Jesień 2020, nr 3

Zamów

„Viganò na papieża!”. Czy powstaje alternatywny Kościół?

Z papieżem w pewnych sprawach można się nie zgadzać. Ale trwały sprzeciw wobec Franciszka ze strony byłego nuncjusza w Stanach Zjednoczonych to o wiele więcej. 

Spory wewnątrzkościelne swoim językiem i używanymi kategoriami przypominają czasem te, które dzieją się na scenie politycznej. A sam Kościół coraz częściej postrzegany jest nie jako wspólnota, a jako aparat polityczny. Nic więc dziwnego, że mamy obóz rządzący i opozycję.

Nie jest więc tak, że Kościół jest tylko z zewnątrz postrzegany i opisywany w kategoriach politycznych, w oderwaniu od tego, co naprawdę dzieje się w jego strukturach. Niektórzy biskupi i księża sami dość chętnie i łatwo wchodzą w działania stricte polityczne lub korporacyjne. Mamy z nimi do czynienia na szczeblu lokalnym, ale także w instytucjonalnym sercu Kościoła, czyli w Watykanie i Kurii Rzymskiej.

Chodzi głównie o budowanie grup wpływów, posługiwanie się zagadnieniami doktrynalnymi do prowadzenia politycznych gierek i forsowania swoich pomysłów na zarządzanie instytucjami kościelnymi. Niekoniecznie poprzez czyste zagrania. Trzeba uczciwie powiedzieć, że większość tych mechanizmów jest obecna od zawsze, ale wydaje się, że podczas pontyfikatu papieża Franciszka uwypukliły się podziały, które mogą być dla jedności Kościoła dużym zagrożeniem.

Arcybiskup Viganò nie jest samotnym wilkiem. Pod jego ostatnim listem otwartym, dotyczącym pandemii, podpisało się kilku hierarchów

Swoją rolę odgrywają tu również media, które sympatyzują z tą lub inną kościelną frakcją. Wchodząc na niektóre religijne portale internetowe, z góry możemy przewidzieć, z jaką narracją się spotkamy – zwłaszcza, jak skomentowane zostaną decyzje czy poczynania papieża. W Polsce, poza nielicznymi wyjątkami, nie jest zresztą pod tym względem aż tak źle jak za oceanem. W byciu ostrą opozycją wobec Franciszka przodują tam szczególnie portale LifeSiteNews i Church Militant. 

W tym ostatnim w pierwszej połowie maja pojawiła się opinia, że nowym papieżem powinien być abp Carlo Maria Viganò. Argumentowano, że właśnie ten hierarcha w liście otwartym przedstawia słuszną teorię, według której pandemia koronawirusa stała się alibi dla zniszczenia chrześcijaństwa i wolności religijnej. Rzecz jasna, nie trzeba dodawać, że obecny papież niedostatecznie broni Kościoła przed ukrytymi zagrożeniami i osłabia jego tożsamość.

Trump i Viganò

Były nuncjusz w czerwcu tego roku postanowił dość bezpośrednio zaangażować się w politykę, kierując list otwarty do… Donalda Trumpa. Arcybiskup w samych superlatywach wyrażał się na temat prezydenta USA, stawiając tezę, że obaj są po tej samej stronie cywilizacyjnej wojny. Chodziło między innymi o podejście do ochrony życia poczętego. 

Trump z entuzjazmem przyjął list, czemu dał wyraz na Twitterze, udostępniając jego pełną treść opublikowaną na wspomnianym już wcześniej portalu LifeSiteNews. W tym kontekście nie zabrakło komentarzy, że jest to element zbliżającej się kampanii wyborczej. Poparcie środowisk konserwatywnych, w tym katolickich, może zapewnić Trumpowi reelekcję. 

Były nuncjusz buduje własne środowisko w ramach Kościoła i chętnie brata się z politykami, do których jest mu blisko nie tylko z powodów ideowych, ale też czysto praktycznych

Bardziej czujni Amerykanie z pewnością dostrzegą jednak, że coś tu nie gra, skoro prezydenta USA popiera akurat lider wewnątrzkościelnej opozycji wobec papieża. Viganò postawił tym samym dyplomację Stolicy Apostolskiej w co najmniej niezręcznej sytuacji, łamiąc linię Franciszka, który wobec działań i wypowiedzi Trumpa, choćby na temat migracji, pozostawał (delikatnie mówiąc) sceptyczny. Zdaje się więc, że list otwarty należy odczytywać jako przejaw toczącej się gry wpływów. 

Widać, że były nuncjusz ma potrzebę ingerowania w politykę również na tym poziomie. Buduje własne środowisko w ramach Kościoła i chętnie brata się z politykami, do których jest mu blisko nie tylko z powodów ideowych, ale też czysto praktycznych. To właśnie „przyjaźń” z konserwatywnymi środowiskami umożliwiła mu odpalenie medialnej bomby w sierpniu 2018 r. Andrea Tornielli w książce „Dzień sądu” zwraca uwagę na rolę byłego już doradcy Donalda Trumpa Steve’a Bannona w sile oddziaływania operacji przeprowadzonej przez abp. Viganò dwa lata temu. Z kolei członek zarządu telewizji EWTN Timothy Busch kilka godzin po publikacji „świadectwa” wspierał byłego nuncjusza, twierdząc, że wyświadcza on Kościołowi „wielką przysługę”. Zapewniał nawet, że papież senior Benedykt XVI potwierdza wersję Viganò, co zostało zdementowane przez osobistego sekretarza papieża emeryta.

Wotum nieufności

Pierwsze „świadectwo” abp. Viganò z 2018 r., w którym były nuncjusz apostolski w USA oskarżał papieża o tuszowanie afer i nawoływał Franciszka do abdykacji, oraz jego kolejne oświadczenia pokazują, że dobrze czuje się w roli ukrytego opozycjonisty (o tym wystąpieniu pisali na naszych łamach Bartosz Bartosiki Zbigniew Nosowski).

Ktoś może powiedzieć, że to tylko niegroźne głosy krytyki lub teorie spiskowe, na które należy przymknąć oko. Tak jednak nie jest. Mamy tu raczej do czynienia z ponawianym co jakiś czas wotum nieufności wobec papieża i zagraniem typowo politycznym. To podkreślenie tego, że istnieje w Kościele coś więcej niż opozycja. To negacja pontyfikatu Franciszka i budowanie środowiska, które chce tworzyć wspólnotę w jakimś sensie alternatywną, oddzielną od tego, co proponuje papież. 

Wystarczy wspomnieć słowa abp. Viganò, że Synod dla Amazonii jest częścią ukrytego planu wspieranego przez siły masońskie. Emerytowany nuncjusz nazywał bohaterem młodego mężczyznę, który ukradł z rzymskiego kościoła figurki Pachamamy, podczas gdy papież przepraszał wszystkich urażonych tym wandalicznym wybrykiem. Innym razem były dyplomata mówił, że przez dialog z islamem i podpisanie deklaracji w Abu Dhabi papież Franciszek „uśmierca każdy misjonarski impuls” i odrzuca mandat dany przez Chrystusa, aby głosić Ewangelię. Były nuncjusz wprost określił obecny pontyfikat jako destrukcyjny. 

Działania Viganò to negacja pontyfikatu Franciszka i budowanie środowiska, które chce tworzyć wspólnotę w jakimś sensie alternatywną, oddzielną od tego, co proponuje papież

Arcybiskup Viganò nie jest jednak samotnym wilkiem. Pod jego ostatnim listem otwartym, dotyczącym pandemii, podpisało się kilku hierarchów. Był w tym gronie abp Jan Paweł Lenga, który w liturgii nie wymienia imienia papieża i publicznie twierdzi, że uważa obecnego biskupa Rzymu za uzurpatora i heretyka. Swoje podpisy złożyli także między innymi kard. Gerhard Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary, czy bp Athanasius Schneider, biskup pomocniczy Astany. To pokazuje, że przynajmniej część hierarchów wprost występuje przeciwko papieżowi. 

Chciałoby się wierzyć, że – jak sami twierdzą – przyświeca im prawdziwa troska o to, aby Kościół był jak najbardziej wierny Ewangelii. Tyle że, mimo formalnego posłuszeństwa wobec Stolicy Apostolskiej, przez brak duchowej wierności biskupi ci przyczyniają się do kwestionowania jedności Kościoła. Zamach na tę jedność jest wyraźny i bolesny. W teorii trzeba przyznać, że czasem może on być słuszny. Uderzenie w biskupa, nawet w papieża, może mieć swoje uzasadnienie, kiedy ten popełnia rażące błędy, ukrywa zaniedbania czy wręcz przejawia złą wolę. Trudno wyobrazić sobie przecież scenariusz, w którym ktokolwiek w Kościele w imię jedności przymyka oko na jawne zgorszenie. Kiedy pojawiają się nieprawidłowości, konieczna jest reakcja. Mamy wówczas do czynienia nie z politycznym personalnym atakiem, ale z przejawem troski o dobro Kościoła i Ewangelię.

Bierność – ale z czyjej strony?

Tyle że w przypadku abp. Viganò tak akurat nie jest. Świadczy o tym kilka faktów, które należy skonfrontować z tezami „świadectwa” z 2018 r. Były nuncjusz posługuje się w nim półprawdami, a fakty miesza ze swoimi opiniami, przez co ich weryfikacja jest momentami niemożliwa. Nie przedstawia również żadnych dokumentów czy notatek służbowych. Twierdzi chociażby, że podczas swojego spotkania z Franciszkiem ustnie poinformował go o sankcjach nałożonych przez Benedykta XVI na kard. Theodore’a McCarricka, a jednocześnie sam przyznaje, że nie przekazał papieżowi żadnej dokumentacji z tym związanej. 

Przypomnijmy, że w „2009 lub 2010 roku” (jak to określa Viganò) papież Benedykt XVI w związku z oskarżeniami wobec metropolity Waszyngtonu o molestowanie seksualne, zakazał mu publicznego odprawiania Mszy św., wygłaszania wykładów, uczestniczenia w publicznych spotkaniach i podróżowania. Na byłego już kardynała nałożono również obowiązek „poświęcenia się życiu modlitewnemu i pokucie”. Sankcje nie zostały jednak ogłoszone publicznie. 

Viganò zarzuca Franciszkowi bierność względem McCarricka, ale sam, jako nuncjusz apostolski, nie dołożył starań, aby sankcje wobec oskarżonego hierarchy były respektowane

McCarrick nie stosował się do wytycznych. Ówczesny nuncjusz apostolski w USA abp Pietro Sambi naciskał na kardynała, aby dostosował się do decyzji papieża. Tornielli powołuje się nawet na świadków rozmowy, podczas której nuncjusz miał krzyczeć na kardynała. Ten nie zamierzał jednak zmieniać swojego stylu życia. Nadal podróżował, odprawiał Msze święte i uczestniczył w publicznych spotkaniach. W lipcu 2011 r. abp Sambi zmarł, a na stanowisku nuncjusza zastąpił go właśnie abp Viganò. Po objęciu funkcji jedynie raz przekazuje on McCarrickowi zalecenia z Watykanu, które – jak podkreśla sam autor „świadectwa” – zostały przez kardynała zlekceważone. 

W swoim dossier Viganò zarzuca Franciszkowi bierność wobec oskarżonego hierarchy, ale sam, jako nuncjusz apostolski, nie dołożył starań, aby sankcje były respektowane. To fakt, który właściwie mówi sam za siebie i rzuca poważny cień podejrzeń na intencje abp. Viganò. Mało tego. W 2012 r. obaj duchowni spotkali się podczas jednego z oficjalnych spotkań, na którym bardzo serdecznie się witali, a nuncjusz Viganò w swoim przemówieniu odniósł się do kard. McCarricka określeniem: „kochany przez nas wszystkich”. W tym samym roku arcybiskup Waszyngtonu spotykał się z Benedyktem XVI, a nawet koncelebrował z nim Mszę świętą.

Próba zamachu stanu?

Abp Viganò usiłuje wywołać przekonanie, że za pontyfikatu niemieckiego papieża kard. McCarrick był ukarany i odsunięty w cień, ale wszystko zmieniło się po wyborze Franciszka, który uczynił z amerykańskiego duchownego zaufanego doradcę. To nieprawda. Obecny papież nie zniósł sankcji. Wręcz przeciwnie, ostatecznie wymusił na McCarricku zrzeczenie się godności kardynalskiej, a w lutym 2019 r. hierarcha został wydalony ze stanu duchownego. Franciszek zapewniał w wywiadzie telewizyjnym z Valentiną Alazraki, że wcześniej nic nie wiedział o zarzutach wobec kardynała.

Nie jest również tak, że Stolica Apostolska nie ma sobie w tym przypadku nic do zarzucenia. Doszło do zaniedbań – gołym okiem widać brak odpowiedniego przepływu informacji. Ale oskarżanie na tej podstawie Franciszka jest nadużyciem i nieuczciwością. O zamiarach autora tekstu wiele mówi również termin i sposób jego opublikowania. Tekst ujrzał światło dziennie w czasie, kiedy papież przebywał w Irlandii – kraju, gdzie fala nadużyć seksualnych właściwie rozsadziła Kościół od środka. Papież przepraszał za grzechy księży, zakonników i hierarchów. Spotkał się z osobami pokrzywdzonymi i prosił o przebaczenie. 

Sposób działania Viganò i jego otoczenia wskazuje jasno, że chce on przejąć władzę przez budowanie wyraźnej alternatywy wobec tego, co proponuje Franciszek zarówno w sferze działań dyplomatycznych, społecznych, jak i doktrynalnych

Byłemu nuncjuszowi wyraźnie chodziło o wizerunkowo silny cios i zdyskredytowanie papieża. Jego „świadectwo” miało być próbą swego rodzaju zamachu stanu, przejęcia władzy w wyniku teorii spiskowej. To się, rzecz jasna, nie udało. Opozycji wobec papieża zostało więc tworzenie alternatywnego Kościoła. Jego fundamentem są deklaracje zmiany postanowień II Soboru Watykańskiego czy chociażby wycofania się z tej formy dialogu z islamem, jaką prowadzi obecnie Franciszek. Takie deklaracje wygłaszane są wprost między innymi przez bp. Athanasiusa Schneidera. 

Sposób działania Viganò i jego otoczenia wskazuje jasno, że chce on przejąć władzę przez budowanie wyraźnej alternatywy wobec tego, co proponuje Franciszek zarówno w sferze działań dyplomatycznych, społecznych, jak i doktrynalnych. Środowisko skupione wokół byłego nuncjusza chce innego Kościoła i nie mogąc zdzierżyć Franciszka, buduje swoją własną wersję wspólnoty, ogłaszając co jakiś czas, że obecny biskup Rzymu jest heretykiem i uzurpatorem.

Istnieje oczywiście możliwość, że intencje przeciwników Franciszka są szczere i dobre. Być może z ich punktu widzenia, tylko takie działania mogą nadawać Kościołowi właściwy kurs. Biorąc jednak pod uwagę wcześniej wspomniane fakty, trudno wierzyć w uczciwe zamiary tejże opozycji. Komu zależy na świętości Kościoła, ten nie ucieka się do pomówień i manipulacji, a „świadectwo” w zderzeniu z faktami okazuje się niestety co najwyżej zbiorem bardzo wybiórczych wydarzeń i opinii byłego watykańskiego dyplomaty. 

Kościół potrzebuje sporu, ale nie politycznego

Problem z Viganò nie polega wcale na tym, że papież Franciszek jest przez kogoś krytykowany. Kościół potrzebuje przecież debaty. Zagrożeniem jest jednak forma prowadzenia sporu. Gdyby był to teologiczny dyskurs, prowadzony według określonych reguł, z szacunkiem do adwersarza, to wszystko byłoby w porządku. Tymczasem środowisko kościelnej opozycji stosuje właśnie metody, kategorie i język polityki, a to samo w sobie szkodzi Kościołowi, eksponując jego instytucjonalny, a nie wspólnotowy charakter. Ponadto wprowadza zamęt w doktrynie, bo zagadnienia związane z nauczaniem stają się narzędziem politycznej walki.

Papież Franciszek ma jednak w ręku klucze do drzwi, które tak usilnie próbują wyważyć krytykujące go środowiska. Mógłby je otworzyć i wprost zmierzyć się z głosami sprzeciwu czy wątpliwościami kilku kardynałów dotyczącymi „Amoris laetitia”. Tym bardziej, że interpretacje słynnego ósmego rozdziału adhortacji wpłynęły nie tylko na teoretyczne rozważania na temat przyjmowania Komunii Św. przez osoby rozwiedzione i żyjące w nowych związkach, ale także na rzeczywistość w krajach takich jak Malta czy Niemcy. Z drugiej strony decyzja papieża o podjęciu debaty ze środowiskiem abp. Viganò mogłaby oznaczać wciągnięcie go w samo centrum czysto politycznego sporu. A tego Franciszek wyraźnie chce uniknąć.

Papieżowi zarzuca się, że w przypadku wspomnianej adhortacji, jak i w wielu innych, proponuje rozwiązania zbyt elastycznie i niejednoznaczne. Tymczasem przesłaniem Franciszka jest właśnie to, że sytuacje, które wielu chciałoby uprościć i jednoznacznie sklasyfikować, są moralnie bardzo złożone i potrzebne jest w nich duszpasterskie, indywidualne rozeznawanie. Co zrozumiałe, zwolennikom rygoryzmu to nie odpowiada.

Problem z Viganò nie polega na tym, że papież Franciszek jest przez kogoś krytykowany. Kościół potrzebuje przecież debaty. Zagrożeniem jest jednak forma prowadzenia sporu

Obecny papież nie robi jednak w Kościele doktrynalnej rewolucji. Środowisko tak zatroskane o tradycję Kościoła nie ma więc większych podstaw do ogłaszania swoich obaw niż za poprzednich pontyfikatów, które również nie chciały „pozostawić swemu losowi tych, którzy – już połączeni sakramentalną więzią małżeńską – próbowali zawrzeć nowe małżeństwo”, dlatego, jak zapewniał Jan Paweł II w adhortacji „Familiaris consortio”, Kościół „będzie niestrudzenie podejmował wysiłki, by oddać im do dyspozycji posiadane przez siebie środki zbawienia” (FC 84).

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

To chyba właśnie tutaj, poza zwyczajną pokusą władzy, należałoby doszukiwać się źródła motywacji przynajmniej części tak zdecydowanych ataków na papieża. Franciszek ma styl duszpasterza, który chce towarzyszyć, a nie podawać surowe regułki z katechizmu – co nie oznacza, że rozmywa doktrynę. Swoim nauczaniem i sposobem bycia pokazuje, że kluczem do zdrowych relacji z Bogiem i ze światem nie jest surowość, a czułość. Dlatego Kościół musi dawać świadectwo czułości, by przekonać ludzi, że chce ich dobra, a nie ślepego posłuszeństwa.

Nie wiem, jakiego Kościoła chce Viganò, ale jego wypowiedzi i działania niewątpliwie mają osłabiać autorytet papieża. Emerytowany nuncjusz zabiera głos w taki sposób i w takich sprawach, jakby rościł sobie prawo do autorytatywnej oceny pontyfikatu Franciszka. Wystarczy wspomnieć wrażliwą kwestię Chin i porozumienia tego kraju ze Stolicą Apostolską. Były dyplomata nie omieszkał nazwać jej „zdradziecką i nikczemną”, co jest kolejnym dowodem na to, że arcybiskup usilnie chce forsować swoją wizję działań Watykanu. Realnie nie ma na to żadnego wpływu, więc gromadzi wokół siebie środowisko hierarchów i duchownych zbuntowanych przeciw papieżowi, nie uznając de facto prymatu biskupa Rzymu.

Struktury Kościoła nie są wolne od politycznych mechanizmów, ale szkody, które te mechanizmy powodują, są już czysto duchowe. I to jest chyba w tym wszystkim najgorsze. Bo kiedy traci się zaufanie do głowy Kościoła, pojawia się pokusa szukania innego przewodnika na drogach wiary. A to często ścieżka prowadząca na manowce. Dlatego trwały i fundamentalny sprzeciw wobec Ojca Świętego oparty w najlepszym razie na półprawdach, to coś więcej niż opozycja. To budowanie alternatywnego Kościoła.

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (14)

Nie wiem, czy artykuł ten w nie mniejszym stopniu niż zwalcza abp Vigano, nie promuje jego szerzej nieznanej osoby w Polsce jako wiarygodnej, bo jakoby nie ma innej (co Autor implicite zakłada) opozycji wobec Franciszka. A chciałoby się tu dostać rzeczową ocenę tego pontyfikatu, bo nie wszystko jest takie niekontrowersyjne. Ja chłodno oceniam Franciszka, ale jeśli opozycja ma tak wyglądać, to nie może liczyć na moją sympatię. Ten numer z postawieniem zarzutów Franciszkowi w trakcie wizyty w Irlandii, gdzie papież chciał odnowić wiarygodność Kościoła a musiał bronić własnej, był atakiem na Kościół. Abp Vigano bardziej nadaje się na barona partii władzy niż biskupa.

Polecam: Ross DOUTHAT – Zmienić Kościół. Papież Franciszek i przyszłość katolicyzmu. Autor ma swoje poglądy i jasno o tym pisze, ale pokazuje stanowiska dwóch obozów, stawiając też pytanie o możliwość kompromisu.

My Polacy i cały świat mamy wybranego Papieża Franciszka przez samego Ducha Św. i tak skromnych, dobrych i mądrych Bożą miłością ludzi dzisiaj nie ma….
Wszędzie znajdą się wilki,ktore chcą zniszczyć Boza owieczek……
Jezu ufam Tobie!

Skąd Pani wie, że przezn Ducha Świętego? Pan Bóg jest Bogiem wiernym i zawsze daje potrzebne łaski, ale ludzie mogą odmówić jej przyjęcia; kardynałowie nie są w tym względzie wyjątkim – chociaż mamy nadzieję, że są bardziej otwarci na działanie Pocieszyciela niż przeciętny wierny.

Mnie zastanawia obecność w tej antypapieskiej opozycji dwóch biskupów z Kazachstanu Lengi i Schneidera..Stykających się na co dzień z islamem.Coś musiało ich autentycznie zaniepokoić w porozumieniach z Abu Ghabi że zdecydowali się na tak otwarty konflikt z papieżem Franciszkiem.

Nie ten trop. Oni stali w radykalnej opozycji do Franciszka już dawno przed deklaracją z Abu Dhabi A abp Lenga już od dawna nie był urzędującym biskupem.

Na polityce się nie znam więc nie będę oceniał takowych i rzekomych działań Abp Vigano jak sugeruję w przydługim tekście autor. Natomiast krytyka doktrynalnych i duszpasterskich poczynań Franciszka i Jego ekipy przez coraz większą liczbę osób w tym i hierarchów nie bierze się z sufitu. Po owocach ich poznamy! Jeśli ktoś uważa, że słynny rozdział 8 Amoris laetitia to dobro, jego sprawa, jeśli krytyka pachamamy była zła też. O potworności deklaracji z Abu Dhabi nie chcę nawet wspominać. Reasumując dziękujmy Bogu za takich ludzi jak Abp Vigano otwierają oczy na wiele spraw nie pozwalając na niszczenie kompletne Kościoła nawet jeśli tylko przez patrzenie na ręce.

Przypominam dekret Świętego Oficjum z 1949 r. grożący ekskomuniką wszystkim katolikom, którzy „wyznają komunizm, propagują go lub współpracują z komunistami”.
O środowisku więzi prymas Wyszyński powiedział „katoliccy odszczepiency społeczni” Radio Emaus dawno przestało być katolickie, jadąc wczoraj samochodem włączyłem to radio i usłyszałem wywiad z fryzjerem zachwalający jako bożka Karla Lagerfelda, w tym radiu nie usłyszysz ludzi przeciwko aborcji prędzej lady Gage, ale co się dziwić jaki biskup sponsor takie radio. Kończy się wasz czas moderniści komuniści ludzie się budzą

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.