Jesień 2020, nr 3

Zamów

Szachista, pianista, twórca niepodległej Litwy Vytautas Landsbergis kończy 85 lat

Vytautas Landsbergis. Fot. European Parliament

Nazywany jest dziś „patriarchą”. Przez zwolenników szczerze, przez przeciwników – ironicznie.

W latach 90. był najbardziej rozpoznawalnym politykiem litewskim na świecie. Jego nazwisko wprost kojarzono z dążeniami niepodległościowymi Litwinów i oporem, jaki stawiali Moskwie. Dziś – mimo że nie pełni już żadnych oficjalnych funkcji – nadal jest aktywnym uczestnikiem i komentatorem życia politycznego. Jego osoba wywołuje kontrowersje, które są odzwierciedleniem sporów o kierunek przemian, jaki Litwa przyjęła po odzyskaniu niepodległości. Były lider Litewskiego Ruchu na rzecz Przebudowy – Sąjūdisu – i przewodniczący Sejmu Vytuatas Landsbergis kończy właśnie 85 lat.

Gdy w listopadzie 1988 roku stanął na czele Sąjūdisu miał za sobą wiele lat pracy artystycznej, dydaktycznej i naukowej. Nosił nazwisko, które od dawna wiele znaczyło w litewskiej kulturze, pochodził ze znanej patriotycznej rodziny: ojciec, również Vytautas, był znanym architektem, dziadek Gabrielius dramaturgiem i publicystą. Dziadek ze strony matki, Jonas Jablonskis, był z kolei wybitnym językoznawcą, współtwórcą nowoczesnej litewskiej ortografii.

Jednak w sowieckiej Litwie takie pochodzenie nie mogło być przepustką do kariery. Urodzony w 1932 roku Landsbergis przez wiele lat nie angażował się politycznie. Ukończył konserwatorium w Wilnie, za młodu odnosił sukcesy jako szachista, był utalentowanym pianistą. Kolejne lata poświęcił głównie na pracę naukową, specjalizując się w badaniu i opracowywaniu twórczości słynnego litewskiego malarza i kompozytora Mikalojusa Konstantinasa Čiurlionisa.

Nie należał do ruchu dysydentów, ale nie był również działaczem komunistycznym, nigdy nie wstąpił do partii. Jak sam po latach tłumaczył: „Dla mnie i dla przyjaciół z mojego pokolenia, z mojego środowiska, wszystkie te rządy sowieckie były czymś narzuconym, czymś obcym. Dla nas było zrozumiałe, że trzeba coś w życiu robić, ale nie wolno było się sprzedawać. Nie robiliśmy karier, unikaliśmy partyjnych inicjatyw. Wybieraliśmy takie gałęzie nauki czy działalności, aby móc jakoś wpływać na młodsze pokolenie” („Nasz patriotyzm, ich szowinizm? Rozmowa z Mariuszem Maszkiewiczem”).

Twardy charakter, upór w obronie zasad i dążeniu do upatrzonego celu czyniły z niego centralną figurę”

Jednak to właśnie on – a nie któryś z dysydentów – stanął na czele Sąjūdisu. Organizacji, która początkowo miała być ruchem poparcia dla przemian zapoczątkowanych w Moskwie przez Michaiła Gorbaczowa, ale z czasem coraz śmielej zaczęła domagać się niezależności dla Litwy. Ówczesny działacz Sąjūdisu, późniejszy ambasador Litwy przy Stolicy Apostolskiej, filozof Vytautas Ališauskas wspomina: – Myślę, że tym, co pomogło Landsbergisowi zostać liderem Sąjūdisu, były zdolność strategicznego myślenia i umiejętność celnego, logicznego i jasnego formułowania myśli. Połączenie tych dwóch cech było chyba unikalne. Z drugiej strony, jego twardy charakter, upór w obronie zasad i dążeniu do upatrzonego celu czyniły z niego w tamtym czasie centralną figurę w Radzie Sąjūdisu.

Kandydaci Sąjūdisu zwyciężyli najpierw w wyborach do Rady Najwyższej Związku Sowieckiego w marcu 1989 roku, a w lutym 1990 roku w wyborach do parlamentu sowieckiej Litwy. Dzięki uzyskaniu większości w parlamencie Sąjūdis odważył się podjąć 11 marca 1990 roku uchwałę o przywróceniu niepodległości. Landsbergis został wybrany na przewodniczącego Rady, co oznaczało również objęcie obowiązków głowy państwa.

Lata 1990-1991 to przede wszystkim czas coraz bardziej otwartej konfrontacji między Wilnem a władzami centralnymi w Moskwie, narzuconej Litwie blokady ekonomicznej, pierwszych prób reform społeczno-gospodarczych. Jednocześnie Landsbergis podjął działania, z początku bezskuteczne, na rzecz międzynarodowego uznania Litwy, nie bacząc na opinię Kremla podróżował po europejskich stolicach. Presja władz sowieckich na rząd w Wilnie nie przynosiła rezultatu. W końcu, w styczniu 1991 roku do litewskiej stolicy wjechały czołgi. W obronie wileńskiej wieży telewizyjnej zginęło 14 cywilów.

Właśnie w tym dramatycznym momencie Landsbergis urósł do rangi prawdziwego przywódcy państwa. Na jego wezwanie Litwini zaczęli wznosić barykady, które miały powstrzymać atak sowieckich wojsk na parlament. Sam Landsbergis, zamknięty w budynku Rady Najwyższej, wysyłał w świat komunikaty wzywające do wsparcia Litwy. Szturm ostatecznie nie nastąpił. Litwa pełną swobodę odzyskała dopiero po ponad pół roku, po klęsce sierpniowego puczu zorganizowanego w Moskwie przez twardogłowych komunistów.

Rok później odbyły się pierwsze wolne wybory do Sejmu. Jak pisze estoński historyk Andres Kasekamp, Litwa „wprawiła świat w osłupienie, gdy w wyborach z października 1992 roku, jako pierwszy z postsowieckich krajów, przywróciła do władzy byłych komunistów, występujących pod nową nazwą Demokratycznej Partii Pracy, powierzając w lutym 1993 roku urząd prezydenta jej przywódcy Algirdasowi Brazauskasowi. Zwycięstwo byłych komunistów można złożyć na karb zwijającej się gospodarki i niezadowolenia z konfrontacyjnego stylu sprawowania władzy przez Landsbergisa” („Historia krajów bałtyckich”).

Landsbergis odbierany był jako ktoś, kto powtarza patriotyczne frazesy, ale nie robi nic dla zwykłych ludzi

Historyk Katarzyna Korzeniewska wspomina: – Na początku lat 90. Landsbergis stał się szybko osobą bardzo niepopularną w społeczeństwie. Ciężary transformacji obciążyły jego wizerunek, bo był przewodniczącym parlamentu w czasach, gdy w Wilnie nie było ciepłej wody w kranie i to nie przysłowiowo, ale naprawdę – była dostarczana w różne tygodnie miesiąca do różnych dzielnic.

Jak zauważa Korzeniewska przez tzw. zwykłych ludzi, którzy nagle stali się wyborcami, Landsbergis odbierany był jako ktoś, kto powtarza patriotyczne frazesy, ale nie robi nic dla nich.

Landsbergis, ze swoją patriotyczną retoryką, nie miał również szans u mniejszości narodowych. Dostrzegał to m.in. wybitny litewski intelektualista Tomas Venclova: „Wiedziałem, że większość sąjūdisowców marzy o monoetnicznym Wilnie, jedność ceni bardziej niż różnorodność i narzuca wizję historii, w której Litwini zawsze mają rację. Landsbergis wydawał mi się nie tyle demokratą, ile rusofobem (później niejednokrotnie potwierdził tę opinię)”. („Opisać Wilno”).

Zniechęcony porażką w wyborach parlamentarnych Landsbergis wycofał się z wyborów prezydenckich w 1993 roku. W tym samym roku stanął na czele centroprawicowego Związku Ojczyzny, który wyłonił się głównego nurtu Sąjūdisu. Partia Landsbergisa powróciła do władzy w latach 1996-2000, a jej lider znów objął stanowisko przewodniczącego parlamentu. Dotkliwą porażką była dla niego przegrana w wyborach prezydenckich w 1997 roku, gdy nie wszedł nawet do drugiej tury. Lata te były naznaczone także konfliktami Landsbergisa z kolejnymi premierami, których sam wcześniej delegował: Gediminasem Vagnoriusem i Rolandasem Paksasem. Potwierdzało to jedną z jego głównych słabości – brak umiejętności dobierania sobie współpracowników.

Po aneksji Krymu i wybuchu wojny w Donbasie Landsbergis z gorzką satysfakcją mógł przyznać sobie rację

Landsbergis zaczął powoli wycofywać się głównego nurtu polityki. Po wejściu Litwy do Unii Europejskiej dwukrotnie, w 2004 i 2009 roku był wybierany do Parlamentu Europejskiego. Pracę w Brukseli wykorzystywał do przypominania na Zachodzie o zbrodniach reżimu komunistycznego i przestrzegania przed niebezpieczeństwem ze strony Rosji. Aneksja Krymu i wybuch wojny w Donbasie w 2014 roku były momentem, gdy Landsbergis z gorzką satysfakcją mógł przyznać sobie rację, mimo że na Zachodzie nie do końca ufano jego kasandrycznym zapowiedziom.

Dziś Landsbergis nie pełni już – poza honorowym przewodnictwem w Związku Ojczyzny – żadnych funkcji politycznych. Wzorem Jonasa Basanavičiusa, jednego z twórców aktu niepodległości Litwy w 1918 roku, nazywany jest dziś „patriarchą”. Przez zwolenników szczerze, przez przeciwników – ironicznie. Jednak nawet na politycznej emeryturze nie rezygnuje z publicznych wystąpień i komentowania bieżących wydarzeń w kraju i za granicą. Szczególnie ostro krytykuje oponentów z postkomunistycznej lewicy, a europejskie elity – za brak zrozumienia dla problemów naszej części kontynentu.

Litewscy Polacy mają mu za złe konfrontacyjną postawę z początku lat 90., odwoływanie się do przedwojennych mitów, straszenie polską autonomią i brak zgody na realizację polskich postulatów w sprawach językowych. W jego publicznych wypowiedziach na temat Polaków na Litwie nie brak opinii wyraźnie krzywdzących. Pięć lat temu w rozmowie z Mają Narbutt sugerował: „Polacy na Litwie to specyficzna grupa. Kończyli radzieckie szkoły, mają określoną mentalność. Nie powinniście się z nimi identyfikować” („Polska gra słabo”, „Rzeczpospolita”).

Na rzecz Landsbergisa przemawiają zasługi, których nikt już mu nie odbierze: doprowadzenie do proklamowania przez Litwę niepodległości na początku 1990 roku i nieugięta wobec żądań Moskwy postawa w czasie oblężenia Wilna rok później. Doprowadził do wycofania z Litwy wojsk rosyjskich. Od samego początku opowiadał się za integracją Litwy z NATO i Unią Europejską, piętnując antyzachodnie postawy w różnych kręgach politycznych.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Niektórzy z działaczy Sąjūdisu, jak np. zastępca Landsbergisa Virgilijus Čepaitis, zostali w późniejszych latach zdemaskowani jako współpracownicy KGB. Prowadziło to do spekulacji, że cała organizacja była w istocie kierowana przez służby specjalne. Oskarżenia takie padają nawet pod adresem samego Landsbergisa. W archiwach sowieckiej policji politycznej przejętych przez władze litewskie brak jest jednak dokumentów, które by to potwierdzały.

Co jakiś czas na Litwie powraca dyskusja o przyznaniu Landsbergisowi post factum statusu prezydenta, co miałoby znaczenie nie tylko symboliczne – oznaczałoby również przyznanie dożywotniej pensji czy ochrony. Także i ta kwestia natrafia na opory ze strony dawnych politycznych przeciwników. Powołują się oni na stanowisko Trybunału Konstytucyjnego, który w 2002 roku orzekł, że stanowiska przewodniczącego ówczesnej Rady Najwyższej nie można uważać za równorzędne z urzędem prezydenta.

Żadne z dzieci Vytuatasa Landsbergisa nie poszło w jego ślady. Córki Jūratė i Birutė zostały muzykami, syn Vytautas – reżyserem i autorem popularnych książek dla dzieci. W politykę zaangażował się natomiast syn Vytuatas juniora, Gabrielius. Wnuk „patriarchy” w 2014 roku został wybrany do Parlamentu Europejskiego, a rok później stanął na czele Związku Ojczyzny. Od roku zasiada w Sejmie. W poglądach nie zawsze zgadza się z dziadkiem. Stał się samodzielnym politykiem. Jednocześnie gwarantuje, że nazwisko Landsbergis w litewskiej polityce nadal będzie nadawać ton.

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (2)

Znakomicie mówi po polsku. Szacowna osoba. Litwini nie mają racji w sprawie pisowni polskich nazwisk, ale mają rację, że sojuszy z Rosjanami przeciwko Litwinom zawierać nie należy. To potomkowie kolonizatorów osiedlanych w miejsce wywożonych na Syberię Litwinów i Polaków. Jego przeciwnik komunista Brazauskas, był większym zwolennikiem niepodległości niż nasi członkowie PZPR (wg statutu partia komunistów polskich). „Patriota Gierek” nam ZSRR do konstytucji wpisał.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.