Jesień 2020, nr 3

Zamów

Zabawa w państwo policyjne

Władza, która promuje purytańską obyczajowość i stosuje wobec aktywistek i aktywistów metody siłowe, na dłuższą metę w walce z tęczą polegnie.

W związku z obrazą uczuć religijnych i znieważeniem warszawskich pomników stołeczni policjanci zatrzymali pierwsze osoby podejrzane, trafiły one do policyjnego aresztu, czynności trwają, a zatrzymanie pozostałych to kwestia czasu – poinformowała Komenda Stołeczna Policji.

Policjanci siłą zatrzymali działaczki inicjatywy „Stop Bzdurom” i zastosowali wobec nich areszt za wywieszenie tęczowych flag na warszawskich pomnikach, m.in. Chrystusa przed kościołem św. Krzyża. Zostały wypuszczone z aresztu dopiero po niemal dwóch dobach.

Trudno zrozumieć te metody. Policjanci fatygowali się do różnych zakątków kraju – dalekich od miejsca zameldowania aktywistek – choć żadna z nich nie ukrywa tożsamości, działają jawnie i trudno znaleźć przesłanki, by miały mataczyć w sprawie. To odróżnia ich przypadek od wielu innych, w których zastosowano środek zapobiegawczy w postaci aresztu.

– To skandaliczna sprawa. Zatrzymanie nie było konieczne, a zastosowane środki są nieproporcjonalne do wagi oskarżenia – mówi mi rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

Anna Maria Żukowska – posłanka Lewicy, która interweniowała w sprawie na komisariacie przy ul. Wilczej – uważa, że cała akcja jest obliczona na wywołanie „efektu mrożącego”, czyli na ostrzeżenie wszystkich aktywistek i aktywistów, by nie występowali przeciwko porządkowi obyczajowemu proponowanemu przez partię rządzącą. W przeciwnym razie spotka ich noc (lub kilka nocy) w areszcie.

Czy policjanci nie chcieli przypadkiem wykazać się przed politycznymi zwierzchnikami?

Takie działanie policji powinien potępić każdy, kto sprzeciwia się tworzeniu z Polski państwa policyjnego. A także każdy, kto nie uważa, by partia rządząca – choćby pozostawała w tym obszarze w sojuszu z częścią hierarchii kościelnej – miała mandat do wyznaczania obowiązującego modelu obyczajowości, którego nieprzestrzeganie może być karane. Bo areszt taki jak ten sprawia wrażenie kary, a nie środka zapobiegawczego.

Używanie organów ścigania w celu osiągnięcia efektu politycznego jest tym bardziej oczywiste, że zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez aktywistki złożył wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta.

Zasadne staje się pytanie, czy policjanci nie chcieli przypadkiem wykazać się przed politycznymi zwierzchnikami, kontrolującymi służby. Wszystko to zaczyna przypominać zabawę w testowanie rozwiązań państwa policyjnego, w którym obywatel musi mieć się na baczności, by nie naruszyć czułych punktów systemu władzy.

Jak dowodzą badania, Polacy są jednym z najbardziej zróżnicowanych społeczeństw pod względem wyznawanych wartości

Strategia obrana przez władze będzie zresztą długofalowo nieskuteczna z wielu powodów. Jednym z nich jest fakt, że – mimo lat budowania pozytywnego wizerunku służb mundurowych – Polacy wciąż mają głęboko zakorzenioną niechęć do siłowych rozwiązań. Co istotne, niechęć ta istnieje w starszych pokoleniach, pamiętających PRL i brutalność milicji, jak również w młodszych, w których określenie „psiarnia” bynajmniej nie wywołuje w pierwszej kolejności skojarzeń z czworonogami.

Po drugie, walka z aktywistkami i aktywistami LGBT+ za pomocą rozwiązań siłowych tylko wzmocni ich poczucie moralnej racji. Widać to również w reakcjach działaczek ze „Stop Bzdurom” po zwolnieniu z aresztu: „Myślicie, że spanie na dołku nas złamie? Miałyśmy świetne wakacje. Weźcie przestańcie zwijać nas z cudzych mieszkań i ulic, to się robi stalkerskie”. To poczucie moralnej słuszności może tylko wzmocnić organizacje LGBT+ i przekonać do nich większą część społeczeństwa, która nie uważa, by symboliczna walka z tęczą była dziś największym – ani nawet częściowo istotnym – problemem życia publicznego. Innymi słowy, władza promująca purytańską obyczajowość i stosująca metody siłowe na dłuższą metę w tej sprawie polegnie.

Tłem dla całej sprawy jest światopoglądowe zróżnicowanie Polaków. Najnowszy artykuł Lisy Blaydes i Justina Grimmera z Uniwersytetu Stanforda („Political Science Research and Methods” nr 8/2020) dowodzi, że Polska i Rumunia są najbardziej zróżnicowane pod względem wyznawanych wartości z kilkudziesięciu badanych krajów. Inne badania nad wyznawanymi wartościami przez ostatnich trzydzieści pokazują dość spójny obraz liberalizacji postaw obyczajowych Polaków. Dotyczy to szczególnie młodszego pokolenia, które dziś jest bazą buntu przeciw purytańskiej moralności.

Różne stronnictwa polskiego podziemia w czasie II wojny światowej potrafiły wykuwać porozumienie. Dlaczego dziś nie potrafimy radzić sobie z konfliktami wartości?

Różnice pokoleniowe to zresztą jeden z kluczowych aspektów, który będzie wpływał na przyszły kształt życia publicznego. Także w tym kluczu należy rozumieć powagę zatrzymania aktywistek ze „Stop Bzdurom”. Pewne metody działania, niewyobrażalne dla starszych pokoleń, są dla młodszych chlebem powszednim, a prowokowanie – zwłaszcza w dobie mediów społecznościowych – powszechną metodą działania. „Jeśli jesteś tu pierwszy raz, powinnaś wiedzieć, że jesteśmy akcją na rzecz ratowania queerowych dzieciaków przed konsekwencjami dezinformacji. Nasze działania są edgy – przyzwyczaj się” – czytamy na stronie internetowej „Stop Bzdurom”.

Będzie „edgy”, czyli kontrowersyjnie, także dlatego że duża część młodszego pokolenia – zwłaszcza ze środowisk LGBT+ – jest sfrustrowana brakiem możliwości wypowiedzenia swoich racji w przestrzeni publicznej. Dlatego jest zdecydowana sięgać po środki, które zapewnią rozgłos.

Czy to wszystko oznacza, że czeka nas nieuchronny konflikt symboli, pokoleń, państwa z obywatelami, wszystkich ze wszystkimi? Niekoniecznie. Najnowsza historia Polski przynosi na to różne dowody. Zwłaszcza w sierpniu. W miesiącu wspomnienia Powstania Warszawskiego warto wspomnieć „Testament Polski Walczącej” i „Deklarację Rady Jedności Narodowej”, czyli programowe dokumenty polskiego podziemia z czasu II wojny światowej. Oba cechują się realistyczną świadomością, że nie da się z życia publicznego wyeliminować konfliktów wartości. A jednak w czasie wojny w dialogu wykuwano porozumienia, proponowano rozwiązania i szukano pozytywnych perspektyw na przyszłość. Działo się tak nawet w obliczu nieuchronnego politycznego kataklizmu, jakim były dla Polski postanowienia konferencji jałtańskiej i znalezienie się przez nasz kraj w sowieckiej strefie wpływów.

Co jeśli dla jednych tęcza jest znakiem miłości, tak jak krzyż jest znakiem miłości dla drugich?

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Sierpień to również rocznica Porozumień Sierpniowych – być może najistotniejszego wydarzenia o charakterze dialogowym w XX w. w Polsce. Wydany później program NSZZ „Solidarność” znany pod nazwą „Samorządna Rzeczpospolita” zawierał nie tylko postulaty typowo związkowe, ale także tworzył ramy budowy demokratycznego, pluralistycznego porządku w przyszłości: „uważamy, że zasady pluralizmu muszą odnosić się do życia politycznego. Związek nasz będzie popierał i chronił inicjatywy obywatelskie, których celem jest przedstawienie społeczeństwu rożnych programów politycznych, gospodarczych i społecznych oraz organizowanie się w celu wprowadzenia tych programów w życie”.

Dziś powinniśmy zacząć od budowania platform rozmowy i wysłuchania drugiej strony: czym jest tęcza dla jednych i krzyż dla drugich. Co jeśli dla jednych tęcza jest znakiem miłości, tak jak krzyż jest znakiem miłości dla drugich? Czy na prowincji akcja działaczek „Stop Bzdurom” jest tak samo zrozumiała i czytelna, jak dla wielkomiejskiej klasy średniej? A jeśli nie jest, to czy ktoś będzie umiał tę różnicę doświadczeń wypowiedzieć?

Tęcza mnie nie obraża. Ale nawet gdyby z jakiegoś powodu było inaczej, to ze względu na wszystkie powyższe kwestie, uważałbym, że trzeba przeciwstawiać się zabawom w państwo policyjne. I wspierać osoby, które padają ofiarami tych niebezpiecznych zabaw.

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (41)

Myslę,że dotkliwa kara finansowa sądownie orzeczona, a nie policyjne represje, ostudziłaby awanturnicze środowiska, które nie wiedzą czym dla Polaków i chrześcijan są symbole narodowe i religijne

Wygląda na to, że w Polsce nie ma już religii, a co dopiero wiary – są tylko wiecznie obrażone uczucia religijne…

Obrażone uczucia religijne…Czy ksiądz, który poraził niewinnego człowieka paralizatorem obraził je? Taka rzecz zdarzyła się naprawdę w 2016 roku, wystarczy zajrzeć do netu. Ksiądz z paralizatorem, zamiast z różańcem w ręce! I co? Ano nic, zero reakcji ze strony biskupa. Ten ksiądz dalej jest na swoim miejscu i ma za nic ludzi.

Zatrzymanie było niepotrzebne, zgoda. Prawdopodobnie to jest taka gorliwość, która kazała zdjąć piosenkę Kazika. Ale, Autorze, nie ułatwiaj sobie życia komentując tylko wycinek sprawy. Jej elementem, który od wczoraj zaczyna dominować, jest aresztowanie przez sąd jednej z osób od powieszonej na pomniku Chrystusa tęczowych barw, noszącej przy sobie nóż i robiącej z niego użytek przeciw podobnym jak on radykałom. Zatrzymanie dwóch pozostałych osób wygląda trochę inaczej, jeśli ich środowisko co najmniej akceptuje takie standardy zachowań, jak używanie przemocy wobec osób o odmiennych poglądach.

Dziękuję szczerze, że Pan dba o to, bym sobie nie ułatwiał tematu, ale wytłumaczę się tak: tekst powstał i został opublikowany przed wczorajszym wieczorem, gdy cała sprawa dostała zupełnie nowego wymiaru. Jeśli chodzi o wątek, który Pan sygnalizuje, to powiem tak: nie mam wątpliwości, że używanie przemocy i grożenie nożem to czyny, które potępiam. Ale jak było konkretnie musi rozstrzygnąć sąd. Również nie jestem przekonany zastosowaniem aresztu w tej sprawie.

Bez przesady z tym użyciem noża – aktywista nie użył noża w stosunku do tego kierowcy, tylko przebił opony w samochodzie. Tak samo rzekome pobicie, to była zwykła szarpanina. Państwo polskie zdecydowanie zareagowało nad wyd wyraz manifestując swoją siłę w stosunku do bezbronnego obywatela, a kara więzienia za taki incydent jest zupełnie nieadekwatna do czynu.

OK, czas pisania komentarza uchyla moje zastrzeżenie. Wyrazy uznania, że co najmniej nie zaperzył się Pan, nie mówiąc o kontrataku, często personalnym jak to się zdarza zbyt często wśród publicystów obu stron.

Niestety, poprzez doświadczenia w konflikcie z księdzem potwierdzam spostrzeżenia autora. Policja, prokuratura dopasowująca się do oczekiwań księdza. Ta ich usłuźność, bo i po drodze z władzą związaną z Kościołem. Wprost niewyobrażalne, jak jakaś farsa. Próba przemówienia do sumienia biskupa na ten cyrk, bez odzewu. Cóż pozostaje? Liczyć, że sprawiedliwość istnieje? Że w końcu trafisz na kogoś w tym systemie, który się z tego wyłamie.

To dramatyczna sytuacja, człowiek szuka jakichkolwiek dobrych stron ostatnich wydarzeń. Czy po wszystkim zostanie tylko zło? Nie, na szczęście nie. Ci młodzi ludzie są już straceni dla Kościoła, byli poza jego zasięgiem, mimo, że wydaje się wszechmocny, a teraz oddalili się maksymalnie 🙂 No bo czym dla nich jest Kościół? Instytucją państwową, opierającą swoje dogmaty na policjantach i bigotach w rządzie, instytucją wypełnioną płatkami śniegu, których bardziej boli wieszanie flag na nieczujących niczego pomnikach niż prawdziwa przemoc (jak ta z Białegostoku). Jedynym źródłem satysfakcji może być więc obserwowanie bezsilności Waszej wiary, słabości Chrystusa, którego tak gorliwie bronicie przed własnymi fobiami, pustki słów wylewających się z ambon. Dodajmy do tego słabość chrześcijańskiej kultury – poeci, których da się policzyć na palcach jednej ręki, filmy, których nawet nikt nie chce recenzować, sztuka współczesna, z definicji nie mogąca być katolicką, bo się opiera na transgresji, której tak bardzo się boicie. Co możecie zaoferować kulturze? Konkursy wiedzy o Janie Pawle? Jakieś kopie księdza Twardowskiego? Mieszacie się, próbujecie, ale tylko przebieracie nogami w miejscu. Odkąd nie trzeba wyznawać Boga, żeby być miłosiernym i empatycznym, nie macie nic oryginalnego do zaoferowania.

Dokładnie, rozwodniony Kościół otwarty Więzi, Deona i Tygodnika Powszechnego nie jest komukolwiek potrzebny do czegokolwiek. To dlatego dzieci katoliberałów masowo odchodzą od wiary, jak „syn marnotrawny”, a ci, co zostają w świątyniach, zwykle są dziećmi konserwatystów, „synów wiernych”.

I super. Niech będzie jak chciał Benedykt – malutkie wspólnoty utrzymujące się z datków wiernych. Może nawet zejdziecie w końcu z pluszowego krzyża i naprawdę doświadczycie ucisku w imię Pana (czego oczywiście nie życzę). Tylko weźcie się za dokształcanie wspólnoty, bo chyba nie jest dobrze (https://www.fronda.pl/a/47-procent-polakow-wierzy-w-zmartwychwstanie-a-w-smierc-na-krzyzu-o-procent-wiecej,32795.html) z tą wiernością „synów”.

To i tak jeszcze za dużo, ilość tych „synów wiernych” oceniam na około 10%, chociaż w Polsce to może jeszcze długo pozostać sztucznie zawyżone ze względów kulturowych.

Ten, jak go zwano „Kościół otwarty” zapisał budujące karty. Być może i teraz daje do myślenia. To już coś. Rzecz jasna nie należy zapominać, że jest dopiskiem na marginesie nauczania Kościoła.

żadna z tez tego artykułu nie zostałaby przez autora wyrażona, gdyby policja reagowala na zaatakowanie synagogi lub meczetu. Autor milczalby, tak jak milczy Bodnar, kiedy np opresyjny i ciężko przestraszony rektor zawieszał prof. Nalaskowskiego. Szkoda prestiżu Więzi na ten bełkor w istocie bodnarowy przecież

Żali się Pan w innym miejscu, że ktoś nazwał Pana trollem i że nie spodziewał się Pan takich odzewek tutaj, a jednocześnie zarzuca Pan w tym komentarzu autorowi coś, czego nie może Pan udowodnić. Której to tezy bym nie powtórzył i dlaczego? Robi to Pan na dodatek językiem, który jest bardzo mocno nacechowany. Ale odpowiem Panu – tak jak Adam Bodnar, jeszcze zanim został rzecznikiem praw obywatelskich, bronił kibiców krytykujących Donalda Tuska i jego rząd, tak ja tezy, które tu stawiam uważam za istotne w każdym kontekście. Rzeczy w tym, że te konteksty się różnią i w umiejętności rozróżniania widzę jedną z najważniejszych – i najtrudniejszych – umiejętności dojrzałego człowieka. W tym wypadku na przykład nie tylko nikt nie zaatakował świątyni – a kilka pomników i figur – ale na dodatek mamy do czynienia z systemową przemocą aparatu państwa skierowaną w konkretną grupę ludzi. Dostrzega Pan to?

Mamy do czynienia z systemową przemocą grupy działaczy LGBT: z nożem zaatakowali ciężarówkę pro-life, swoją „tęczową” flagą wtykają tylko po to, aby prowokować i obrażać. Dlatego bardzo się cieszę, że aparat państwowy nie toleruje ich zachowań, nie zaprasza do szkół w charakterze „edukatorów” tylko ściga za każde łamanie obowiązującego prawa. Tak więc z radością dostrzegam fakt, że ta grupa paraterrorystyczna jest na celowniku.

Na razie mamy do czynienia przede wszystkim z systemowa przemoca wobec osob LGBT. W ostatnim czasie mielismy przynajmniej 4 glosne przypadki tego, jak otoczenie a takze np. zla (lub brakujaca) sluzba psychologiczna doprowadzilo do samobojstwa tych osob (w moich rodzimych Czechach byl mimochodem kilka lat temu bardzo glosny przyklad tego, jak 14 letniego chlopaka z bardzo religijnej rodziny doprowadzilo do samobojstwa zachowywanie ich proboszcza). Dokladnie kilka dni temu mielismy opisany przyklad chlopaka z Podkarpacia, o ktorym sie we wsi przypadkowo dowiedzieli, ze jest gejem i od tej pory go przesladuja, nekaja, zgromadzaja sie przy domu i go wyzywaja, w sklepie nie chca obslugiwac, otruli mu kota i probowali zatruc psa i policja nie reagowala na zgloszenia. W zeszlym roku doszlo do brutalnego pobicia ludzi w Bialymstoku i w Lublinie ktos probowal przyniesc na marsz rownosci bombe, ktora mogla zabijac. Jestesmy nie tylko przez zwyklych ludzi, aleglownie wysokich przedstawicieli panstwa i Kosciola praktycznie na co dzien wyzywani od zarazy, ideologii, bolszewikow i nie wiadomo czego jeszcze. Ja nie moge publicznie nawet trzymac mojego dlugoletniego partnera, ktorego kocham, za reke, zebym sie nie narazal w lepszym przypadku na to, ze zostane nawyzywany od p******. Ale to oczywiscie osoby LGBT terroryzuja ludzi, lamia obowiazujacego prawa, prowokuja i uzywaja systemowej przemocy.

@Autor
Nie ma systemowej przemocy – jest reakcja państwa na czyny zabronione albo okoliczności uzasadniające podejrzenie popełnienia czynów zabronionych (przy okazji zachęcam do śledzenia treści na profilu Komendy Głównej Policji prowadzonym w popularnym medium społecznościowym z krótkimi wpisami) Nie ma też – to osobny temat – żadnej kampanii przedstawicieli państwa przeciwko osobom nieheteroseksualnym – np. Andrzej Duda w trakcie kampanii występował nie przeciwko homoseksualistom, a przeciwko ideologii spod znaku sześciu barw (przejawem oddziaływania tej ideologii jest m.in. dążenie do zmiany definicji prawnej małżeństwa i rodziny) i wielokrotnie to zaznaczał. Słusznie zauważono tutaj, że rozróżnianie pojęć jest bardzo ważną umiejętnością, np. w uprawianiu nauki i refleksji społecznej. Niemniej, właśnie zauważenie oczywistego faktu, że wielu aktywistom gejowskim czy przedstawicielom skrajnej części środowiska feministycznego przyświeca pewna ideologia wywołało bardzo silny opór. Sądzę więc, że pożyteczne będzie przypomnienie: nie każdy homoseksualista jest „gejem”, nie każdy „gej” jest „integralnym” zwolennikiem ideologii, którą w uproszczeniu nazywa się ideologią LGBT. Podobnie jak nie każdy robotnik czy nie każda osoba podnosząca „kwestię robotniczą” jest socjalistą, a ponadto nie każdy socjalista jest zwolennikiem „rewolucji socjalistycznej”.

Po was tęczowi komunisci też przyjdą Redaktorzy Więzi. Na końcu ale przyjdą… To wszystko już było. Tyle że kiedyś chcieli uwspolnotowic własność a teraz prywatność. Reszta bez zmian…

Ależ Pan zakłamuje rzeczywistość. Póki co przychodzą w Polsce po osoby używające tęczy jako symbolu swojej tożsamości. I po tych, którzy po prostu demonstrują przeciw przemocy. A temu wszystkiemu ktoś jeszcze przyklaskuje.

Jezus-jego przeciwnicy byli przekoani że przegrał .Opluli go,ubiczowali wreszcie ukrzyżowali.Koniec, finito,jego uczniowie byli zdezorientowani,wydawało się im że już wszystko stracone.A on zmartwychstał objawial się prawie tyko swoim uczniom.Coś tu nie gra,to niewiarygodne i podejrzane, powinien pokazać się swoim wrogom to byłby tryumf .Jeden z jego najzagorzalszych wrogów też go nie zobaczył tylko usłyszał”Dlaczego mnie prześladujesz”I tenże Szaweł nazwany od tego momentu Pawłem poniósł wieść o Jezusie daleko poza obszarJudei do innych nieizraelskich ludów.Dziś Europa wyrzeka się Jezusa a Jego uczniowie.wydają się zacofanymi bigotami,którzy nie potrafią pogodzić się z nowoczesnymi trendami.I są zkazani na wymarcie.Jednak myślę że Jezus nie powiedział ostatniego słowa.Liczba jego uczniów rośnie w Afryce,W Ameryce Południowej siła Kościoła Katolickiego słabnie jednak rośnie znaczenie kościołów zielonoświątkowych.A w Europie może jest to czas błogosławiony ,chrześcijanie wypychani z kultury i polityki zwracają się ku tekstowi Ewangelii, wracają do źródeł swojej wiary. Może będą małą trzódką głęboko zanurzoną w przekazie ewangelicznym.

Może Jezusowi ta flaga się podoba ?
Jak słabym trzeba się czuć , żeby widzieć zagrozenie w zjawisku przyrodniczym.

Proszę przeliczyć ilość kolorów. Prawdziwa tęcza różni się nieco od tej z flag. Poza tym kompletnie nie o zjawiska atmosferyczne tu chodzi. Ideologia LGBT jest nową odmianą marksizmu, który próbuje się nam narzucić siłą.

Aż tak słabo wierzysz w polskie rodziny? A może nie jesteś pewien/pewna swojej orientacji? Chyba boisz się nie tych rzeczy, których należy się bać.

Na razie to Pan i Panu podobni narzucaja sila mnie i mojemu partnerowi (bez ktorego bym mimochodem nie zostal czlonkiem Kosciola!), jak sobie mozemy uporzadkowac zycie. Prosze mi podac jeden jedyny argument, dlaczego sobie jako dwie dorosle osoby zdolne do dzialan prawnych i nikogo nie krzywdzace nie mozemy zyc zgodnie z tym, jak chcemy. Jakim sposobem cokolwiek Panu narzucamy i jak na Pana zycie jakkolwiek wplynie to, ze chcemy po dlugich latach bycia razem wziac slub (oczywiscie w urzedzie, co powinno byc Kosciolu absolutnie obojetne)? Prosze mianowac chociazby jedna rzecz. Naprawde mnie interesuje, co jest narzucaniem w prawnym unormowaniu zwiazkow osob takich jak ja, ktore nie dotycza nikogo innego oprocz wlasnie nas i nam podobnych (mimochodem i tak do tego z czasem po prostu dojdzie, bo demografie sie nie da odwrocic i zmiany w opinii publicznej w kierunku mlodszych pokolen sa potezne).

Oto ten argument. Człowiek jest istotą wspólnotową. Większość członków tej wspólnoty na różnych etapach swojego życia (mnie nie wyłączając) nie potrafiło lub nie potrafi albo nie będzie potrafić się kierować busolą w wyborze dobra i zła. Wiele decyzji w naszym życiu musimy podejmować, gdy do nich jeszcze jesteśmy niedojrzali, począwszy od wyboru liceum (już 14-latkowie muszą wybierać profile klas, co jest decyzją życiową trudno odwracalną), studiów, zawodu, małżeństwa, posiadania i wychowania dzieci aż po przygotowanie do śmierci. Od tych wyborów w istotnej części zależy szczęście człowieka.

Dla większości osób prawo naturalne i wynikające z niego normy społeczne, niedoskonale odwzorowane w prawie stanowionym są tą busolą. Owszem, ponieważ prawo stanowione, a nawet normy społeczne są niedoskonałe, mimo że pomagają ogromnej części osób podejmować w miarę trafne decyzje, zostawiają za burtą rozmaite mniejszości. Tak, społeczeństwo nie powinno przechodzić nad tym do porządku dziennego, jest etycznie zobowiązane przez prawo naturalne, by te mniejszości uwzględniać. Ale nie poprzez rozmontowanie norm społecznych i prawa stanowionego, by w imię wsparcia w poszukiwaniu szczęścia dla niewielu zaniedbać wsparcia w poszukiwaniu szczęścia przez wielu a tego żąda nieświadoma konsekwencji swoich działań lewica.

Nie czynię z tego zarzutu, bo przyznaję, iż dopóki mniejszości same nie podniosły swoich spraw, nie istniały dla wspólnoty, a dla jej części byli pariasami. Ale to nie jest argument, by przystać na destrukcję norm konstytuujących wspólnotę w imię wolności bez zobowiązań, bo normy nakładają zobowiązania ograniczając wolność. Jednym z takich zobowiązań ograniczających wolność, co do których wszyscy ponadkulturowo i religijnie (z wyjątkiem nihilistów) się zgadzamy jest przetrwanie gatunku. Dlatego normy związane z seksualnością, rodziną, są tak istotne.

Tymczasem lewica nie chce żadnych norm, nigdy nie słyszałem jak chce by wyglądał świat pod jej rządami, a to co widzę w „dojrzałych” demokracjach to pospolita nieodpowiedzialność (weźmy jeden z najbardziej zaawansowanych w lewicowej inżynierii społecznej przykładów, czyli Szwecję, która ma najwyższy wskaźnik samobójstw kobiet, a w czasie tsunami w 2004 w Tajlandii zginęło więcej Szwedów niż Niemców – obu nacji po ponad 8 tys. tyle że mieszkańców Niemiec jest 10 razy więcej – ciekawe, że w przeważającej większości mężczyzn).

Postępowa nowoczesność przyzwala na degradację tego obszaru życia człowieka, traktowania go jak wypicie szklanki wody. Nowe wynalazki testuje się na szczurach przez kilka pokoleń by sprawdzić, czy medykament nie ma skutków ubocznych, a nas się zachęca, by zaryzykować lewicowy lek na niedomagania społeczne bez testów.

1) Jakim sposobem fakt, ze bede mogl wziac slub z moim dlugoletnim partnerem destruuje jakiekolwiek normy? Uporzadkowanie prawne zwiazkow osob takich jak ja przeciez absolutnie nie wplywa na status prawny malzenstw. Jezeli bym taki slub zawarl, to jakim sposobem zmieni sie malzenstwo moich sasiadow lub kogokolwiek innego? To przeciez nie bedzie mialo na nikogo innego absolutnie zadnego wplywu.
2) Przetrwanie gatunku absolutnie nie ma nic wspolnego s tematem. Poza tym, ze osob LGBT jest caly czas w spoleczenstwie mniej wiecej taki sam odsetek, to dzieci nie rodza sie z malzenstwa (w Polsce okolo 1/4 dzieci rodzi sie poza malzenstwami a w moich rodzimych Czechach nawet okolo 50%) a warunkiem zawarcia malzenstwa nie jest to, ze para bedzie w przyszlosci miec dzieci (zreszta slub moga zawierac takze np. osoby starsze, u ktorych nie ma nawet czysto biologicznej mozliwosci urodzenia dzieci).

Co do reszty, to porownanie do szczurow jest obrazliwe, a wiec prosze na przyszlosc o bardziej stonowany wybor slow. Jezeli chodzi o rzekome ryzyka, to w krajach, gdzie malzenstwa osob tej samej plci istnieja (pierwszy kraj je wprowadzil juz prawie 20 lat temu a zwiazki partnerskie ponad 30 lat temu, wiec sporo wnioskow juz mozna wyciagnac), badania jednoznacznie porwierdzaja, ze wiaza sie one z lepszym stanem zdrowotnym i psychicznym osob LGBT, mniejsza iloscia takich patologii jak przemoc czy znecanie sie a nawet mniejsza iloscia samobojstw, na ktore sa narazone szczegolnie mlode osoby ze wspolnoty LGBT, co bardzo bolesnie przypomnialo kilka niedawnych przypadkow w Polsce (gdzie jest tutaj chrzescijanska troska o zycie i dobro blizniego?). Oczywiscie przeklada sie to takze na mniejsze obciazenie dla panstwa w postaci mniejszej ilosci problemow psychologicznych lub np. lepszej wydajnosci w pracy.

Ciekawa wzmianka o ilości dzieci rodzących się pozamałżeńskich. To głównie tutaj warto podkreślać, dla ich dobrego wychowania, wagę stabilności małżeństw i rodzin. Ale do tego trzeba by było wiary i ofiary życia, a w debacie społecznej nie są to pożądane wartości. Podobnie w przypadku odmiennych od heteroseksualnych związków. Jeśli jest wiara to będzie i troska o nią i po chrześcijańsku- z walką o dochowanie wymagań np w sferze czystości- o tego czy o tych, którzy po ludzku się wspierają. Życie społeczne potrzebuje ludzi wychowywanych do poświęcenia dla drugiego- tego uczy chrześcijaństwo- lecz tego postulatu nie widzę na krzykliwych demonstracjach. Takie czy inne ułatwienia życia codziennego wchodzą oczywiście w rachubę, jak w przypadku każdej odpowiedzialnej relacji międzyludzkiej. Nie trzeba jednak osłabiać i tak już coraz słabszych małżeństw i rodzin przez rozciąganie ich statusu na inne, bardzo zróżnicowane przecież, formy relacji międzyludzkich.

Malzenstwo nie ma nic wspolnego ze stabilnoscia zwiazkow i poswieceniem sie dla drugiego. Moze istniec harmoniczny, kochajacy sie i stabilny zwiazek dwoch osob bez malzenstwa, ktore troszcza sie z miloscia o wlasne dzieci, rownie jako patologiczne malzenstwo pelne przemocy i znecania sie (co, powiedzmy sobie szczerze, nie jest w Polsce zadna rzadkoscia). W moim rodzimym kraju (Czechy) jest wierzacych (a szeczegolnie tych praktykujacych) absolutny ulamek i jakos nie widze, zeby ludzie nie byli w stanie sie kochac, troszczyc o siebie i stwarzac stabilne zwiazki. To nie ma nic wspolnego ani z malzenstwem, ani z wiara.

„Życie społeczne potrzebuje ludzi wychowywanych do poświęcenia dla drugiego- tego uczy chrześcijaństwo- lecz tego postulatu nie widzę na krzykliwych demonstracjach.”

A czy wlasnie postulat wprowadzenia malzenstw dla par jednoplciowych nie jest wlasnie wyrazeniem checi poswiecenia sie dla drugiego? Ja bardzo pragne wziac slub z moim dlugoletnim partnerem wlasnie dlatego, ze go kocham, zalezy mi na jego dobru i chce mu sie poswiecac. Czy przypadkowo dla spoleczenstwa i panstwa nie jest lepsze, jak osoby takie jak ja beda tworzyc stabilne zwiazki oparte na wzajemnej trosce, milosci i wspieraniu sie? Jak pisalem wyzej, badania jednoznacznie stwierdzaja, ze w krajach, gdzie takie malzenstwa wprowadzano doszlo do ograniczenia wielu patologii, zlepszenia stanu zdrowotnego i psychicznego takich osob, spadku ilosci samobojstw itp.

„Nie trzeba jednak osłabiać i tak już coraz słabszych małżeństw i rodzin przez rozciąganie ich statusu na inne, bardzo zróżnicowane przecież, formy relacji międzyludzkich.”

Jeszcze raz powtarzam. Jakim sposobem fakt, ze ja bede mial mozliwosc wziac slub z moim dlugoletnim partnerem (a tego pragnienia ewentualnie zrealizuje), wplynie na jakiekolwiek inne malzenstwo? Czym oslabiamy malzenstwo lub rodzine kogos innego? To jest przeciez absolutnie absurdalne wyobrazenie. Zreszta chyba najlepsza odpowiedzia na takie „obawy” jest ten rysunek slynnego slowackiego karykaturysty: https://i.pinimg.com/originals/0f/c3/ee/0fc3eea4843428f0e411b68e2b0af817.jpg

ad.1 Ustanowienie normy, że małżeństwo homoseksualne nie różni się od heteroseksualnego i każdy wybór jest równie uprawniony zbyt wiele osób skłoni do eksperymentowania, które to eksperymenty nie pozostają bez śladu na tej osobie, a w konsekwencji na całej wspólnocie.

ad.2 Tak, dzieci mogą się rodzić poza sformalizowanymi małżeństwami ale jest Pan wybiórczy. Bowiem temu zjawisku towarzyszy w kulturze Zachodu spadek dzietności. Jako jeden z powodów niskiej dzietności wskazywany jest brak stabilizacji. Destabilizacja tradycyjnego małżeństwa temu sprzyja. W ten sposób rozmontowywanie norm tradycyjnych wpływa negatywnie na jedno z podstawowych zobowiązań każdego kolejnego pokolenia (i chrześcijan, i ateistów, i wyznawców innych religii, a tylko nie nihilistów) do przetrwania gatunku i przekazania świata w lepszej kondycji niż nam został przekazany.

Do szczurów nie porównywałem osoby LGBT+, a całą ludzkość, w tym siebie. Jeśli pana to drażni, mogą być myszy lub inne zwierzęta doświadczalne.

Owszem, w zbyt wielkiej liczbie rodzin tradycyjnych jest przemoc, ale w związkach homoseksualnych jest też obecna, tyle, że to temat tabu dla mediów, inaczej niż w przypadku związków heteroseksualnych. Nie licytujmy się, relatywnie w których bardziej.

Może osoby LGBT+ są szczęśliwsze (nie jest to zresztą pewne, bo dziś nie ma badań, którym można zaufać, a niektórych się celowo nie prowadzi – czemu w odpowiedzi na jakoby kłamstwo napisane na furgonetce anty-LGBT, że średnia okresu życia mężczyzny homoseksualnego jest znacząco krótsza, niż heteroseksualnego, nie podacie badań dowodzących przeciwnej tezy?) ale kosztem szczęścia większości (podałem przykład Szwecji). Owszem, wspólnota ma obowiązek etyczny zadbania o szczęście swoich mniejszości – to przecież napisałem pierwszy i dobrowolnie, ja z tym nie mam problemu. Ale nie kosztem większości. Pan podsumował tylko jedną stronę równania. Ale zgoda, że dopóki LGBT+ nie zaczęło się upominać o siebie, wspólnota nieszczególnie troszczyła się o nie, co w przypadku chrześcijan jest grzechem.

Podał Pan przykład Czech jako pozytywnego dowodu na to, że rozkład tradycyjnych norm nie musi skutkować upadkiem cywilizacji. Nie kwestionując Pana dowodów zmusza mnie Pan do tego, bym podał jeszcze inne dane, które dowodzą czegoś przeciwnego, ale nie chodzi mi tu o wywyższanie bardziej tradycyjnego społeczeństwa polskiego nad mniej tradycyjne czeskie, bo wpadamy w antagonizm narodowy, o który tu nie chodzi. Ja widzę też niedoskonałości tradycyjnych norm, które nas wiodą ku uwiądowi, jeśli tylko „postępowcom” nie uda się ich skorygować. Ale akurat nie w tym obszarze, o którym rozmawiamy. I nie takimi beztroskimi metodami – „zróbmy rewolucję, a potem jakoś będzie”. To nie znaczy, że nie dam się przekonywać, że tradycyjny model rodziny musi obowiązywać do skończenia świata. Wierzę jednak, że każdy przyszły model musi pomagać człowiekowi panować nad swoją seksualnością, która jest destrukcyjna, jeśli nie jest kontrolowana. Dobrze wiemy, jakie głupoty potrafimy robić w imię nasycenia swoich pragnień. Normy społeczne mają pomagać każdemu z nas kontrolować swoją zwierzęcość. Otóż po stronie przeciwników tradycyjnego modelu nie widzę takiej perspektywy. Dlatego ich receptom nie ufam.

Niestety, dyskutujemy w okresie gwałtownego sporu, którego kontekst nadaje znaczenie napisanym słowom. Dlatego czuję konieczność uzupełnienia swojego stanowiska o akcent z pozoru daleki. Otóż uważam, że podjeżdżanie furgonetką anty-LGBT pod anarchistyczno-lewicowy squot by atakować drugiego człowieka nawet prawdą (z wymalowanych znanych mi haseł jedno jest dla mnie stwierdzonym kłamstwem – że 4-letnie dzieci mają być uczone masturbacji, bo WHO tego nie postuluje – pozostałe napisy to dopuszczalna, nawet jeśli jednostronna i obraźliwa opinia), nie jest chrześcijańskie. Niektórzy tak czynią z niedojrzałości, inni z cynizmu, ale tak czy siak, chrześcijańskie to nie jest i buduje barierę między atakowanym człowiekiem a Chrystusem.

Niestety, poprzez doświadczenia w konflikcie z księdzem potwierdzam spostrzeżenia autora. Policja, prokuratura dopasowująca się do oczekiwań księdza. Ta ich usłuźność, bo i po drodze z władzą związaną z Kościołem. Wprost niewyobrażalne, jak jakaś farsa. Próba przemówienia do sumienia biskupa na ten cyrk, bez odzewu. Cóż pozostaje? Liczyć, że sprawiedliwość istnieje? Że w końcu trafisz na kogoś w tym systemie, który się z tego wyłamie.

Powtarzane ostatnio bardzo często zdanie „tęcza nie obraża” nie przekazuje, w mojej ocenie, żadnej treści. Oczywiście, że tęcza nie obraża. Nawet ta zniekształcona, sześciobarwna tęcza ruchu LGBTQ (LGBT +, LGBTQ+) – bo prawdziwa tęcza, przypomnę, jest siedmiobarwna (i taki właśnie łuk jest symbolem biblijnym). Natomiast ten znak ruchu LGBTQ wskazuje, rzecz jasna, na postulaty polityczne (np. rejestracja tzw. związków partnerskich lub tzw. małżeństw jednopłciowych lub umożliwienie adopcji dzieci przez pary homoseksualne) ufundowane, rzecz jasna, na pewnej wizji człowieka (inaczej mówiąc na pewnych założeniach z dziedziny antropologii filozoficznej, których skądinąd nie można pogodzić z nauczaniem Kościoła katolickiego). Taki znak łączony z wizerunkiem świętych czy wizerunkiem samego Boga jest już wymierzony właśnie w religię katolicką (i większość aktywistów ruchu LGBT tego nie kryje – „Potop Szwedzki 3.)”. Bycie w mniejszości nie zwalnia z obowiązku respektowania np. wolności wyznania, integralności cielesnej i innych dóbr prawnie chronionych.

Co ma Kosciol np. do cywilnych(!) malzenstw osob tej samej plci? To przeciez Kosciola absolutnie nie dotyczy a moze tego spokojnie ignorowac.

„Bycie w mniejszości nie zwalnia z obowiązku respektowania np. wolności wyznania, integralności cielesnej i innych dóbr prawnie chronionych.”

Ale zupelnie tak samo bycie czlonkiem jakiejkolwiek wspolnoty wyznaniowej nie zwalnia tego czlowieka z respektowania praw wszystkich innych osob. Ustawodawstwo w panstwie swieckim takze nie moze wywodzic sie z nauczania jakiegokolwiek kosciola, bo ma istniec dla wszystkich a nie tylko wierzacych a to nawet jakby tych wierzacych bylo 99%. Demokracja to nie dyktatura wiekszosci a jej podstawa jest wlasnie to, ze rownie traktuje wszystkich bez roznicy i chroni mniejszosci, ktore sa w gorszej pozycji wobec wiekszosci.

@ML Zgoda co do wagi stabilności związków jako takich, w ogóle, choć najlepiej zwyczajnych małżeńskich, po prostu. Brak zgody co do formalnego małżeństwa w przypadki innych modeli relacji międzyludzkich, z racji ich mnogości. Nie jesteśmy samotnymi wyspami, tworzymy społeczeństwo. Linie podziału między tym co wspólne a tym co osobiste muszą być wytyczane w jasny sposób. I tak małżeństwo mężczyzny i kobiety oraz ich rodzicielstwo jest na 1 miejscu. Inne modele życia, między innymi homoseksualny męski, na innym poziomie uznania. Sprawa między tym, co
uczuciowe i osobiste a społeczne jest zawsze delikatna, np państwo wypowiada się na temat końca małżeństwa cywilnego dorosłych osób przez procedurę sądową- bo właśnie rzecz jest społeczna, a nie tylko osobista. Rozumiem jednak, że jeśli akcent postawi się zasadniczo na tym, co osobiste, to w takiej perspektywie kończy temat.

A nie mozna po prostu wspolistniec obok siebie? Nikt nie zaprzecza statusu malzenstwa a jak pisalem wyzej, uporzadkowaniem prawnym zwiazkow osob takich jak ja przeciez zadna zmiana dla nikogo innego nie nastanie. Jezeli pary bezdzietne moga byc malzonkami ze wszystkimy rzeczami, ktore z tego plyna (a to sa bardzo praktyczne sprawy dotyczace np. podatkow, majatku, dziedziczenia, emerytur itp. ), to dlaczego ja ze swoim partnerem nie moge z takich rzeczy korzystac? Jaka jest pomiedzy nami roznica? A doswiadczenie z wielu krajow zagranicznych (juz ich jest okolo 30 a jezeli chodzi o zwiazki partnerskie, to jeszcze wiecej) naprawde nie pokazuje jakichkolwiek negatywnych skutkow.

@ML
Nie wiem, czy w istocie sprawy osób w związkach homoseksualnych wymagają interwencji prawodawczej – mam poważne wątpliwości. Osoby takie mogą korzystać ze swobody umów i swobody testowania, w polskim prawie występuje już kategoria „osób pozostających we wspólnym pożyciu” czy „osób bliskich”), odwiedziny w szpitalu i uzyskiwanie informacji o stanie zdrowia nie są, o ile wiem, problemem.
Małżeństwo w obecnym stanie naszej cywilizacji jest instytucją szczególną, a możliwość zawarcia małżeństwa jest przywilejem. Z definicji oznacza, to wyłączenie równości rozumianej absolutnie. Przywilej ten znajduje usprawiedliwienie w tym, że małżeństwo (także cywilne) co najmniej zakłada możliwość „posiadania” dzieci i podjęcie trudu ich wychowania. Z racji biologicznych założenie takie nie może być rozsądnie powzięte w wypadku związków homoseksualnych.
„Współistnienie” – oczywiście. Współistnienie to jest zagrożone tam, gdzie kwestionuje się uprzywilejowanie małżeństw (chronionych przez prawo związków jednej kobiety i jednego mężczyzny, który co najmniej zakłada wydanie na świat potomstwa i podjęcie obowiązków rodzicielskich – w sferze materialnej, duchowej itd.). Kwestionowanie tego przywileju prowadzi prostą drogą do żądania adopcji dzieci przez pary homoseksualne, a dalej do żądania zamknięcia np. katolickich czy „konserwatywnych” ośrodków adopcyjnych. Tutaj tkwi rdzeń problemu. Ruch polityczny LGBT+ (przynajmniej w swojej „awangardzie”; odniosę się jeszcze raz do hasła „Potop Szwedzki 3.0”) odrzuca antropologię, która leży u podstaw cywilizacji zachodniej. Kończy się to eksperymentowaniem na dzieciach, które potrzebują mamy i taty. Kończy się to prześladowaniem osób, które nie przyjmują „nowej”, „nieopresywnej” antropologii. Przejawem tego jest właśnie prawo nakazujące zamknięcie ośrodków adopcyjnych prowadzonych przez „tradycyjnych” katolików. Kończy się stwierdzeniem, że Biblia jest „homofobiczna” (zob. np. Paweł z Tarsu), albo w ogóle katolicyzm jest „homofobiczny” i – o ile nie zaakceptuje nowej antropologii – powinien zniknąć z przestrzeni publicznej.

@ML Tam gdzie chodzi o praktyczne szczegóły uporządkowania różnych od małżeństwa relacji międzyludzkich tam należy to oczywiście robić z racji sprawiedliwości. Dyskusja o tym jak to zrobić będzie nieraz miała miejsce, bo nie sposób przewidzieć wszystkich wyzwań w tak delikatnej materii.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.