Wiosna 2021, nr 1

Zamów

„Zabawa w chowanego” celniej uderza w struktury zła

„Zabawa w chowanego”, reż. Tomasz Sekielski, 2020

Wykorzystywanie seksualne to zbrodnia, która niszczy życie konkretnych, niewinnych osób. To nie uleganie „grzesznym skłonnościom” czy „podszeptom szatana” – jak twierdzi ksiądz pokazany przez Tomasza Sekielskiego. Pora, by zrozumieli to kościelni decydenci.

Wszystko jest podobnie. Tak jak przed rokiem jesteśmy jako widzowie wstrząśnięci opowiedzianą na ekranie historią. Zbulwersowani – bezkarnością bezpośrednich sprawców oraz ich przełożonych. Zirytowani – własną niemocą, świadomością, że jedyne, co możemy zrobić, to wysłuchać skrzywdzonych i powiedzieć im w duchu: „Wierzymy wam”.

Jest też jednak nieco inaczej. „Zabawa w chowanego”, drugi film braci Tomasza (scenariusz i reżyseria) i Marka (produkcja) Sekielskich o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich przez przedstawicieli Kościoła w Polsce, to obraz znacznie bardziej kameralny niż jego poprzednik. Spokojniejszy. I – co trzeba zaznaczyć – być może uderzający nawet celniej w struktury zła, które niestety wciąż mają się dobrze w Kościele nad Wisłą.

Tym razem jeszcze dobitniej niż poprzednio widać, że na ławie oskarżonych nie zasiada pojedynczy sprawca (choć przecież losy skrzywdzonych przez niego dorosłych już mężczyzn poznajemy). Same ofiary mówią o „dziwnej obronie Kościoła”, którą kierują się przełożeni księdza czy jego współpracownicy (poruszająco wypada scena spotkania jednego ze skrzywdzonych z siostrą zakrystianką, która na jego uwagę, że ofiar było więcej, wybucha bezradnym płaczem) – odwracają wzrok, zasłaniają się „czekaniem na koniec śledztwa” lub dbają o to, by nie wyszły w nim zaniedbania biskupa. „W ten sposób ci ludzie nie bronią Kościoła, tylko psują go od środka” – zauważa jeden z bohaterów opowieści.

Sekielscy pokazują konkretne zaniedbania jednego z polskich biskupów – ich film stanowi nieformalny akt oskarżenia wobec niego i żądanie dymisji

Twórcy ukazują dziwaczną sympatię między Prokuraturą Krajową a instytucjami kościelnymi. Pozwala ona obywatelom wątpić, czy Kościół będzie w sądzie traktowany jak każdy inny podmiot. Kuria otrzymuje na przykład wgląd w akta sprawy jeszcze w trakcie dochodzenia prokuratorskiego – oficjalnie po to, by przyspieszyć postępowanie kościelne przeciwko sprawcy, czy jednak nie może to służyć także zacieraniu śladów zaniechań przełożonego?

Przede wszystkim dobrze, że Sekielscy precyzyjnie pokazują konkretne zaniedbania jednego z polskich biskupów – ich film stanowi nieformalny akt oskarżenia wobec niego i żądanie dymisji (szkoda jedynie, że nie sięga on dalej, do znacznie poważniejszych graczy w łonie episkopatu). Mam nadzieję, że zebrany w filmie materiał do tego posłuży; zarejestrowane nagrania konfrontacji rodzin ofiar z biskupem pokazują jego butę i arogancję (coś, co powinno od razu dyskredytować pasterzy Kościoła), zaś zapisy z przesłuchań obrazują biskupie konfabulacje dotyczące przenosin jednego ze sprawców do innej diecezji, w najlepszym razie – niszczącą ludzkie życie naiwność, w najgorszym – przestępstwo popełnione z premedytacją.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Po raz kolejny Tomasz Sekielski swoim filmem idzie głębiej i dotyka mentalności sprawcy, wybierającego sobie „rybki, które łatwo złowić” – dzieci z ubogich rodzin, trzymających się blisko Kościoła. Druzgocąco dla widza wypadają konfrontacje księdza pedofila z dorosłymi już ofiarami oraz z ich rodzicami. Co mówi człowiek, który 20 lat temu wykorzystał seksualnie 8 i 11-latka? Że jest kapłanem, więc „diabeł go wyjątkowo mocno kusił”, zaś on sam teraz bohatersko i pokornie ma „świadomość własnej grzeszności”. Wszyscy przecież – jak dodaje – jesteśmy grzeszni. Tak oto zbrodnia, kompletnie rujnująca życie niewinnych ludzi, staje się tylko „uleganiem skłonnościom i słabością”, którą zapewne wystarczy odpokutować „siłą modlitwy”, najlepiej „w okresie Wielkiego Postu”. Prawda o złu i dążenie do sprawiedliwości, do zadośćuczynienia, zostają zahamowane, zduszone przez pobożne, pseudoreligijne slogany.

I co dalej? Co zrobić z poznanym znowu ogromem zła wewnątrz Kościoła? Trzeba by dziś – oprócz okazania wsparcia ofiarom – zamienić feudalną ścieżkę zależności między hierarchią a ludem i głosem świeckich powiedzieć: dość! Dość czynienia z Kościoła korporacji dbającej tylko o własne wpływy; dość chronienia się za obłokiem niewiedzy, naiwności, niepamięci, mglistych procedur; dość zamiatania zbrodni pod dywan; dość prześladowania ofiar i głaskania winnych.

Przed rokiem ojciec Jacek Prusak mówił, że zbliża się sąd nad wilkami w koloratkach. Dziś można by wyjaśnić wszystkim, którzy uciekają w pobożne slogany i lubują się w biblijnej frazeologii: nie chodzi wcale o sąd ostateczny.

Zranieni w Kościele

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (3)

Tak, ale nie na wszystko „tak”. Jakie podstawy ma postawa wyrażona w zdaniu „jedyne, co możemy zrobić, to wysłuchać skrzywdzonych i powiedzieć im w duchu: „Wierzymy wam”? Przecież znane są przypadki fałszywych oskarżeń – oszustka, na podstawie której historii zrobiono irlandzki film „Magdalenki” wpadła, bo próbowała zarobić na fałszywym oskarżaniu innych osób z poza Kościoła i dopiero wtedy sąd rzetelnie badał fakty (dziś sama odsiaduje wyrok). Ok. 45% pozwów o odszkodowania w USA jest oddalanych. To się zrobił przemysł prawniczy. W Polsce mamy przypadek prezesa fundacji działającej na rzecz osób pokrzywdzonych, który musiał odejść z uwagi na wątpliwą wiarygodność. przedstawiając się jako ofiara księdza, któremu wcześniej odmówił zwrotu długu, gdy okazało się, że pożyczka miała finansować leczenie nie istniejącej choroby. Czy zdaniem Autora osobom podnoszącym swoją krzywdę mamy przypisać wiarygodność taką, jaką przypisywaliśmy w Kościele zaprzeczającym wszystkiemu duchownym? No to czym to się różni, nawet jeżeli te przypadki to incydenty? Warto się uszczypnąć nim napisze się w emocjach o jedno zdanie za dużo. Koledzy z redakcji mogliby pomóc krytycznym okiem, ale nie pomogli. Entuzjazm w tropieniu grzechów ludzi Kościoła oraz (idąc za słusznym wskazaniem Autora, by nie przykrywać tych grzechów pobożnymi formułkami) struktur zła, które niestety są w nim, budzi podejrzenia, że nie o prawdę chodzi, ale o instrumentalne wykorzystanie tego tematu do wysadzenia wszystkiego w nadziei, że zbuduje się na ruinach „lepszy” Kościół. Takiego nie będzie. Jeżeli ta argumentacja by walczyć o trzeźwość podejścia do oskarżeń kogoś nie przekonuje niech zważy, że postawa zawierzenia każdemu oskarżeniu daje alibi „przyjaciołom” Kościoła by nie dawać wiary żadnemu oskarżeniu. Wypowiedź jednego z Autorów filmu dla Wyborczej, że nie widzi w oczach księdza pedofila skruchy ostrzega, że ten film to jak większość produktów, może być przemieszaniem prawdy z popiołem. A przynajmniej, by nie brać wszystkiego na wiarę tylko starać się trzeźwo oceniać. Nie insynuuję, że film nie przejdzie tego egzaminu. Pierwszy odcinek z przed roku przeszedł prawie bez potknięcia.

Panie Piotrze,
Koledzy nic nie musieli Damianowi korygować, bo Damian nigdzie nie twierdzi, że trzeba z góry wierzyć każdemu oskarżeniu. On opisuje konkretny film, w którym wypowiadają się konkretne osoby. Jak Pan zobaczy film, to Pan zrozumie, że to oskarżenia nie tylko bardzo wiarygodne, ale i prawdziwe.

@Zbigniew
Zgadzam się z panem. Autor artykułu wyraża bardzo wyważoną opinię i odnosi się do konkretnych osób z filmu.

@Piotr
Jak czytam takie rozmywanie problemu bo kilka procent z oskarżeń to pomówienia to zastanawiam się w jakim celu ktoś to pisze ? Co ma pan na celu ?

Każda sprawa powinna być dogłębnie zbadana. Nie ma powrotu do sytuacji gdy dziecko się skarży a nikt mu nie wierzy łącznie z rodzicami bo „boży pomazaniec” nie mógłby czegoś takiego zrobić.

Tak, zawsze wśród oskarżeń (a szczególnie tylu ! na litość ! na całym świecie to idzie w tysiące !) znajdą się osoby które będą konfabulować. Niech tego będzie kilka procent. To na tej podstawie teraz najlepiej może nikomu nie wierzyć ?

Procedura winna być jasna i przejrzysta. Jest oskarżenie, automatyczne powiadomienie prokuratury i Watykanu, automatyczne zawieszenie podejrzanego do czasu rozwiązania sprawy, po skazaniu kopa na „do widzenia” i won ze stanu kapłańskiego.

A jeśli okazałoby się że skarżący kłamie to jego przed sąd za składanie fałszywych zeznań z podaniem danych osobowych publicznie i wysoka kara finansowa. Gwarantuję, że to skutecznie odstraszyłoby potencjalnych naciągaczy.

Obraz sytuacji która ciągnie się od dziesiątków lat to obraz zatrważający i obrzydliwy w każdym calu, każdy katolik ma prawo i święty obowiązek być oburzonym i żądać wyrzucenia winnych z ich stanowisk oraz stanu kapłańskiego. Tego wymaga od nas wiara.

Żadne „tak, ale”, żadne miłosierdzia dla sprawców którzy mają w nosie ofiary i gdyby mieli kolejną okazję to dalej by to robili. Bo gdyby sprawy nie wypłynęły to myślicie że czym by się zajmowali ?
To są kryminaliści w przebraniu księży, którym inne nieodpowiedzialne osoby dały święcenia bez sprawdzania ich.

To jest ogólny problem strukturalny ciągnący się od seminariów w górę.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.