Jesień 2020, nr 3

Zamów

Jezus nie pyta, jaką kto ma chorobę, ale czy wierzy i myśli rozumnie

Kryteria doboru kandydatów do zakonu są jednocześnie sztywne i płynne. Wprawdzie Kodeks prawa kanonicznego wśród licznych wymogów wymienia zdrowie, jednak pod tę kategorię niepełnosprawność fizyczna wcale podpadać nie musi.

Ojciec Wiesław Dawidowski, prowincjał polskich augustianów i wiceprzewodniczący Konsulty Wyższych przełożonych Zakonów Męskich w Polsce, odpowiada na tekst „Perła wytrącona z rąk” Damiana Jankowskiego, którym zaczęliśmy dyskusję o miejscu osób z niepełnosprawnościami w Kościele. Więcej tekstów w dziale „Niepełno(s)prawni w Kościele” na Więź.pl oraz w kwartalniku „Więź”, jesień 2018.

Po przeczytaniu tekstu Damiana Jankowskiego „Perła wytrącona z rąk” zadałem sobie pytanie, jakie przymioty są wymagane od kandydata do życia zakonnego: pełnosprawność fizyczna czy pełnosprawność umysłowa? Liczy się tylko to jak sprawnym krokiem ma poruszać się zakonnik, czy raczej na ile jest dojrzały? Wreszcie – ważniejsza jest aparycja, czy prawe sumienie? Jest bowiem ewidentnym, że autorowi tekstu nie brakuje ani rozumu, ani prawego sumienia. Doświadczony ponad miarę niezasłużonym krzyżem dźwiganym od dzieciństwa, rozumnie i jasno przedkłada swoją sprawę.

Ciekawe, że to właśnie Kościół promujący wiele wspólnot i ruchów pomagających integrować się osobom o różnym stopniu niepełnosprawności z osobami pełnosprawnymi, znajduje trudność wobec sytuacji opisanych przez autora tekstu. Czy powodem odrzucenia była wyłącznie niesprawność motoryczna? Ktoś może złośliwie zarzucić, że powodem mogła być nadmierna sprawność intelektualna, ale z góry taką ocenę odrzucam. Rozumiem jednak ból, z jakim Damian Jankowski opowiada o doświadczeniu odrzuceniu swojej kandydatury do zakonu. Wszak przyszedł do ludzi, którym w pełni zaufał.

Człowiek z niepełnosprawnością fizyczną jest chory wtedy, gdy faktycznie na jakąś chorobę zapada, a nie dlatego, że akurat permanentnie utyka. Jak określić pułap zdrowotności w przyjmowaniu do zakonu?

Kanoniczne kryteria doboru kandydatów do zakonu są sztywne, a zarazem płynne. Wprawdzie Kodeks prawa kanonicznego wśród licznych wymogów formalnych wymienia zdrowie, jednakże pod tę kategorię niepełnosprawność fizyczna wcale podpadać nie musi. Przecież człowiek z niepełnosprawnością fizyczną jest chory wtedy, gdy faktycznie na jakąś chorobę zapada, a nie dlatego, że akurat permanentnie utyka. Jak określić pułap zdrowotności w przyjmowaniu do zakonu? Zdrowie psychiczne, niestabilności emocjonalne, depresje i wiele innych dolegliwości słusznie dyskredytują kandydata do, bądź co bądź, funkcji społecznej. Co jednak zrobić z osobą, która na przykład cierpi na zaburzenia niepłynnego mówienia (jąkanie się)? Przyjąć? Nie przyjąć?

Decyzja o przyjęciu kogoś do zakonu lub seminarium jest zawsze decyzją arbitralną i obłożoną pewnym ryzykiem. Przełożeni są wolni w przyjmowaniu kandydata i jeśli nie chcą, nie muszą przyjąć nikogo. Wiem, że to brzmi boleśnie, ale podobnie jak wolny w swojej decyzji jest kandydat, również druga strona musi w takiej decyzji taka pozostać. W niektórych zakonach występuje na przykład tradycja wyświęcania do kapłaństwa tylko wtedy, gdy zajdzie taka potrzeba. Tak jest na przykład u kamedułów czy bonifratrów. Sam Pan Jezus powołał dwunastu Apostołów i była to decyzja arbitralna, chociaż oczywiście wyjątkowa. Można mniemać, że wśród tłumu uczniów było kilku sprawniejszych intelektualnie od topornego Piotra i zarzucić Chrystusowi błąd wyboru. Trudno. Wybrał jak wybrał.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Przełożeni zakonni (a sam nim jestem) stają często przed dylematem, czy kandydat jest wystarczająco dojrzały, abyśmy mogli przyjąć go w nasze szeregi. Te problemy często poruszamy w gronie prowincjałów i rektorów seminariów duchownych. Jest oczywistym, że każdy przypadek traktuje się indywidualnie. Śmiem jednak twierdzić, że tak jak kandydat powinien stawiać sobie pytanie o własną dojrzałość i zdolność do życia zakonnego, podobnie zakonnicy powinni siebie samych zapytać, czy są dojrzali, aby pokochać niepełnosprawnego fizycznie kandydata i dzielić z nim swoje życie. Oczywiście biorą też wtedy na siebie odpowiedzialność dźwigania ciężarów tej osoby i trwania z nią „na dobre i na złe”. Pomocą mogą być słowa św. Pawła: „…przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg…” (1 Kor 1, 26-28).

I kandydat powinien stawiać sobie pytanie o własną zdolność do życia zakonnego, i zakonnicy powinni siebie samych zapytać, czy są dojrzali, aby pokochać niepełnosprawnego fizycznie kandydata

I już na koniec, opowieść, w której odbija się jak w lustrze problem Damiana. Mieszkałem kiedyś w klasztorze z kapłanem, przyjętym do zakonu po przebytej chorobie Heinego Medina. Ojciec Vecarelli miał zdeformowane stopy, które nazywał końskimi. Ponadto miał jedna nogę krótszą i nosił buty szyte na miarę. Czasem z tęsknoty odwiedzał sklepy obuwnicze i wracał ze łzami w oczach: „Nie dla mnie”. Był jednak najwierniejszym synem zakonu, trzykadencyjnym prowincjałem, który przeprowadził swoją prowincję przez jeden z większych kryzysów personalnych. Kiedyś zapytałem, jak znosi swoją ewidentną niepełnosprawność. Usłyszałem: „Kocham zakon za to, że nigdy nikt mi w nim nie wypominał mojej niepełnosprawności”. Takich przykładów mogę podać jeszcze kilka.

Uważam, że w procesie rozeznawania powołania trzeba więcej zaufać Panu Bogu. Przecież to nie są nasze zakony, to nie są nasze diecezje, to nie jest nasz Kościół – w sensie, że nie my jesteśmy jego właścicielami. To jest Kościół Jezusa Chrystusa, a On nie pyta, jaką kto ma chorobę, ale czy wierzy i myśli rozumnie.

Podziel się

Wiadomość

Komentarz

Dziękuje Ojcu za ten tekst. Jestem mamą Damiana i wiem bardzo dobrze, ile kosztowało go to odrzucenie przez Kościół. Zdecydowanie zgadzam się ze słowami, że „zakonnicy powinni siebie samych zapytać czy są gotowi pokochać niepełnosprawnego kandydata i dzielić z nim swoje życie”. Tylko tyle wysiłku, tak niewiele…

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.