Jesień 2020, nr 3

Zamów

Rzecznik Archidiecezji Białostockiej: Marsz Równości w Białymstoku wyzwolił zło

Marsz Równości w Białymstoku, 20 lipca 2019 r. Fot. Tęczowy Białystok

Trzeba mieć wybitnie złą wolę, aby oskarżać Kościół o spowodowanie agresji – uważa ks. Andrzej Dębski, rzecznik prasowy Archidiecezji Białostockiej.

20 lipca ulicami Białegostoku przeszedł Marsz Równości. W uczestników rzucano kamieniami, jajkami i petardami. Kilkoro pobito. Przemoc wobec uczestników marszu skrytykowali abp Tadeusz Wojda, metropolita białostocki, luterański biskup Jerzy Samiec i ks. Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski. Do sprawy odniósł się także dziś ks. Andrzej Dębski, rzecznik prasowy Archidiecezji Białostockiej.

W przesłanym Katolickiej Agencji Informacyjnej tekście pisze, że marsz „niewątpliwie wyzwolił działanie zła i to po dwóch stronach”. „Bezwzględnie złem była agresja, którą widzieliśmy i której nie można usprawiedliwić, ale złem trzeba też nazwać przekaz medialny, który w sposób bardzo krzywdzący relacjonował później te wydarzenia i szybo znalazł kozła ofiarnego” – czytamy.

Zdaniem rzecznika, „Marsze Równości, które przeszły w tym roku przez Warszawę, Gdańsk, Poznań, przechodząc w imię tolerancji i manifestując sprzeciw wobec dyskryminacji, pokazały rzecz zupełnie odwrotną – wrogość środowisk LGBT wobec chrześcijaństwa i brak szacunku wobec osób wierzących”. „Czy zatem obowiązują podwójne standardy?” – pyta.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Ks. Dębski przekonuje, że metropolita białostocki abp Tadeusz Wojda w odezwie przed marszem „w żadnym słowie nie atakował ludzi, ich orientacji czy poglądów. Chodziło jedynie o uszanowanie świętych symboli i przeciwstawienie się manifestowaniu pewnych postaw”. „Być może list, o którym jest głośno, przyczynił się do tego, że te akty nie nastąpiły. Słowa arcybiskupa były zachętą do modlitwy, ofiarowania swoich cierpień, dobrych postanowień w tej intencji, a w żadnym wypadku do aktów agresji” – dodaje.

„Trzeba mieć wybitnie złą wolę, aby w tym przypadku oskarżać Kościół o spowodowanie agresji” – uważa rzecznik archidiecezji. Jego zdaniem „wyraźnym przykładem książkowej wręcz manipulacji było interpretowanie ogłoszeń duszpasterskich w jednej z białostockich parafii”. Księża dziękowali wszystkim, którzy „w jakikolwiek sposób przyczynili się do obrony wartości chrześcijańskich w naszym mieście” i zostało to zinterpretowane jako podziękowanie w stronę agresorów. Tymczasem ogłoszenia – tłumaczy ks. Dębski – powstały dwie godziny przed marszem, ale to „już nigdy nie przebiło się w przestrzeni medialnej”.

KAI, DJ

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (6)

Kiedyś dziwiłem się formie i treści tzw. parad równości oraz uważałem je za co najmniej niepotrzebne. Diametralnie zmieniłem zdanie, gdy przed kilkunastu już chyba laty, w Poznaniu, uczestnicy parady zostali obrzuceni kamieniami. Lecące kamienie są dowodem, że mają rację protestując. I nie potrafię przestać się dziwić tym, którzy próbują w paradujących wskazać winnych, prowokatorów agresji. Agresja i przemoc istnieją w nas, to nasze dziedzictwo. Słowem można je rozbroić, można też dać im pozory słuszności. Odezwa jest do przeczytania na stronach diecezji białostockiej, ja nie znalazłem w niej prób rozbrojenia agresji, ale wskazanie, mówiąc bez ogródek, wroga – tak [,,Jest to inicjatywa obca naszej podlaskiej ziemi i społeczności”; ‚,,(…)w innych miastach,uczestnicy marszu (…) dawali gorszący przykład innym, korzystającym z przestrzeni publicznej, a zwłaszcza dzieciom i młodzieży”, wszyscy?! (moje pytanie)], podważanie zasadności (przeciwdziałanie domniemanej dyskryminacji w rzeczywistości sprzyja dyskryminacji innych), wezwanie do działania (nie możemy pozwolić, by bezkarnie..; prawo do publicznej obrony] i na koniec: ,,Wyrażam wdzięczność wszystkim tym, którzy stają w obronie wartości chrześcijańskich i dobra rodziny.” Zawody w biciu się w cudze piersi toczą się w najlepsze. A ja się czuję współwinny, bo jestem katolikiem i jest mi wstyd: za katolików demonstrujących agresję i przemoc, za katolickich duchownych, którzy przez nieświadomość, niedbalstwo lub lenistwo intelektualne agresję i przemoc potrafią sprowokować, za niezdolność do publicznego zmierzenia się z publicznymi konsekwencjami swych działań, za próby robienia ofiar z siebie i z agresorów, za poniżanie stanu duchownego sofistycznymi krętactwami. Gdzie jest mój błąd, że to się dzieje? Jak go naprawić? Co robić, żeby nie było wstyd powiedzieć ,,jestem katolikiem”, nie być narażonym na pytanie np. ,,Takim od Wojdy?”

Nie marsz wyzwoli zło, zło zostało wyzwolone m.in. przez Polski KK, który odmawia godności , szacunku i praw osobom LGBT, tworzac wykluczenia- niektóre z tych osób są wierzace- i podzialy, nastawiajac jednych przeciwko drugim i generujac przemoc psychiczną i fizyczną. To nie jest chrześcijaństwo, a wyłącznie jego karykaturalns hybryda.

Moim zdaniem, każdy obiektywny obserwator widzi, że naczelną zasadą maszerującego LGBT jest prowokacja. Swym obscenicznym i wulgarnym zachowaniem starają się sprowokować ludzi do porównywalnej ich zachowaniom odpowiedzi. Wielokrotnie ludzie zwracali też uwagę, że prowokatorzy często byli związanie z… LGBT. Do tego dochodzą manipulacje medialne sprzyjających temu środowisku głównych mediów. Należy też pamiętać o tym, że LGTB w Polsce jest sowicie dotowane z zagranicy – wspominało o tym m.in. Ordo Iuris. Wygląda raczej na to, że to właśnie katolicka Polska padła ofiarą agresji ze strony międzynarodówki LGBT. Polacy trzymajmy się razem a naszym spoiwem jest Wiara katolicka, czyli religia pokoju i miłości ale jednocześnie ROZUMU!

Zamienić LGBT na imperialistów i syjonistów, a wypowiedź p. Karola śmiało by się mogła ukazać jako list zatroskanego czytelnika w Żołnierzu Wolności albo Słowie Powszechnym z marca 1968.

Komentarz pana karola jako zywo analogiczny do czasow komuny.
Kosciol ostoja rozumu – ja cie nie moge!!!

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.