Jesień 2020, nr 3

Zamów

Gdzie są moi widzowie? Analfabetą funkcjonalnym jest co szósty magister w Polsce

Krzysztof Warlikowski. Fot. Daniel Kruczyński / na licencji CC BY-SA 2.5

Wytworzyliśmy osobliwy przemysł pogardy, w którym twórcy, zamiast brać odpowiedzialność za widzów, zaspokajali ich najgłupsze pragnienia.

Przemówienie wygłoszone przez Krzysztofa Warlikowskiego 5 grudnia w Parlamencie Europejskim z okazji wręczenia Prix du livre européen (Europejskiej Nagrody Książkowej). Krzysztof Warlikowski przewodniczył jury tegorocznej 12. edycji konkursu.

Szanowny Panie Przewodniczący Parlamentu Europejskiego,
Szanowne Panie Posłanki i Panowie Posłowie,
Szanowny Panie Pascalu Lamy,
Panie i Panowie,

Tym z was, którzy znają południowo-afrykańskiego pisarza Johna Maxwella Coetzeego, muszę wyznać, że stojąc tu dziś przed wami czuję się jak jedna z jego postaci – Elisabeth Costello i zaraz zrozumiecie, dlaczego tak jest.

Czasami najprostsze pytania prowokują nieoczekiwane odpowiedzi. Jeśli zapytam, co łączy mnie – artystę, reżysera teatralnego – z wami, parlamentarzystami decydującymi o sprawach Europy, odpowiedź nie wydaje się oczywista. A przecież jest coś, co czyni nasze zajęcia podobnymi, chociaż wy poruszacie się w sferze twardych danych i politycznych zdarzeń, a ja w domenie wyobrażeń i fantazji. Tym czymś jest odpowiedzialność: moja za widzów i wasza za wyborców, nasza wspólna – za dbałość o zachowanie wolności słowa i krytycznego myślenia w społeczeństwach Europy.

Czym jest odpowiedzialność artysty? Do czego artysta powinien widzów skłaniać czy namawiać? Najkrócej – do krytycznego myślenia.

Pochodzę z Polski, z kraju, który po transformacji ustrojowej utracił grupę społeczną nazywaną inteligencją i żmudnie zaczął budować nowe autorytety, także w dziedzinie kultury. Jednocześnie kultura, podobnie jak inne sfery życia, stała się strefą działania wolnego rynku, który zaczął wywracać kryteria i wartości. Telewizja, prasa, media nieuchronnie stały się maszyną do produkowania powierzchni reklamowych. Bezinteresowność, tak ważna dla sztuki, straciła na znaczeniu. Wszyscy zaczęli schlebiać przeciętnym gustom i niskim potrzebom. Kicz i głupota były tłoczone do oczu i głów odbiorców. Mieli konsumować, kupować podejrzane produkty sztukopodobne.

To proces chyba bardziej rujnujący dla kultury społeczeństwa niż handel podróbkami znanych marek dla ekonomii przedsiębiorstw. Proces ten obserwujemy niestety w wielu krajach. Ameryka wciąż daje „dobry” przykład. Ale Polska i kraje Europy wschodniej były wyjątkowo podatne na to ogłupianie. Konsumpcja była czymś nowym i upragnionym, a więc zdawała się być dobrem. Niepostrzeżenie zaczęto podmieniać kulturę na popkulturę i rozrywkę. Obrócono znaki. Powolne procesy kulturotwórcze błyskawicznie straciły sens i znaczenie. Zamiast krytyki i opinii pojawiły się rankingi. Systemy ocen, gwiazdek, like’ów. Twórcy, bo trudno nazwać ich artystami, okazali się nieodporni na korupcję wolnego rynku. Tylko nieliczni zachowali odpowiedzialność za swoich widzów i nie chcieli dawać im papki, na którą tamci czekali lub wmawiano im, że czekają. Myślę, że wytworzyliśmy osobliwy przemysł pogardy, w którym twórcy, zamiast brać odpowiedzialność za widzów, zaspokajali ich najgłupsze pragnienia. Zepsucia nie było widać natychmiast, ale powoli pejzaż po przegranej bitwie zaczął się wyłaniać.

Pamiętam, jak za czasów komunizmu w Polsce książki były dobrem najwyższym. Stało się po nie w wielkich kolejkach, zdobywało. Nakłady ówczesne w porównaniu z dzisiejszymi były wręcz niewyobrażalne, a jednak książek brakowało. Polowało się na klasykę i nową literaturę, sterczało się w kolejkach na przykład po pierwsze wydanie dramatów Becketta. Wierzyło się, że pewna baza książek daje nam dostęp do europejskich kodów kultury, utrzymuje nas w Europie. Minęło niewiele czasu i książki straciły swoją rangę i znaczenie. Czytelnictwo zaczęło gwałtownie maleć, a książki zamieniać się w produkty. Poradniki wypełniły półki sieciowych księgarń, a prawdziwe księgarnie zaczęły znikać. I tak, nieodpowiedzialnie acz interesownie, doszliśmy do dna.

Dzisiaj blisko 40 proc. Polaków nie rozumie tego, co czyta, a kolejne 30 proc. rozumie w niewielkim stopniu. Co dziesiąty absolwent szkoły podstawowej nie potrafi czytać. Aż 10 milionów Polaków (ok. 25 proc.) nie ma w domu ani jednej książki. Analfabetą funkcjonalnym jest co szósty magister w Polsce. 6,2 miliona Polaków znajduje się poza kulturą pisma, czyli nie przeczytało NIC, nawet artykułu w brukowcu. 40 proc. Polaków ma problemy z czytaniem rozkładów jazdy czy map pogodowych. To są dane tak niewiarygodne, że aż zabawne. A jednak napawają grozą.

W krajach Europy środkowej i południowej spadek czytelnictwa jest drastyczny, należą do nich przede wszystkim: Grecja, Węgry, Włochy. Czy to przypadek, że w tych krajach ruchy skrajnie nacjonalistyczne rosną w siłę odwrotnie proporcjonalnie do spadku czytelnictwa?!

Obserwując różne statystyki widzimy, że czytelnictwo spada w niemal wszystkich krajach europejskich. Są nieliczne zielone wyspy, gdzie rośnie, ale niestety, ogólnie sytuacja jest zła. Czyta Skandynawia i Holandia. W krajach Europy środkowej i południowej spadek czytelnictwa jest drastyczny, należą do nich przede wszystkim: Grecja, Węgry, Włochy. Czy to przypadek, że w tych krajach ruchy skrajnie nacjonalistyczne rosną w siłę odwrotnie proporcjonalnie do spadku czytelnictwa?!

Cóż to bowiem oznacza? Do kogo ja mówię? Gdzie są moi widzowie? Uprawiam skomplikowaną sztukę, która może być odczytana przez jakiś zaledwie promil społeczeństwa? I jak to się ma do mojej odpowiedzialności? Co zostało zaniedbane? Na te pytania nie uzyskam nigdy precyzyjnej odpowiedzi, lepiej więc przyjąć na siebie część winy i zastanowić się, co można zrobić teraz, by tę sytuacje naprawić. Bo ona zagraża Europie i zagraża demokracji.

Z tej perspektywy interpretuję odwrót Polski z drogi wolności i demokracji na rzecz autorytarnego systemu i państwa narzucającego obywatelom zasady życia dyktowane przez Kościół. Tak rozumiem wybór ekstremalnej prawicy przy niskim zainteresowaniu wyborami. To są właśnie skutki zaniechań i wieloletniego ogłupiania społeczeństwa. Analfabetyzm polityczny, na którym chętnie i bezpardonowo żerują populizmy. Polska jest tu przykładem jaskrawym, ale nie jedynym.

Wierzę, że kultura może być potężną bronią przeciwko głupocie i ogłupianiu, które stają się idealnym podłożem do manipulacji. Wierzę w teatr, którego zasadą jest konflikt, ale przepracowywany przez dialog, który prowadzi do pojednania, koncyliacji, wspólnoty widzów tu i teraz. Na chwilę, ale też i na dłużej, kto wie na jak długo. Świat można czynić lepszym tylko zmieniając ludzi. Doświadczenie, jakie może dać teatr, pokazując siłę wspólnoty, jest nie do zastąpienia przez żadne inne.

Wierzę w książki. Można powiedzieć, że kilka książek nie zmieni świata. Ale nasza odpowiedzialność zasadza się na tym, że wierzymy w skuteczność działania sztuki i myśli. Inaczej nic tu po nas. Inaczej oddamy pole konsumpcji, a to jest kraina zerojedynkowa, w której wszyscy prędzej czy później stają się nieszczęśliwi, bez względu na stan posiadania, zaczynają być sfrustrowani i w efekcie nienawidzą demokracji, która kiedyś dała im wybór, ale potem zaniedbała.

Nadszedł moment przedstawienia państwu dwóch, a właściwie trzech książek, które zdobyły w tym roku wyróżnienie w konkursie Prix du livre européen, trzecia to nagroda honorowa. Ta edycja pokazuje dobitnie zatarcie granic między powieścią a esejem i ucieczkę od powieści, rozumianej jako fikcji. Książki, które nas dziś interesują, to autobiograficzne świadectwa, śledzące na przestrzeni dziesiątków lat zawiłości dziejów własnych rodzin, które uczestniczyły w szczególnie tragicznej historii XX wieku. Są to nowe świadectwa pokolenia urodzonego po wojnie. Zwłaszcza ciekawe są te pisane przez osoby pochodzące z rodzin mieszanych francusko-niemieckich albo polsko-francuskich i brytyjskich, a więc wielojęzycznych i edukowanych w wielu krajach. To świadectwa pokolenia szukającego prawdy wśród sprzecznych wersji historii XX wieku, widzianej wciąż i prawdopodobnie już na zawsze inaczej przez Francuzów, Niemców, Polaków, Węgrów

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Nagrodzeni autorzy konfrontują nas z historią Europy i jej wieloma wariantami. Książki Geraldine Schwarz i Philippe’a Sandsa pozwalają nam zrozumieć, że nie istnieje jedno odczytanie historii, a każdy fakt historyczny warunkowany jest przez różnorodne korzenie, kultury, języki. Ta różnorodność i wielokulturowość powinny stać się zbawienne. Z kolei Paul Lendvai, korzystając ze swojego statusu emigranta, kreśli bezlitosny portret węgierskiego prezydenta. Te trzy książki przepełnione głęboko europejskim przesłaniem w pełni zasłużyły na nagrodę.

W kategorii powieść nagrodziliśmy „Les Amnesiques” Geraldine Schwarz. W kategorii esej nagrodziliśmy „Orban, Europe’s New Strongman” Paula Lendvaia. Nagrodę honorową otrzymał Philippe Sands za „Powrót do Lwowa. O genezie ludobójstwa i zbrodni przeciwko ludzkości”. Wszystkim laureatom serdecznie gratuluję.

Z polityczną diagnozą Krzysztofa Warlikowskiego polemizuje na naszych łamach Stanisław Krawczyk [Red.]

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (61)

Panie Warlikowski, po prostu teatr, literatura i sztuka przegrały z innymi atrakcjami. Kiedyś człowiek miał – dajmy na to – 15 pokus/atrakcji/jak-zwał-tak-zwał do wyboru na dobę. Dzisiaj człowiek ma do wyboru 1515 pokus/bodźców/strakcji na dobę. Więc siłą rzeczy prawdopodobieństwo wybrania jakiejś rzeczy spada w każdej kategorii atrakcji. Ludzie wybierają to, co dla nich jest atrakcyjne. I nie pana rolą jest oceniać ich wybory! Bo kim pan jest, żeby oceniać? Jest pan reżyserem. Proszę reżyserować swoje sztuki i zaakceptować zmieniającą się rzeczywistość. Gdyby dawno temu ludzie tkwili w swoich przyzwyczajeniach, nigdy nie rozwinęłoby się kino (bo by nie chodzili na filmy, tylko oglądali przedstawienia teatralne). Można by mnożyć przykłady tego, co by było, gdyby ludzie dochowywali wierności starym ideałom. Świat stałby w miejscu. A to, że idzie w kierunku, który się panu nie podoba, to inna sprawa. Rzeckiemu w Lalce też nie odpowiadał nowy porządek świata.

A pani Ania to chyba nie potrafi zrozumieć tekstu i zjawisk w dzisiejszym świecie całościowo, może własnie pani jest świetnym przykładem intelektualnego analfabetyzmu? Opisanie zjawisk zachodzących w świecie nie jest zajęciem jakiegokolwiek stanowiska, więc proszę mi tu nie pisać o potwierdzaniu przerażających danych. Pani się lepiej zastanowi nad sobą i jej jedynie słuszną wizją świata.

Panie Borys, sądzę,że nie jest to kwestia „przegrania”,ale-jak sam Pan pisze-kwestia wyborów! I czy pan Warlikowski ocenia je? I czy musi-jak Pan mówi-akceptować je?
To,że świat nie stoi w miejscu,to oczywista oczywistość,nic odkrywczego,o czym każdy wie, pan reżyser-też.
Pisze Pan: ” gdyby ludzie dawno tkwili w swoich przyzwyczajeniach, nigdy nie rozwinęłoby się …” – itd.A co autor tych słów miał na myśli,że grzecznie zapytam?
W. mówi o powinnościach artysty,które owszem, modyfikowane były przez epoki,czasy,ale czy aż tak zmieniły się?

A to,że staliśmy się konsumentami-to nie ulega dyskusji.Dominuje kicz i tandeta,bo sprzedają się (!!), ale czy uczą krytycznego myślenia (nie mylić z negowaniem!) , refleksyjności? No nie!!! To taka łatwo przyswajalna papka, nie trzeba gryźć…
I o tym-między innymi- przemówienie było.Stanowiło pewna konstatację, gorzką refleksję.
Polecam przeczytanie ze zrozumieniem,raz jeszcze, fragmentów przemówienia.
A Rzecki? No cóż, był outsiderem dlatego właśnie; przypłacił nieakceptowanie rzeczywistości ( w nieco innej sferze…) -samotnością, frustracją.

I jedną istotną myśl z przemówienia podkreślę: Kultura-to broń przeciwko ogłupianiu,manipulacji. Pozdrawiam.

To nie Kościół jest winien zanikowi kultury… Kościół od wieków ja wspierał… Wręcz odwrotnie! Nowomoda „robta co chceta”, gdzie tępi się zasady i pokazuje przykład zle rozumoanej „wolności”…

Thanks, captain obvious 😀 A tak na serio to najwięcej ludzie oglądają pornografii i to ona jest głównym motorem rozwoju vhs, cd, płatności internetowych i www. Rozumiem, że kiedy Pana dzieci będą już chciały oglądać tylko porno, to Pan nie będzie miał z tym problemu.

Ludzie wybierają to co łatwe, proste i przyjemne. Obcowanie że sztuka czy kultura może takie nie być dla większości zwłaszcza na początku drogi, więc nawet nie próbują na nią wejść. Nie jest to dla nich atrakcyjne…

Zdaje się, że Warlikowski nie ocenia, tylko przytacza dane statystyczne. Owszem, wyciąga z nich potem wnioski, bo widzi w nich zagrożenie dla naszej kultury, co się bezpośrednio przekłada na życie społeczne i polityczne.
Co jest w tym złego, że dzieli się swoim niepokojem o skutki tej degradacji kulturowej?
Czy wg Pana Fromm, Mann, Arendt, Gombrowicz, Witkacy, Hesse, Camus i cała reszta intelektualistów, artystów powinna była milczeć w obliczu nadciągających zagrożeń?

Zgadzam się z panią Anią – panie Borysie i to jest przerażające,że idzie w takim kierunku, że te młode umysły wola uprawiac rozrywkę w postaci gier komputerowych po kilkanaście godzin na dobę anizeli na przykład iść do teatru, kina czy przeczytać coś co skłoni ich do myślenia. Mnie przeraża ta papka rozrywkowa, którą serwuje nam telewizja. A człowiek podobno istotą myślącą jest a taka jak sama definicja nakazuje od zcasu do czasu jakąś refleksję uprawiać musi.

Gdyby P. Borys przeczytał tekst P. Warlikowskiego ze zrozumieniem, to by odkrył, że reżyserowi nie chodzi o zatrzymanie rzeczywistości, nie chodzi o strojenie „w uwiędłych laurów liść”, chodzi o… myślenie! Jeżeli tego myślenia braknie (niestety już się to dzieje) to za chwilę będziemy (ja nie!) kwakać i beczeć. Na pastwisku to nawet sympatycznie brzmi, w życiu społecznym jest tragedią. Nieśmiało sądzę, że takie jest przesłanie mowy, którą wygłosił P. Krzysztof Warlikowski.

Łatwo Panu mówić Panie Borysie. Dojrzewał pan w erze 15 pokus, kiedy książka była azylem apatycznej rzeczywistości. A jednak Rzeckiego Pan przytacza, czego dziś trudno by było oczekiwać od statystycznego maturzysty. Właśnie dlatego, że popełnione zostały grzechy zaniedbania i wypaczenia. Nie o tym jest powyższy tekst czy się coś komuś podoba czy nie, ale stanowi on obiektywny opis rzeczywistości. Kino nie jest zamiennikiem teatru szanowny Panie. Ten trop logiczny jest albo przejawem ignorancji albo złej woli. Pozostawię już kwestię szufladkowania i odbierania prawa do głosu tym czy tamtym. Reżyserzy do suflerek? I co dalej? Kto jeszcze gdzie? Są dziś tacy, którzy proponują określonym grupom stryczek albo komorę gazową. Taką rzeczywistość należy akceptować? Otóż szanowny Panie nie!

Pan jednak nie rozumie pewnych rzeczy. Po pierwsze: nie twierdzę, ze kino jest zamiennikiem teatru. Wręcz zaznaczyłem, że rozwinęło się obok teatru właśnie dzięki temu, że świat nie został przy starych wartościach i szedł do przodu i że nikt nie zważał na przełomie XIX i XX wieku na utyskiwanie, że kultura się kończy, że teatr jest zagrożony. Jak widać, teatr i kino rozwijały się później równolegle. Po drugie: nie wysyłam reżyserów do suflerki. Proponuję jedynie, aby reżyserzy dalej robili to, co mają robić, czyli REŻYSEROWALI swoje sztuki. A czy będą na to odbiorcy, to już coś innego. To kwestia tego, czy te sztuki trafią w zapotrzebowanie społeczne. I tu dochodzimy do sedna: ZAPOTRZEBOWANIE. Problemem jest, że pan Warlikowski zaczyna wytykać i oceniać potrzeby masy. Mnie też się nie podoba rozłożenie wartości w dzisiejszym świecie, ale je przyjmuję jako coś, co jest wynikiem i konsekwencją minionych czasów. I nie oceniam ich, staram się jedynie zrozumieć, skąd się wzięły. Mam wrażenie, że ludzie kultury są strasznymi ignorantami, jeśli chodzi o zrozumienie świata, w którym funkcjonują. Zupełnie pomijają aspekt ekonomiczny i to, że większość ludzi zmaga się w Polsce z rzeczywistością, z prozą życia. Widzenie własnego czubka nosa, często warszawskiego, dobrze sytuowanego, umocowanego towarzysko i koteryjnie, przysłania obraz realnej rzeczywistości w Polsce i nie daje obrazu potrzeb przeciętnego Polaka. Więc skąd to rozliczanie społeczeństwa?

Rzecz polega na tym, że zapotrzebowanie w świecie kapitalizmu jest kształtowane przez tego, kto ma większy kapitał. A ponieważ kulturalna papka lepiej się sprzedaje, łatwiej jest ją promować. Ludzie kultury muszą walczyć o swoje, prestiżowe miejsce w społeczeństwie. Bo gdyby nie kultura, nie byłoby naszej cywilizacji. To samo tyczy się oczywiście nauki oraz filozofii.
Jest jeszcze jeden szkopuł, dlaczego nie ma zapotrzebowania na kulturę – bo nie ma odpowiedniej edukacji.
W polskich szkołach panuje system edukacji podobny do tego z XIXw. A proszę mi wierzyć, pedagogika rozwija się razem z postępem technologicznym.
Chwila! Powie ktoś – przecież po transformacji, przeszliśmy już dwie reformy edukacji!
Tylko co z tego, skoro system nadal jest taki sam, jedynie zmienił się zewnętrzny kształt szkół?
To są prawdziwe zaniedbania.
I one doprowadzą do upadku nie tylko Polskę, ale całą cywilizację.
Chyba, że znajdziemy sposób, jak promować kulturę, pomimo oporu elit rządzących (mam na myśli wszystkie elity, od 89r, żeby było jasne).

Borys, i tu tkwi istota problemu,bo jeśli masy są niewyedukowane i głupie i kiedy jednocześnie mają pełne prawa wyborcze, to co to oznacza? Ano ni mniej ni więcej, niż tylko to, że będą dalej wywierać podobnych sobie, a ludzie inteligentni będą ciągle w mniejszości. Piszesz o zmieniającej się rzeczywistości – to fakt, ale zauważ, że to, co nazywasz rozwojem, może być degeneracją, upadkiem kultury czy nawet jakiejś części cywilizacji europejskiej. Takie rzeczy się już zresztą zdarzały, np. upadek Rzymu i związanej z tym kultury, która swoim zasięgiem obejmowała cała ówczesną cywilizowaną Europę. Jakie były konsekwencje takiego upadku? Olbrzymie! Niemal kilka wieków zajęło Europie dojście do podobnych efektów, jakie osiągnęła kultura rzymska. To samo dzieje się teraz – przez pozwolenie na robienie wszystkiego wszystkim bez wyjątku do głosu doszły najbardziej prymitywne potrzeby, które w świecie, w którym kulturę, sztukę czy nawet politykę prezentowaliby ludzie wykształceni, obyci, nie miałyby miejsca. I o to chodzi bohaterowi artykułu. I chyba dość jasno dał on do zrozumienia, że jeśli dalej nie będziemy korzystać z demokracji w sposób przemyślany, planując nasze wybory i co za tymi wyborami idzie, możemy doczekać podobnego upadku, który przytoczyłem wyżej. Bo w sytuacji, w której panuje wolność wyboru i w której te wybory powodują coraz większą szkodę i degenerację całego społeczeństwa należy się zastanowić, czy można dawać taką wolność wszystkim, bez wyjątku.

PS Co zaś do spraw ekonomii, to kiedyś było o wiele biedniej a jednak ludzie bardziej korzystali z dóbr kultury. Problemem jest to, co idzie z tzw. góry. Niegdyś istniały tzw. klasy społeczne i to one nadawały ton rozwojowi. Ludzie chcący aspirować do wyższych kręgów musieli zdobyć podobne wykształcenie, obyć się ze światem, do którego chcieli wejść. To skutecznie eliminowało dochodzenie do głosu intelektualnym impotentom, których miejsce jest tam, gdzie miejsce ludzi bez większych aspiracji. Dziś jest na odwrót – każdy teoretycznie może być kimkolwiek ale w praktyce okazuje się, że to nie działa. Moim zdaniem eksperyment z liberalizmem na masową skalę nie udał się. Wystarczy popatrzeć na poziom uczelni, które przyjmują kogo popadnie. A powinny przyjmować wyłącznie dobrze przygotowanych ludzi, którzy idąc tam mają już na tyle rozwiniętą wiedzę w danej dziedzinie, którą mogliby tam wyłącznie rozwijać. Tymczasem na wielu kierunkach studenci uczą się tego, co powinni byli już się nauczyć w szkole. Podobnie jest z kulturą czy sztuką. Nie przypadkowo nasza epoka cierpi na brak wielkich talentów i to nie dlatego, że ich nie ma tylko, że tacy ludzie nie mają się jak przebić, nie są zauważani w potopie tandety, której łaknie przeciętny Kowalski. Powiedzmy sobie więc prawdę: wygoda, w której żyjemy zabija kreatywność i postęp bo człowiek wymaga od siebie tylko i wyłącznie wtedy, kiedy ma ciężko (co udowodniły poprzednie epoki). Dziś wymagamy od siebie coraz mniej ale co mamy w zamian? Pytanie pozostawiam do dalszej dyskusji…

Nie jest to raczej proces do zatrzymania. Wystarczy popatrzeć jak ludzie odbierają książki. Ostatnio było głośno o tym, że czyta się coraz więcej słabych pozycji. A dlaczego one powstają? Jest na nie popyt. Ludzie traktują książki jak rozrywkę i to taka przy której nie chca dużo myśleć tylko się rozerwać.

mimo wszystko nawet lekka literatura jest jakims pozytywnym krokiem w społeczeństwei wyswietlaczy i wirtualnych klawiatur.

W Niemczech wyrzuca się książki które są pisane gotykiem – nikt/prawie nikt nie chce ich już czytać, bo są zbyt trudne do czytania.

Bo czytanie gotykiem jest trudne. To pismo zostało wycofane z obiegu prawie 80 lat temu. Do tego czasu znacznie uproszczono i udoskonalono czytelność czcionek, nie zmienia to jednak faktu, że Tomasza Manna czy Hessa wciąż się wydaje i czyta.

Jedna i druga strona sporu ma trafne argumenty. Tylko czytanie książek jest działaniem intelektualnie głęboko wzbogacającym – tu się nic nie zmienia od wieków. Ale jak wytrwać przy czytaniu wobec tak wielkiego wyboru innych mediów i atrakcyjnych, łatwych i przyjemnych treści, jaki mamy dzisiaj? Potrzebne rozumne wsparcie państwa, rodziny, szkoły – nie tylko potencjalnych czytelników ale i tworców….

„Ale jak wytrwać przy czytaniu wobec tak wielkiego wyboru innych mediów i atrakcyjnych, łatwych i przyjemnych treści, jaki mamy dzisiaj?” Da się. To kwestia woli, a ta jest z kolei kwestią modlitwy. Ja nie oglądam pornografii, kabaretów, telewizji, YT, filmy i seriale wybieram tylko wartościowe, po zapoznaniu się z wieloma recenzjami w różnych źródłach, i tylko w sobotę wieczorem, nie dłużej niż 2 godz. Powiadam raz jeszcze: to kwestia modlitwy i woli.

modlisz się „panie boże pozwól mi nie ulec pokusie i nie włączyć familiady tylko doczytać to tomiszcze do końca?”;ppppp

Panie Krzysztofie,
niezwykle trafna analiza problemu „upadku kultury, wtornego analfabetyzmu” i jego konsekwencji, w tym politycznych. Za tym idzie marazm intelektualny i upadek kultury osoboistej znacznej czesci spoleczenstwa – zchamienie codziennosci.
W oslupieniu sluchalam i ogladalam w internecie program TVP Kultura, w ktorym rozmowcy (krolowala p. od seriali TVP), z akceptacja mowili o tym, ze nastal czas „Slawomirow” i to jest OK.
Swietny obraz zycie intelektualnego w komunie – ksiazki byly wywalczone, zaczytywane, wymieniane, teatry pelne, Filharmonia odwiedzana calymi rodzinami. Bardzo dziekuja za podkreslenie odpowiedzialnosci artystow. Jatez wierze w moc kultury, w znaczenie obcowania „codziennego” z ksiazka, co wiecej moi synowie i wnuk tez. Pozdawiam serdecznie

Teza postawiona w tekście jest nieprawdziwa. Polska jest jednym z krajów w którym czytelnictwo jest akurat w miarę wysokie, bodajże na nastym miejscu w kontekście całego świata, znacznie wyżej niż np. UK, Niemcy, Hiszpania itd.. Tak samo wysokie jest zresztą na Węgrzech i innych krajach „nacjonalistycznych”. Więcej na temat: http://chartsbin.com/view/32136 .

Cóż, tak to jest jak się szuka faktów pod tezy, a nie na odwrót. Teraz wypadałoby napisać, że być może ów ‚nacjonalizm’ jest konsekwencją wysokiego czytelnictwa? Logika czasem gryzie w dupę, co?

Tak czy inaczej uważam, że mamy moralny obowiązek sprawdzać dane, którymi się posługujemy. Powtarzanie kłamstw nie uczyni świata lepszym i to jest akurat pewne.

@John Problem
Zajrzałem na wspomnianą przez pana stronę. „Last update 4 years ago.”
Ta logika co niby ma gryźć w d… nie ma już zębów ze starości i tylko się ślini…
Na razie pan Warlikowski bardziej mnie przekonuje.

Proszę Pana.
Byłem i pozostaję przeciwnikiem tego co „proponowała” nam władza ludowa.
W wyniku zaistniałych faktów od połowy lat siedemdziesiątych do roku 98, trwały targi
ówczesnych działaczy politycznych , sterowanych, jak już teraz wiadomo, przez służby specjalne.
Polskę mamy taką jaką skroiła nam Ubecja.
Jak widzimy broni się dzielnie, ale…
Teatr zdziadział, bo pani I. Cywińska, bo J. Weksler, nieudacznik J. Zdrojewski, bo wreszcie szkodnik Cywiński.
Mojego teatru już niema.
To dzięki takim ludziom jak wyżej wspomniałem.
Pan wszedł w czynny okres twórczy za czasów ich rządów.
Został pan wykreowany, podobnie jak aktualny prezydent Francji.
W przestrzeni Polski, jest miejsce na wielorakie rodzaje, typy teatrów, ale niestety nie wszyscy są dopuszczani do możliwości realizacji swoich planów.
Tak jest, było i niestety bedzie.
Pan twierdzi, że jest pan osobą czytającą, może nawet oczytaną.
Powiem panu tak:
Pod koniec lat siedemdziesiątych, do Torunia przyjechał Teatr z Bułgarii.Po powitaniach, prezentacjach swoich prac, nastał czas na bankiet.
Prowadziliśmy rozmowy” światopoglądowe” Bułgarski aktor wyśmiewał Naszego Papierza i twierdził, że „Boga nie ma”. Polski pijany aktor odpowiedział mu tak ” Mówisz, że Boga nie ma? To kup sobie lornetkę i zobacz”. Nawiasem mówiąc ten aktor był sekretarzem podstawowej organizacji partyjnej w Teatrze im. Horzycy. Teatr Bułgarski przyjechał z Ruse. potem była Solidarność i stan wojenny i Kościół i teatr w Kościele, i teatr Domowy.
Reasumując:
Proszę winnych za stan kultury w Polsce szukać wśród wymienionych wyżej osób, ich popleczników i przyjrzeć się sobie. Ja wytrzymam wszystko, nawet pańskie spektakle, ale Naród nie zasłużył sobie na taką karę jak pański bełkot na salonach Brukseli.
Pan się nie wstydzi wypowiadać się i prezentować swojego światopoglądu, ja też nie, dlatego podpisuje się pełnym imieniem i nazwiskiem.
Ryszard Jabłoński

Chce Pan powiedzieć, że za częściowy analfabetyzm polskiej młodzieży odpowiada tych kilku ludzi, których Pan wymienił, czy może ubecja, bo się zgubiłem? Jeżeli nawet pan Warlikowski siedzi u szczytu, to odbiera mu to możliwość oglądu sytuacji na dole? Ja tak wysoko nie siedzę a widzę dokładnie to samo: degradację kultury na co dzień. I nie mówimy tu o kulturze wysokiej, tylko tej powszechnej.

Tak oni odpowiadają, ale po pierwsze to jest kilku ludzi, ich jest całkiem sporo. Po drugie są to ludzie z pieniędzmi i koneksjami więc mogą dużo więcej, niż zwykły Kowalski. Niech pan włączy telewizor, obojętnie który kanał, niech pan włączy radio i posłucha „polskich” stacji, proszę kupić kilka gazet. Szambo wylewa się z każdej strony.

Mrożek był prorokiem. Pisząc „Tango” pokazał upadek inteligencji, wartości, które w tych środowiskach były ważne, odgrywały znaczącą rolę i stało się wszechobecny Edek znów zaczyna grać swoją rolę, idzie po swoje… siłą, w swoim stylu… Edków mamy wokół siebie, coraz więcej… machina ruszyła…

Dobra przemowa. Kogo obchodzi opinia tzw Borysa to jak rozmwa mrówki ze słoniem bez sensu nawet wdawać się w dyskusje z takim mędrcem jak Borys….

Tak ogłupienie społeczeństwa jest na potęgę. A sztuka tzw. Wysoka zawsze była dla elit. Masy decyduja w demokracji a ogłupienie jest zatrwazające. Ważny głos. Dziękujemy, widzowie!

A Borysom mówimy, zapraszamy do reklamy….

Jakże to przewidywalne…polski artysta na europejskich salonach w najgorszych słowach musi się wypowiedzieć o swoim kraju. Przytacza bez refleksji dane, których nikt nie zweryfikuje, ale wielu przyjmie z aprobatą. Cóż, żyjemy w najgorszym z europejskich krajów, jesteśmy prymitywni, zatem powinniśmy być za to karani i upokarzani. Za mało czytamy i nie myślimy „krytycznie”. Samo myślenie nie wystarcza przecież. W Skandynawii czytają…być może dlatego, że coraz bardziej boją się wychodzić z domów. W Holandii czytają…i legalizują eutanazję, zoofilia też zaczyna być ” w normie”. Oto wartości, którym hołduje zaczytana, oświecona Europa. Europa wolna i demokratyczna…( obecnie np. we Francji ) .A u nas? Ten wredny Kościół, nacjonaliści i analfabeci ( nawet po studiach). Jakże płytka jest ta analiza „stanu kultury”, bo przecież nie „stanu ducha” – czy można w ogóle to rozdzielić? Myślę, że pan Warlikowski bardzo się wstydzi, że jest Polakiem i musi taką deklarację złożyć nawet w Parlamencie Europejskim. Zostanie mu to sowicie wynagrodzone.

Czemu tak bardzo dotknęło Panią przytoczenie garści faktów? Nie zrozumiała Pani, że to nie jest niechęć do własnego kraju, lecz coś przeciwnego? To smutek artysty, że coraz mniej ludzi sięga po kulturę, zatem coś trzeba zrobić, żeby ten stan rzeczy odmienić. Gdyby Pani tak zależało jak Warlikowskiego na prawdzie, a nie na mitach, wszystkim nam żyłoby się lepiej.
Po drugie – straszne głupoty Pani pisze o Zachodzie. Ani Skandynawowie się nie boją wychodzić z domów, ani Holendrzy nie zaczynają traktować zoofilii jako czegoś w normie. Polemizowanie ze stekiem bzdur nie jest proste.

Zakładam, że owa „garść faktów” to przytoczone przez p. Warlikowskiego dane statystyczne dotyczące czytelnictwa w Polsce. Te dane znam od dawna, nie zachwycają mnie, delikatnie mówiąc, ale też zapoznałam się z ich szerokim opisem. Myślę, choć mogę się mylić, że p. Warlikowski tego nie zrobił i dlatego zatrzymał się na bardzo płytkiej interpretacji. Tak czy inaczej- bronić stanu czytelnictwa w Polsce naprawdę nie zamierzam.
A dotknęło mnie, zabolało, zmartwiło ( widzi Pan – takie starodawne uczucia ) to, że reżyser wykorzystuje okoliczność wystąpienia w Parlamencie Europejskim do podzielenia się swoim krytycznym stosunkiem do obecnej sytuacji w Polsce. Pan widzi tu troskę. Ja – koniunkturalizm. Sądzę, że p. Warlikowski doskonale wiedział, co powiedzieć trzeba by zyskać akceptację unijnych „elit”. Mniejsza o fakty, ważne są wnioski. A te muszą siać zgrozę i zgorszenie. Tak właśnie powinniśmy być postrzegani. I taki stan rzeczy reżyser postanowił umocnić swoim wystąpieniem.

Proszę zwrócić uwagę, że przemowa artysty związana jest z przyznaniem europejskiej nagrody literackiej. Dlaczego zatem większość tekstu poświęcona jest krytycznej ocenie kraju, skąd reżyser pochodzi? Okropnego, zacofanego, autorytarnego państwa, gdzie dzięki państwowym subwencjom swobodnie może na deskach wielu teatrów ( także własnego ) realizować, jak mówi, swoje wizje i fantazje?. Pierwsza część wystąpienia całkiem dobrze przecież opisuje stan kultury w Europie. Na dominację konsumpcjonizmu, upadek wartości, zanikanie kultury wysokiej ubolewać może Francuz , Hiszpan i Polak. Sentymentalne nawiązania do wspaniałego czasu, którego doświadczyliśmy za komuny jest absurdalne. Czy w ogóle można o tamtym okresie mówić z aprobatą, pomijając rzeczywiste zniewolenie narodu ( przecież mieliśmy też mnóstwo książek zakazanych) ? Owszem, czytano wtedy więcej, ale przecież nie tylko w Polsce.

Pisze Pan także, że treść wystąpienia podyktowana jest smutkiem. Ja widzę w nim pychę a nawet pogardę. Oto wielki artysta spogląda z góry i z niesmakiem na ogłupiony do cna naród. Dalej pisze Pan , że autor wystąpienia zastanawia się, co trzeba zrobić, aby ten fatalny stan rzeczy odmienić. Tak, pytanie pada. Czy choćby próba odpowiedzi również? Propozycja chociaż, zachęta do działania, wskazanie kierunku…Wyrażać smutek i pytać to za mało. Obawiam się, że p. Warlikowski w myśl stosowanej także w swojej sztuce teorii krytycznej, niczego konstruktywnego nam zaproponować nie potrafi i w gruncie rzeczy nie chce.

I znowu Pan pomyśli albo nawet napisze, że czegoś nie zrozumiałam albo, że nie zależy mi na prawdzie? Bo mam inne zdanie niż Pan? To są moje ulubione „argumenty” w dyskusji. I naprawdę nie sądziłam, że mam tak duży wpływ na jakość życia „wszystkich”. Ale – dziękuję za uznanie.

Przykłady, które przytoczyłam są w oczywisty sposób uproszczone i drastyczne. Pozwoliłam sobie na to, gdyż równie absurdalne uproszczenia stosuje p. Warlikowski ( taka figura retoryczna). Np. to, że w Polsce są mało znaczące grupy nacjonalistyczne ( podobnie jak w innych krajach ) nie znaczy przecież, że Polska jest krajem nacjonalistycznym. Niestety, muszę też Pana zmartwić – są miejsca w Skandynawii, głównie w Szwecji, gdzie mieszkańcy obawiają się opuszczania domów zastraszeni przez chuligańskie gangi emigrantów, są także legalnie działające w Holandii organizacje, które mają m.in. na celu zalegalizowanie zoofilii. I nie nazwałabym tych faktów głupotami.

Mam nieśmiałą propozycję, niech nasze elity kulturalne zaczną mówić do ludzi a nie do siebie i o sobie ?

Największym problemem i dramatem Polski, Polaków i całej Europy Środkowo-Wschodniej było masowe wytępienie inteligencji, sfer społecznych odpowiedzialnych za kształtowanie kultury i sztuki. Teraz ponośmy tego konsekwencje: politycy to zwykli populiści, większość artystów i ludzi kultury ledwo umie czytać i pisać a zwykłe społeczeństwo to potomkowie chłopo-robotników, ludzi przymusowo przesiedlanych ze wsi do miast. W takiej atmosferze trudno o kreowanie czegoś, co wiąże się z ideami, wartościami wyższymi. Na Zachodzie ludzie są ogłupieni przez wciskany od ponad 50 lat płytki konsumpcjonizm ,,made in USA”, u nas przez brak podstaw w większości obszarów życia społecznego. I trudno będzie to zmienić, chyba, że wydarzy się kolejny przewrót społeczny, bo tylko w takich momentach dochodzi przeważnie do przetasowania warstw społecznych i zmiany w sposobie postrzegania rzeczywistości.

A co do tzw. komuny to fakt jest taki, że to był straszny syf ale przez to, że oficjalnie nie można było mówić i robić tego, co się chciało ludzie zmuszeni byli do uciekania w alegorie, działanie w podziemiu a każdy, kto choć trochę interesuje się tymi sprawami zdaje sobie sprawę, że dopiero, kiedy człowiek ma trudno, zaczyna sięgać po rozwiązania ambitniejsze, aby móc w ogóle się przebić. I tego dzisiaj brakuje najbardziej bo liczy się tylko poklask i pieniądze a nie coś więcej.

Mili państwo nie należy się obrażać inwektywami różnego autoramentu. To że dyskusja toczy w sprawie kultury i przebiega tak wartko jest wyjątkowo dobrze rokujące na przyszłość. Jednak to zagadnienie nas porusza jest dla nas w jakiś sposób istotne, a to bardzo dobrze. To dużo lepsze niż ogólny poklask czy negacja.
Poglądy na kulturę zmieniały się w czasie i zmieniać będą, każdy ma własne. Nie chodzi o to by mówić jednym głosem ale żeby rozmawiać. Lubię historię więc pozwolę przytoczyć w starożytnej Grecji po najeździe Dorów nastały „wieki ciemne” ale później nastał wspaniały czas kultury antycznej i to może budzić ostrożne nadzieje. Obecna kultura zjada jakby własny ogon kiedyś miała przedstawiać odbiorcy świat realny lub wyobrażony. Prezentować poglądy autora, poddawać je pod ocenę odbiorcy. Szekspir nie tworzył li tylko dla elit do jego Globu przychodzili różni ludzie, i nikt nie pozostawał obojętny wobec jego sztuk. Dziś twórcy są jakby zajęci sami sobą a to wyrzuca wszystkich innych poza krąg. Prawdą jest jednak że dużo łatwiej porozumiewać się z kimś kto ma chociaż aspiracje do bycia oczytanym i kulturalnym, niż z kimś w kim nikt nie starał się nawet wzbudzić zainteresowania kulturą. A tu jest rola nauczycieli, ja nie interesowałbym się tym zagadnieniem gdyby nie polonistka z mojego liceum. Ona wszczepiła mi chęć trochę szerszego patrzenia na świat za co jestem jej dozgonnie wdzięczny.
A teraz coś co prawdopodobnie troszeczkę „zglanuje” ten hurraoptymistyczny głosik o polskich wysokich aspiracjach w tej dziedzinie. Nasi sąsiedzi z południa chętnie przez polaków wyśmiewani Czesi mają poziom czytelnictwa tak wysoki że nas z tych wyżyn nawet nie widać, a więc nie ma się czym za bardzo nadymać.

Nie te czasy moi drodzy! Kultura, literatura sztuka, niegdyś nośniki polskości, buntu, wolności straciły nieco na wartości. I trudno sie temu dziwic. Odegrały swoją rolę i czasowo zeszły na dalszy plan. Jak będzie trudno – znowu powrócą! Spokojnie!

„upadek kultury, wtórny analfabetyzm”, pytanie komu na tym zależy?
Nie ma możliwości rozpowszechniać idei multikulti, gender, równości wszystkich, nowoczesnego komunizmu, w społeczeństwie ludzi inteligentnych i wykształconych. Więc trzeba społeczeństwo ogłupić, wtedy bez problemu będzie akceptować te durne teorie, z radością będzie akceptować ograniczenia praw i coraz większy totalitaryzm w imię bezpieczeństwa i opieki państwa.

Książki, książki, książki, ja czytam książki, a ludzie nie, dlatego jest źle. Ble Ble Ble książki, książki, książki są super, należy czytać książki, ble ble ble. Jest pan demokratą, więc te książki panu nie pomogły zbytnio przejrzeć na oczy. No ale ludzie czytający cierpią na książkowy narcyzm.

Zbyt wiele osób traktuje fragment wypowiedzi dotyczący czytania jeden do jednego 1:1.
Może w tym tkwi problem? Jak robić spektakle jak ludzie przestają czytać między wierszami.
Same książki nas nie wyleczą z ogłupienia, obudźmy się!

W Parlamencie Europejskim trzeba koniecznie napluć na Polskę a subwencja i poklask decydentów unijnych murowany. Ten pan świetnie wie za jakie sznurki pociągnąć. Czy jego spektakle to Piękno i Dobro, czy też pan skandalista woli szokować i bluźnić. To dobry sposób na rozgłos. Nie ważne czy dobrze czy źle ważne aby pisali, mówili, trąbili, tak się robi reklamę. To też pan Warlikowski świetnie zrozumiał. Czy jako artysta nie ma obowiązku wobec widzów , obowiązku również edukacyjnego ?

”Czy to przypadek, że w tych krajach ruchy skrajnie nacjonalistyczne rosną w siłę odwrotnie proporcjonalnie do spadku czytelnictwa?!” czyli, logicznie rozumując, jak spada czytelnictwo to maleją ruchy skrajnie nacjonalistyczne. Kto to sformułował? Poza tym tekst nie mówi nic nowego.

Najgorsze są dyskusje prowadzone przez media społecznościowe lub fora. Nie dogadacie się nigdy tak jak personalnie. Tekst i wypowiedź autora, mistrzostwo…ten kto wrócił do Polski po kilkunastu latach przebywania tam gdzie już dawno był konsumpcjonizm, naiwnie myśląc, że Polacy mają swój rozum i będą się jednak przed tym bronili, potwierdza tezę autora. Polska idiocieje wraz z resztą Świata, bo tak jest najłatwiej.

Tylko, że to nieprawda, że „w tych krajach ruchy nacjonalistyczne rosną w siłę” jakoś bardziej. Ruchy nacjonalistyczne są dużo silniejsze i bardziej aktywne w Austrii, Niemczech, Francji i w krajach Skandynawii. To obywatele UK na fali dumy narodowej zagłosowali w większości za wyjściem z UE. Mam wrażenie, że – popularne w pokoleniu Warlikowskiego – patrzenie na Polskę i blok postkomunistycznych państw z perspektywy kompleksów cywilizacyjnych wygrało tutaj z twardą analizą faktami. Dla postkolonialnej, patrzącej z pozycji wyższości elity Europy Zachodniej takie słowa to miód na serce, ale to nieprawda. To we Francji McDonald ma najlepszy biznes w Europie 😉 Czytelnictwo – ile i co czytali Europejczycy w latach ’60-tych? ;-D

Krótko-kiedyś książki były tanie,tanie były bilety do teatru,kina,czy na koncert.Teraz 200 zł.to „zwyczajna ” cena.Rynek nie pozostawił wyboru.

To niesamowite, że taki tuz intelektualny jak Warlikowski nie rozumie, że dokładnie taki był zamiar ideologów, którzy projektowali antykulturę Europejską w latach 70’tych, której notabene jest częścią. Jeśli, rzeczywiście tak brzmiała jego wypowiedź w PE, to znaczy, że on kompletnie nie wie na czym polega Teoria Krytyczna wymyślona przez Max’a Horkheimer’a i Theodor’a Adorno.
To, że dzisiejsze społeczeństwo jest ogłupione do granic możliwości, to nie jest przypadek, tylko zrealizowany skrupulatnie do granic możliwości proces rozpoczęty na zachodzie prawie 50 lat temu. A to, że pan się po 50 latach dziwi, że to wszystko tak wygląda biorąc w tym wszystkim udział świadczy, o tym, że…

Żal dalej pisać…

Wypowiedź potwierdza tylko arogancję „elit” intelektualnych, ich coraz większe oderwanie od rzeczywistości. Niech pan Warlikowski pokaże klasę, zrezygnuje z publicznych dotacji i np. otworzy teatr dla tych prostych ludzi, żyjących za 2 tys miesięcznie. Może inni ambitni twórcy pójdą w jego ślady i prosty lud zazna trochę wysokiej kultury.

Diagnoza pana Warlikowskiego – w punkt. Korektor portalu „Więź” potwierdza swoją pracą słuszność tezy o analfabetyzmie absolwentów. Z zasadą, że przymiotniki złożone z dwóch członów równorzędnych znaczeniowo piszemy zawsze z łącznikiem, dzieci zapoznają się już w szkole podstawowej. Dlatego pan Warlikowski – jeden, korektor – zero, i mamy taki zero-jedynkowy artykuł.

Najjaskrawszym przykładem ogłupiania społeczeństwa są teraz kabarety. Kiedyś sztuką było nie mówiąc wiele przekazać jak najwięcej. Kabaret był ostoją inteligencji i zawsze stał po jej stronie. Obnażał absurdy władzy i przedstawiał alternatywę dla niej.
Współczesne kabarety sięgnęły dna. Nie ma w nich miejsca na niedomówienia. Swoją wulgarnością i bezpośredniością obrażają widza. Z upływem lat tendencja spadku jakości staje się silniejsza. Mimo tego to właśnie „gwiazdy” kabaretu wydają się być autorytetami. Skoro więc mamy takie autorytety…

„Postępowe” szkolnictwo się nie sprawdza? To może wrócić do katolickiego „ciemnogrodu”, jak za „komuny?

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.