Jesień 2021, nr 3

Zamów

Gwałt na Słowie

Co zrobić, gdy w homilii słyszymy nieprawdę, zło? Niestety zdarzają się choćby kazania antysemickie albo takie, w których wzywa się do nienawiści wobec wybranej grupy społecznej.

W dyskusji na temat ewentualnego (nie)wychodzenia z kościoła podczas – mówiąc ogólnie – złego kazania brakuje najczęściej jednego wątku – teologii słowa Bożego w kontekście Eucharystii. Wezwania do przetrwania czy przeczekania złego kazania poprzez mówienie różańca, zajęcie się myślami czymś innym – na przykład tłumaczeniem symultanicznym, a nawet jego przespania wynikają moim zdaniem z niezrozumienia tego, czym jest Msza św. Ofiara eucharystyczna nie zaczyna się od przygotowania darów, nie mamy Mszy katechumenów i Mszy wiernych, ale – jak nas poucza Sobór Watykański II – „liturgia słowa i liturgia eucharystyczna, tak ściśle wiążą się z sobą, że stanowią jeden akt kultu” (KL 56). To nie jest tak jak piszą niektórzy, że trzeba kazanie przetrwać ze względu na zbliżającą się Eucharystię. Eucharystia już trwa, a przepowiadanie słowa Bożego w homilii stanowi jej integralną część, co nie pozostaje bez skutków dla całości liturgii.

Świąteczna promocja Wydawnictwa Więź

Trudno tutaj przywoływać całą teologię homilii, dość powiedzieć, że homiletyka posoborowa, a także prawodawstwo Kościoła przypisują homilii bardzo ważną rolę. Jak wiadomo, zaleca się ją „jako cześć samej liturgii”, nie jest ona bowiem do niej wstępem, ale jej częścią. Jej liturgiczny charakter sprawia, że partycypuje ona w sakramentalności całego aktu, jakim jest Msza święta. Homilia nie jest i nie powinna być konferencją, pogadanką, katechezą, a nawet rozważaniem. Św. Jan Paweł II pisał, że „jest dialogiem między Bogiem a ludem” (DD 41). Franciszek doda, że „przewyższa ona jakąkolwiek katechezę, stanowiąc najwyższy moment dialogu Boga ze swoim ludem, poprzedzający sakramentalną komunię” (EG 137). Homilia ma jednak nie tylko „komunikacyjny” charakter. Jak przypomina Franciszek, „Gdy przepowiadanie urzeczywistnia się w kontekście liturgii, jest włączone jako część ofiary przekazywanej Ojcu i jako pośrednictwo łaski, którą Chrystus rozlewa w celebracji” (EG 138). Co to znaczy? Ano ni mniej, ni więcej jak to, że już w homilii dokonuje się uwielbienie Boga i składana jest ofiara oraz że już w homilii udzielana jest łaska. Ofiara już się dzieje, sakrament już działa, łaska już dotyka człowieka.

Kaznodzieja może uniemożliwić działanie Słowu, samemu grzesząc przeciwko Niemu

Czy dzieje się tak zawsze i bez żadnych wstępnych warunków? Ano nie. Papież Franciszek przypomina: „Przepowiadanie czysto moralizujące lub indoktrynujące, również i to, które przemienia się w lekcję egzegezy, pomniejsza tę komunikację między sercami, jaka ma miejsce w homilii” (EG 142). O ile bowiem obiektywnej skuteczności sakramentu nic nie może naruszyć, nawet – jak wiemy – stan grzechu ciężkiego u szafarza, o tyle skuteczność samej homilii powiązana jest z jej poprawnością. I nie chodzi tutaj o homilię nudną, o której Franciszek mówi: „Również w przypadkach, w których homilia staje się trochę nudna, jeśli czuje się tego ducha macierzyńsko-kościelnego, będzie ona owocna, podobnie jak nudne rady matki przynoszą z czasem owoce w sercu dzieci” (EG 140). Chodzi o homilię, która nie spełnia stawianych jej wymagań jako aktualizacji usłyszanego słowa Bożego. Papież mówi o sytuacjach, które „pomniejszają komunikację między sercami”. Można sobie – niestety – wyobrazić także takie sytuacje, które uniemożliwiają komunikację między sercami. A staje się tak, gdy kaznodzieja zaprzecza swoim przepowiadaniem istocie homilii, gdy jego słowo zawiera zło bądź nieprawdę. A tak niestety może się zdarzyć, choćby na kazaniu antysemickim albo takim, gdzie wzywa się do nienawiści wobec jakiejś grupy społecznej. Kaznodzieja może umożliwić działanie Słowu nawet „na zgliszczach składni”, ale uniemożliwi Mu działanie, samemu grzesząc przeciwko temu Słowu.

Na koniec wróćmy do początku rozważań. Liturgia słowa Bożego, której integralną część stanowi homilia, nie jest wstępem do liturgii ani czymś mniej ważnym od Liturgii Eucharystycznej. Obie części tego samego aktu kultu sprawuje ten sam szafarz. I gdy trzyma w ręku Święte Postaci nie zmienia nagle poglądów. Podchodzi do Komunii i udziela jej wiernym z tym, co ma w sercu i co przed chwilą wygłosił. I nie zmienia tego faktu ani nasza drzemka, ani liczenie aniołków na suficie, ani wyjście z kościoła, ani nawet uruchomiony w myślach różaniec. Gwałt na Słowie został dokonany, gwałt na liturgii, gwałt na sakramencie, choć – taki jest paradoks działania in persona Christi – sama Msza Święta pozostaje skuteczna i obiektywnie ważna. Ale to jeszcze nie powód, by o tym milczeć.

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (4)

Jeżeli kazanie – czy generalnie to, co ktoś pubicznie głosi w kościele – ma charakter antysemicki, albo „wzywa do nienawiści wobec wybranej grupy społecznej” to powinienem nie tylko natychmiastowo opuścić taką mszę – wskazując w taki sposób wyraźnie swój sprzeciw. Dużo więcej: powinienem ponadto zgłosić do prokuratury możliwość popełnienia przestępstwa z Art. 256 KK : „§ 1. Kto publicznie (…) nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”
Taka więc powinna być odpowiedź na pytanie zadana na początku artykułu: co powinienem zrobić… Jeżeli ktoś łamie prawo, to mam moralny obowiązek przeciwdziałania i powiadomienia odpowiednich instytucji.

„O tym po prostu trzeba donosić Kościołowi”. Jasne, tylko bardzo proszę aby mi wytłumaczyć jak dziecku, jak mam to czynić. Iść do proboszcza – bardzo dobre rozwiązanie, ale proboszcz na parafii równy biskupowi, a co jak, oględnie mówiąc, głupie kazanie głosi własnie biskup? Już to widzę jak z powagą i zastanowieniem wysłucha, czy choćby przeczyta mój „donos”. Ja naprawdę bardzo cenię księdza Andrzeja za wiele mądrych słów, które miałem szczęście przeczytać, ale ogarnia mnie pusty śmiech jak słyszę rady znanych i cenionych duchownych czy wybitnych katolickich intelektualistów, którzy radzą aby każdy uczestnik Kościoła zwracał uwagę i nie był obojętny na zło, które dzieje się w naszym Kościele, (dobro też się dzieje!).Kościele, który trzeba dodać, ma często mentalność pół feudalną. Tak oni mają szansę być wysłuchanym, bo nie wypada ich zlekceważyć. Mogą pisać artykuły, udzielać wywiadów itd. Ale ja! Pytam jak? Ani na poziomie parafii, ani wyżej nie istnieją żadne kanały komunikacyjne dostępne dla zwykłego, acz nie obojętnego uczestnika Kościoła. To ma być komunikacja sensowna i skuteczna choćby w tym znaczeniu, że powinna polegać na poważnym wysłuchaniu zdania rozmówcy i ustosunkowania się do problemu. Zapewne są wyjątki, może nawet liczne, ale to nie jest codzienność naszego Kościoła. Żeby zbudować most nie wystarczy wizja, trzeba zrobić wiele konkretnej, i przyziemnej pracy.

Już kiedyś napisałem do proboszcza, że z powodu politykującego kazania drobną kwotę, którą miałem przygotowaną na tacę, zamiast do niej skierowałem do skarbonki św. Antoniego. Gdyby wszyscy tak robili, kaznodziejstwo szybciutko by się „naprostowało”. Czesław

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.