Jesień 2020, nr 3

Zamów

Diecezja pozwana przed sąd, abp Głódź pod lupą Watykanu. Czy nuncjatura mija się z prawdą?

Od lewej idą arcybiskupi Sławoj Leszek Głódź, Salvatore Pennacchio i Marek Jędraszewski podczas uroczystości ku czci św. Stanisława. Kraków, 11 maja 2019 r. Fot. Episkopat.pl

Pozew o przeprosiny i zadośćuczynienie przeciwko archidiecezji gdańskiej złożyła Barbara Borowiecka. A wcześniej do Watykanu wpłynęło formalne zawiadomienie dotyczące zaniechania działań przez abp. Głódzia. 

Jak już informowaliśmy, mecenas Katarzyna Warecka złożyła wczoraj w imieniu Barbary Borowieckiej pozew przeciwko archidiecezji gdańskiej. Sprawa budzi szerokie zainteresowanie, warto więc przyjrzeć się sposobowi, w jaki osoba pokrzywdzona uzasadnia swoje roszczenia. 

Mieszkająca obecnie w Australii Borowiecka wydała oświadczenie: „Zdecydowałam się na ten krok jako ofiara pedofilii w Kościele i ofiara ks. Jankowskiego. Cierpienie, którego doznałam jako dziecko, położyło się cieniem na całe moje życie. Tymczasem Kuria nie chciała nawet ze mną rozmawiać, a kapłani związani z gdańskim Kościołem nazwali mnie wrogiem Kościoła i pieniaczką. Uważam, że wyjaśnienie przypadków pedofili w Kościele jest działaniem dla dobra Kościoła, tak jak rozumiał je mój mentor, ks. Jan Kaczkowski. Najważniejsze dla mnie teraz jest uzyskanie przeprosin i uznanie przez Kościół mojego cierpienia, a także cierpienia wszystkich ofiar pedofilii w Kościele”.   

O przeprosiny i zadośćuczynienie

„Więzi” udało się dotrzeć do szczegółów pozwu. Reprezentująca Borowiecką mec. Katarzyna Warecka domaga się od archidiecezji gdańskiej przede wszystkim przeprosin, a także zadośćuczynienia. Jest to więc „pozew o ochronę dóbr osobistych i zapłatę”. Zarzuty dotyczą działań ks. Henryka Jankowskiego (w przeszłości) i samej archidiecezji (po ujawnieniu doświadczeń Barbary Borowieckiej i jej zgłoszeniu do kurii).

Unikanie mówienia o przeżytej traumie jest najczęstszą, typową dla ofiar przemocy seksualnej, strategią przetrwania i radzenia sobie z urazem

W sensie ścisłym pełnomocniczka pokrzywdzonej wnosi do sądu o: 

1) nakazanie diecezji, „aby w terminie 14 dni od uprawomocnienia się wyroku, wystosowała do Powódki list z oświadczeniem następującej treści «Archidiecezja Gdańska przeprasza panią Barbarę Borowiecką za naruszenie jej dóbr osobistych w postaci godności i nienaruszalności cielesnej, którego dopuścił się ks. Henryk Jankowski w latach 1967–1970 w czasie pełnienia posługi kapłańskiej»”; 

2) zasądzenie zadośćuczynienia w wysokości 500 tys. zł za naruszenie „dóbr osobistych w postaci godności i nienaruszalności cielesnej, którego dopuścił się ks. Henryk Jankowski w latach 1967–1970 w czasie pełnienia posługi kapłańskiej”;

3) nakazanie, aby diecezja wystosowała do Borowieckiej drugi list – przepraszający „za naruszenie jej dóbr osobistych w postaci godności i dobrego imienia, którego dopuściła się poprzez brak odpowiedniej reakcji na złożone w 2018 r. przez Barbarę Borowiecką doniesienie o fakcie jej wielokrotnego molestowania seksualnego przez ks. Henryka Jankowskiego w latach 1967–1970 oraz rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji o ofiarach pedofilii w Kościele”;

4) zasądzenie (z tego samego tytułu co przeprosiny w punkcie trzecim) zadośćuczynienia w wysokości 20 tys. zł.  

Milczenie nie było świadomym wyborem

W uzasadnieniu dwóch pierwszych punktów pozew prezentuje fakty opisywane przez Barbarę Borowiecką, które już na tych łamach przedstawialiśmy. Przywołana jest także ekspercka opinia. Psycholog-psychotraumatolog Monika Świerczyńska, współpracująca z Fundacją Pomorskie Centrum Psychotraumatologii, stwierdza w niej, że „symptomy zgłaszane przez Powódkę spełniają wszystkie kryteria diagnostyczne Zespołu Stresu Pourazowego (PTSD) według DSM-IV”. 

Według tej opinii Barbara Borowiecka „przejawia cechy osoby wykorzystanej seksualnie w dzieciństwie”, a jej długie milczenie o fakcie wykorzystania „nie było jej świadomym wyborem, ale wiązało się z typową dla ofiar molestowania niemożnością zakomunikowania otoczeniu tego, co się stało, oraz z mechanizmem obronnym polegającym na unikaniu myśli i wspomnień związanych z urazem”. Unikanie myślenia i mówienia o przeżytej traumie jest bowiem najczęstszą, typową dla ofiar przemocy seksualnej, strategią przetrwania i radzenia sobie z urazem.

Według gdańskiego sądu akt wykorzystania seksualnego małoletnich dzieci, zależnych od sprawcy, jest poniżającym, nieludzkim traktowaniem drugiego człowieka, niczym nieróżniącym się od tortur

Psychotraumatolog podkreśla: „Niezdolność ofiary, aby zakomunikować otoczeniu fakt wykorzystania, może trwać przez wiele lat, a nawet przez całe życie. U Barbary Borowieckiej milczenie trwało przez prawie pięćdziesiąt lat. Fakt bycia ofiarą przemocy seksualnej zamknął jej usta. Była bowiem, zgodnie ze skrajnie negatywnym obrazem siebie, jaki w sobie wykształciła, przekonana o tym, że jest zła i ponosi winę za wykorzystanie. Jak większość ofiar wykorzystania seksualnego, nie liczyła się ze swoimi uczuciami i potrzebami, uważała się za osobę bezwartościową, więc to, co ją spotkało, wydawało się również bez znaczenia. Aby przetrwać, odcinała się od wspomnień seksualnego urazu i żyła tak, jak gdyby nigdy do niego nie doszło. Jednak wspomnienia «jak nawałnica» powracały w postaci koszmarów”.

Opinia psychotraumatologiczna wskazuje także, iż na przełamanie milczenia pozwoliło Borowieckiej „dopiero wystąpienie przełomowego zdarzenia w postaci spotkania z ks. Janem Kaczkowskim w 2015 r. oraz odnalezienie wspierającego środowiska”.

Umorzone postępowania i bezczynność

Pozew przypomina, że „upublicznienie pierwszych doniesień na temat nagannego postępowania ks. Henryka Jankowskiego w stosunku do osób małoletnich” miało miejsce w 2004 r. Wtedy też prowadzone były postępowania przygotowawcze przez Prokuraturę Okręgową w Elblągu. Ich przebieg jednak tylko pogłębił traumę Borowieckiej „oraz ostatecznie zniechęcił ją do ujawnienia swoich doświadczeń”.

Mec. Warecka stwierdza w pozwie, że „podejmowała wielokrotne próby pozyskania dostępu do akt” umorzonych postępowań, „co jednak spotkało się z kategoryczną odmową Prokuratury Okręgowej i Prokuratury Apelacyjnej w Elblągu”. Jako dowody przywołane są więc dokumenty z tego postępowania opublikowane w książce Petera Rainy „Ostatnia bitwa prałata” (2013), przekazane autorowi książki osobiście przez ks. Jankowskiego, pochodzące z jego archiwum. Opisują one zarzuty dotyczące molestowania seksualnego i zgwałcenia małoletnich chłopców. 

30 grudnia 2019 r. do kard. Marca Ouelleta, prefekta watykańskiej Kongregacji ds. Biskupów, zostało wysłane zawiadomienie dotyczące zaniechania działań przez abp. Głódzia

Pozew przywołuje wątpliwości, jakie budzą ówczesne decyzje prokuratury i opinie ekspertów (np. biegły seksuolog Zbigniew Lew-Starowicz nie miał osobistego kontaktu z ks. Jankowskim). Opisane są również interwencje podejmowane w obronie prałata przez prominentnych gdańszczan, m.in. list interwencyjny prokuratora w stanie spoczynku i senatora III kadencji Leszka Lackorzyńskiego do prokuratury apelacyjnej w Gdańsku.

Jak twierdzi autorka pozwu, jedyną reakcją archidiecezji gdańskiej „na pojawiające się informacje dotyczące nagannej, a nawet przestępczej działalności ks. Henryka Jankowskiego, stało się wyłącznie odwołanie go z funkcji proboszcza kościoła pod wezwaniem św. Brygidy”. Diecezja „nie zainicjowała żadnego wewnętrznego postępowania ani kontroli wewnętrznej, aby wyjaśnić okoliczności tych spraw i uniemożliwić ks. Jankowskiemu kontakt z małoletnimi”. 

Dopiero kilkanaście lat później, przed ks. Janem Kaczkowskim, Barbara Borowiecka „zdołała się otworzyć i rozpocząć żmudny proces szukania pomocy oraz wsparcia”. Ks. Kaczkowski przekonał ją do ujawnienia zarówno swojej historii, jak i nazwiska sprawcy jej molestowania seksualnego w dzieciństwie. 

Gra na zwłokę 

W uzasadnieniu roszczeń ze względu na brak odpowiedniej reakcji archidiecezji na zgłoszenie krzywdy przez Barbarę Borowiecką, pozew przywołuje „zupełnie bezskuteczne próby skontaktowania się z Kurią Metropolitalną Gdańską”, a także z innymi przedstawicielami władz Kościoła katolickiego. Działania te „spotkały się z brakiem jakiejkolwiek znaczącej reakcji” ze strony archidiecezji, a sporadyczne działania podejmowane przez nią czynności – według autorki pozwu – „miały na celu zwodzenie Powódki i tzw. grę na zwłokę”.

Barbara Borowiecka doświadczyła bezczynności i indolencji instytucji państwowych i kościelnych

Zdaniem mec. Wareckiej stanowisko archidiecezji „jest przejawem rażącego lekceważenia oraz naruszenia dobrego imienia i godności” Barbary Borowieckiej. Jest to bolesne tym bardziej, że Borowiecka „identyfikuje się jako osoba głęboko wierząca” i uważa, że jej działania prowadzone są z inspiracji ks. Jana Kaczkowskiego oraz w duchu zaleceń papieża Franciszka. Tymczasem w Gdańsku dochodziło do działań odwrotnych, gdy obecny proboszcz bazyliki św. Brygidy nazywał ofiary pedofilii ks. Jankowskiego „pieniaczami” i „wrogami Kościoła”. 

Pozew podkreśla też, że w świetle dokumentów kościelnych „śmierć duchownego-sprawcy molestowania seksualnego osoby małoletniej nie stoi na przeszkodzie podjęcia dochodzenia kanonicznego w takiej sprawie”. Kuria gdańska natomiast z tego właśnie powodu poinformowała Borowiecką, że „sprawa została zamknięta”

Dlaczego bez przedawnienia? 

Bardzo interesująca jest czysto prawna argumentacja pozwu. Mec. Katarzyna Warecka powołuje się „na ustaloną już linię orzeczniczą”, a zwłaszcza prawomocne wyroki sądów apelacyjnych w Poznaniu z 2 października 2018 r. i w Gdańsku z 8 października 2019 r. W obu tych przypadkach orzeczono wypłacenie przez instytucje kościelne zadośćuczynienia – odpowiednio: milion złotych od zgromadzenia chrystusowców i 400 tys. zł od sprawcy, parafii i diecezji pelplińskiej. Obie decyzje opierały się na bezprecedensowych sądowych interpretacjach obowiązujących przepisów. Z tego powodu zresztą wniosek chrystusowców o kasację wyroku poznańskiego trafił do Sądu Najwyższego i, po sporach stron co do obsady sędziowskiej, będzie rozpatrywany 26 marca br. (aspekt prawny tego pozwu przedstawiłem tutaj).

W myśl tych wyroków sądów apelacyjnych, jak podkreśla mec. Warecka, kościelna osoba prawna odpowiada za działania duchownego na zasadzie art. 430 kodeksu cywilnego. Artykuł ten dotyczy odpowiedzialności zwierzchnika za podwładnego. Mowa tam o odpowiedzialności osoby powierzającej komuś wykonanie jakiejś czynności, gdy przy jej wykonywaniu wyrządzona zostaje szkoda zawiniona przez podwładnego. Nie jest tu niezbędne stwierdzenie win czy zaniedbań ze strony zwierzchnika. Przepis przewiduje po prostu odpowiedzialność szerszej struktury za działanie w jej ramach osób, którym powierzono wykonywanie konkretnych czynności, opartą na zasadzie ryzyka. Mec. Warecka wskazuje na linię orzeczniczą, wedle której zasądzenie zadośćuczynienia okazało się możliwe także wówczas, gdy przełożeni jednostki kościelnej „nie wiedzieli o tych nadużyciach, nie tolerowali ich, jak też nie podejmowali działań mających na celu ukrycie niewłaściwego postępowania księdza”. 

Jako podstawę prawną roszczeń pozew wskazuje także art. 23 i art. 24 kodeksu cywilnego, dotyczące ochrony dóbr osobistych. Tu chodzi o naruszenie czci i godności człowieka oraz seksualności i nienaruszalności cielesnej osoby w sposób długotrwały, co umożliwia uznanie, że osoba małoletnia była poddana torturom lub nieludzkiemu i poniżającemu traktowaniu. Mec. Warecka argumentuje, że „dziecko molestowane seksualnie przez dorosłego poddawane jest traktowaniu, które przekracza próg dolegliwości i cierpienia charakteryzujący tortury i nieludzkie traktowanie. Zważywszy na młody wiek ofiary, traktowanie takie wywiera na jej psychice piętno, które towarzyszy jej przez całe życie”.

Zgodnie z przepisami, zasądzenie zadośćuczynienia okazało się możliwe także wówczas, gdy przełożeni jednostki kościelnej nie wiedzieli o nadużyciach

Przyjęcie takiej interpretacji może umożliwić sądowi nieuwzględnianie okresu przedawnienia – czego przykładem jest przywołany wyżej wyrok zasądzający zadośćuczynienie na rzecz Marka Mielewczyka. Gdański sąd apelacyjny stanął na stanowisku, że wykorzystanie seksualne w dzieciństwie jest jednym z wyjątkowych wypadków, w których można nie uwzględnić przedawnienia, gdyż mowa o „nadużyciu prawa podmiotowego”, stojącym w sprzeczności z zasadami współżycia społecznego i art. 5 kodeksu cywilnego, oraz o „naruszeniu elementarnego poczucia sprawiedliwości”. 

Wyrok z października 2019 r. obszernie przywoływał orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, a także międzynarodowe zobowiązania Polski wynikające z konwencji dotyczących ochrony praw człowieka – by ostatecznie uznać, że akt wykorzystywania seksualnego małoletnich dzieci, które nieświadome są przestępczego charakteru czynności, a często zależne są od sprawcy, zwłaszcza jeśli ten korzysta „z autorytetu i powagi sprawowanej funkcji, której towarzyszy powszechny szacunek – jest poniżającym, nieludzkim traktowaniem drugiego człowieka, niczym nieróżniącym się od tortur”. 

Dodatkowym argumentem w gdańskim wyroku była zasadnicza nierówność stron – dziecka i duchownego, obdarzonego sakralnym autorytetem Kościoła. Według mec. Wareckiej pozwala to na przyznanie Barbarze Borowieckiej „jako podmiotowi zdecydowanie słabszemu, skutecznego prawa powoływania się na zasady współżycia społecznego z art. 5 k.c.” jako skutecznej przeciwwagi dla zarzutu przedawnienia roszczeń majątkowych wobec archidiecezji. 

Ponadto sąd apelacyjny w Gdańsku „kategorycznie stwierdził, iż roszczenia cywilne ofiar torturowanych, podobnie jak roszczenia ofiar księży-pedofilów, nie powinny w ogóle podlegać przedawnieniu. Skoro jednak obowiązujące w Polsce prawo takich przepisów nie zawiera, jedynym sposobem przeciwdziałania przedawnieniu tego rodzaju roszczeń jest uwzględnienie art. 5 k.c. w razie jego podniesienia przez powoda”.

Wniosek w Watykanie i w nuncjaturze 

W złożonym pozwie mec. Katarzyna Warecka podkreśla, że Barbara Borowiecka „została pozostawiona sama sobie”. Doświadczyła ona „zupełnej bezczynności i indolencji wszystkich innych instytucji państwowych i kościelnych” w tej sprawie. O tej bezczynności mają świadczyć liczne dokumenty załączone do pozwu złożonego w gdańskim sądzie. 

Wśród nich uwagę przykuwa zawiadomienie do Watykanu, na podstawie motu proprio „Vos estis lux mundi”. Dotyczy ono „zaniechania przez Arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia, Metropolitę Gdańskiego, podjęcia stosownych działań zmierzających do wyjaśnienia zasadności przedstawionych zarzutów dotyczących molestowania seksualnego Barbary Borowieckiej przez księdza Henryka Jankowskiego”. 

Zawiadomienie to zostało wysłane 30 grudnia 2019 r. do kard. Marca Ouelleta, prefekta watykańskiej Kongregacji ds. Biskupów, oraz do wiadomości czterech osób: abp. Głódzia, abp. Charlesa Scicluny (arcybiskupa Malty i sekretarza pomocniczego Kongregacji Nauki Wiary), nuncjusza apostolskiego w Polsce abp. Salvatore Pennacchio i prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka. Jak wyjaśnia mec. Warecka, jedynie z kancelarii prymasa przyszła odpowiedź: potwierdzenie otrzymania korespondencji. 

W zawiadomieniu przypomniane są podstawowe fakty sprawy oraz ostateczna odmowa podjęcia działań przez kurię gdańską ze względu na śmierć sprawcy. Tymczasem motu proprio „Vos estis lux mundi”, jak czytamy w zawiadomieniu, „nie uzależnia obowiązku wszczęcia postępowania wyjaśniającego od możliwości udziału w nim osoby oskarżonej”, zaś śmierć ks. Jankowskiego „nie jest równoznaczna z brakiem możliwości ustalenia faktów i ujawnienia prawdy”. Przede wszystkim zaś odmawianie osobom pokrzywdzonym ujawnienia prawdy przez władze Kościoła „jest niemoralne, zwłaszcza w świetle doktryny miłości bliźniego, głoszonej przez Kościół”. 

Abp Salvatore Pennacchio
Abp Salvatore Pennacchio. Warszawa, październik 2019 r. Fot. Episkopat.pl

Informacja o wysłaniu ponad miesiąc temu tego zawiadomienia jest niezwykle ważna w kontekście wczorajszego spotkania nuncjusza apostolskiego z przedstawicielami gdańskich katolików domagających się wyjaśnienia zarzutów stawianych tamtejszemu metropolicie. Wedle dostępnych w mediach relacji uczestników spotkania przedstawiciele nuncjatury mieli wczoraj twierdzić, że w sprawie abp. Głódzia nie może toczyć się w Watykanie żadne postępowanie wyjaśniające, gdyż nie została złożona żadna formalna skarga zgodna z kościelnymi przepisami i procedurami. W interpretacji nuncjatury głosy protestu ze strony gdańskich duchownych i świeckich katolików były jedynie opiniami, a nie informacjami o bulwersujących faktach – zaś równocześnie nuncjatura otrzymywała inne opinie, popierające działania metropolity gdańskiego. 

Takie stanowisko nuncjatury apostolskiej w Polsce jest jednak niezgodne z prawdą, jeśli – co dziś nie ulega wątpliwości – sam abp Pennacchio otrzymał miesiąc temu formalne zawiadomienie dotyczące abp. Głódzia. Zgodnie z obowiązującymi kościelnymi przepisami w tego typu sprawie decyzję o rozpoczęciu dochodzenia podejmuje kompetentna dykasteria watykańska. Dochodzenie powinno być zakończone w terminie dziewięćdziesięciu dni od rozpoczęcia, choć w uzasadnionych sytuacjach termin można wydłużyć. 

Być może fakt zgłoszenia tego zawiadomienia przez Barbarę Borowiecką – i  zapewne w konsekwencji: podjęcia przez Watykan formalnych działań zmierzających do wyjaśnienia zarzutów – mógłby rozwikłać tajemnicze, niejasne pogłoski o watykańskim wizytatorze przysłanym do Gdańska.  Może nie jest wyssaną z palca plotką wiadomość tygodnika „Wprost” sprzed tygodnia, że abp Głódź znalazł się pod lupą Watykanu? Tyle że mielibyśmy wtedy do czynienia nie z wizytatorem, lecz z powierzeniem komuś (zapewne jednemu z polskich metropolitów) prowadzenia dochodzenia wyjaśniającego zarzuty postawione metropolicie gdańskiemu w cytowanym zawiadomieniu. 

Czy tak jest w rzeczywistości – tego na razie nie wiadomo. Wydaje się jednak, że kolejne kroki prawne powoli (bardzo powoli) przybliżają opinię publiczną do poznania prawdy w tej bulwersującej sprawie. Mimo tak wielu złych doświadczeń w innych krajach i mimo tak wielu apeli ze strony ludzi dobrej woli, po raz kolejny okazuje się, że bez niezależnych mediów i bez niezależnych sądów nie da się zmienić sposobów postępowania ważnej instytucji kościelnej. Jakże daleko współczesnemu Kościołowi do tego, by po prostu żył prawdą…  

Redakcja zwróciła się do Nuncjatury Apostolskiej w Polsce z prośbą o komentarz do powyższych informacji. Czekamy na odpowiedź.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Przeczytaj także: 

Zbigniew Nosowski, „Abp Głódź ukrywa bezczynność za watykańskimi wskazówkami”

Joanna Podsadecka, „Chroniliśmy winowajców, uciszaliśmy ofiary”

Zranieni w Kościele

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.