Jesień 2020, nr 3

Zamów

Janusz Kłosiński – aktor, który nie udawał nawróconego antykomunisty

Janusz Kłosiński w „Podróży za jeden uśmiech”, reż. Stanisław Jędryka. Fot. Materiały prasowe

Artysta zmarł w wieku 96 lat. Pozostały dobre wspomnienia po jego rolach teatralnych i filmowych.

Kłosiński to dyrektor Bardowski z „Czterdziestolatka”, Czernousow z „Czterech pancernych i psa”, zbójnik Kuśmider z „Janosika”, „Niespotykanie spokojny człowiek” z filmu Stanisława Barei.

Fantastyczny aktor drugiego planu. Szczególnie pamiętam rolę męża Frasquetty (grała ją Elżbieta Czyżewska) w „Rękopisie znalezionym w Saragossie” Wojciecha J. Hasa; mordercy Marczuka w „Tylko umarły odpowie” Sylwestra Chęcińskiego. Zagrał świetną rolę strasznego majora Żubryda w filmie „Ogniomistrz Kaleń” Ewy i Czesława Petelskich. I wiele pysznych ról komediowych.

Był znakomitym aktorem teatralnym. Niezliczona ilość ról, także w teatrze telewizji. Po zakończeniu II wojny światowej związał się z Łodzią. Występował w teatrach tego miasta do 1970 roku, wtedy przeniósł się do Teatru Narodowego w Warszawie.

Stan wojenny. Janusz Kłosiński wystąpił w Dzienniku i poparł „juntę Jaruzelskiego”, jak wtedy mówiliśmy. To było przykre, smutne, dramatyczne. Zemsta publiczności przyszła szybko – w czasie „Wesela” w Teatrze Narodowym został wyklaskany, zrezygnował z wszystkich ról. Mieliśmy go wtedy za kolaboranta i zdrajcę.

O tamtym epizodzie z 1982 roku nie chcę pamiętać. Kłosiński wycofał się na długie lata z życia artystycznego, nie kojarzę go z żadnym występem ani z żadną wypowiedzią.

W wolnej Polsce nie udawał nawróconego antykomunisty, tak jak stało się to w przypadku kilku innych artystów, których nazwiska zmilczę.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Zapomniałem o nim, tak jakby przestał istnieć. Mijały lata i pozostawały tylko dobre wspomnienia po rolach teatralnych i filmowych, które sprawiały mi kiedyś radość.

Nagle, po latach, w 2007 roku zobaczyłem go w filmie „Wszystko będzie dobrze” niedawno zmarłego Tomasza Wiszniewskiego. Zagrał starego proboszcza. Niesamowicie ucieszyłem się z tego powrotu. Wzruszyłem się po prostu.

Tak naprawdę to zawsze bardzo lubiłem tego aktora.

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (5)

„Tak naprawdę zawsze bardzo lubiłem tego aktora.” Inni pewnie też. Ale albo wyzywali od kolaborantów, albo milczeli, jak dziś, kiedy Kościół pod rękę z prawicą zamienia kraj w katolicki obóz koncentracyjny. Spóźnione wyznanie bez wyznania winy.

Bardzo mi się podoba komentarz o obozie koncentracyjnym,według mnie to dojdzie do obnażania ludzi PiSu tak jak w PRL-u partyjnych oni po prostu rujnują nie tylko kraj ale normy moralne i społeczne.Nacjonalizm religijny , rzeby chociaż na stanowiska nie lansowali szumowin z dołów społecznych!

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.