Jesień 2020, nr 3

Zamów

Ojciec Maciej Zięba: Był taki moment, że wszyscy już się spodziewali, że będę po stronie wieczności

Ojciec Maciej Zięba. Fot. Adam Walanus / adamwalanus.pl

Jan Paweł II mówił: „Nie bójcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi!”. My tymczasem dzisiaj boimy się, że nas zaatakuje neoliberalizm, naomarksizm, genderyzm.

Za ojca Macieja Ziębę OP modliły się tysiące osób w całej Polsce, gdy w październiku w ciężkim stanie znalazł się w szpitalu. Znawca nauki Jana Pawła II i jeden z jego znanych ambasadorów w niedzielę w studiu „Między Ziemią a Niebem” mówił o swojej inicjatywie na papieskie urodziny „Dar na 100-lecie”, podkreślając, że nie mógłby kontynuować jej tu na ziemi, gdyby nie Jan Paweł II: „wszyscy szturmowali Jana Pawła II i dokładnie w Dniu Papieskim nastąpiło przesilenie choroby”. O Janie Pawle II, jego odwadze, sile i wyzwaniach w 100. rocznicę urodzin z o. Maciejem Ziębą, dominikaninem, rozmawiała Paulina Guzik.

Paulina Guzik: Ojcze nie mogę nie zacząć od pytania: jak zdrowie?

Ojciec Maciej Zięba OP: Coraz lepiej, walczymy – Jan Paweł II oręduje więc wierzę, że będzie coraz lepiej.

Czuł Ojciec podczas choroby że Jan Paweł II czuwa i wspiera?

– Był taki moment krytyczny kiedy wszyscy już się spodziewali, że raczej będę po stronie wieczności, wszyscy już szturmowali św. Jana Pawła II – i w Dniu Papieskim dokładnie nastąpiło przesilenie – serce, płuca zaczęły pracować, a więc jest lepiej.

Na 100-lecie urodzin Jana Pawła II zainicjował Ojciec akcję „Dar na Stulecie”. Na czym polega ta akcja?

– Starałem się ją skonstruować w duchu Jana Pawła zapraszając szeroko różne grupy i różne podmioty. Jan Paweł II uczył mnie, że każde dobro jest ważne – podchodził tak do wszystkich – od osób starszych, chorych, gdzieś z marginesu – od starej Indianki w Andach po małe dzieci w Afryce. Zgodnie z tym zaś, że każde dobro się liczy chcieliśmy „zszyć” różne inicjatywy – czasem jest to ważna konferencja międzynarodowa, a czasami jest to osoba w więzieniu albo w izdebce – chora, starsza, samotna, która dokłada tę swoją cegiełkę i to jest tak samo cenne jak te wielkie rzeczy, jeśli jest to złożone razem.

Każdy z nas może zgłosić swoją inicjatywę, między innymi modlitewną albo inicjatywy szkół, artystów czy sportowców na stronie Darna100.pl – jak duża jest już mapa?

– Całkiem spora jest już mapa inicjatyw – rozrasta się już nawet na świecie. Pomysły są najróżniejsze – chłopiec ze Szczecina wymyślił że ułoży 100 bratków na rabaciku przed szkołą – inwencja jest ogromna. Niebo jest limitem albo właściwie nawet ono nie jest ograniczeniem.

Czy trudniej jest teraz, 15 lat po śmierci Papieża, zachęcić Polaków do takich uczynków?

– Myślę że trudniej, choćby dlatego że młoda generacja już nie pamięta albo pamięta bardzo schorowanego, słabego Jana Pawła II. Natomiast dla mojej generacji to był wielki przywódca Kościoła, światowy lider, o którym do dziś choćby środowiska żydowskie mówią, że Jan Paweł II był darem nie tylko dla katolików ale dla całej ludzkości i taki człowiek zdarza się raz na tysiąc lat. No więc ci starsi pamiętają – młodsi nie – ale to nauczanie papieskie jest bardzo aktualne, zwłaszcza dla młodych. W tym okresie zamętu, niepewności, pogubienia, w bardzo spokojny, mądry sposób, szanując wolność ludzką, ukazuje kierunki. Ja powtarzam, że to jest odkrywkowa kopalnia złota, ale trochę nam zarosła.

Co do Ojca najczęściej wraca z nauczania papieskiego?

– Dużo mocniej niż 30 lat temu czytam sprawy rodziny. Myślę, że to będzie fundamentalne – świadectwo biskupów i księży nie jest już tak nośne jak kiedyś. Natomiast świadectwo młodych małżeństw, które pokazują że można się kochać, mieć dzieci i być sobie wiernymi, iść przez życie z radością, że małżeństwo to jest wielka i piękna rzecz – myślę, że to właśnie będzie bardzo pociągało świat, który wierności nie zna, który jest zindywidualizowany, który pragnąłby takich rzeczy, ale myśli że to jest niemożliwe. A ci młodzi czy starsi chrześcijanie, którzy pokazują że to jest możliwe to jest esencja dzisiaj świadectwa i rdzeń nauczania Jana Pawła II.

W „Centesimus Annus” jest taki cytat że człowiek w rodzinie uczy się kochać i być kochanym i co to znaczy być osobą. Nigdzie indziej się dzisiaj człowiek nie nauczy tych pierwszych pozawerbalnych momentów, kiedy rodzice patrzą z miłością, przytulą z miłością – dziecko jeszcze nic nie rozumie, ale chłonie. To nauczanie o rodzinie, o pięknie ale i o trudzie życia rodzinnego było widoczne u Wojtyły od samego początku – już kiedy był młodym biskupem, młodym księdzem, zawsze ten temat był dla niego niesłychanie ważny. Ale też to jak budować życie społeczne – na dialogu, nie na agresji, ale na solidarności. Solidarność zawsze musi iść przed walką, solidarność czasem wyzwala walkę ale walkę o coś – myślę, że w dzisiejszym świecie i dzisiejszej Polsce to jest ważne przesłanie.

Czy tego by sobie Ojciec Święty życzył na to stulecie?

– Myślę, że tak, bo uczył nas mądrego patriotyzmu, głębokiego bardzo, żeby ta Polska w solidarności ze wszystkimi i wokół dobra wspólnego potrafiła się skrzyknąć – to budował przez kilkadziesiąt lat i to wychodziło. Po jego śmierci zaczęło trzeszczeć, ale warto, by było sobie to przypomnieć.

Jak dobrze każdy z nas może przeżyć ten rok Jana Pawła II?

– Jan Paweł II nie chciał rzeczowych, materialnych pomników – chciał te pomniki w duchu, w sercach, więc skoncentrujmy uwagę na czynieniu dobra właśnie – na stypendiach dla młodych, zdolnych, na pomocy osobom samotnym, starszym. Pielgrzymki są ważne, koncerty są ważne, konferencje są ważne, sam w tym uczestniczę, ale to jest powłoczka, a istotą jest konkretne czynienie dobra drugiemu człowiekowi i dobrze, gdybyśmy to czynili razem, nie w pojedynkę, ale jako wspólnota Kościoła, wspólnota, w której zrodził się Jan Paweł II, której tyle lat służył i której tyle dobrego przekazał.

Jak w roku Jana Pawła II dotrzeć „z nim” do młodzieży?

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

– Jeszcze mój wielki współbrat i przyjaciel Jasiu Góra mówił mi: „Maciek, musimy zmienić mówienie o Janie Pawle, żeby trafić do nich, bo oni już są inni”. Zacząłem mówić przede wszystkim o tym, czego nauczył mnie Jan Paweł II, nie o wielkich jego ideach, bo one często budzą za dużo dystansu w ogromie respektu i szacunku. Ale Pan Bóg dał mi te kilkanaście lat w pobliżu Jana Pawła II, więc mówię o tym, czego ja się nauczyłem osobiście – jak się mówi o tym z pasją i widząc problemy młodych ludzi – to ciągle to dobro się sieje i mnoży. Najpierw trzeba związać młodzież emocjonalnie. Jak się uczy, parafrazując Witolda Gombrowicza „Jan Paweł II wielkim Polakiem był”, to budzi podejście takie, że Jan Paweł jest jak Kościuszko, Jagiełło czy Kopernik – wielki, ale zupełnie odległy. Dlatego tak ważne jest budowanie więzi, która w Kościele przez obcowanie świętych jest szczególnie istotna – osobistej więzi z Janem Pawłem II, bo ja się wtedy czuję zaangażowany. Więzi z Janem Pawłem, którego nauczanie jest ciągle żywe i ciągle bezcenne.

Czy któreś spotkanie szczególnie utkwiło Ojcu w pamięci?

– Każde było wyjątkowe. Jestem z wykształcenia fizykiem i lubię bardzo racjonalnie tłumaczyć sobie rzeczywistość, a z nim czuło się tę szczególną łączność z tą drugą, boską częścią rzeczywistości. Nie mówiłem o nim za życia „święty”, ale zawsze mówiłem „mistyk” – człowiek pogodny, który zawsze lubił się śmiać. Bardzo racjonalnie omawialiśmy świat, różne przestrzenie, różne problemy, ale zawsze czuło się, że on ma jakąś specjalną więź z Bogiem – to było jakieś niepojęte i to dawało mu jasność działania, moc działania, konsekwencję, które musimy dzisiaj podjąć. Gdyż nam brakuje często odwagi. On mówił: „Nie bójcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi!”. My tymczasem dzisiaj boimy się, że nas zaatakuje neoliberalizm, naomarksizm, genderyzm. On miał odwagę płynącą z połączenia prawdy i miłości. Miłość nie zna lęku, kocham Pana Boga i ludzi więc nie boję się wyjść. A w razie, gdy są słabości i ciemności – wyznajemy prawdę, robimy rachunek sumienia aż do bólu, i prawda daje nam siłę, aby wyjść, dodaje tej spokojnej mądrej odwagi. Tego wyjścia z dobrą nowiną bardzo nam dzisiaj potrzeba.

Rozmawiała Paulina Guzik / KAI. Tytuł od redakcji

Podziel się

Wiadomość

Komentarz

„…człowiek w rodzinie uczy się kochać i być kochanym i [uczy się] co to znaczy być osobą. Nigdzie indziej się dzisiaj człowiek nie nauczy tych pierwszych pozawerbalnych momentów, kiedy rodzice patrzą z miłością, przytulą z miłością – dziecko jeszcze nic nie rozumie, ale chłonie. To nauczanie o rodzinie, o pięknie, ale i o trudzie życia rodzinnego, było widoczne u Wojtyły od samego początku…” – pisze o. Maciej Zięba. I dodaje, że przesłanie Jana Pawła II w sposób wiarygodny i skuteczny mogą nieść dzisiejszym młodym pokoleniom przede wszystkim młode małżeństwa i rodziny. Ale – dodam już od siebie – czy nie jest pilnym zadaniem przywódców Kościoła dać tym młodym świeckim przestrzeń do dawania świadectwa? Czy to nie oni powinni być zaangażowani, w takiej czy innej formie, w przygotowywanie par do ślubu sakramentalnego, a także w spotkania z rodzicami dzieci pierwszokomunijnych, a może i w katechezę nastolatków?

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.