Jesień 2020, nr 3

Zamów

Relokacja w sferze mitów

Minister Mariusz Błaszczak. Fot. P. Tracz / KPRM

Rząd w Warszawie nie wybrał żadnej z racjonalnych dróg postępowania w kwestii uchodźców.

23 sierpnia szef polskiego MSWiA Mariusz Błaszczak opublikował odpowiedź na kolejne pismo wystosowane do naszych władz przez Komisję Europejską w sprawie nieprzyjmowania przez Polskę uchodźców. Powiela ona wszystkie mity używane przez obecną władze na temat imigrantów. Utrwala wizerunek Warszawy jako partnera niekonsekwentnego, niezdolnego do kompromisowego dialogu oraz nieumiejącego włączyć się w rozwiązanie jednego z najbardziej palących problemów Starego Kontynentu.

W niemal dwa lata od uchwalenia przez Unię Europejską solidarnego mechanizmu relokacji 120 tysięcy uchodźców z krajów Bliskiego Wschodu, Afryki Wschodniej oraz Azji przebywających w Grecji i we Włoszech Polska i Węgry pozostają jedynymi z państw Unii, które nie przyjęły w jego ramach ani jednego uchodźcy. Wiążąca decyzja podjęta większością przez Radę Unii Europejskiej (w tym konkretnym przypadku: ministrów spraw wewnętrznych krajów Unii, przeciwko relokacji głosowali ministrowie ze Słowacji, Czech, Węgier oraz Rumunii) nakładała na Polskę zobowiązanie do przyjęcia ponad 6 tys. uchodźców.

Sygnałem do odwrotu Polski z wypełnienia tego zobowiązania było słynne już przemówienie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego wygłoszone w Sejmie 16 września 2015 roku, a więc na krótko przed wyborami parlamentarnymi i odejściem poprzedniego gabinetu. Nie trzeba ponownie przytaczać większości dobrze znanych sądów lidera ówczesnej opozycji, niemniej za główne przesłanie wystąpienia można uznać twierdzenie, że rząd Ewy Kopacz „nie miał prawa” podjąć decyzji o zgodzie Polski na mechanizm relokacji. Kaczyński sugerował więc, że decyzja zapadła na Radzie UE wskutek „zewnętrznych nacisków” i dokonana została „bez woli narodu” (zob. stenogram posiedzenia Sejmu VII kadencji nr 100, s. 13). Tezy te stały się programem działania rządu na arenie europejskiej po objęciu władzy przez nową większość w listopadzie 2015 roku, z żelazną konsekwencją realizowanym do dziś.

Brak ciągłości i konsekwencji

Państwo członkowskie UE ma oczywiście w świetle traktatów europejskich prawo do zaskarżenia decyzji podejmowanych większością głosów na forum Rady UE. Może to uczynić za pomocą wniosku do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu. Na takie działanie zdecydowała się Słowacja, a następnie, własną skargę złożyły Węgry. Czechy i Rumunia również głosujące na Radzie UE przeciwko mechanizmowi relokacji, nie zdecydowały się na złożenie tego rodzaju skargi. W obliczu niedawnych deklaracji Pragi i Bukaresztu zgadzających się na przyjęcie określonej puli uchodźców z przebywających w Grecji i we Włoszech (Czesi przyjmą na razie 12 uchodźców, Rumuni – ponad 1900) pozwala to na domniemanie, że zdecydowały się one na strategię dalszych negocjacji z Brukselą i innymi członkami UE na temat praktycznego zastosowania na swoim terytorium postanowień Rady UE z 2015 roku.

Polska po objęciu władzy przez nową większość zachowała się jednak w kwestii relokacji najbardziej niezrozumiale spośród wszystkich członków UE. Rząd Beaty Szydło nie złożył własnej skargi do Trybunału (do czego miał przecież prawo, niezależnie od poparcia wprowadzenia mechanizmu relokacji przez poprzedni rząd) ani  – według wszelkiej dostępnej wiedzy – nie rozpoczął w instytucjach Unii szczegółowych negocjacji na temat zastosowania nad Wisłą mechanizmu relokacji. W 2016 roku bez większego nagłośnienia władze w Warszawie zapewniły UE o możliwości przyjęcia stu uchodźców, ale później zupełnie nie wracały do tej deklaracji. Do tej pory nie wypełniły nawet tego skromnego zobowiązania.

W trakcie postępowania przed Trybunałem Sprawiedliwości UE z powództwa Słowacji i Węgier rząd polski został jedynie dopuszczony podczas rozprawy jako prawny pomocnik Bratysławy i Budapesztu. Wspólnym argumentem krajów Grupy Wyszehradzkiej było pominięcie ich zdania w unijnym procesie decyzyjnym dotyczącym relokacji Rady Europejskiej (czyli forum szefów rządów krajów członkowskich, na którego czele stoi Donald Tusk). Pod koniec lipca br. rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości UE Yves Bot wnioskował o odrzucenie słowackich i węgierskich skarg, argumentując, że postanowienie o relokacji nie wymaga „kontrasygnaty” ze strony Rady Europejskiej. W jego opinii według zapisów traktatów europejskich, do jej wprowadzenia w życie wystarczy sama zgoda ministrów spraw wewnętrznych krajów członkowskich. Ostateczny werdykt Trybunału ogłoszony zostanie we wrześniu, ale już teraz rządy szeregu państw unijnych, m.in. Belgii, Francji, Grecji, Luksemburga, Niemiec, Włoch, Słowenii oraz Szwecji w oficjalnych stanowiskach bronią legalności decyzji Rady UE z września 2015 roku. Najwyraźniej przekonało to również Słowację, która jeszcze w pierwszej połowie roku zadeklarowała przyjęcie 120 uchodźców.

Stanowisko Polski w przytoczonym wyżej kontekście jest niezrozumiałe dla większości unijnych partnerów i organu wykonawczego UE, jakim jest Komisja Europejska. Kultura prawna i polityczna wielu krajów europejskich zakłada w warunkach demokratycznych ciągłość decyzji podejmowanych na forum europejskim przez poszczególne kraje, niezależnie od wewnętrznych zmian politycznych i fluktuacji w rodzaju zmiany rządów i wyborów. Naszych partnerów nie interesuje rządowa narracja o „rewolucji 2015 roku” i „obaleniu systemu III RP”. Oczekują albo solidarnego i konsekwentnego stosowania przez Warszawę zasady pacta sunt servanta lub też, w przypadku zastrzeżeń do podjętych decyzji, wstąpienia na legalną drogę odwoławczą, tak jak zrobiły to Słowacja i Węgry. Co więcej, nie oznacza to automatycznie, że Polska ma od razu przyjąć wszystkich 6 tys. uchodźców według postanowień z jesieni 2015 roku. Specjaliści wskazują, że do tej pory kraje UE rozdzieliły między siebie zaledwie 15 proc. uchodźców z puli przewidzianej w 2015 roku. Zablokowanie „bałkańskiego szlaku migracyjnego” na skutek porozumienia pomiędzy UE i Turcją z 2016 roku oraz uszczelnienie granic znacznie zmniejszyło bowiem potrzeby migracyjne w stosunku do sytuacji sprzed dwóch lat.

W sferze nierzeczywistej

Rząd w Warszawie nie wybrał w zasadzie żadnej z racjonalnych dróg postępowania w kwestii uchodźców. Nie odwołał się formalnie od decyzji Rady UE z 2015 roku, później złożył bez pokrycia obietnicę przyjęcia stu uchodźców, a w końcu – ograniczył się do tupania nogą i wojowniczych komunikatów premier Szydło, wzywającej Europę z trybuny sejmowej do „powstania z kolan” i „skończenia z poprawnością polityczną”. Po wielokrotnych listach i apelach do Warszawy, Komisja Europejska w lipcu br. przeszła do kolejnego etapu dyscyplinującego kraje opierające się przyjęciu uchodźców i wystosowała do nich nowe listy z prośbą o wyjaśnienia.

Odpowiedź na pismo wystosowane przez Komisję Europejską, opublikowana 23 sierpnia przez ministra Mariusza Błaszczaka na stronie internetowej MSWiA, wydaje się w ogóle nie brać pod uwagę wszystkich wyżej wymienionych faktów i okoliczności. W swojej konstrukcji miesza dość niejasne i mające charakter kontrowersyjny wnioski prawne ze sformułowaniami czysto publicystycznymi, jakby żywcem wyjętymi z krytykującej „polityczną poprawność” i „upadek tożsamości europejskiej” prasy prawicowej.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Szef MSWiA powtarza w liście, że „bezpieczeństwo narodowe pozostaje w zakresie wyłącznej odpowiedzialności każdego państwa członkowskiego”, co już samo w sobie jest twierdzeniem mocno dyskusyjnym, choćby w stosunku do tych krajów UE, które pozostają jednocześnie członkami NATO. Posuwa się nawet do równie kontrowersyjnego wniosku, że polityka bezpieczeństwa w ogóle nie należy do polityki wspólnotowej. Świadczy to o ignorowaniu toczących się od lat dyskusji o stworzeniu europejskich sił zbrojnych. Powtarza po raz kolejny, że „Polska nie zgadza się na przekraczanie traktatowych uprawnień KE do ingerowania w kompetencje krajowe w zakresie bezpieczeństwa, integracji i kwestii socjalnych”, co nie ma przecież żadnego związku z suwerenną i podjętą większością głosów decyzją Rady Unii Europejskiej w sprawie relokacji w 2015 roku ani również faktyczną ingerencją w polską politykę. List Komisji Europejskiej jest po prostu przypomnieniem formalnych zobowiązań w sprawie relokacji, które Polska podjęła w 2015 i 2016 roku i wciąż pozostających w mocy prawnej.

Pismo polskiego ministerstwa powtarza do znudzenia narrację utożsamiającą uchodźców z terrorystami dokonującymi krwawych zamachów w Europie. Nieprawdziwie sugeruje, że Unia przyjmuje wszystkich „na oślep”, dodając przy tym obserwację, że przez to „sama zakłada sobie pętlę na szyję”. Dodatkowo, posługuje się określeniem pull factor (czynnik przyciągający zamachowców) i zarzuca, że celowo stosują go instytucje unijne, nie bacząc na liczne ostrzeżenia Polski. W liście nie zabrakło też kolejnych wezwań do „przebudzenia się Unii Europejskiej” nieczułej, zdaniem autora, na zagrożenia po zamachach w Paryżu, Sztokholmie, Brukseli, Berlinie, Manchesterze i Barcelonie. Powtarza też slogan o konieczności pomocy krajom Bliskiego Wschodu „na miejscu” i wzmocnieniu działań humanitarnych.

Nie wydaje się, aby tak sformułowana odpowiedź na konkretne pytania Komisji Europejskiej w sprawie wywiązania się Polski ze zobowiązań w kwestii relokacji uchodźców zadowoliła Brukselę, a także aby była traktowana jako poważny i twórczy głos naszego kraju w trudnej kwestii europejskiej polityki uchodźczej. Zamiast powtarzać odtwarzanie zgranej płyty, moglibyśmy przecież pójść racjonalną drogą Słowacji, Czech lub Rumunii.

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (2)

Szachiście, który potrafi przewidzieć posunięcia na 3 do przodu posunięcia przeciwnika, który patrz na 7 ruchów w przód wydają się nieracjonalne. Dotyczy to chyba Autora. PiSowi nie chodzi, jak się zdaje Autorowi, o wygranie formalne z Brukselą, ale o wygranie kolejnej kadencji, co nacisku Brukseli i upieranie się przy zobowiązaniach rządu Kopacz opozycji będzie ułatwiać. Notabene Autor bez mrugnięcia okiem opisuje mechanizm podejmowania decyzji w UE bez wyraźnego mandatu demokratycznego, co jest jedną z przyczyn jej rozkładu. Kaczyński w przywołanej wypowiedzi naprawdę reprezentował społeczeństwo polskie, może odrażające, brudne, złe, ale on je reprezentował, a nie szefowa MSW niejaka Teresa … przepraszam, jak nazwisko? Bo jakoś nic o tej kobiecie stanu już dziś nic nie słychać, taka to była jakość tej reprezentantki społeczeństwa co coś tam podpisała nie zdając sobie sprawy z ciężaru gatunkowego sprawy. Ja opowiadam się za negocjowaniem przyjęcia tych 7 tys. uchodźców, ale tylko chrześcijan, jazydów i uwiarygodnionych wieloletnimi prześladowaniami islamskich grup heretyckich, którym grozi eksterminacja ze strony sunnickiej większości. Ale dopóki zwolennicy poglądów Autora będą mieli elastyczne podejście do prawdy, począwszy od mówienia o solidarności europejskiej przy przemilczaniu jak w powyższym artykule niesolidarnej i nielegalnej w świetle prawa europejskiego decyzji Merkel o wpuszczeniu wszystkich jak leci, dopóty do tego obozu się nie przyłączam. Czy to za wysoka cena za względne poparcie takich jak ja? To walczcie sobie sami z PiSem, jak dacie radę i czujecie się mocni. Tylko proszę nie mieć poczucia etycznej wyższości,

Z Autorem trochę się zgadzam, trochę nie do końca. Osobiście uważam, że Polska powinna jakiś ruch i gest wykonać, również jako przejaw dziedzictwa Jana Pawła II i „Solidarności”, reakcji na apele Franciszka, itp. Mam co do tego nawet kilka pomysłów. Za rzecz nie bardzo zrozumiałą uważam zwłaszcza brak pozytywnej reakcji dla idei korytarzy humanitarnych. Najpoważniejsze zastrzeżenia budzi natomiast tryb i idea odgórnego rozdzielania. Przede wszystkim zadajmy sobie pytanie: czy uchodźcy (?) chcą do Polski? Otóż w zdecydowanej większości chyba nie….Wiem od znajomego księdza z Litwy, że kraj ten jakąś grupę przyjął (chyba kilkadziesiąt osób). Podobno prawie wszyscy już wyjechali…Lub np. powtórka z nieszczęsnego Calais….. tłumy chcące wydostać się z….Francji do Wielkiej Brytanii….Ktoś powie: dobrze, pojechali, Litwa „swoje” zrobiło…. tylko czy to o to chodzi? A potem Niemcy będą miały pretensje, że Polska nawet „swoich” uchodźców nie potrafi dopilnować… Pewne pomysły co można zrobić mam, ale zakładają one relokację tylko osób wskazanych chcących jechać do Polski. Propozycje: a/ korytarz humanitarny (np. dla rannych, dzieci i ich opiekunów, itp., b/ zaproszenie pewnych konkretnych osób/społeczności/grup zainteresowanych wjazdem do Polski (np. społeczności chrześcijańskiej), c/ (i to może być oryginalne): zaproponowanie stypendiów studenttom-uchodźcom i pracownikom naukowym, lekarzom czy inżynierom, którzy potracili swoje warsztaty pracy (zwłaszcza myślę o studentach – również wobec problemów demograficznych przeżywanych przez nasze uczelnie, ponadto studentów i ich wyniki w nauce można kontrolować).

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.