Jesień 2020, nr 3

Zamów

Konwencji stambulskiej nie należy odrzucać

Fot. Melanie Wasser / Unsplash

Konwencja stambulska słusznie nakłada na państwo obowiązek ograniczenia przemocy mężczyzn wobec kobiet – jako specyficznej formy znęcania się człowieka nad człowiekiem. Jej możliwe ideologiczne interpretacje nie mogą tego przesłaniać.

Głosy polityków za wypowiedzeniem tzw. konwencji stambulskiej słyszeć można już od kilku lat. Konsekwentnie takie stanowisko prezentują np. Marek Jurek i jego ugrupowanie oraz przedstawiciele Instytutu Ordo Iuris. Jak dotąd jednak głosy te nie znajdowały wsparcia ze strony przedstawicieli rządu Prawa i Sprawiedliwości. Dopiero w ostatnich dniach sytuacja uległa zmianie – gdy kilkoro ministrów, a nawet wicepremier Jadwiga Emilewicz, zdecydowanie zapowiedziało konieczność podjęcia radykalnego kroku, jakim byłoby wypowiedzenie przez polskie państwo podpisanego wcześniej i ratyfikowanego aktu prawa międzynarodowego. Czy rzeczywiście są ku temu istotne powody? 

Patrząc od strony politycznej, podkreślić trzeba, że konwencja Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (dalej również: CAHVIO) należy do dokumentów nakierowanych na ochronę praw człowieka i obywatela. Wypowiedzenie konwencji tego rodzaju byłoby w stosunkach międzynarodowych swego rodzaju prowokacją tożsamościową. Byłby to gest spektakularny. W polityce międzynarodowej „mówi się” raczej konwenansem. Zatem różnicę między nieprzystępowaniem do konwencji (za czym onegdaj sam się opowiadałem) a jej wypowiedzeniem można porównać do różnicy między uchyleniem się od przyjęcia zaproszenia na wystawne przyjęcie a manifestacyjnym opuszczeniem sali z argumentacją, że towarzystwo jest niewybredne, a dania niesmaczne.

Wypowiedzenie konwencji stambulskiej byłoby w stosunkach międzynarodowych swego rodzaju prowokacją tożsamościową

Michał Królikowski

Udostępnij cytat

Już z tego punktu widzenia wypowiedzenie konwencji zaliczanej do katalogu podstawowych praw człowieka jest aktem niepotrzebnym i nieleżącym w dobrze pojętym interesie państwa polskiego. Tym bardziej – w obecnych okolicznościach ogromnej międzynarodowej krytyki dotyczącej przestrzegania praworządności w Polsce.

Nadmierne obawy

Czy istnieją jednak merytoryczne podstawy obaw, że CAVHIO wymusi na Polsce działania sprzeczne z Konstytucją? Nie stało się tak do tej pory, choć konwencja stambulska została przez Polskę podpisana już w roku 2012, a ratyfikowana w 2015 r. Warto przypomnieć, że podpisując tę umowę międzynarodową, polskie władze złożyły m.in. deklarację, że nasz kraj „będzie stosować Konwencję zgodnie z zasadami i przepisami Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej”. Deklarację tę uważam za wystarczającą.

Problematyce CAHVIO przypatruję się od dawna. Jako przedstawiciel ministra sprawiedliwości formułowałem wątpliwości co do jej ideologicznego wymiaru oraz – w pewnym zakresie – sprzeczności obowiązków wynikających z Konstytucji i z konwencji. Muszę jednak przyznać, że od tego czasu moja opinia podlegała pewnej ewolucji. Dziś twierdzę, że obawy o sprzeczność CAVHIO z Konstytucją są nadmierne. Konwencji nie należy odrzucać. Przeciwnie – warto dostrzec wagę stawianych przez nią problemów. 

Deklarowanym celem konwencji stambulskiej jest stworzenie zintegrowanego podejścia na rzecz ochrony kobiet przed wszelkimi formami przemocy, eliminowania form dyskryminacji kobiet i promowania rzeczywistej równości między kobietami a mężczyznami. Za podstawowe narzędzie uznano w konwencji opracowywanie ram polityki prawnej i społecznej, mających na celu udzielanie ochrony i pomocy wszelkim ofiarom przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. 

Obawy o sprzeczność konwencji z Konstytucją są nadmierne. Konwencji nie należy odrzucać. Przeciwnie – warto dostrzec wagę stawianych przez nią problemów

Wiele rozwiązań wprowadzanych przez CAVHIO ma charakter bezdyskusyjnie słuszny i o nich nie będę tu pisał. Analizuję bowiem potencjalne prawdopodobieństwo sprzeczności obowiązków wynikających z konwencji ze zobowiązaniami płynącymi z Konstytucji. 

Obowiązki konwencyjne 

Czy przy okazji rozwiązań słusznych nie wprowadza się w konwencji także rozwiązań, które mogą naruszyć wypracowane do tej pory w Polsce społeczne kompromisy i zasady aksjologiczne, na których ufundowano system konstytucyjny naszego państwa?

Najpoważniejsze wątpliwości budzą pod tym względem rozwiązania art. 3(c) oraz art. 12 ust. 1 i art. 14 konwencji. Pierwszy z nich określa płeć jako społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i cechy, które dane społeczeństwo uznaje za właściwe dla kobiet i mężczyzn. Zaś art. 12 ust. 1 zobowiązuje państwa do tego, by promować zmiany w społecznych i kulturowych wzorcach zachowań kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji i wszelkich innych praktyk opartych na pojęciu niższości kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn. Art. 14 wprowadza zbieżne obowiązki w zakresie edukacji szkolnej. 

Uregulowania te są wynikiem podstawowego założenia, jakie legło u podstaw CAHVIO – że przemoc ze względu na płeć jest zjawiskiem strukturalnym, wynikiem układu schematów zachowań, utrwalonych relacji społecznych oraz kultury danej społeczności, wyrażających się w stereotypach, uprzedzeniach oraz typowych rolach kobiet i mężczyzn wiążących ich wolność do decydowania o sobie. W tak rozumianej kulturze istnieje – w ocenie autorów konwencji – przyzwolenie na poniżanie, przedmiotowe traktowanie, a w końcu stosowanie opresji wobec kobiet. 

Ambicją twórców konwencji jest stymulowanie przemiany społecznej, dlatego wprowadza ona obowiązki państwa do działania na rzecz tej zmiany. Chodzi tu o promocję zmian we wzorcach zachowań kobiet i mężczyzn, mającą na celu wykorzenienie zwyczajów i tradycji opartych na tych stereotypowych rolach, o których wspominałem powyżej. 

Obowiązki konstytucyjne 

Czy takie obowiązki stoją w sprzeczności z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, która wpisuje w zbiór zasad ustrojowych promowanie małżeństwa i budowanej na nim rodziny? 

Art. 18 deklaruje przyznanie ochrony i opieki małżeństwu, rodzinie, macierzyństwu i rodzicielstwu. Trzeba także wspomnieć art. 33 ust. 1 (zasada równości praw kobiety i mężczyzny w życiu rodzinnym), art. 47 (ochrona prawna życia rodzinnego), art. 48 ust. 2 (ochrona praw rodzicielskich), czy też art. 48 ust. 1 zdanie pierwsze i art. 53 ust. 3 (prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami, w tym do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego). Pozostałe przepisy konstytucyjne i ustawowe należy w konsekwencji interpretować i stosować w sposób pozwalający na możliwie najpełniejsze uwzględnienie i realizację tych wartości. Jest to podstawowy obowiązek pozytywny państwa przy realizacji tego rozstrzygnięcia konstytucyjnego. 

W działaniu organów publicznych należy zatem kierować się „świadomością wartości rodziny w życiu społecznym i znaczenia tej podstawowej komórki dla istnienia i funkcjonowania narodu” (wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 8 maja 2001 r.). W innym wyroku, z 12 kwietnia 2011 r., Trybunał Konstytucyjny podkreślił: „Ochrona rodziny realizowana przez władze publiczne musi uwzględniać przyjętą w Konstytucji wizję rodziny jako trwałego związku mężczyzny i kobiety nakierowanego na macierzyństwo i odpowiedzialne rodzicielstwo (vide: art. 18 Konstytucji). Celem regulacji konstytucyjnych odnoszących się do statusu rodziny jest bowiem nałożenie na państwo, a zwłaszcza na ustawodawcę, obowiązku podejmowania takich działań, które umacniają więzi między osobami tworzącymi rodzinę, a zwłaszcza więzi istniejące między rodzicami i dziećmi oraz między małżonkami”. 

W świetle tego wyroku TK rozwiązania prawne i z zakresu polityki społecznej „nie mogą prowadzić, choćby nawet pośrednio, do osłabiania trwałości więzów rodzinnych przez takie rozwiązania, które preferowałyby wychowywanie dzieci tylko przez jednego z rodziców albo nawet przez oboje z nich, ale bez zawierania związku małżeńskiego, przynoszącego prawne regulacje odnoszące się do relacji między tymi osobami”. 

Sprzeczność czy jednak zbieżność? 

Wątpliwości formułowane w związku z CAHVIO dotyczą przerzucenia na tradycyjną kulturę relacji społecznych podstawowej „winy” za przemoc ze względu na płeć. Owszem, konwencja może zostać wykorzystana jako wehikuł ideologiczny, może nawet posłużyć do kwestionowania wartości tradycyjnego modelu rodziny. Nie jest to jednak ani nieuchronne, ani wysoce prawdopodobne, skoro nie nastąpiło to w ciągu pięciu lat po ratyfikacji konwencji przez Polskę. 

Stwierdziłbym raczej, że między obowiązkami konstytucyjnymi a konwencyjnymi zachodzi w znacznym stopniu zbieżność – jest nią przekonanie o potrzebie budowania relacji społecznych opartych na szacunku, wrażliwości i wzajemnym wspieraniu się kobiet i mężczyzn. Należy podkreślić, że w poważnej literaturze prawniczej formułowane są opinie odrzucające tezę o występowaniu jakiejkolwiek kolizji między obowiązkami państwa polskiego wynikającymi z obu tych aktów prawnych. Wszak ochrona kobiet przed przemocą wobec nich skierowaną, jak i ochrona przed przemocą domową to zadania władz publicznych wynikające z konstytucyjnych obowiązków państwa w zakresie ochrony praw człowieka. 

Między obowiązkami konstytucyjnymi a konwencyjnymi zachodzi zbieżność – jest nią przekonanie o potrzebie budowania relacji społecznych opartych o szacunek, wrażliwość i wzajemne wspieranie się kobiet i mężczyzn

Również używanego w konwencji pojęcia „płci społeczno-kulturowej” nie należy osadzać w inżynierii społecznej nakierowanej na zmianę sposobu postrzegania płci, lecz powinno się je odczytywać w sensie technicznym – w ścisłym związku z celami i przedmiotem konwencji, jakim jest przeciwdziałanie i zwalczanie przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Zgodne to jest z polską ustawą z 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. 

Wobec powyższego uważam za błędny pogląd domagający się wypowiedzenia konwencji stambulskiej przez Polskę. Już sama zapowiedź próby wypowiedzenia tego aktu prawa międzynarodowego wznieca gorącą zideologizowaną dyskusję, a nie takie wydają się największe potrzeby naszego kraju po spolaryzowanej kampanii prezydenckiej. 

Nie zamykać oczu na rzeczywistość

Nie można lekceważyć, że CAHVIO słusznie zwraca uwagę na systemowy charakter przemocy w rodzinie i przemocy ze względu na płeć oraz na jej powstawanie w pewnym powtarzalnym wzorze. Nie da się przecież zaprzeczyć, że przemoc taka pojawia się w tradycyjnym modelu związku i że prawdopodobieństwo jej występowania zwiększa pasywny społecznie model funkcjonowania kobiet, pozbawiający je możliwości szerszej interakcji ze środowiskiem zewnętrznym poza rodziną. 

Nie można też zamykać oczu na rzeczywistość. Przemoc mężczyzn wobec kobiet potrafi prowadzić do dramatycznych skutków. Rocznie w Polsce około 300 kobiet ginie z rąk swoich partnerów i dzieje się to w ramach przemocowego modelu funkcjonowania rodziny. W wielu środowiskach za wciąż atrakcyjny uważany jest model podporządkowywania kobiet, ich ambicji i wizji – wiodącej roli mężczyzn. Ten właśnie model stanowi źródło braku szacunku dla pozycji i potrzeb kobiet. Przekłada się to niekiedy na lekceważenie zjawiska przemocy w rodzinie przez organy ścigania, a nawet poradnictwo rodzinne. 

Rocznie w Polsce około 300 kobiet ginie z rąk swoich partnerów i dzieje się to w ramach przemocowego modelu funkcjonowania rodziny

Środowiska feministyczne od dawna twierdzą, że samo zjawisko przemocy ze względu na płeć ma własną racjonalność, odróżniającą je od innych form bezprawnego poniżania drugiego człowieka. Innymi słowy, jest coś specyficznego w przemocy mężczyzn wobec kobiet – jakaś struktura podległości (analogicznie jest w zachowaniach krzywdzących dzieci). Przychylam się do tego poglądu. W tym sensie konwencja stambulska słusznie nakłada na państwo konieczność podjęcia zdeterminowanych działań na rzecz ograniczenia tej specyficznej formy znęcania się człowieka nad człowiekiem, jaką jest przemoc mężczyzn wobec kobiet. 

Możliwa jest więc spójna interpretacja konstytucyjnych i konwencyjnych obowiązków państwa. Już obecnie, na gruncie np. prokonstytucyjnej analizy przestępstwa znęcania się (art. 207 kodeksu karnego), akcentuje się, że nie można wykluczyć, iż nawet w normalnie funkcjonującej rodzinie wydarzą się sytuacje, w których nastąpi użycie siły fizycznej lub przewagi psychicznej w celu rozwiązania zaistniałego konfliktu lub wymuszenia posłuchu. Przemoc taka nie ma prawa przyjąć postaci formy stałego postępowania. We właściwie rozwijającej się rodzinie nie opiera się relacji osobowych na przemocy i nawet jeśli między jej członkami pojawią się problemy i konflikty, to nie rozwiązuje się ich za pomocą przemocy, lecz szuka form porozumienia.

Kościół a przemoc wobec kobiet 

Zagadnienie przemocy wobec kobiet nie jest dostatecznie uwypuklone również w działalności duszpasterskiej Kościoła katolickiego. Ta forma przemocy jest ujmowana w Kościele w sposób niewyodrębniony, raczej w nurcie ogólnej nieprawości i niszczenia godności drugiego człowieka. Stosowanie tak ogólnego wspólnego mianownika skutkuje niedostrzeganiem wyjątkowości pewnych zjawisk, które domagają się specjalnych sposobów postępowania, reagowania, komunikacji społecznej Kościoła i innych standardów duszpasterskich. 

Konieczne jest podjęcie przez katolików działań, które wzbudzą wrażliwość społeczną na zjawisko przemocy wobec kobiet. Niezbędne jest realne wsparcie dla osób pokrzywdzonych przemocą domową

Niestety, trzeba też przyznać, że źle pojęta pobożność pasyjna mogła obejmować zachęcanie kobiet do milczącego przyjmowania zadawanego im cierpienia, do dbania o trwałość więzi małżeńskiej nawet, gdy one same były poddawane zachowaniom przemocowym. Wskazują na to m.in. brak w duszpasterstwie bezpośredniego potępiania aktów przemocowego wykorzystywania relacji małżeńskich przez mężczyzn oraz akcentowanie pojęcia ofiary i wytrwałości w cierpieniu. Takie wychowanie religijne utrudniało, a niekiedy uniemożliwiało, kobietom poddanym przemocy domowej prawidłową ocenę swojej sytuacji, nazwanie aktów przemocy po imieniu czy wyobrażenie sobie, że możliwa jest wolność od tej udręki. 

W tym kontekście uważam, że prawidłowe podejście do problemu CAHVIO wewnątrz Kościoła katolickiego nie może sprowadzać się do dyskusji o wypowiedzeniu konwencji. Jeżeli w niektórych środowiskach katolickich głównym zastrzeżeniem wobec konwencji stambulskiej jest niebezpieczeństwo wykorzystania jej jako wehikułu ideologicznego, to jedynym sposobem przeciwdziałania takiemu ryzyku jest własny katolicki program pozytywny, który będzie potrafił właściwie zdefiniować przyczyny przemocy ze względu na płeć i przemocy domowej oraz skutecznie wprowadzić w życie odpowiednie środki przeciwdziałania tym zjawiskom. 

Ofiary specyficznej przemocy 

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Zamiast dyskusji o wypowiedzeniu konwencji i niebezpieczeństwie utrzymywania w porządku prawnym pojęcia płci społeczno-kulturowej konieczne jest podjęcie przez katolików działań, które wzbudzą wrażliwość społeczną na zjawisko przemocy wobec kobiet. Niezbędne jest realne wsparcie dla osób pokrzywdzonych przemocą domową – w procesie identyfikacji tego zjawiska, doradztwa, a także interwencji kryzysowej.  Powinny też zostać opracowane specjalne wskazania dla spowiedników, poradni rodzinnych i praktyki duszpasterskiej – oparte na jednoznacznym uznaniu przemocy domowej i przemocy wobec kobiet za zjawiska niedopuszczalne. 

Kościół wyodrębnił dziecko jako ofiarę przemocy seksualnej z ogólnej grupy osób pokrzywdzonych. Coś analogicznego powinno się wydarzyć w odniesieniu do przemocy ze względu na płeć i przemocy domowej

W ostatnich latach Kościół musiał (choć potrzebował na to sporo czasu) wyodrębnić dziecko jako ofiarę przemocy seksualnej z ogólnej grupy osób pokrzywdzonych. Tam, gdzie ten proces się dokonał, Kościół uzyskał zdolność do odpowiedniego zrozumienia przestępstwa wykorzystywania seksualnego osób małoletnich i opracowywania dróg przeciwdziałania mu. 

Coś analogicznego powinno się wydarzyć w odniesieniu do przemocy ze względu na płeć i przemocy domowej. Trzeba uczciwie zmierzyć się ze specyfiką tych czynów, ich skalą i nagannością oraz z wyzwaniem wypracowania odpowiedniego sposobu postępowania duszpasterskiego wobec nich. 

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (23)

Jeśli coś mogę radzić to ostrzegam, że jeżeli Kościół „otwarty” przyjmie powyższą argumentację za swoją, to duża część katolików umiarkowanie prawicowych straci was ze swojego horyzontu i powie sobie, że wybór mniejszego zła jest jednak uzasadniony. Pomożecie w ten sposób prawicy osiągnąć cel, o który ją podejrzewacie, tj. wykopania tak głębokich podziałów, że zmiana orientacji wyborczej będzie dla tych osób coraz trudniejsza. Bowiem powyższa argumentacja jest manipulancka gdyż nie odnosi się do faktów, że według badań finansowanych przez UE najniższy w Europie wskaźnik przemocy w rodzinie jest w krajach tradycji katolickiej. Tu są te informacje (także to, że Polska ma najwyższy wskaźnik zgłoszeń na policję takiej przemocy): https://http//www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,40075; https://http//www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,40075 – zaznaczam, że portal ten ma charakter ateistyczny). Gdyby Autor miał dobrą wolę, to by się do tych danych ustosunkował, gdyż nie mogły być mu nieznane, jeśli utrzymuje, że temat ma zgłębiony. Zamiast tego poucza katolików, że mogli zrobić więcej w tej sprawie niż inni Europejczycy, aż po aroganckie nauki, jak ma wyglądać spowiedź. W momencie, w którym jesteśmy przez liberałów i lewicę obrażani, że chcemy utrwalać przemoc w rodzinie takie głosy odbieram za dewastujące resztki solidarności. Przemilczając te ataki, a podzielając część argumentacji liberałów i lewicy Autor dopuszcza ze skutkiem ewentualnym to, że jestem bydlakiem, tylko że wyraża to w kulturalnej formie. Jeśli to miała być próba przekonywania takich jak ja, lepiej było zacząć od spozycjonowania siebie wobec tych środowisk, które nie mają żadnych wątpliwości wobec konwencji, począwszy od ich insynuacji na temat przeciwników konwencji. Mógł też Autor odnieść się do ratyfikacji konwencji, która była w Polsce jej grzechem pierworodnym. Rząd Platformy Obywatelskiej zdecydował się ratyfikować konwencję gdy jeszcze wiele krajów europejskich jej nie ratyfikowało tylko dla celów wyborczych, bo skalkulowali sobie, że zwrot w lewo zapewni im wygraną w wyborach prezydenckich i parlamentarnych 2015. Nie było masy krytycznej poparcia społecznego dla tego aktu. Znam podsekretarza stanu w rządzie Platformy, który z tego powodu nie głosował na B.Komorowskiego bo miał dosyć dyskusji co jest opłacalne, a nie co dobre i prawdziwe. Może łatwiej byłoby mi czytać powyższy tekst, gdybym wiedział, że Autor nie stosuje podwójnych standardów i piętnuje nadużycia drugiej strony.. Ja dopuszczam dyskusję, czy taktycznie jest to dobre posunięcie przy tak spolaryzowanym społeczeństwie, czy nie przedwczesne, czy nie należałoby wypowiedzenia konwencji jednak zawiesić, owszem z ryzykiem że może już nigdy nie uda się tej sprawy postawić, bo wielu współobywateli na których mi zależy może mojej oceny bagażu ideologicznego konwencji nie rozumieć – właśnie takie podejście mogłoby nas łączyć. Ale Autor wychodzi poza krytykę „taktyki” i broni konwencji jako znaczącego zbliżenia do prawdy w poznawaniu rzeczywistości. No to cześć, idziemy w przeciwne strony.

Panie Piotrze,
uprawia Pan manipulację w stopniu co najmniej takim samym jak krytykowany przez Pana prof. Królikowski.
Badania nie zmierzyły, że „najniższy w Europie wskaźnik przemocy w rodzinie jest w krajach tradycji katolickiej”
Zmierzono, że jest najmniej zgłoszeń takich przestępstw.
W przypadku Polski kobiety rzadko zgłaszają przemoc – bo tradycja, bo nacisk bliskich, bo bezradność, bo na Policji zniechęcają lub wręcz odmawiają przyjęcia skargi.

Proszę doczytać. Wspomniane badanie ustaliło,że „wskaźnik raportowalności przypadków przemocy policji” jest najwyższy w UE

Szanowny Panie Piotrze!

Dziwi mnie krytykowanie przez Pana pana prof. Królikowskiego za niewystarczające „pozycjonowanie się” w sprawie. Nie dość, że to osoba publiczna (jeśli nawet ktoś nie pamięta np. szkalowania go za katolicyzm w „Wyborczej”, to łatwo może sobie w Internecie „przypomnieć”), to jeszcze wprost przyznaje w tekście, że (i jak) jego stanowisko w sprawie Konwencji uległo ewolucji (i stara się tłumaczyć, dlaczego). Jego wyrażone przelotnie zbieżne z „feministycznym” stanowisko w konkretnej sprawie jest dla każdego raczej zaskoczeniem i przykładem – moim zdaniem – potrzebnej i ładnej postawy otwartości na argumenty i poglądy bez „względu na osoby”, od których te argumenty i poglądy dochodzą (bo powszechnie znany jest fakt, że prof. Królikowski nie jest lewicującym czy „feministycznym” autorem). Być może przeceniam tu rozpoznawalność Autora, być może powinien był wyraźniej się „przedstawić” w tekście (choć właściwie co to zmienia w odbiorze jego wypowiedzi?), nie wiem; ale skoro ja jestem zdziwiony takim zarzutem, to tym bardziej on mógł nie pomyśleć, że zostanie tak dziwnie pod względem swojej ideowej „przynależności” zrozumiany. W środowisku katolików otwartych jesteśmy w środowisku katolickim, nie w środowisku z założenia lewicowym (zwłaszcza „Więź” trudno uznać za lewicową). Przepaści między nami (różnorodnymi katolikami) nie ma i dziwi mnie, że tak to Pan (chyba) odebrał.

Po drugie, gdyby w artykule był choćby cień sugestii, że w krajach „katolickich” problem przemocy wobec kobiet jest większy niż w innych, zarzut o nieodwołanie się do wspominanych przez Pana badań byłby może uzasadniony. Tymczasem w tekście takiej sugestii nie ma, a zarazem nie sposób odnieść się w nim do wszystkiego. Nawet jeśli w Polsce kobietom jest pod względem przemocy najlepiej w Europie (jeśli!), to nikt nie zaprzeczy, że problem istnieje – i należy z nim walczyć tak długo, jak długo będzie istniał. A skoro tekst pisze katolik i czytelnikami są w przytłaczającej mierze katolicy, czyż ewangeliczną postawą nie jest zachęta do refleksji, jakie są nasze, Kościoła, zaniechania w danej sprawie i co powinniśmy jeszcze zrobić? Czyż nie mniej ewangeliczne byłoby zwrócenie uwagi, że wprawdzie jest co zrobić, ale w sumie u nas problem jest mały na tle Europy? Czy w takim stwierdzeniu nie kryje się między wierszami sugestia, że dotychczasowa postawa w sprawie jest dobra? Choćby była lepsza niż innych narodów, ja rozumiem postawę chrześcijańską jako ciągłe poszukiwanie – bardziej u siebie niż u innych! – obszarów do poprawy, nawrócenia, zmiany myślenia (gr. metanoia). Do tego, jak rozumiem, zachęca powyższy tekst w końcowej swej części.

Po tej drobnej polemice chciałbym jeszcze pozwolić sobie na podziękowanie Panu. W wielu kwestiach (choć pewnie nie tak wielu, jak się nam obu może zdawać) się różnimy, ale postawę, jaką od dawna prezentuje Pan w licznych komentarzach pod tekstami na wiem.com.pl – odbieram jako budującą i choć czasem, jak powyżej, domagam się jej (mam nadzieję, że zawsze z widocznym szacunkiem) więcej, to ogólnie ogromnie Pana za nią cenię (i podziwiam Pańską tutejszą aktywność, w której to kategorii nie mogę się z Panem porównywać). Gorąco zachęcam, żebyśmy tę postawę otwarcia na inne poglądy kontynuowali, a nie „szli w przeciwne strony”, nawet jeśli jakiś artykuł czy komentarz pod nim zdają się nam na pierwszy rzut oka (!) do tego zmuszać. Pozdrawiam Pana serdecznie!

Zastanawiajace, jak wiele w sprawie patriarchalnie umotywowanej przemocy wobec kobiet mają do powiedzenia mężczyźni.Trochę więcej pokory, panowie.Wystarczy dokładnie poczytać Biblię, aby zobaczyć zależność między patriarchalnymi prawami i stosunkiem do kobiety.Co ciekawe zupełnie inaczej odnosił się do kobiet Jezus.Warto wczytać się w Ewangelie i dostrzec prymat roli Marii nad rolą Marty, apostolską misję Samarytanki czy Marii Magdaleny.A kim była Joanna Żona Huzy?Dlaczego te fragmenty uległy zatarciu? Nawiasem mówiąc Nauczyciel z Nazaretu daleki był od kultu rodziny (Kto jest moją matką, kim są moi bracia?).Kult rodziny i Pater Familias to dziedzictwo Rzymu.

Pani Agnieszko, sądzę, że trafiła Pani w sedno. Dobrze przeczytać rozsądną wypowiedź. Pozdrawiam.

Piotr Ciompa ! Popieram Pana Królikowskiego w całości chociaż nie zawsze się z nim zgadzałam .Proszę Pana dlaczego próbuje Pan innym ludziom inaczej wierzącym organizować życie .czy Ci inni ludzie zabraniają Wam uprawiać swoje praktyki .Czy w czym innym przeszkadzają czy wyśmiewają się z Waszych wartości wyznawanych a nie zawsze przestrzeganych . Nie nic takiego się nie dzieje .Dlaczego próbujecie zmuszać innych żeby przejęli wasz system wartości . Religia w szkołach rekolekcje itd ksiądz świeci wszystko co się da .Po co takie zmuszanie innych do stosowania praktyk . . Najwięcej katolików się rozwodzi .najwięcej tatusiów z katolickich rodzin nie płaci alimentów
Czego to dowodzi że wiara jest tylko na ustach z nie w sercu . Zacznijcie edukować siebie a zostawcie innych w spokoju niech żyją własnym życiem . Konwencja powinna zostac trzeba będzie co roku zrobić sprawozdanie i tego rząd się boi .Zlikwidowano niebieska linie bo u nas nie ma patologii . Co jest nieprawda . Patologia jest olbrzymia i potrzebna .jest konwencja .Brak szacunku do drugiego człowieka . Nie bardzo rozumiem co ma do rzeczy kościół otwarty a Pański kościół jaki jest zamknięty ? – ten lepszy bo niedopuszcza zmian w mentalności ? Nie wychodzi naprzeciw człowiekowi ?

Czyli wszystko jest ok w Polsce? Ja odczytałem artykuł jako wezwanie do zauważenia problemu i przyjecia przez Kościół pozytywnego programu przeciwdziałania. Przytaczany fakt największej w Europie liczby zgłoszeń przemocy domowej, raczej nie napawa mnie optymizmem. Poza tym, pamiętam wypowiedź znajomego prawnika, że umowy spisuje się na przypadek kiedy coś idzie źle i są konflikty a nie na sytuację zgody, bo wtedy nie są i tak potrzebne. To, że ja jestem w porządku, jestem tym „dobrym Panem” nie oznacza, że ten „zły” nie istnieje i że nie dodatkowego wsparcia oraz poczucia bezkarności w samym systemie. Przyjęcie konwencji, jak i 10przykazan, nie oznacza i tak, że stają się one bezwzględnie obowiązujące i że muszą wygrywać na każdym froncie. Przynajmniej jednak wytrącają z fałszywego „ciepełka” pasywnego samozadowolenia i łatwego samousprawiedliwiania że przecież Ja tego nie robię, więc problemu nie ma. Zamykanie oczu na dynamiczną rzeczywistość, nie zmieni faktu, że taka jest z natury. Pogląd, że lepiej być nie może lub lepiej już było jest objawem strachu i słabości przekonań. Jeśli mamy własny, bardziej atrakcyjny model, to on się sam będzie bronił. Prawdziwa cnota krytyk się nie boi.

Głupi tekst. Pan Królikowski twierdzi, że „jest coś specyficznego w przemocy mężczyzn wobec kobiet”. Co jest w tym specyficznego? Czy taka przemoc jest „gorsza” od przemocy mężczyzn wobec mężczyzn, kobiet wobec mężczyzn albo kobiet wobec kobiet? Nie sądzę. Przemoc to przemoc – to do jakiej grupy społecznej albo płci należą sprawca oraz ofiara powinno być kompletnie bez znaczenia. I jeszcze ten głupi atak na Kościół Katolicki – że rzekomo nie przywiązuje wystarczającej wagi do „przemocy wobec kobiet”. Jeśli tak jest w istocie – dlaczego to właśnie w Polsce, kraju katolickim, statystyki przemocy wobec kobiet są niższe niż w postępowych krajach skandynawskich? Może to właśnie katolicyzm chroni kobiety lepiej niż jakieś bzdurne dokumenty, próbujące nadać kobietom-ofiarom przemocy jakiś szczególny status?

Aby zgłaszać, trzeba mieć przynajmniej nadzieję, że to coś da. Albo odwagę, bardzo dużą. Do zbudowania tej nadziei potrzeba oprawy systemowej. Nie ma wystarczającej oprawy. Odwagi wystarcza nielicznym lub skrajnie zdeterminowanym. W ten sposób statystyki nie oddają rzeczywistości.

W kwestii Skandynawii. System prawny u nich i u nas jest inny. Zgłoszenie przemocy w rodzinie w Polsce np w okresie od stycznia do lipca jest jednym wydarzeniem i oprawcy będzie postawiony jeden zarzut. W Skandynawii w tym samym okresie system prawny wyodrębni każdy akt przemocy i postawi np 5 zarzutów za 5 gwałtów na żonie. Systemowo u nas będzie to jedno przestępstwo, a w Skandynawii będzie to 5 przestępstw. Dlatego u nas jest mało a u nich dużo.

Tego rodzaju opinie na łamach niby katolickiego portalu to jest po prostu katastrofa. Kościół się stacza po równi pochyłej. Tzw. katolicyzm otwarty jest znacznie bardziej niebezpieczny niż wojujący ateizm czy jawnie demonstrowane postawy wrogiej Kościołowi. Bo ten postępowy, otwarty katolicyzm w prostej linii prowadzi do relatywizmu moralnego, odejścia od myślenia eklezjalnego na rzecz postrzegania religii w kategoriach sprawy prywatnej. W końcu do synkretyzmu religijnego na zasadzie nie ważne w co bylebyś wierzył. Te pseudointelektualne bzdety Pana Królikowskiego są doskonałym przykładem tego sposobu myślenia. Dziwne bo ten człowiek niegdyś był blisko apba Hosera hierarchy raczej dosyć zasadniczego. Zapewne coś mu się odmieniło być może wówczas, gdy go PIS zaatakował za akcję z prezydenckim vetem w sprawie tzw. reformy sądownictwa. Konwencja stambulska to klasyczna pułapka aksjologiczna. Pod pozorem słusznych skądinąd wartości (bo przecież nikt nie zakwestionuje że przemoc w tym także wobec kobiet jest zła) otwiera się furtki dla rozwiązań które z przemocą nie mają nic wspólnego. Dotyczy to zarówno kwestii genderowych ale także m.in. roli religii jako przyczyny wywołującej przemoc wobec kobiet. Jeżeli katolik uważa, że religia katolicka jest przyczyną przemocy wobec kobiet to prosty dowód że mu się coś poważnie w głowie poprzestawiało delikatnie mówiąc.

Bardzo dziękuję za ten tekst, Panie Profesorze. Na marginesie (bo to raczej zagwozdka technicznoprawna niż jakieś istotne praktyczne zagrożenie w tekście tej konwencji) zastanawia mnie w tym kontekście jedna, nieporuszona przez Pana kwestia: dyskryminacji ze względu na płeć w sposobie formułowania przepisów. Skoro konwencja jest sformułowana, jeśli dobrze rozumiem, jako wiążąca w odniesieniu do przemocy wobec kobiet, a niewiążąca w odniesieniu do przemocy wobec mężczyzn („Strony zachęca się do stosowania niniejszej konwencji do wszystkich ofiar przemocy domowej” – art. 2 ust. 2 zd. 1), to czy ten akt prawny jest do obrony z punktu widzenia zasady równego traktowania? Gdyby podobne lub te same przepisy sformułować z myślą o kobietach (w przeważającej mierze dotkniętych formami przemocy, o które chodziło autorom tekstu konwencji), ale w taki sposób, żeby obejmowały potencjalnie wszystkich, tj. żeby płeć (zarówno rozumiana biologicznie, jak i „społeczno-kulturowo”) nie odgrywała tu żadnej roli, dałoby się uniknąć takiego zarzutu, często podnoszonego przeciwko przepisom mającym poprawiać sytuację grup dyskryminowanych względem pozostałych. Ale może jest jakiś powód (którego nie zauważyłem), dla którego w tym wypadku akurat takie zróżnicowanie ma sens?

Mój zarzut wobec tekstu Autora był taki, że wbrew uprawnionemu przeze mnie oczekiwaniu na solidarność wobec obraźliwych napaści środowisk liberalnych i lewicowych motywowanych doraźną polityką (wiedzą, że kłamią gdy zarzucają en bloc krytykom konwencji popieranie przemocy) w stopniu nie mniejszym, jak niektórych prawicowych polityków, otrzymujemy owszem rzeczową krytykę oceny konwencji dominującą w głównym nurcie Kościoła, tyle z dyskretnym korzystaniem z osłony tych środowisk w toczącej się dyskusji. Bo gdy ktoś podejmuje polemikę z argumentami Autora, spotka się z podsumowaniem swojej osoby jak to powyżej uczyniła @Agnieszka. Dlatego oczekuję od Autora spozycjonowania siebie wobec poglądów i stylu, dla których bardzo umiarkowanie reprezentatywną jest @Agnieszka. Bez takiego gestu Autor podcina skuteczność swojej argumentacji wobec takich osób jak ja, bo mam wątpliwości, czy w swoich ocenach jest suwerenny. Jeśli jest, proszę przy takich sporach o dowód, że mamy ze sobą coś wspólnego, że spór o konwencję nie jest dla Autora elementem szerszej wojny, w którą jesteśmy wplątani i niekoniecznie chodzi tu tylko prawdę.

Ale dobrze, warunkowo przejdę do merytorycznej polemiki. Z powodu braku miejsca i czasu oprócz podniesionego już w poprzednim komentarzu argumentu, że dane europejskie pokazują, że przemoc w rodzinie jest tym większa, im większe w przeszłości było zerwanie z tradycją katolicką, co podcina korzeń diagnozy leżącej u podstawy konwencji i powinno kończyć dyskusje, poprzestanę na jednym argumencie Autora, który jeśli upadnie, osłabia z perspektywy (przepraszam za konieczne uproszczenie) światopoglądu katolickiego wszystkie pozostałe. Otóż Autor utrzymuje, że 5 lat doświadczeń z konwencją wykazały, że nie niesie ona ze sobą zagrożeń, jakich obawiali się jej przeciwnicy. Jak rozumiem, chodzi o zagrożenia w postaci kształtowania pewnej pragmatyki podejścia do konkretnych spraw aparatu państwowego, sądów nie wyłączając. Otóż konwencja nie ukształtowała Państwa, bowiem rządzi PiS, a nie dlatego, że jest z pewnością neutralna. Czy mamy pewność, że konwencja nie kształtowałaby Państwa, gdyby nadal Polska miała rząd Ewy Kopacz i prezydenta Komorowskiego? Ale za 4 lata może je mieć. Dlaczego wtedy z obowiązującą konwencją aparat państwowy nie upodobniłby swoich wyborów do tego, co się dzieje w krajach, które ratyfikowały konwencję? Zakładam, że Autor by sobie tego nie życzył tak samo jak ja, więc powinien to to pytanie odpowiedzieć. Ale wybrał samouspokajanie się, że polskiego porządku prawnego konwencja nie przerobi na „postępowe” kopyto. Dlaczego? Czy nie mam prawa przypuszczać, że to jakaś epidemia, skoro czytam, jak prof.Andrzej Zoll odcina się od swoich poglądów z 2014, kiedy nazwał konwencję aktem antycywilizacyjnym z uwagi na wprowadzenie do obiegu płci społeczno-kulturowej? Czy to, że rządzi PiS zmienia prawdę?

Zaznaczam, że Autor użył wielu klocków, które pasują i do mojej konstrukcji, w której konwencja wcale jednak nie jest potrzebna.

Panie Piotrze,
Być aktywnym obserwatorem polskiej sceny publicznej i mieć wątpliwości co „suwerenności ocen” prof. Królikowskiego – człowieka od lat aktywnego publicznie i doskonale znanego ze swej postawy ideowej (bardzo czytelnej również w tym tekście) – to naprawdę duże osiągnięcie. Zaskakuje mnie takie Pańskie podejście.

Stawiając znak zapytania przy suwerenności prof.Królikowskiego nie miałem na myśli, że pisze nie tak, jak myśli, bo miałby być uzależniony od kogoś innego, ale że w tej konkretnej sprawie zajmuje takie a nie inne stanowisko bowiem spór o konwencję jest przez niego traktowany instrumentalnie jako kolejne pole większego sporu z obozem rządzącym, z którym się zderzył osobiście i być może nawet został skrzywdzony, skoro publicznie przedstawione argumenty nie uzasadniały powagi zarzutów wobec profesora nakazujących ich upublicznianie (więc mam prawo nie wykluczać, że prawdziwą przyczyną był ówczesny konflikt Nowogrodzkiej z Prezydentem, którego profesor wspierał, o sądy).

Owszem, być może ja też nie muszę być suwerenny, ale różnica jest taka, że to prof.Królikowski zmienił pogląd ws. konwencji uzasadniając swoją ewolucję w mojej ocenie nieprzekonywująco. Zwłaszcza, że nadal są w mojej ocenie aktualne przyczyny sprzeciwu katolika wobec konwencji.

M.in. konwencja ani razu nie przywołuje pornografii jako przyczyny przemocy mężczyzn wobec kobiet. I radzi, by sygnatariusze konwencji zapewniły dzieciom i młodzieży szczególnie narażonym na szkodliwe skutki życia we współczesnym świecie, narzędzia radzenia sobie z jego szkodliwymi aspektami m.in. przez edukację. A więc nie eliminowania złych zjawisk, ale ich „oswajania”. Źródłem takiego podejścia jest absolutyzacja wolności obejmująca zwierzęce instynkty, które miotają człowiekiem.

Autor starannie poomijał takie wątpliwości, więc mam prawo przypuszczać, że raczej dobierał argumenty do z góry założonej tezy użytecznej w wojnie z PiS, niż szukał prawdy w sprawie konwencji, czyli nie był wewnętrznie wolny w swoich ustaleniach – zaznaczam, nie generalnie, a w sprawie konwencji, który to pogląd podporządkował wyższej racji, co do której jest przekonany. A można być przeciw konwencji i przeciw PiS, czego przykładem jest pan Marek Jurek.

Teksty prof. Królikowskiego to najlepsze, co można znaleźć na stronie Więzi. Rewelacja. Gdzie indziej w internecie znaleźć można tak rzetelne podejście do spraw? Ile dyskusji toczy się w zupełnym oderwaniu od konkretnego brzmienia przepisów, których niby dyskusja dotyczy. Oby tekstów profesora było jak najwięcej!

Panie Ryszardzie, gdyby pokusił się Pan o sprawdzenie tych danych (link jest inny http://www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,40075) dowiedziałby się Pan, że w Polsce jest największy „wskaźnik raportowalności przypadków przemocy policji”. Oznacza to, że owszem napawa to optymizmem. Zwłaszcza w korelacji z informacją, że „jesteśmy krajem o najmniejszej skali przemocy wobec kobiet spośród krajów UE”.

Krytyka konwencji nie przebiega na linii przemocy wobec kobiet a miękkiego i niejasnego języka, który interpretuje się w różny sposób w zależności co chce się z niej uzyskać. Dlatego też krytykom z prawej strony mówi się, że nadinterpretują genderowe wpisy, a krytykom z lewej – że ich postulaty są w pełni uwzględnione.

Pani Nino. Mam wrażenie, że stosuje Pani sztuczkę erystyczną nie odnosząc się do sprawy.

Bardzo dziękuję za ten tekst, podzielam opinię że jest on jednym z bardziej rzetelnych jak na to co pojawia się w medialnym obiegu. Dyskusja i opinie czytelników dowodzą również na to że da się rzeczowo na jego bazie dyskutować, jedyną niebezpieczną rzeczą jest odwoływanie się do jakichkolwiek statysty, przemoc jest zła zwłaszcza że nie mówimy tu o odosobnionych przypadkach tylko o problemie szerszym i nie ma znaczenia czy dotyczy to 35 czy 25%, nie ma wątpliwości że da się ją wyeliminować chcemy ją ograniczyć i ucywilizować i temu ta konwencja służy, nie da się przewidzieć jak zostanie zinterpretowana kiedyś w przyszłości przecież obecnie widzimy w jak różny sposób da się interpretować przepisy prawa lub jak zmieniają się zasady moralne nie tylko pojedynczych osób i to nie powinno być argumentem w tej dyskusji.

Warto przeczytać także reakcję członka zarządu Ordo Iuris -dr Tymoteusza Zycha na tezy prof. Kulikowskiego – bardzo cenne uwagi

https://www.rp.pl/Wywiady-i-rozmowy/200809955-Tymoteusz-Zych-Konwencja-stambulska-w-duchu-neomarksizmu.html

W katolickim magazynie „Więź” prof. Michał Królikowski patrzy na konwencję stambulską przychylnie. Przyznaje, że w tradycyjnych związkach istnieje „jakaś struktura podległości” kobiety wobec mężczyzny, która może mieć związek z przemocą. A pasywny społecznie model funkcjonowania kobiet zwiększa prawdopodobieństwo, że ta przemoc wystąpi.

W tej kwestii nie zgadzamy się z prof. Królikowskim gruntownie. Jego artykuł bazuje na stereotypowym ujęciu tradycyjnej rodziny. Przedstawia też stereotypowe ujęcie pobożności katolickiej. Trudno mi sobie wyobrazić, by kierownik duchowy zniechęcał kobietę do przekazywania wiedzy o czynach zabronionych komukolwiek spoza rodziny tylko po to, by ocalić rodzinę. Trudno znaleźć dokumenty kościelne czy stanowisko Kościoła, które zawierałoby taką sugestię. Przeciwnie, wiara chrześcijańska i katolicyzm uznają szacunek dla kobiet za jedną z podstawowych zasad! Ma to wyraz choćby w kulcie maryjnym.
Dane Europejskiej Agencji Praw Podstawowych i OECD, instytucji dalekich od konserwatyzmu, pokazują, że w krajach, gdzie najsilniejsze jest małżeństwo (a wskaźniki rozwodów i urodzeń poza nim są niskie), odsetek przemocy wobec kobiet jest najniższy. Tradycyjny model rodziny według prof. Królikowskiego miałby oznaczać izolację kobiety od świata zewnętrznego. A jest odwrotnie, to właśnie model skandynawski i części krajów zachodniej Europy prowadzi do atomizacji społeczeństwa.
Prof. Królikowski uważa, że Kościół mógłby wyodrębnić przemoc wobec kobiet tak, jak wyodrębnił przemoc seksualną wobec dziecka.
Nie ulega wątpliwości, że specyfika przemocy wobec kobiet różni się choćby od przemocy wobec mężczyzn i zasługuje na odrębną regulację. Nie podważamy celu konwencji, ale zawarte w niej rozwiązania. Bo mówi ona, że źródło przemocy tkwi w kulturze i typowych rolach płciowych. Konwencja stambulska zobowiązuje państwa do wykorzenienia tradycyjnych ról społeczno-kulturowych – po angielsku gender.
Jednocześnie dane policji pokazują, że w ubiegłym roku w ogólnej liczbie ofiar przemocy domowej było 65 tys. kobiet, a mężczyzn 10 tys. To ogromna dysproporcja, a jej źródło gdzieś tkwi.
Mężczyzna jest silniejszy fizycznie od kobiety, co może mieć znaczenie w sytuacji konfliktu. A strona słabsza zasługuje na instrumenty wsparcia, które wypracowało społeczeństwo. Etos szacunku wobec kobiet dopełnia rzeczywistość biologiczną. Jednak spór dotyczy tego, czy to kultura i społecznie utrwalone role generują różnicę w statystykach, czy ją niwelują.
Konwencja obowiązuje w Polsce od pięciu lat. Czy z zapisów o rolach społeczno-kulturowych wyniknęło coś złego?
Na poziomie makro to działalność komitetu GREVIO monitorującego sposób wdrażania tej konwencji. W sposób dla mnie zaskakujący interpretuje on obowiązki państw dotyczące praw reprodukcyjnych, czyli np. aborcji. Ważniejszy poziom dotyczy życia codziennego Polaków. W wielu miastach urzędnicy są szkoleni w oparciu o ten akt w duchu neomarksizmu. Niejednokrotnie im się wpaja, że siedliskiem przemocy jest tradycyjna rodzina. Nasi prawnicy spotkali się z sytuacją, gdy do domu rodziny wielodzietnej, wykształconych rodziców ze stałymi dochodami, weszła urzędniczka i powiedziała: „dużo was tutaj, będziemy was kontrolować”. W innej sprawie, gdy dziecko powiedziało, że jego przyjacielem jest Pan Bóg, uznano, że religijność rodziców jest nadmierna.
est pan pewien, że uwaga „dużo was tutaj” miała uderzyć w rodzinę?
Tak, podałem dosłowny cytat. Sam fakt wielodzietności miał być dla urzędniczki zjawiskiem patologicznym, zasługującym na piętnowanie.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.