Jesień 2020, nr 3

Zamów

Kościół zawłaszczyli ludzie z klapkami na oczach

Cezary Gawryś. Fot. Więź

Stwierdzam z wielkim bólem, że Kościół od wielu lat działa wbrew swojej misji.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Podzielam zasadniczo krytyczną opinię Jerzego Sosnowskiego (wideo poniżej) o niekorzystnej zmianie klimatu panującego w Kościele rzymskokatolickim w Polsce w ostatnich trzech dziesięcioleciach – w porównaniu z okresem późnego PRL-u. Wtedy Kościół, którego powszechnie szanowaną głową i twarzą był Prymas Stefan Wyszyński, był przede wszystkim, przez samą swoją sakramentalną posługę, znakiem transcendencji, a ponadto  – znakiem „jedności rodzaju ludzkiego” przez to, że występował w obronie praw człowieka i narodu przeciw uzurpacjom i nadużyciom totalitarnej władzy. W imię obrony wolności i godności człowieka był sojusznikiem opozycji demokratycznej, choć przecież hierarchowie zdawali sobie sprawę z ideowego, lewicowego rodowodu wielu jej aktywistów i przywódców.

Dzisiaj Kościół hierarchiczny jawnie stoi po stronie rządzącej partii. Nieważne przy tym, że jest ona prawicowa. Jest to partia, a więc z definicji ugrupowanie reprezentujące co najwyżej część społeczeństwa. A Kościół ma być przecież dla wszystkich. Poza tym to „przyklejenie się” Kościoła do władzy jest dla niego zwyczajnie niebezpieczne. Rządzący bowiem popełniają błędy, inaczej być nie może, z natury rzeczy podlegają krytyce i kiedyś władzę oddadzą, bo takie jest prawo demokracji. Co najważniejsze jednak, w naszym  – w ogromnej większości wciąż katolickim  – społeczeństwie duża jego część, może nawet połowa, z aktualną władzą się bynajmniej nie utożsamia. Wśród tych przeciwników obecnej władzy muszą więc znajdować się liczni katolicy, którzy chodzą do kościoła – i jeśli słyszą z kazalnicy czy oświadczeń hierarchów poparcie dla władzy, to czują się obco, czują się wypychani. Ja ująłbym to jeszcze inaczej: ci wierni, a do nich się zaliczam, czują, że Kościół zawłaszczyli ludzie z klapkami na oczach, krótkowzroczni, ludzie małego serca i płytkiej wiary. To budzi żal i sprzeciw.

W mojej parafii kazania są od pewnego czasu zasadniczo apolityczne (może do proboszcza dotarły głosy sprzeciwu?), ale na przykład w kruchcie co niedziela wyłożona jest prasa… z „Naszym Dziennikiem” i „Gościem Niedzielnym” na czele. Ja nie jestem ani prawicowy, ani lewicowy, ale z powodów państwowych i moralnych popieram opozycję i dlatego dzisiaj – podobnie jak Jerzy Sosnowski  w Kościele w Polsce po prostu źle się czuję. Stwierdzam z wielkim bólem, że Kościół od wielu lat działa wbrew swojej misji: zamiast łączyć, dzieli Polaków.

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (5)

Szanowny Panie!
To cecha starych dziadków wspominać, jak to drzewiej dobrze bywało, ale trudno mi się powstrzymać, żeby jeszcze czegoś nie dodać. Otóż, w schyłkowym PRLu Kosciół miał jeszcze (przynajmniej w Krakowie) poważny autorytet intelektualny. Na prowadzone przez ks. Hellera i Życińskiego seminaria interdyscyplinarne przychodziło wielu ludzi nauki, wykłady ks. Tischnera na UJ ściągały tłumy. Zajęcia te odbywały się ” bez dogmatu”, a raczej jedynie z dogmatem logiki i kultury dyskusji. A dzisiaj?
Owszem, są duchowni-intelektualiści, ale nie oni nadają ton, przeciwnie, można odnieść wrażenie, że są gdzieś na marginesie Kościoła.

A w mojej parafii tydzień temu w trakcie ogłoszeń zostaliśmy zaproszeni do domu parafialnego na spotkanie z kandydatami do parlamentu europejskiego (nie muszę chyba wymieniać z jakiej partii,..). I tak to wygląda

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.