Wiosna 2021, nr 1

Zamów

Nieoczywisty 11 listopada

Donald Tusk przed pomnikiem Józefa Piłsudskiego przy Belwederze. Warszawa, 11 listopada 2018 r. Fot. Więź

Siła Marszu Niepodległości wynika z oddolnej sprawności narodowców. Jeżeli władze spróbują zawłaszczyć ich święto, oni zbuntują się i zorganizują nowe. Jak na razie rządzący zaledwie przylepili się do Marszu. W efekcie najwyższe władze kraju – historycznej ofiary ideologicznego obłędu lat 30. – poszły na czele wielkiego nacjonalistycznego zgromadzenia.

Skorzystałem wczoraj z ustawowego dnia wolnego, ale chciałbym jeszcze wrócić do świątecznych wydarzeń i napisać kilka słów komentarza.

1. Dziesięć lat temu pisałem magisterkę o roku 1928 i ówczesnych wyborach do Sejmu (serdeczne pozdrowienia dla doktora Janusza Osicy i profesora Rafała Habielskiego!), które odbywały się dziesięć lat po odzyskaniu niepodległości. Przeczytałem dziesiątki gazet z tego okresu. Prasa była wtedy inna niż dziś. Absolutnie upartyjniona, rozpolitykowana i podzielona. Dzisiejsze spory nie mają w sobie nic z tamtego żaru. Nie znamy obecnie prawdziwych polemik. Cały spór polityczny kręcił się w tamtym czasie wokół jednego tematu – uznania zasług Józefa Piłsudskiego, a zatem opowiedzenia się za jego rządem albo przeciw niemu.

Jeśli zatem dziś świętujemy kolejną rocznicę odzyskania niepodległości podzieleni w naszym stosunku do rządu albo skłóceni, czy robimy coś niezwykłego albo szczególnie niegodnego? Czy może wpisujemy się w rodzimą tradycję i własnym życiem odgrywamy sceny rozpisane przez poprzednie pokolenia? Czy chcemy wyzwolić się z tych ram, czy nie – nie umiemy. Stajemy się arcypolscy i, nawiązując do klasyka, arcynienormalni.

2. Merytorycznie tegoroczne Święto Niepodległości wygrał Donald Tusk. Jako jedyny wygłosił przemówienie, które było o czymś (podczas Igrzysk Wolności) i udzielił dobrego wywiadu „Gazecie Wyborczej”. W tych treściach widać format byłego premiera, horyzonty, w jakich operuje. Na obecnej polskiej scenie politycznej nie ma konkurencji (co nie znaczy, że jest skazany na sukces). W rozentuzjazmowanym tłumie złożył kwiaty pod pomnikiem Piłsudskiego i dał się upokorzyć władzom podczas oficjalnych obchodów. Umocnił swoich zwolenników i dał sygnał, że jest gotowy – choć nie wiemy na co.

Jedyne, co mnie zdumiało, to widok w bliskim otoczeniu Tuska sztabowca z kampanii Bronisława Komorowskiego; chłopaka, którego pamiętam z 2015 roku, gdy miał wyrysowane na twarzy: mam władzę, bo mi się należy. Osłupiałem z wrażenia, że nadal robi karierę w tym gronie i stanęły mi przed oczami wszystkie błędy Platformy (za które, rzecz jasna, sam sztabowiec nie odpowiada).

3. Wobec przewodniczącego Rady Europejskiej prezydent Andrzej Duda wypadł blado. Jedyne, co zapamiętamy z jego wystąpień, to przesłanie, że chciałby, aby w odbudowanym Pałacu Saskim Polacy mogli załatwiać swoje sprawy i że mają biało-czerwoną flagę. Przez cały okres swojej prezydentury Andrzej Duda nie wykonał żadnego gestu, abyśmy spróbowali świętować ponad podziałami. Przeciwnie: dokładał starań, by nasze podziały pogłębić.

4. Marsz Niepodległości – wielki temat, trudny do syntetycznej oceny. Byłem na nim po raz pierwszy. Chciałem wyrobić sobie własny pogląd. Myślę, że był spokojniejszy, niż to wynika z niektórych relacji. Jednocześnie nie mogę się zgodzić, że różne zachowania skandaliczne – rasistowskie, szowinistyczne, antyukraińskie hasła, wybuchy, race – że to wszystko „incydenty”. Były to mocne, stałe i spodziewane punkty Marszu, jego konstytutywne elementy. Każdy, kto uczestniczy w takim Marszu, jest świadomy, do czego dołącza i legitymizuje to.

Przysłuchiwałem się rozmowom kilku chłopaków, którzy wspominali poprzednie lata, i dla których Marsz liczy się jako prawdziwie oddolne wydarzenie, nie rozróba, ale uczczenie niepodległości, tak jak je rozumieją. Widziałem też facetów, którzy dużą karną grupą wykrzykiwali „Narodowe Siły Zbrojne – NSZ!”. W takiej chwili po prostu przechodzi człowieka strach. Czy jest mniejszy, jeśli obok przechodzi rodzina z dzieckiem? Nie.

5. Prezydencki Biało-Czerwony Marsz „Dla Ciebie Polsko” jedni traktują jako część Marszu Niepodległości, inni jako odrębne państwowe wydarzenie. Faktycznie, i prezydent, i organizatorzy Marszu Niepodległości zapraszali wspólnie na rondo Dmowskiego. A gdy ktoś tam przyszedł i został tam do 14:30, to już siłą rzeczy szedł z Marszem Niepodległości, a nie z prezydentem, bo to wynikało z logistyki. Nie było oczywiste, jak znaleźć się w części państwowej.

Ja zacząłem od ronda, potem od ulicy Brackiej dołączyłem do biało-czerwonych, na koniec pod Stadionem Narodowym czekałem na Marsz i obserwowałem go. Wszystko to było w sumie ciekawe, nieoczywiste, i nic dziwnego że wywołuje różne komentarze. Przebieg tego wydarzenia nie sugeruje moim zdaniem, że polskie władze odniosły organizacyjny sukces (trudno też powiedzieć, czy imponująca liczba uczestników wynika z zaproszenia prezydenta, aktywności narodowców, czy z wyjątkowości rocznicy).

Gdy prezydencki pochód zbliżał się do ronda Waszyngtona, na sygnał wszyscy ważni politycy schowali się w podstawionych limuzynach i odjechali. Biało-czerwoni nie mieli żadnej puenty swojego spotkania, zostali doprowadzeni na drugi brzeg Wisły, widząc za plecami niebo czerwone od rac. Wiele osób się rozeszło. Mając w pamięci ten obraz, trudno poważnie traktować opinie, według których władze przejęły Marsz Niepodległości albo są do tego zdolne.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Siła Marszu wynika z oddolnej sprawności narodowców. Jeżeli władze spróbują zawłaszczyć ich święto, oni zbuntują się i zorganizują nowe. Warto poczytać, co sami piszą w swoich społecznościach i sprawdzić ich stosunek do polityków – wtedy wszystko staje się jasne. Jak na razie rządzący zaledwie przylepili się do Marszu, a efekt jest taki, że polska i międzynarodowa opinia publiczna zobaczyły najwyższe władze kraju – historycznej ofiary ideologicznego obłędu lat 30. – idące na czele wielkiego nacjonalistycznego zgromadzenia.

6. Kościół okazał się niezwykle zachowawczy. List pasterski Konferencji Episkopatu Polski z okazji setnej rocznicy odzyskania niepodległości to zmarnowana okazja, by powiedzieć społeczeństwu coś ważnego (więcej na ten temat pisałem w Newsweek.pl). Niewiele powiedział także przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki podczas Mszy w Świątyni Opatrzności z udziałem władz państwowych. Czuję tym większe rozczarowanie, że kościelni hierarchowie mówili w ostatnich latach sporo ważnego. Choćby wydali dokument „Chrześcijański kształt patriotyzmu”, w którym jasno powiedzieli, że nacjonalizm jest postawą niechrześcijańską.

7. To może błahe, ale moim zdaniem jest organizacyjnym skandalem, że nikt nie wyczyścił z ptasich odchodów pomnika Józefa Piłsudskiego na czas rocznicy. Zbliżenia telewizyjnych kamer na zabrudzony pomnik podczas składania kwiatów przez prezydenta odsłoniły nasze groteskowe rozumienie szacunku dla własnej historii i jej symboli.

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (2)

„… najwyższe władze kraju – historycznej ofiary ideologicznego obłędu lat 30. – poszły na czele wielkiego nacjonalistycznego zgromadzenia.” A nie ma Pan dyskomfortu z powodu „strzelania” do kilku (niech będzie, kilkunastu) tysięcy narodowców jeśli na linii strzału stoi 200 tys. normalnych Pana współobywateli? Obraża Pan niewinnych aby tylko sprawiedliwa kula trafiła nielicznych winnych. Byliśmy na jakichś innych marszach, bowiem zdarzenia niepożądane w mojej ocenie występowały w mniejszym zakresie niż Pan to widzi. W mojej opinii utwierdza mnie Piotr Ikonowicz, który w telewizji powiedział, że idąc pod czerwonymi flagami przez miasto na odsłonięcie pomnika Daszyńskiego nie spotkał się z żadną agresją, nawet słowną otrzymując wiele wyrazów sympatii, co przejawiało się w robieniu sobie zdjęć z „czerwonymi”. Zwykli ludzie słyszą potem w mediach takie „przesadzone” opinie na swój temat, że są nacjonalistami i tracą zaufanie do opozycji także w innych sprawach.

„(…) poszły na czele wielkiego nacjonalistycznego zgromadzenia”. Miałem więcej szczęścia niż nasze władze. Szedłem bowiem w ogromnej rzeszy młodych ludzi – młodych par, rodzin, często wielodzietnych. Nie wiem po czym Pan poznaje nacjonalistów (kto to jest?), ale – miałem wrażenie, że wszyscy chcieliśmy po prostu wyrazić więź z naszą Ojczyzną, współrodakami. Po prostu to było nasze święto – jesteśmy Polakami. Dlaczego przezywa nas Pan nacjonalistami. W jakim celu?
Żeby było jasne – widziałem na obrzeżach „dziwnych ludzi”, niepasujących do obrazu wyżej przedstawionego. Ale jednak to był margines na marginesie. Nie ma powodu robić zeń szerokiej rubryki.
Serdecznie pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.