Wywiad rzeka z Adamem Bodnarem w prezencie z prenumeratą „Więzi”

Zima 2020, nr 4

Zamów

Hanna Gronkiewicz Waltz: Bóg i proza życia

Hanna Gronkiewicz-Waltz podczas sympozjum „Wspólna Radość Tory” na Papieskim Wydziale Teologicznym „Bobolanum” w Warszawie w 2008 roku. Fot. Andrzej Heldwein

Trzeba wierzyć, że obietnice, które oferuje Bóg, są prawdziwe, chociaż wydaje się, że nie ma już nadziei. W decydujących momentach mojego życia, także w sprawach związanych z moimi funkcjami publicznymi, wierzyłam, czasami resztkami sił, że jeszcze coś dobrego się wydarzy.

Tekst wygłoszony podczas sympozjum „Wspólna Radość Tory”, organizowanego przez Polską Radę Chrześcijan i Żydów, Laboratorium Więzi oraz Centrum Myśli Jana Pawła II na Papieskim Wydziale Teologicznym „Bobolanum” w Warszawie w 2008 roku. Teksty wystąpień zostały zebrane i wydane w książce „Wspólna Radość Tory”.

To dla mnie duża niespodzianka, że jako prezydent Warszawy znalazłam się w miejscu, w którym wielokrotnie bywałam przy okazji zebrań Ogólnopolskiej Rady Ruchów Katolickich, oraz że będę dzieliła się słowem Bożym w towarzystwie Staszka Krajewskiego, który jest bratem mojej przyjaciółki ze szkoły średniej. W latach osiemdziesiątych, kiedy regularnie wyjeżdżałam na rekolekcje z grupami Odnowy w Duchu Świętym, miałam więcej czasu na tego typu refleksję. Od tamtego okresu jednak dawno nie dzieliłam się słowem Bożym, a dziś robię to bez uprzedniego przygotowania – odwołam się zatem do codzienności. Każdy bowiem odczytuje słowo tak, jak czuje je w danej życiowej sytuacji, natomiast tym, co uderza w sytuacji nas, ludzi XXI wieku, jest to, że na skutek zwiększającego się tempa życia przywiązujemy do codzienności coraz mniejsze znaczenie.

Popatrzmy, ile w tym fragmencie Pisma Świętego jest raczenia się najprostszymi sprawami. Widać, że Bóg nie wymaga od nas niezwykłego uduchowienia, kontemplacji i myślenia o rzeczach wzniosłych. Abraham zaczyna swoją wypowiedź od słów: „Przyniosę trochę wody, wy zaś raczcie obmyć sobie nogi, a potem odpocznijcie pod drzewami” (Rdz 18, 4). Mówi też o sobie: „Ja zaś pójdę wziąć nieco chleba, abyście się pokrzepili, zanim pójdziecie dalej, skoro przechodzicie koło sługi waszego” (Rdz 18, 5). To przecież proza życia – zaczyna się nie od wielkich dyskusji, nie od wielkich dysput, tylko od posilenia się i obmycia. Musimy mieć na to czas, mimo że gonimy od jednej do drugiej czynności, co mogę powiedzieć szczególnie o sobie. Trzeba pamiętać, że codzienność jest bardzo ważna.

Drugą istotną rzeczą jest to, że nic by się nie udało bez kobiety. Moja przedmówczyni słusznie zauważyła, że Sara stała gdzieś z boku i podsłuchiwała. Ale trzeba zauważyć, że cała misja powierzona Abrahamowi, której elementem były narodziny Izaaka, bez kobiety by się nie powiodła. Z jednej strony możemy powiedzieć, że niczego nie możemy uczynić bez Boga. Ale z drugiej – Bóg nie może niczego uczynić bez kobiety… Gdy goście zapytali Abrahama: „Gdzie jest twoja żona, Sara?”, odpowiedział: „W tym oto namiocie” (Rdz 18, 9). Tak jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, do czego jeszcze żona może mu się przydać. Okazało się jednak, że mimo swego wieku to właśnie ona może sprawić, aby ożyła obietnica, w którą Abraham już być może zwątpił. Chociaż skupiamy się tutaj nad tym jednym fragmentem Księgi Rodzaju, to trzeba pamiętać, że w Piśmie Świętym, szczególnie w Torze, jest bardzo wiele kobiet takich jak Estera, Rut i Judyta, bez których nie uratowałby się naród żydowski i bez których wola Boża nie mogłaby się w żaden sposób spełnić.

Wywiad rzeka z Adamem Bodnarem w prezencie z prenumeratą „Więzi”

W życiu Abrahama i Sary okazało się, że Pan Bóg nie zawodzi i że rzeczy, które wydają się niemożliwe, jednak się realizują. Trzeba wierzyć, że obietnice, które On oferuje, są prawdziwe, chociaż wydaje się, że nie ma już nadziei. W decydujących momentach mojego życia, także w sprawach związanych z moimi funkcjami publicznymi, wierzyłam, czasami resztkami sił, że jeszcze coś dobrego się wydarzy. Wiele razy w życiu znalazłam się w sytuacji, w której już miałam przegrać, rzecz miała nie dojść do celu – mówiąc metaforycznie, wydawało się już, że ten talerz musi spaść i się roztłuc, a ja jednak podstawiałam jeszcze rękę i łapałam. To bardzo ważne, aby mieć świadomość, że wszystko da się uratować: człowieka, sytuację, a także, miejmy nadzieję, jakąś misję.

W Piśmie Świętym, szczególnie w Torze, jest bardzo wiele kobiet takich jak Estera, Rut i Judyta, bez których nie uratowałby się naród żydowski i bez których wola Boża nie mogłaby się w żaden sposób spełnić

O swoich własnych siłach człowiek nie jest w stanie przeżyć, ale zawsze jest gdzieś nadzieja, która nagle przychodzi przez innego człowieka. W przypadku Abrahama przyniosło ją trzech zjawiających się w jego domu gości. Wiemy, że to aniołowie, jednak pojawili się oni w postaci ludzkiej. Jednym słowem, trzeba wierzyć, że jakiś człowiek będzie przysłany i uratuje sytuację. W praktyce jednak to bardzo trudne. Łatwo mówić o tym w stosunku do naszego życia przeszłego, kiedy wiemy już, że momenty nadziei i ufności przyniosły efekt. W odniesieniu do przyszłości takiej wiedzy jednak nie mamy. Ważne jest, żeby mimo to ufać i pozostać otwartym.

Problemem Sary był właśnie brak otwartości na wiadomość o tym, że pocznie syna. Uważała to za niemożliwe i w związku z tym podeszła do tej informacji z ogromnym dystansem, a nawet się zaśmiała. Uznała, że Pan Bóg sobie żartuje. Z tekstu Pisma Świętego wynika, że jej śmiech pokrywał przerażenie, ponieważ czytamy: „Wtedy Sara zaparła się, mówiąc: «Wcale się nie śmiałam» – bo ogarnęło ją przerażenie. Ale Pan powiedział: «Nie. Śmiałaś się!»” (Rdz 18, 15). Nie ma sensu się oszukiwać – Pan Bóg wie, czy śmialiśmy się, czy nie, czy stchórzyliśmy, czy też nie. Możemy nadrabiać miną przed ludźmi, ale Bóg wie w każdym momencie, co mieliśmy na myśli. Nie zniechęca się jednak – nie zrezygnował z Sary, mimo że się zaśmiała. Nie powiedział: „Rozmyśliłem się. Skoro tak postępujesz wobec mojej obietnicy i nie traktujesz mnie poważnie, to wycofuję się. Poszukam jakiejś innej Sary, która urodzi Izaaka”. Nic takiego nie miało miejsca. Pan Bóg jest cierpliwy i pełen miłosierdzia. Niech zawsze w trudnych momentach trzyma nas ta nadzieja, której Sara się uczepiła – bo mimo że się zaśmiała, to jednak uwierzyła.

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (6)

Widzę, że zaczyna się rehabilitowanie Hanny Gronkiewicz-Waltz począwszy od „neutralnych” tematów. Może jednak dać jej szansę by zaczęła sama od jakiejś autorefleksji na temat kontrowersji odnośnie jej zaangażowania publicznego począwszy od prowadzenia swojej prezydenckiej kampanii wyborczej w 1995 roku na wałach jasnogórskich. Tam też gęsto przywoływano Imienia Najwyższego.

Jak się wszystko czyta w kluczu politycznym, to się łatwo wpada w pułapki. My publikujemy na nowo nasze archiwalne teksty w ramach projektu „Korzenie”, a Pan widzi jakieś zamiary polityczne…

Jeśli mamy do czynienia z politykiem, klucz polityczny trzeba przykładać do wszystkich jego słów. W tym przypadku nie tyle do słów b.p.prezydent, co do decyzji Redakcji. Nie znaczy to, by zawsze wyciągać z tego wnioski polityczne. Bo ja bym na Państwa miejscu nie chciał w sprawach ważnych dopuszczać do głosu osób poszlakowanych, a nawet nieposzlakowanych jeśli głęboko tkwią w jakimkolwiek konflikcie, także niepolitycznym. Tak jak nie chcę i Państwo nie chcecie, by Kościoła bronił polityk PiSu, nie ujmując ani jemu, ani HGW dobrych intencji. Jeśli nie mieliście państwo zamiaru ocieplania wizerunku tej polityk, to byliście państwo przynajmniej mało przenikliwi. Bo o zmianę postaw wobec Żydów walka idzie raczej u osób, które krytycznie oceniają HGW. Z tej perspektywy, przypominanie tej wypowiedzi dziś jest anty skuteczne. Chyba, że Redakcja pogodziła się z tym, że nie ma pomysłu jak do tej części społeczeństwa dotrzeć ze swoimi wartościami, więc tylko przypominamy nasze dawne wzruszenia dla nas samych. Jeśli tak, to przepraszam za podejrzewanie motywacji politycznych.

Z całą pewnością zaczyna się wybielanie. Co to znaczy „klucz polityczny”?. Arystoteles nie używał takiego określenia. Trudno odnieść słowo „polityka” do pani GW. Bardziej adekwatnym słowem byłoby określenie „mafia”.

No dobrze, ale – ogólna uwaga – czy nawet członek mafii nie ma prawa do Miłości Bożej i Jego Miłosierdzia?
Oczywiście, że ma. Co więcej – im większy grzesznik, tym większe prawo do Miłosierdzia Bożego.
Można być bardzo daleko od Pana Boga, będąc np. członkiem mafii, zabójcą, aborterem masowo mordującym dzieci, złodziejem, homoseksualistą, masonem, alkoholikiem – i mimo to można się nawrócić dzięki przyjęciu łaski Bożej (stale ofiarowanej każdemu).

Kiedyś Jezus odmierzy nam naszą miarą… Czy zaufa w dobroć intencji tym, którzy nie ufali [by nie rzec wykluczali] dobre intencje Siostrze w wierze…

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.