Jesień 2020, nr 3

Zamów

Grzech społeczny: w strukturze czy w człowieku?

Biskupi podczas Mszy św. 13 czerwca 2019 roku w Świdnicy w trakcie 283. zebrania plenarnego KEP. Fot. episkopat.pl

„Grzeszne” struktury należy zmieniać. Ale żeby ich reforma była długofalowo skuteczna, trzeba zejść jeszcze głębiej.

W tekście „Grzech Kościoła, czy grzech człowieka? Kilka myśli po filmie Sekielskich” Paweł Stachowiak stawia ważne pytanie: „Czy dziś, po wszystkim, czego się dowiedzieliśmy, Kościół nie powinien uznać swej winy na głębszym poziomie”. „Grzech zdaje się bowiem tkwić głębiej niż tylko w skażonej naturze jednostek, chyba coś złego jest w strukturze, pewnych elementach kościelnej kultury i nauczania. «Święty Kościół grzesznych ludzi», to już chyba nie wystarczy” – zauważa.

Postaram się naświetlić kwestię społecznego wymiaru grzechu z punktu widzenia doktryny Kościoła.

Grzech społeczny

Problem wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych dotyczy nie tylko samych zbrodniczych czynów, lecz także tuszowania ich przez hierarchię kościelną. W tym drugim wypadku bezpośrednio dotykamy kwestii odpowiedzialności. Czy biskup, którego jedyną reakcją na przestępstwa seksualne podwładnego było przeniesienie księdza do innej parafii, odpowiada za kolejne grzechy tego kapłana? Czy nie pojawia się myślenie korporacyjne, obrona własnej grupy zawodowej, jednym słowem – czy nie wytwarzają się pewne struktury grzechu, które utrudniają wyjście z sytuacji?

Czy grzech ten, jak formułuje to Paweł Stachowiak, jest ciągle grzechem indywidualnej osoby, czy tkwi w samej strukturze Kościoła? Nie wystarczy powiedzieć, że skoro nie zgrzeszyłem, to nie ja ponoszę odpowiedzialność. Milczenie, bagatelizowanie problemów, przymykanie oczu na zło wyrządzane przez niektórych księży – jest tworzeniem lub utwierdzaniem istniejących już „struktur grzechu”. Czym one są?

Grzechem osobistym może być także odpowiedzialność za utwierdzanie struktury, która innych popycha do grzechu

Papież Jan Paweł II w adhortacji „Reconciliatio et paenitentia” (1984) zwraca uwagę na istnienie tzw. grzechu społecznego i wyróżnia jego trzy wymiary. Po pierwsze, każdy grzech dotyka nie tylko Boga, ale i innych ludzi, ze względu na ludzką solidarność. Po drugie, niektóre grzechy są skierowane bezpośrednio przeciw miłości bliźniego (np. niesprawiedliwość, grzechy przeciwko godności i czci człowieka, przeciwko dobru wspólnemu). I wreszcie po trzecie – grzech społeczny dotyczy również stosunków pomiędzy różnymi wspólnotami ludzkimi. Stosunki te nie zawsze są zgodne z zamysłem Boga i mogą prowadzić do tworzenia „struktur grzechu”.

Papież pisze, że Kościół, mówiąc o sytuacjach grzechu społecznego, piętnuje pewne sytuacje czy zachowania zbiorowe większych lub mniejszych grup społecznych, a wręcz całych narodów, podkreślając jednak, że „takie wypadki grzechu społecznego są jednocześnie owocem, nagromadzeniem i zbiorem wielu grzechów osobistych. Chodzi o grzechy najbardziej osobiste: tego, kto powoduje lub popiera nieprawość albo też czerpie z niej korzyści; tego, kto mogąc uczynić coś dla uniknięcia lub usunięcia czy przynajmniej ograniczenia pewnych form zła społecznego, nie czyni tego z lenistwa, z lęku czy też w wyniku zmowy milczenia lub zamaskowanego udziału w złu, albo z obojętności; tego, kto zasłania się twierdzeniem o niemożności zmiany świata; i również tego, kto usiłuje wymówić się od trudu czy ofiary, podając różne racje wyższego rzędu” (16).

Widzimy zatem, że papież zwraca uwagę na istnienie pewnych struktur, które usprawiedliwiają, wzmacniają, a czasem wręcz zmuszają człowieka do czynienia zła. Jednak zawsze uczynione zło jest grzechem konkretnej osoby. W innych wymiarach możemy mówić o grzechu jedynie w sposób analogiczny. „Grzech Kościoła” jest więc stwierdzeniem analogicznym.

„Struktury grzechu” zazwyczaj są anonimowe, trudno określić, kto ponosi za nie odpowiedzialność. Najbardziej znanymi ich przykładami są korupcja, mafia, czy walka klas. Nie wiadomo, gdzie biorą one początek, ale wszyscy odnoszą wrażenie, że są wszechobecne. Właśnie ta anonimowość staje się bardzo często przyczyną bierności i niepodejmowania żadnych działań. Mówimy, że „wszyscy tak robią”, albo że „nic się nie da zrobić”. Jan Paweł II podkreśla jednak, że nawet jeśli mówimy w tym wypadku jedynie o grzechu w sensie analogicznym, nie zwalnia to nas z osobistej odpowiedzialności. Często nie jest to bezpośrednia odpowiedzialność za grzechy innych, ale odpowiedzialność za utwierdzanie struktury, która innych popycha do grzechu.

Potwierdzenie tego nauczania odnajdziemy również w Katechizmie Kościoła Katolickiego. W paragrafie mówiącym o tzw. grzechach cudzych, czytamy, że „grzechy powodują powstawanie sytuacji społecznych i instytucji przeciwnych dobroci Bożej. «Struktury grzechu» są wyrazem i skutkiem grzechów osobistych. Skłaniają one z kolei ich ofiary do popełniania zła. W znaczeniu analogicznym stanowią one «grzech społeczny»” (KKK 1869). Pogłębioną analizę „grzechów społecznych” w kontekście międzynarodowej solidarności przeczytamy także w encyklice Jana Pawła II „Solicitudo rei socialis” (por. 36-40).

Przerzucanie winy

Z nauczania na temat grzechów społecznych możemy wyciągnąć dwa wnioski. Po pierwsze, grzech jest zawsze działaniem osoby. Papież Wojtyła w adhortacji „Reconciliatio et paenitentia” pisze, że „grzech w znaczeniu prawdziwym i właściwym jest zawsze aktem konkretnej osoby, ponieważ jest aktem wolności poszczególnego człowieka, a nie zaś aktem grupy czy wspólnoty” (16). Grzech, tak samo jak podążanie za łaską, jest wyrazem wolności człowieka.

Po drugie, sformułowania „grzech Kościoła”, „grzechy społeczne” czy też „struktury grzechu” są wypowiedziami analogicznymi. Mówienie o tym, że grzech tkwi w strukturach, a nie w człowieku, może być niebezpieczne, ponieważ bardzo łatwo może doprowadzić do zwalniania się z odpowiedzialności za popełniane czyny. W takiej sytuacji winni stają się rodzina, szkolne wychowanie, społeczeństwo czy też Kościół, a nie konkretny człowiek.

Milczenie, bagatelizowanie problemów, przymykanie oczu na zło wyrządzane przez niektórych księży – jest tworzeniem lub utwierdzaniem istniejących już „struktur grzechu”

Pozwolę sobie przytoczyć dłuższy fragment z adhortacji „Reconciliatio et paenitentia”: „Człowiek może być uwarunkowany, przymuszony, przynaglony przez istotne i działające z siłą czynniki zewnętrzne, może również ulegać skłonnościom, wadom, przyzwyczajeniom związanym z jego własnym stanem. W wielu przypadkach owe czynniki zewnętrzne i wewnętrzne mogą w mniejszym lub większym stopniu ograniczyć jego wolność, a zatem zmniejszyć także odpowiedzialność oraz winę. Jest jednak prawdą wiary, którą potwierdza również nasze doświadczenie i rozum, że osoba ludzka jest wolna. Nie można lekceważyć tej prawdy, obarczając grzechem poszczególnego człowieka, rzeczywistość zewnętrzną – struktury, systemy itd. Oznaczałoby to poza wszystkim innym przekreślenie godności i wolności osoby, które się przejawiają – nawet w sposób negatywny i katastrofalny – również i w odpowiedzialności za popełniony grzech. Dlatego w każdym człowieku nie ma niczego bardziej osobistego i nieprzekazywalnego, jak zasługa cnoty czy odpowiedzialność za winę” (16).

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Jan Paweł II pisze w tej samej adhortacji: „Na dnie każdej sytuacji grzechu znajdują się zatem zawsze osoby, które grzech popełniają. Jest to tak dalece prawdziwe, że gdy dana sytuacja może być zmieniona pod względem strukturalnym i instytucjonalnym siłą prawa lub – jak często się niestety zdarza – prawem siły, to w rzeczywistości taka zmiana okazuje się niepełna, krótkotrwała, a w ostateczności daremna i nieskuteczna – i nawet przynosząca odwrotny skutek – jeśli nie towarzyszy jej nawrócenie osób bezpośrednio czy pośrednio za tę sytuację odpowiedzialnych” (16).

Najgłębiej, czyli…

Paweł Stachowiak pyta, czy nie trzeba, by Kościół uznał winę na głębszym poziomie. Zdecydowanie tak! Natomiast trzeba pamiętać, że każdy grzech jest grzechem konkretnej osoby. Struktury należy zmieniać, zwłaszcza gdy są „grzeszne”. Ale żeby ich reforma była długofalowo skuteczna, trzeba zejść jeszcze głębiej.

Nie ma głębszego poziomu niż serce człowieka. Reforma struktur powiedzie się tylko wtedy, gdy wraz z nią będzie dokonywała się przemiana wewnętrzna. Mówimy o niej czasem: nawrócenie serc. „Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa. To właśnie czyni człowieka nieczystym” (Mt 15, 19-20).

Zranieni w Kościele

Podziel się

Wiadomość

Komentarz

Widze wieksza wine Biskupa Janiaka,anizeli tego Ksiedza pedofila. Ksiadz jest chory i BP powinien go skierować natychmiast na leczenie w odosobnieniu.
Biskup jest winien dalszych ofiar tego Ksiadza ipowinien odpowiadać przed Sadem Powszechnym za przestępstwo.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.