Kościoła, to życie małżeńskie i życie seksualne.

W dziedzinie moralności jest więcej „swobody”, albowiem ludzie pozbyli się strachu. Przestali się bać ostrzeżeń hierarchii i opinii otoczenia. Poza tym dostęp do środków antykoncepcyjnych sprawia, że młodzi ludzie mają bardziej liberalne podejście do kwestii współżycia seksualnego, ponieważ ciąża nie jest już jego nieuchronną konsekwencją.

Żyjemy dziś w świecie, w którym jest wiele atrakcji, a niektóre z nich są o wiele bardziej pociągające, niż niedzielna Msza Święta. Dziś ludzie mogą robić wiele rzeczy w niedzielę: odpoczywają po sobotnich zabawach, lub po ciężkiej pracy podczas tygodnia. Religia musi być dla nich czymś konkurencyjnym. Jeśli Msza nie jest odprawiana w sposób przyciągający zainteresowanie, a kazanie nie jest dobrze przygotowane, zniechęca to wielu ludzi do obecności w Kościele. W dzisiejszej Irlandii także w tej dziedzinie istnieje wolny rynek, w którym również Kościół zmuszony jest prezentować i „sprzedawać” swój „towar”.

W mentalności Irlandczyków silnie obecny był do niedawna model Kościoła klerykalnego i instytucjonalnego. Było w nim dużo uległości ze strony świeckich, ale stosunkowo mało ich aktywnego udziału i angażowania się w życie duszpasterskie. Taki styl Kościoła nie odpowiada nowej sytuacji. Ludzie najczęściej określają go dziś jako „to” (it), synonim „organizacji”, albo mówią o nim „oni”, tzn. biskupi. To, że Kościół to „my”, jakoś nie dociera do świadomości wiernych, którym wydaje się, że Kościół jest tylko instytucją, gdzie dominuje zakaz, i która jest zamknięta na dialog.

Kościół na cenzurowanym

Obecnemu kryzysowi religijnemu i spadkowi autorytetu Kościoła winne są nie tylko czynniki kulturowe o zasięgu światowym. Niestety, za to, co się stało, pewną dozę odpowiedzialności ponosi również sam Kościół. W ciągu ostatnich dziesięciu lat okazało się, że dwa największe dotychczas autorytety w społeczeństwie irlandzkim – polityczny i kościelny – pozostawiają naprawdę dużo do życzenia.

Od 1992 roku mamy do czynienia z prawdziwą falą skandali w Kościele irlandzkim. Najpierw wyszło na jaw, że biskup Eamonn Casey, jeden z najbardziej znanych i lubianych biskupów w kraju, ma dziecko i korzystał z pieniędzy Kościoła, by je wychować i wyciszyć całą sprawę. Kilka lat później, gdy umarł cieszący się ogromną popularnością w radiu i telewizji ksiądz Michael Cleary, okazało się, że przez wiele lat żył on w konkubinacie i był ojcem dwojga dzieci. Później jeszcze ujawniono, że wielu księży dopuszczało się gwałtów na nieletnich. Niektórzy z nich zostali skazani na kilka lat pozbawienia wolności. Dziś wiadomo już, że problem wykorzystywania nieletnich jest zjawiskiem ogólnospołecznym, ale w Irlandii po raz pierwszy został on ujawniony właśnie w Kościele[10].

Skandale na tle seksualnym zachwiały fundamentami Kościoła. Najbardziej negatywne skutki w społeczeństwie wywołała jednak nie sama fala skandali, lecz reakcja na nią ze strony episkopatu i wyższych przełożonych. Biskupi przez wiele lat przemilczali bowiem te trudne sprawy. Ludzie uważali więc, że przez długi czas biskupom zależało przede wszystkim na losie zamieszanych w skandale księży, nie zaś na losie ofiar. Władze kościelne zaczęły reagować na problem dopiero wtedy, gdy zdały sobie sprawę, że nie można go już dalej tuszować.

Opinia publiczna uznała, że problemem jest nie tyle grzech kilku biskupów i księży, ile fakt, że sama struktura Kościoła umożliwia dokonywanie takich nadużyć przez duchownych i służy tuszowaniu zła, które czynią. Jeden z publicystów napisał: „Skandale pozostawiły w ludziach uczucie, że duchowa droga życia jest sama w sobie pomyłką i że katolicyzm, jako system, nie wprowadza w czyn tych wartości, o których tak gorliwie naucza[11]. Ludzie uznali, że Kościół jako instytucja jest dwulicowy i obłudny. Towarzyszyło temu wielkie rozczarowanie wiernych[12]. Okazało się więc, że Kościół, który do lat sześćdziesiątych miał monopol na moralność, sam nie jest ponad krytyką.

W przyszłości Kościół w Irlandii będzie inny. Zamiast być mocny, będzie raczej pokorny i proroczy. Będzie Kościołem, do którego przynależy się nie z racji przynależności do narodu, ale z osobistego wyboru

Od czasu wyjawienia tych skandali środki masowego przekazu są na ogół negatywnie nastawione wobec Kościoła. Można jednak powiedzieć, że do pewnego stopnia sam Kościół przyczynił się do tak ostrej reakcji dziennikarzy. Skandale wzmocniły pozycję mediów, które stały się swoistymi sędziami moralności Kościoła i „obrońcami dobra wspólnego” przed tymże Kościołem.

Skandale nie są jednak główną przyczyną kryzysu. Wielu wiernych – gdy ich gniew już się ochłodził – potrafiło rozróżnić słabość pewnej grupy księży od wartości podstawowych Ewangelii. Ale osłabionemu na różne sposoby Kościołowi coraz trudniej jest poradzić sobie z nowymi wyzwaniami i prowadzić nową ewangelizację.

Wszystkie opisane zjawiska doprowadziły do wewnętrznego kryzysu w Kościele i wywołały poczucie rezygnacji u dużej liczby duchowieństwa. Kiedy jednak w 1998 r. biskupi irlandzcy złożyli Ojcu Świętemu wizytę ad limina, Jan Paweł II w swoim orędziu nie skierował pod ich adresem ani jednej skargi ni zarzutu. Papież zdaje sobie sprawę z trudnej sytuacji Kościoła w Irlandii i widzi, że wielu duchownych tej wspólnoty jest zmęczonych i załamanych. Czytając tekst przemówienia Papieża, widać, że chciał on przede wszystkim podnieść biskupów irlandzkich na duchu i zachęcić ich w tej trudnej sytuacji do wierności obowiązkom duszpasterskim. Zwracał się do nich z prośbą, by dodawali otuchy swoim księżom, „którzy cierpią z powodu nowej kultury i skandali niektórych współbraci w kapłaństwie”. A wychodząc z sali spotkania, Papież zawrócił do biskupów, podniósł swoją laskę i powiedział im: Corraggio!, tzn. „Odwagi!”.

Zrozumieć kryzys

Jeżeli porównujemy sytuację obecną z sytuacją Kościoła w Irlandii przed trzydziestu laty, widać, że Kościół przeżywa obecnie wielki spadek popularności. Jeżeli natomiast rozszerzymy kontekst i weźmiemy pod uwagę dłuższy okres historii Irlandii, dostrzegamy, że sytuacja nie jest aż tak zła.

Historycy podkreślają, że okres 1850-1960, czyli klasyczna epoka „katolickiej Irlandii”, był w historii kraju wyjątkowy. Po Wielkim Głodzie, który panował w latach czterdziestych XIX wieku, cały naród był załamany. Tylko Kościół cieszył się wówczas wielkim autorytetem. Powstał wówczas nowy styl: silny Kościół rzymski, bogaty w powołania, budujący wiele kościołów; z wiernymi, którzy prawie wszyscy chodzili na niedzielną Mszę świętą. Być może po takim wyjątkowym okresie, teraz właśnie wracamy do „normalności”. Kościół irlandzki tamtego okresu stanowił bowiem wyjątek w Europie. Irlandczycy byli pobożniejsi od przeciętnych Europejczyków. Teraz bardziej zbliżamy się do średniej europejskiej, ale porównując życie religijne w Irlandii z sytuacją, panującą w innych krajach europejskich, można powiedzieć, że nadal jesteśmy na „wyższym” poziomie. Nie mówię tego, aby demonstrować samozadowolenie, ale raczej po to, byśmy nie wpadali w depresję w ocenie dzisiejszego kryzysu.

Wobec tych nowych zjawisk pojawiają się różne pytania: Co się dzieje w Irlandii? Co się stało z katolicką Irlandią, która wydawała się tak silna jeszcze kilkadziesiąt lat temu? Czy rzeczywiście życie religijne zamiera? Czy historia Kościoła irlandzkiego zbliża się ku końcowi? Trudno udzielić na nie jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ brakuje nam spojrzenia z perspektywy czasu na to, co dzieje się obecnie. Chociaż faktem jest, że ludzie odchodzą od Kościoła, nie wiemy jeszcze, czy proces ten będzie trwał nadal, czy też wkrótce się zatrzyma. Nie wiemy też, czy ludzie odeszli od Kościoła na stałe, czy też może kiedyś do niego powrócą.

Aby zrozumieć kierunek zmian w życiu religijnym Irlandczyków, należy ogarnąć cały kontekst radykalnych przemian, które dokonały się w Irlandii w ciągu ostatnich dziesięcioleci i które nadal zachodzą. Jako Irlandczyk dostrzegam, że nie ma porównania między Irlandią, którą poznałem jako młody chłopak, a Irlandią dnia dzisiejszego. Pewien autor napisał niedawno: „Jesteśmy odmienionym narodem, mieszkającym w odmienionym kraju”. W ciągu ostatnich trzydziestu lat zmieniło się tu literalnie wszystko: kultura, mentalność, poziom życia. Całe to odmienione społeczeństwo stanowi kontekst, w którym należy postrzegać zmiany w życiu religijnym.

Osobiście jestem przekonany, że Kościół w Irlandii stracił więcej niż Pan Bóg. Sama wiara w Irlandii nie zamiera, chociaż niewątpliwie przeżywa pewien kryzys. Umiera – lub już umarła – tak zwana „stara katolicka Irlandia”, w której Kościół miał uprzywilejowane miejsce. Zmienia się bowiem kultura społeczeństwa, a zmiany religijne stanowią jedynie fragment szerszych przemian społecznych, które obejmują całe życie Irlandczyków.

Z wielu punktów widzenia sytuacja w dzisiejszej Irlandii jest o wiele lepsza teraz, niż pięćdziesiąt lat temu. Poziom życia polepszył się, jest mniej biedy, mniej ludzi musi emigrować „za chlebem”. Nowa Irlandia ma wiele możliwości i wielki potencjał energii. Ta nowa sytuacja stwarza dla Kościoła nowe wyzwania. Utrata przez Kościół jego uprzywilejowanej pozycji, jak również fakt, że w nowym społeczeństwie nie odnalazł on jeszcze swojego miejsca – to zjawiska bolesne, ale wierzę, że Kościół w Irlandii przeżywa obecnie swoisty, bolesny „czas święty” – kairos.

Wszystko zależy od tego, czy w nowej sytuacji Kościół będzie potrafił odczytać znaki czasu, poprawić swoje błędy, wyjść na spotkanie z nową rzeczywistością z odwagą, nadzieją i pokorą, oraz głosić Ewangelię z przekonaniem, że towarzyszy mu Duch Boży. Jeśli Kościół sprosta temu zadaniu, w przyszłości historycy będą patrzyli na jego dzisiejszy kryzys jako na moment łaski. Jeśli natomiast Kościół zamknie się w sobie, płacząc nad swoim upadkiem i umacniając nastawienie obronne, chwila obecna stanie się momentem jego śmierci.

Wiara chrześcijańska jest głęboko zakorzeniona w duszach Irlandczyków. Naród przyjął wiarę ponad 1500 lat temu i przetrwał niejeden kryzys, a mam nadzieję, że z pomocą Ducha Świętego sprosta również dzisiejszym trudnościom. W przyszłości Kościół będzie inny. Kościół w nowej Irlandii, zamiast być mocny, będzie raczej pokorny i proroczy. Nie będzie Kościołem, do którego przynależą wszyscy z racji przynależności do narodu, ale należeć się doń będzie z racji osobistego wyboru. Będzie to Kościół bardziej misyjny, dynamiczny, słuchający, szanujący i angażujący wszystkich swoich członków. Będzie to o wiele bardziej Kościół Jezusa Sługi Bożego, a mniej Kościół Jezusa Króla Wszechmogącego. W tym nowym Kościele będzie też więcej miejsca dla młodszego pokolenia. Sama Ewangelia nie ulegnie zmianie. Ale skoro istnieje nowa kultura, Kościół będzie musiał wprowadzić inkulturację. Dzisiejsza Irlandia odnawia się, zatem i Kościół irlandzki, zakorzeniony w bogactwie swoich tradycji, musi się odnowić.

Jeśli Kościół zamknie się w sobie, płacząc nad swoim upadkiem i umacniając nastawienie obronne, chwila obecna stanie się momentem jego śmierci

Na końcu pojawia się pytanie, czy to wszystko ma jakieś znaczenie dla Polski? Wielu polskich katolików zwraca przecież uwagę na wyraźne znaki opanowywania Polski przez kulturę postmodernistyczną. Czynniki ogólnoeuropejskie, wymienione wyżej, działają również i tutaj – a dzieje się to jeszcze przed wejściem Polski do Unii.

Patrząc na to, co się stało w Irlandii, uważam, że trzeba zwracać szczególną uwagę na to wszystko, co może przeszkadzać w słuchaniu i w odczytywaniu znaków czasu. Zaliczyłbym tu na pierwszym miejscu samozadowolenie, które w Polsce można zaobserwować u części duchowieństwa. Tymczasem sytuacja irlandzka pokazuje, że jeżeli jakiś kraj jest katolicki teraz, nie znaczy to, że będzie katolicki jutro i że fakt, iż Kościół jest silny dziś, nie znaczy wcale, że jest odporny na kryzysy!

Kolejną postawą, która może przeszkadzać w odczytywaniu znaków czasu, jest patrzenie na wszystko w kolorach czarno-białych. Niektórzy polscy katolicy mają skłonność do przylepiania negatywnych etykiet tym wszystkim, którzy nie zgadzają się z ich poglądami politycznymi, lub też religijnymi: ten, kto nie jest naszym przyjacielem, jest wrogiem. Postawa taka niejednokrotnie utrudnia odczytywanie tego, co jest wartościowe w poglądach bliźnich, którzy podchodzą do pewnych spraw z innego punktu widzenia. Osłabia Kościół przez sianie nienawiści i wzbudzanie podejrzliwości.

Polska ma jeden wielki plus: jeszcze kościoły są pełne w niedzielę, jeszcze nie ma kryzysu powołań w seminariach diecezjalnych, jeszcze jest dużo młodzieży, zaangażowanej w ruchach i w duszpasterstwach akademickich… Jesteście jeszcze w stanie przygotować wiernych na nadejście nowej kultury. Dlatego Kościół w Polsce powinien śledzić to, co dzieje się w innych krajach, by lepiej się przygotować na wyzwania dwudziestego pierwszego wieku.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 3/2002.


[1] Pod koniec lat osiemdziesiątych w narodowym seminarium duchownym w Maynooth studiowało 350 kleryków; a istniało wówczas sześć innych seminariów regionalnych. Tymczasem w roku 2001 w Maynooth było jedynie 110 kleryków, a poza tym istnieją już tylko dwa seminaria, w których kleryków również jest niewielu. Z drugiej strony ciekawe, że w Maynooth na pierwszym roku na studiów seminaryjnych znalazło się aż pięciu kleryków z Dublina – do tej pory w całym seminarium studiowało tylko pięciu.
[2] Tom Inglis, „Moral Monopoly”, University College Dublin Press, Dublin 1998, s. 212.
[3] Opublikowane w „Doctrine and Life” z grudnia 2000 r.
[4] Trzeba przyznać, że nie każdy, nawet wśród katolików, ocenia pozytywnie wędrowanie relikwii świętej Teresy.
[5] Podczas badań przeprowadzonych w roku 1962 aż 90 proc. ludności zgodziło się ze zdaniem: „Kościół jest największą siłą, czyniącą dobro w Irlandii”. Ciekawe że ludzie z wyższym wykształceniem byli o wiele mniej skłonni do zaakceptowania tego zdania. Mary Kenny, „Goodbye to Catholic Ireland”, New Island, Dublin 2000, s. 210.
[6] Michael O’Loughlin, przytoczony w pracy J. J. Lee: „A sense of Place in the Celtic Tiger”, zamieszczonej w zbiorze „Are we forgetting something?”, wyd. Harry Bohan and Gerard Kennedy, s. 83.
[7] Cytat za: Mary Kenny, „Goodbye to Catholic Ireland”, s. 311.
[8] „Prosperity with a Purpose”. s. 55-61.
[9] Abp Dermot Murray: „Faith and Culture”. s. 4.
[10] Jak podała ostatnio KAI, katolickie zakony w Irlandii wypłacą ofiarom molestowania seksualnego odszkodowania w wysokości 128 mln euro. Równocześnie rząd Irlandii ze swej strony wypłaci ofiarom ok. 500 mln euro. Do takiego porozumienia doszła utworzona przed dwoma laty specjalna państwowo-kościelna komisja. Według danych rządowcyh, rekompensaty pieniężne powinno otrzymać ok. 3,5 tys. osób. Od rządu pieniądze otrzymają te osoby, na których aktu pedofilii dopuściła się osoba duchowna, którą zatrudniało państwo, a nie np. ksiądz pracujący w instytucji kościelnej. Odszkodowania dotyczą osób molestowanych seksualnie w okresie od lat 40-tych do końca lat 90-tych. Zgodnie z ustaleniami pomiędzy rządem a Konferencją Zakonów Irlandii (CORI), zakony przekażą państwu na odszkodowania nieruchomości warte 80 mln euro, 38 mln wypłacą w gotówce, a 10 mln przeznaczą na utworzenie specjalnych punktów konsultacyjnych i inne inicjatywy charytatywne. W ciągu ostatnich 10 lat za seksualne molestowanie dzieci zostało skazanych 45 irlandzkich duchownych (spośród ponad 2 tysięcy księży i zakonników). [Red.]
[11] Mary Kenny, op. cit., s. 308.
[12] Pani Mary McAleese, która w 1997 r. została wybrana na prezydenta Irlandii, napisała w 1995 r., że Kościół w Irlandii jest „nikczemną, ponurą procesją sobowtórów Poncjusza Piłata, księży, którzy wykorzystują nieletnich, apatycznych opatów, nieudolnych kardynałów i bezradnych rodziców”. Mary Kenny, op. cit., s. 306.

Przeczytaj też tekst abp. Diarmuida Martina, prymasa Irlandii: „Krzywda, nadzieja i uzdrowienie. Osobista droga biskupa przez skandale seksualne”

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (2)

Nie ma pełnej analogii pomiędzy Polską a Irlandią. Tam Kościół wszedł struktury państwa. U nas oddziaływanie na struktury. U nich był katolicyzm tradycyjny. U nas jest mieszany. U nich nie było Duszpasterstw Akademickich, Oaz czy Odnowy, które ożywiają parafię . U nas Jest tego niemało. Nie da się z tak różnych rzeczywistości ulepić wizji kościoła w Polsce. Każda będzie uproszczeniem.

Jak widać, polscy biskupi wiernie naśladują swoich irlandzkich kolegów, więc scenariusz irlandzki w Polsce, jest jak najbardziej prawdopodobny.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.