Zima 2020, nr 4

Zamów

Oni ze społeczeństwa, ja z narodu

II Turniej Debat Historycznych Instytutu Pamięci Narodowej 13 czerwca w Sejmie. Fot. Rafał Zambrzycki

To ja jestem tą „panią z IPN” niską, konserwatywnie ubraną, apodyktyczną i protekcjonalnie traktującą młodzież z I SLO Bednarska która rozmawiała z uczniami pod Sejmem o przypinkach.

Na początku ubiegłego tygodnia media doniosły, że czterech licealistów z warszawskiego I Społecznego Liceum Ogólnokształcącego nie zostało wpuszczonych przez straż marszałkowską do Sejmu, gdzie mieli uczestniczyć w Turnieju Debat Historycznych IPN. Powodem niewpuszczenia ich przez straż były ich przypinki z nazwą jednej z pozaparlamentarnych partii politycznych oraz z hasłami światopoglądowymi.

W doniesieniach medialnych pojawiła się również „pani z IPN”, która wyszła do nich przed Sejm i próbowała ich przekonać, żeby zdjęli przypinki i weszli na turniej. Młodzi odmówili i zrezygnowali z uczestnictwa w debatach. Zaczęła się dyskusja – głównie o tym, czy straż marszałkowska postąpiła słusznie i czy miała do tego prawo? Zaczął się też szum medialny wokół uczniów. Zaczęło się bicie im braw za odważną postawę i bronienie wartości – przez część mediów, przez dyrekcję I SLO, przez bliskie mi osoby. 

Instytucje pisały i piszą oświadczenia w tej sprawie, partie i poszczególne środowiska – również organizujące debaty – określają swoje stanowisko, żądają wyjaśnień. I dobrze: piszcie, oświadczajcie, określajcie, żądajcie. Ja chciałabym zapytać o rzeczy, które wydarzyły się pozornie z boku, a moim zdaniem są kluczowe.

Nie pytam jako przedstawicielka żadnej instytucji, żadnego środowiska, ale jako osoba, która zajmuje się od prawie dziesięciu lat edukacją i czuje, że wszyscy pogrążamy się w jakimś społecznym bagnie; która czuje, że jako dorosła – mówiąc kolokwialnie – nawaliła. Bo to ja jestem tą „panią z IPN” – niską (mam 164 cm wzrostu), konserwatywnie ubraną, apodyktyczną i protekcjonalnie traktującą młodzież z I SLO – która rozmawiała z uczniami pod Sejmem.

Jest mi – przyznaję – przykro, bo na własnej skórze przekonałam się jak bardzo media potrafią zmanipulować przekaz. To jest przerażające i nie powinniśmy się na to godzić, ale tutaj chyba nikt nie miał i nie ma złudzeń. Tak się niestety dzieje, ale to jest temat na inną dyskusję. Jest mi też przykro, bo widziałam w doniesieniach kolejnych mediów, jak obraz mój i naszej rozmowy staje się w słowach uczniów coraz bardziej radykalny, jak z relacji na relację robię się coraz niższa, coraz bardziej apodyktyczna i już nie proszę, a żądam, już nie mówię do nich, lecz krzyczę na nich. Ale rozumiem, że ta sytuacja mogła ich przerosnąć, że w końcu nałożyli sobie na mnie, na naszą rozmowę – pełną emocji, ale jednak myślę, że również szacunku – schemat, kalkę, która im i środowisku pasowała do „pani z IPN”. To jest bardziej nasza – dorosłych – wina, niż ich.

Dwie inne sprawy wydają mi się w całym tym zdarzeniu o wiele ważniejsze. Pierwsza mnie zabolała, druga – przeraziła.

Co mnie zabolało

Kiedy wyszłam przed Sejm do uczniów i ich opiekuna, zobaczyłam młodych ludzi, pewnie oczytanych bardziej niż większość ich rówieśników, prawdopodobnie aktywnych w przestrzeni publicznej – może uczestniczących w zbiórkach, akcjach, manifestacjach albo przynajmniej je popierających; chcących mieć wpływ na rzeczywistość. Podejrzewam też, że gdybyśmy porozmawiali, okazałoby się, że mamy zbliżone albo wręcz takie same poglądy na wiele spraw, które dzieją się w kraju i na świecie, czy na historię. Powinniśmy się więc zrozumieć. Powinniśmy.

Przedstawiłam się i od razu wyrósł między nami mur: oni z wiadomej Bednarskiej, ja z wiadomego IPN

Tylko że ja stanęłam przed nimi, przedstawiłam się i w tym momencie wyrósł między nami mur. Oni byli uczniami z wiadomej Bednarskiej, ja panią z wiadomego IPN. Oni liberałowie, ja konserwatystka. Oni ze świata walczącego o wolność i demokrację, ja z ciemnogrodu, który szerzy propagandę i nacjonalizm. Oni ze społeczeństwa, ja z narodu.

Ten podział, który idzie przez całą Polskę, przeszedł między nami. Już wielokrotnie go widziałam, ale do tej pory stałam w tym podziale z ich strony. I kulturalnie dyskutowałam, mniej kulturalnie kłóciłam się, a czasem machałam ręką, że nie mamy o czym rozmawiać, ale zawsze byłam po tej drugiej stronie. A teraz nie potrafiłam do nich, do „moich”, dotrzeć. Widziałam w ich wzroku poczucie wyższości, może nawet pogardę i nie potrafiłam ich przekonać.

A sprawa była według mnie prosta. Spotykamy się w określonym miejscu – w Sejmie, na Turnieju Debat Historycznych IPN. Straż marszałkowska nie chce was wpuścić na teren Sejmu, kiedy jesteście obwieszeni przypinkami – w tym z nazwą jednej z partii politycznych. Gdy przychodzimy do określonego miejsca, to powinniśmy stosować się do jego reguł. Chcemy kulturalnie, merytorycznie debatować o historii, spierać się o nią, uczyć się patrzeć na nią z różnych stron, szukać argumentów dla obu racji – tego mają uczyć debaty. I po to się spotykamy. Spotykamy się w Sejmie, który jest z założenia polityczny, ale tym razem to jest tylko miejsce, do którego zasad na czas debat – jeśli chcemy w nich uczestniczyć – dostosowujemy się. Czy się z decyzją straży marszałkowskiej zgadzamy, czy nie.

Do tego ich nie przekonałam. Może oni nie chcieli słuchać, a może ja potraktowałam ich zbyt dorośle, mówiąc do nich skrótami, które oni w moim mniemaniu – jako inteligentni młodzi ludzie – powinni w lot zrozumieć. Ja powtarzałam w kółko: jak chcecie wejść, musicie zdjąć przypinki; chcemy rozmawiać o historii, nie o polityce. Oni w kółko odpowiadali: to jest ograniczenie naszej wolności. I tak się mijaliśmy.

To jest moja porażka, bo nie potrafiłam ich przekonać, że decyzja straży marszałkowskiej to decyzja dotycząca miejsca. A najważniejsze  były w tym wszystkim same Debaty Historyczne, na których oni mogliby wykazać się swoją wiedzą, ale też pokazać swoje poglądy. Niechby pokazali je, mówiąc o stosunku do mniejszości w II RP przy debacie o Piłsudskim. Niechby pokazali je, debatując nad postawami Polaków wobec Holokaustu. I to jest ich porażka. Bo oni mogli pokazać, kim są i co myślą, ale nie obwieszając się przypinkami partii – którejkolwiek, a nawet nie przypinkami z hasłami światopoglądowymi.

Nie wiem, czy oni chcieliby debatować z drużyną obwieszoną przypinkami ONR – który jest w Polsce, niestety, legalną organizacją. Nie wiem, czy chcieliby siedzieć naprzeciwko i merytorycznie dyskutować z rówieśnikami obwieszonymi hasłami „Polska dla Polaków” albo uderzającymi w mniejszości seksualne. A to wszystko też mieści się w wolności słowa. Próbujmy sobie zawsze wyobrazić sytuację odwrotną: czy to dla nas byłoby w porządku?   

To była również porażka opiekuna uczniów, który przyglądał się całej naszej dyskusji z lekkim uśmiechem. Nie wiem, do czego się Pan uśmiechał. Naprawdę nie wiem.

Co mnie przeraziło

Przerażające było dla mnie bicie brawa. Padające wielkie słowa. Nazywanie tego, co zrobili uczniowie z I SLO, odwagą cywilną. Słowa uczennicy, uczestniczki wydarzenia, że chcieli przywrócić wiarę w ich pokolenie.

Biję brawo mojemu dwuletniemu synkowi, kiedy nauczy się czegoś nowego. Przepełnia mnie autentyczna duma i radość, kiedy udaje mu się w po wielu próbach zjeść coś samodzielnie łyżeczką albo kiedy pierwszy raz udaje mu się wspiąć po drabince na placu zabaw. Dla nas to banał codzienności, dla niego jak krok po Księżycu. Jego też przepełnia wtedy duma. Umacniam go tym biciem brawa w przekonaniu, że dobrze robi, że ma kolejną umiejętność, że to jest bezpieczne.

Kłopot w tym, że dzieci dorastają, a my dalej chcemy bić brawo albo grozić palcem i mówić – fuj, to nie, to jest gorące. Nasz system nauczania, wychowania to system pochwał i nagan. A pochwała lub nagana nie służy zrozumieniu, tylko umacnianiu się w danej postawie. My nie jesteśmy od tego, żeby dawać jednoznaczne odpowiedzi, ale żeby wspierać w poszukiwaniach, żeby zachęcać do prób zrozumienia otaczającego nas świata. Czy tym biciem brawa – albo naganą – przypadkiem nie oczekujemy, że młodzi po prostu przejmą nasze poglądy, nasz sposób myślenia? To nie jest wychowanie do wolności.

Nie świadczy o nas przypinka z nazwą partii czy hasłem. Świadczą o nas czyny

Druga rzecz to wielkie słowa, do których ja osobiście staram się trzymać dystans. Jakiś czas temu sprzeciwiłam się w pracy fałszowaniu historii KOR. Mała rzecz, ale urosłam w oczach kilku osób. Oj, bardzo mi było ciepło i przyjemnie z tą moją odwagą cywilną. Aż w pewnym momencie coś dotarło do mnie. Pomyślałam: chwila, moment, dzieciaku, jaka odwaga? Odważny to był mieszkający w moim bloku trzy piętra niżej Wojtek Onyszkiewicz, kiedy w 1976 roku zakładał KOR, a potem jeździł do robotników Ursusa, żeby im pomagać. To była odwaga cywilna. O tym powinnam pamiętać. Dla mnie była to lekcja pokory, którą sama sobie zafundowałam i którą mam nadzieję zapamiętać na długo. 

Jestem sceptyczna wobec „patriotycznych” tatuaży, koszulek, naklejek. Nie dlatego, że mam coś przeciwko treściom, które mają nieść. Chodzi mi o to, że one zbyt łatwo załatwiają sprawę. Pozwalają myśleć: tak, oczywiście, jestem patriotą, przecież mam tatuaż „Powstanie pamiętamy”, noszę koszulkę z podobizną rotmistrza Witolda Pileckiego, a w klapie marynarki noszę ryngraf. Czym się różnią te tatuaże i koszulki od przypinek z nazwą partii i hasłami dotyczącymi uchodźców? Dla mnie niczym. Załatwiają sprawę. Tak samo zresztą może załatwiać sprawę krzyżyk na szyi. A wydaje mi się, że powinniśmy z uporem sobie przypominać, że to są tylko hasła, symbole, które – jeśli nie zostaną wypełnione treścią naszych codziennych działań i czynów – są puste. Są niebezpieczną beztroskliwością.

Czy my jesteśmy wspólnotą? Czy jesteśmy społeczeństwem? Chyba niestety nie i nie zbudujemy tego w oparciu o symbole widniejące na przypinkach, tatuażach, koszulkach. Aby stworzyć wspólnotę, musimy wciąż te symbole wypełniać treścią: troską, odpowiedzialnością, pokorą. Nie w błysku fleszy, nie w lajkach na FB, nie w głośnym krzyku, lecz w codziennych gestach, we wspólnej debacie.

Co ja muszę zrobić

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Józef Czapski mówił w rozmowie z Piotrem Kłoczowskim („Świat w moich oczach”, 2001): „Wiesz, ja Polskę kochałem tak: «kto ty jesteś – Polak mały…». Ale nie przejmowało mnie to bardzo […]. I dopiero jak szlag trafił mnie Brzozowski. I to nie tylko przez swoją polskość, ale przez jakąś odpowiedzialność. Ja wtedy po raz pierwszy zrozumiałem, że nie jestem sam, że to, co jest u mnie samotne, to należy do świata. I że nikt na moim miejscu nie może zrobić tego, co ja muszę zrobić. Całe poczucie odpowiedzialności za świat każdy w sobie nosi”.

Nie świadczy o nas przypinka z nazwą partii czy hasłem – nawet najbardziej słusznym. Nie świadczy o nas tatuaż ani postać, którą mamy na koszulce – nawet najbardziej zasłużona dla naszej historii. Nie świadczy o nas religia, jaką wyznajemy ani narodowość. Nie świadczy o nas orientacja seksualna. Świadczą o nas czyny. Świadczy o nas odpowiedzialny stosunek do drugiego człowieka i gotowość do rozmowy, do próby zrozumienia tego, który stoi naprzeciw nas. Świadczy o nas chęć zrozumienia świata, odpowiedzialne podejście do społeczeństwa, do państwa, do przyrody.

To jest według mnie wychowanie do wolności. A tego nie ma. I to po obu stronach barykady, którą sobie wybudowaliśmy. To jest nasza, wszystkich, katastrofa.

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (46)

Nie wiem o jakie przypinki chodziło, ale jeśli nie były to treści przez prawo zakazane, to nie było powodów, żeby nie wpuścić tych młodych ludzi do sejmu i 164 cm (jak na kobietę to jest zupełnie przyzwoity wynik), niestety nie ma racji.

Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że to był sprzeciw wobec bezprawnej decyzji straży marszałkowskiej, która na poczekaniu wymyśliła sobie zakaz bez jakiejkolwiek podstawy prawnej.

A porównanie znaczka Refugees Welcome z ONR jest zdecydowanie nie na miejscu.

Podstawa prawna contra zwykła przyzwoitość.Idąc na debatę – uzbrój się w poglądy.Nie zamykaj drogi do dyskusji, obwieszczając wszystkim – ja mam rację i nikt mi nic nie wytłumaczy. 🙂 Debata i jej miejsce do manifestacji jednego czy drugiego poglądu : to miejsce i okazja do wymiany rzetelnej wiedzy w temacie pomiędzy uczestnikami różnych poglądów.
Swoje przekonania można demonstrować w protestach. A Debata to nie miejsce protestów.
Pozdrawiam

Ludzie w Polsce chyba nigdy nie widzieli debat oksfordzkich i tego co się tam dzieje. Wywieszki nie zamykają drogi do dyskusji, posiadanie poglądów nie zamyka drogi do dyskusji. Zapewne gdyby drużyna I SLO została wpuszczona na debatę to pies z kulawą nogą by nie zauważył jakie to mają wywieszki.

oryginalne, debata nie jest miejscem do demonstrowania poglądów? Chodziło tu bardziej o wartości niż poglądy. W pisowsko – ipeenowskim państwie można śmiało prezentować ściśle określone poglądy, a inne w domu, aby nikt nie widział.

Bardzo madry tekst. I racja bylaby Autorki, gdyby nie rzeczywistosc, ktora skrzeczy : rola IPN anno domini 2017. Niestety pracuje Pani w rzadowej agendzie propagandowej i dlatego byla Pani a priori niewiarygodna dla tych mlodych ludzi, ktorzy przeviez nie wiedzieli, jak odwaznie bronila Pani Kuronia . Bardzo Pani wspolczuje, bo takze wielokrotnie wystepowalam jako przedstawiciel wladzy. Wiem, co sie wowczas czuje.

Podoba mi się ten tekst, ponieważ przekazuje pogląd, że do budowania barykady, podziału w społeczeństwie, przyczyniają się obie strony, protekcjonalnie czy wrogo traktując stronę drugą, a nie tylko jedna z nich – ta, której nie lubimy.

A te przypinki z hasłami o uchodzcach to niby jaki światopogląd prezentowały? Bo coś mi sie zdaje, ze chrześcijański …. Którym tak pięknie wycieraja sobie nieustannie otwory gebowe zarówno zwierzchnicy straży marszslkowskiej, jak i niskiej pani z IPN

Świetny artykuł dużo w nim prawdy o nas, o nauczaniu, jednak chyba autorce umknęła istota problemu. Wybiórczość wpuszczania do budynku Sejmu w zależności od oznakowania osób chcących wejść (upraszczając falanga wchodzi, z tęczą nie wpuszczamy). Tym młodym ludziom nie dano możliwości wykazania swoich przekonań podczas dyskusji (zgodnie z propozycją Autorki przedstawioną w tekście) bo ich nie wpuszczono ich na Agorę. Odebrano im tę możliwość, przekreślono ich szansę zanim zaczęli dyskusję z tego samego powodu (strachu przed symboliką a może małostkowości) co wygumkowano serduszko WOŚP z ubrania w materiałach publicznej TV, czy wspominając w publicznych mediach Lidkę z 4 pancernych cytowano 2 zwrotkę piosenki radiotelegrafistki bo słowo brzoza jest niewskazane 🙁

Bardzo mądry i ważny tekst. Myślę, że spierając się z naszymi adwersarzami, jeśli obwiesimy się plakietkami, koszulkami itp. stawiamy się na z góry przegranej pozycji – mnie nic nie przekona, nie zmusi do refleksji, być może rewizji części poglądów, bo wtedy może trzeba by zdjąć jakąś plakietkę… Jesteśmy jakby żołnierzami na froncie i każde nawet najmniejsze ustępstwo w dyskusji jest traktowane przez pozostałych ‚żołnierzy’ jak zdrada. Nie ma wtedy dyskusji, sporów na argumenty, tylko nawalanka – wykrzyczenie swoich racji i nic dobrego z tego nie wynika, a być może spór się pogłębia… Czy o taki scenariusz dyskusji chodziło?
I jeszcze jedna refleksja po przeczytaniu komentarzy: uderz w stół, a nożyce same się odezwą

Kompletnie nie ma Pani racji. Na podstawie jakiego przepisu prawnego odmówiono wstępu tym uczniom?
Jakim prawem straż marszałkowska podjeła decyzję o niewpuszczeniu tych uczniów? Kto ma prawo oceniać czy ich strój, wywieszki, przypinki tatuaże kwalifikuje ich do wejścia czy nie?

Pani wypowiedż jest na poziomie tekstów Gomułki, który czuł się władny oceniać co jest prawe w społeczeństwie/narodzie a co nie.
Nikt Pani nie dał takiej władzy, to jest karygodne co Pani zrobiła.

Takim prawem, ze wchodzac do sejmu masz obowiazek podporzadkowac sie strazy marszalkowskiej.
Sejm nie jest miejscem publicznym.

W państwie prawa obowiązują jednak regulaminy i prawo, w państwie monopartyjnej władzy obowiązuje widzi mi się pana strażnika. Ciekawe jakie to punkty prawa i regulaminu sejmu złamała młodzież. Chyba, że PiS i straż marszałkowska boi się przypinek, ale wtedy możemy się tylko śmiać.

Pani Czoch nie stanęła po stronie straży marszałkowskiej, tylko podjęła się próby mediacji. Nie została zrozumiana, bo napotkała na totalny młodzieńczy bunt.
Czasem trzeba oddać odrobinę pola, by później móc rozegrać bitwę z korzyścią dla siebie. Tym razem młodzież przegrała, bo tocząc potyczki ze strażą marszałkowską o plakietki, poddała walkowerem walkę o poglądy, którą mogła stoczyć w debacie.

Pani Jolanta na Facebooku napisała: „Pani nic nie zrozumiała. Nie przekonała tych młodych ludzi nie dlatego że użyła Pani złych argumentów ani nie dlatego że nauczyciel się uśmiechał. Nie przekonała ich Pani bo nie miała Pani racji . Twierdzenie że Sejm na codzień jest polityczny ale na te kilka godzin jest apolityczny jest absurdalne. Krzyże mogą wisieć, ale przypinki w obronie puszczy są zakazane. Bzdury.”

Bardzo mądry i wyważony tekst. Podoba mi się Pani podejście do sprawy, chęć wyjaśnienia wątpliwości i sprostowania sprawy. Niestety problem polega na tym, że nasze społeczeństwo jest podzielone. Jest w stanie bardzo głębokiego konfliktu i to już nie konfliktu o podłożu merytorycznym, ale konfliktu emocjonalnego. Każda ze stron traktuje swoich oponentów emocjonalnie, nie patrząc tak na prawdę co ta druga strona ma do przekazania. Niestety do tego doprowadziła retoryka polityków zarówno obozu rządzącego jak i opozycyjnego. Bez pozostawienia emocji z boku, nasze społeczeństwo się nie pogodzi. O to apeluję – schowajcie emocje, a będziemy w stanie się porozumieć, bo wierzę, że mamy wspólne interesy.
Chciałbym dodać jeszcze jedno. W okresie II RP nasze społeczeństwo było podobnie podzielone. Chciałbym zwrócić uwagę jak wtedy nasi „sąsiedzi” wykorzystali tę sytuację. Oby nie stało się to faktem i tym razem.

Chyba miejsce na takie z założenia odważne debaty powinno być bardziej neutralne bo jak widać od razu zanim zaczęto rozmowę postawiono sobie ograniczenia

Kto Państwu dał prawo do decydowania co jest właściwie a co nie ??
Na jakiej podstawie prawnej ta młodzież nie została wpuszczona do Sejmu ??
Stek bzdur na poziomie gomułkowskiej propagity, ubrany w ładne okrągłe zdańka.
Nie do pomyślenia w Europie XXI wieku jest sytuacja, żeby kogoś nie wpuścić z powodu naszywek.
Niestety droga pani z IPN’u nie ma Pani racji kompletnie.
I jeszcze ta egzaltacja, pt „moja postawa jest najwłaściwsza”

„Na jakiej podstawie prawnej ta młodzież nie została wpuszczona do Sejmu ??”
Prostej, nie wpuszcza się do Parlamentu ludzi pierwotnych.

Dużo można się dowiedzieć z tego artykułu, ale nie o dwóch ważnych sprawach. Bez nich nie zrobi pani kroku do przodu. Pierwsza sprawa, jaki jest charakter Polaków? Jeśli zrozumiemy, że Polacy mają w sobie dużo z bufonady, wywyższania się, to ułatwi zrozumienie, że w ich słowach często nie chodzi o jakiekolwiek poglądy, ile o podkreślenie swojej osobistej wyższości. Aby to zrozumieć trzeba przeżyć dwa razy tyle, co Pani. Aby to szybciej zrozumieć warto czytać dobrą literaturę, np. Dowbór-Muśnicki J. Moje wspomnienia https://mega.nz/#!CxZH1DCR!4HP4pYwiBC2SMVrJF0XjtH7jxytw6vLwhuOgLnDGPVg … A tu fragmencik, o co chodzi z charakterem Polaków: https://twitter.com/CostnerArek/status/870749844801015808
Druga kwestia to zrozumienie, jaka jest młodzież. Bez zrozumienia, jacy są, nie zrozumie się tego, czego potrzebują. Na temat tego można się dowiedzieć np. z książki Rand A. Powrót człowieka pierwotnego Rewolucja antyprzemysłowa .. https://mega.nz/#!zhphzIpJ!0Xe3QkPdrmhyr4HeC8rjkJFeLuRhhRtH8Hmld_6-Ag4 .., a tu stosowny fragment: https://twitter.com/CostnerArek/status/877806985479155712 ..: Młody człowiek, licealista, student „nie wie, kiedy coś wie, ani nie wie, kiedy nie wie”. Debaty takich ludzi to jest czyściutka głupota, strata czasu dla nich. Rand to jest guru lewactwa i jej plusem jest to, że jest spostrzegawcza i szczera.
Podsumowując, proszę się mniej emocjonować i jeszcze bardzo dużo uczyć, nie tylko o przedmiocie, który ma Pani przedstawiać młodzieży, ale i o samej młodzieży, bo jak można kogoś nauczyć, jak się nie wie, jak on się uczy. I po co rozmawiać z kimś, kto nie szanuje elementarnych zasad dobrego wychowania. Pani mówi, nie mamy żadnych emblematów, a oni swoje, czyli są normalnie niewychowani. A z ludźmi niewychowanymi się nie rozmawia, nie mówiąc o wpuszczaniu ludzi pierwotnych do Parlamentu.

Sądzę, że pani z IPN widziała posiedzenie Sejmu Dzieci i Młodzieży 1 czerwca. I tam jej nic nie zasmuciło i nie przeraziło. Nawet darcie flagi unijnej? Aż prosiło się porównanie zachowania młodzieży z Bednarskiej i młodzieży debatującej 1 czerwca. Ani słowa o tym.

Nadal nie zrozumiałam, w czym przeszkadzały przypinki? I czy straż marszałkowska podobnie by zareagowała na przypinki np. z żołnierzami wyklętymi? A na krzyż na szyi? Zupełnie do mnie argumentacja, że ‚Straż tak powiedziała” nie przemawia.

Mam wrażenie, że pani nadal nie rozumie, że jej odczucia nie zmieniają tego co się stało. A stało się to, że straż marszałkowska nie wpuściła dzieciaków, bo miały przypinki które się panom nie spodobały. Różnica między krajem demokratycznym i państwem prawa,a państwem monopartii jest właśnie taka – w pierwszym nikomu nie przyjdzie do głowy nie wpuszczać kogokolwiek z powodu przypinek nie łamiących prawa, w drugim widzimisię urzędnika jest ważniejsze niż prawo, regulamin czy zwykły rozsądek. Pani zamiast próbować powalczyć o dzieciaki schowała uszy po sobie, a teraz wymyśla teoryjki dlaczego to co zrobiła jest prawe i sprawiedliwe.

Fragment o tym „jakby czuli się przeciwnicy patrzący na przypinki” należy wyśmiać. Jakby się czuli wyrazili zwycięzcy mówiący o skandalu związanym z niewpuszczeniem jednej z drużyn uczestniczących w konkursie. Zapewne jakby drużyna I SLO została wpuszczana to pies z kulawą nogą by nie zwrócił uwagi na przypinki.

Akapit o tym, że najbardziej polityczny budynek w kraju ma być na czas debaty apolityczny. Pomijając, że jest nie możliwe to jest to sprzeczne z samymi debatami wzorowanymi na oksfordzkie. W których owszem obowiązuje pewne zasady, ale jak najbardziej bywają polityczne.

Szanowna Pani z IPN. Jestem ojcem licealisty, którego nie wpuściła Pani na debatę. Wiem, że w rozmowie z Panią młodzież zgodziła się zdjąć partyjne (Razem) przypinki, ale nie zgodzili się na zdjęcie haseł domagających się tolerancji dla mniejszości i przyjmowaniu uchodźców. Zrównanie tych haseł z ONR-owskimi jest zwyczajnie nie przyzwoite. Pisze Pani ten list, zapewne czując dyskomfort, niestety jego treść to tylko ładne, okrągłe słówka, próbujące zamaskować haniebny fakt cenzury i niewpuszczenia na debatę młodzieży. Warto też zwrócić uwagę, jak mocno ideologiczne i polityczne były tematy debaty. Proszę nie mydlić oczu, po prostu postawiła Pani warunek, jeśli zdejmą przypinki, wejdą na debatę. Jakaż tu mogła być dyskusja? Próbuje Pani pokazać ich postawę, jako niedojrzałą, jak nazwać więc Pani postawę – konformistyczną, służalczą? Gdyby pracowała Pani w demokratycznej instytucji, nie stanęłaby Pani przed takim dylematem, tak jak wielu ludzi w systemach totalitarnych, którzy musieli wybrać posłuszeństwo w imię kariery, czy świętego spokoju, wbrew osobistym przekonaniom. Jest Pani tylko trybikiem w tej pisowskiej maszynie, ale doskonale Pani wie, w którą stronę należy się kręcić.Proszę więc zostawić w spokoju Kuronia, czy Onyszkiewicza, to ludzi z innej bajki niż Pani. Pisze Pani, że symbole nic nie znaczą, ważna jest postawa, konkretne działania. Ci młodzi ludzie bronili swoich przekonań przed Panią i tym systemem, który Pani reprezentuje. A co Pani pokazała: konformizm, służalczość wobec swoich mocodawców?

Szanowny Panie. Dobrze wiem, co powiedziałam w czasie rozmowy z uczniami – w tym z Pana synem – i dobrze pamiętam, co mówili oni. Nie było z ich strony propozycji, że zdejmą przypinki z nazwą partii, a światopoglądowych – nie. Trzymajmy się faktów. O tym nie było mowy.
Nie wiem, kto dał Panu prawo oceniać, z jakiej bajki jestem, nie zna mnie Pan.
„Konformizm, służalczość wobec swoich mocodawców” – nie chcę i nie będę tak rozmawiać. Albo dyskutujemy, albo się obrażamy.
Może po prostu po wakacjach powinniśmy zrobić wspólnie – IPN i Bednarska – jakiś projekt edukacyjny? Nie obrażajmy się, tylko się spotkajmy i czegoś się od siebie nawzajem nauczmy. To jest trudniejsze, ale chyba bardziej sensowne.

Dał mu prawo fakt, że jest pani urzędnikiem państwowym pracującym za moje i tego ojca pieniądze.
I nie pani rolą jest decydowanie co jest właściwie a co nie.
Naprawdę tak ciężko to zrozumieć ???

Co za bzdura. Straż Marszałkowska nie stanowi prawa tylko je wykonuje. Więc jeśli jest przepis, że nie można nosić przypinek w Sejmie to mieli rację, jeśli nie ma to złamali prawo i powinni wylecieć z pracy. Nie wiem co było na tych przypinkach, ale jeśli napisy nie były obraźliwe i nie łamały prawa to nawet Marszałkowi Sejmu nic do tego. Jestem konserwatystą, katolem i uważam, że IPN odwala kawał dobrej roboty, a miazmaty pani Czoch wydają mi się próbą publicznego usprawiedliwiania. PANI CZOCH ZAWIODŁA, bo mimo swoich liberalnych – jak przyznaje w tekście – poglądów pozwoliła na ograniczanie wolności współobywateli. Zawiodła też jako pracownik instytucji, którą podziwiam, a w której p. Czoch pracuje. Jako organizator debaty powinna ukrócić samowolę niedouczonych urzędników ze Straży. Ale nic takiego nie zrobiła, a swoimi żalami wylewanymi w tym artykule wystawia sobie marną opinię. Taki jest właśnie ten jej liberalizm, że kiedy przychodzi co do czego, proponuje, żeby skulić uszy po sobie i odpuścić w imię wyższych racji. Dupa, a nie wyższe racje. Kręgosłup raz złamany już się nie wyprostuje. Te same motywy , o których dość bezczelnie w tym tekście pisze p. Czoch, były uspawiedliwieniem dla różnego rodzaju serwilistów, zapisujących się do PZPR i idących na współpracę z UB. Z Pani Czoch nie jest rzaden liberał na usługach czarnej sotni – jak próbuje się nam przedstawiać w tym tekście. Jest zwykłą koniunkturalistą, której zadaniem było rozwiązać problem nierozwiązywalny bez konieczności nadstawienia własnego karku. A tego karku bała się nadstawić

Jeśli to czyny świadczą o człowieku, a nie słowa, to dała Pani w Sejmie tym licealistom najlepszy przykład, jakim człowiekiem nie powinni się stać.

A czy osoba z krzyżykiem na szyi mogłaby wejść? Czy jeśli by był w formie „przypinki” to już nie? Dlaczego jedne „przypinki” są tolerowane, a inne nie? (Jeśli oczywiście nie nawołują do nienawiści, czy przestępstwa?) Dlaczego ktoś ma się wyrzekać swoich poglądów?

Bardzo niby mądre, ale sejm jest dziś totalnie utożsamiony z bezczelną i knajacką hegemonią PiS, PiS to zaś partia podcierająca się prawem, wolnością i konstytucją. Młodzież wchodząc tam, chciała pokazać swój SŁUSZNY sprzeciw, pokazać, że nie godzi się na totalne zawłaszczenie całej przestrzeni publicznej przez obrzydliwego, neoputińskiego hegemona, wybranego przez 19% zdecydowanie najmniej inteligentnych i najmniej produktywnych obywateli uprawnionych do głosowania. Ta młodzież miała w pamięci jak skrajnie podle pomiata opozycją marszałek sejmu. NIKT nie powinien im zabierać prawa do głoszenia swoich poglądów! A pretekst o „zagrożeniach bezpieczeństwa” jest tak beznadziejnie głupi, że Pani też w niego wierzyć nie może.
W Pani zobaczyli (słusznie czy nie – pewnie nie) po prostu antydemokratyczną, kneblującą łapę PiSu! I zademonstrowali sprzeciw wobec niej. Za to nalezy się im szczery szacunek.

Niestety,zabrakło mi w tym tekście dwóch rzeczy. Chciałbym wiedzieć, czy pani z IPN rozmawiała z władzami Sejmu o niestosowności selektywnego zakazu, czy tylko przekonywała młodzież. Dziwi mnie też, że pani z IPN nie dostrzega i nie rozumie kontekstu – dopiero co młodzież na mównicy Sejmu darła flagę UE i nie spotkało się to z żadną reakcją władz Sejmu. Trudno wiec mówić o regułach miejsca, jeżeli są one selektywne. Dlatego – choć nie podzielam poglądów Razem ani innych jadę z przypinał – Brawo dla młodzieży! A pani z IPN wydaje się mieć głęboką świadomość, że tym razem znalazła się nie tam, gdzie powinna i jest jej z tym trudno. To rozumiem.

Czytając wiele z tych komentarzy, utwierdzam się jeszcze bardziej w przekonaniu, że autorka trafiła w punkt, pisząc, że wolimy się kategoryzować na podstawie noszonych przez nas „przypinek”, niż otworzyć na prawdziwy dialog. Czyli – mówiąc prościej – nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Dotyczy to także osób, które na sztandarach noszą wolność, otwartość, tolerancję – niestety. Bo jeżeli ktoś pracuje w instytucji takiej jak IPN, to automatycznie w ich oczach staje się „siepaczem dyktatury”, nie ma prawa do własnych poglądów, nie ma prawa być normalnym, wrażliwym człowiekiem. Człowiekiem, któremu może być zwyczajnie przykro z powodu tego, że konkurs, którego organizacja kosztowała tak wiele wysiłku (prawie 80 szkół, eliminacje regionalne w 8 miastach), był dla grupy młodych ludzi tylko kolejną okazją do publicznej manifestacji swojego światopoglądu; że został przez nich potraktowany instrumentalnie.

Brałem udział w bardzo wielu takich konkursach: jako juror, marszałek, organizator. Nie spotkałem się dotąd z tym, by uczestnicy nie manifestowali swoich przekonań w ten sposób – bo to byłoby złamanie pewnej konwencji i duży nietakt. Ale te konkursy nie odbywały się w Sejmie, nie było transmisji online,roju polityków i dziennikarzy… Miałem też okazję wiele razy oceniać różne drużyny Bednarskiej i nigdy nie spotkałem się z takim zachowaniem. Co więcej, uczniowie tej szkoły i ich opiekunowie zawsze wyróżniali się ogromnym wyczuciem – nawet jeśli nie zgadzali się z ocenami jurorów i działaniami organizatorów. Tym większe było moje rozczarowanie…
I trzeba tu rozdzielić dwie sprawy. Czy uczniowie mieli prawo wejść na teren Sejmu z przypinkami? Zgodnie z prawem – mieli (uzasadnienie straży marszałkowskiej było grubymi nićmi szyte). Czy takie zachowanie mieści się w konwencji konkursów dla młodzieży i turniejów debat? Nie mieści się. To trochę tak jak przyjście w dresie na maturę.
Konkursy debat oksfordzkich to delikatna materia. O tym, czy jesteśmy za tezą, czy przeciw – decyduje losowanie. Drużyna przygotowuje się zarówno do obrony, jaki i do negowania tezy. Chodzi o to, żeby przy okazji uczniowie mogli poznać całe spektrum dyskusji wokół danego zagadnienia (np. ocena Powstania Warszawskiego, rola Kościoła w obaleniu komunizmu, postawa Polaków wobec Holocaustu, etc) – poznając różne stanowiska i mogąc finalnie wyrobić sobie własne zdanie. Przygotowanie takich tez na konkursowe debaty wymaga wielkiego wyczucia, żeby nie stawiać uczestników w radykalnej opozycji do własnych wartości. Dlatego tak ważne jest przyjęcie założenia, że to co mówi mój oponent w debacie konkursowej, nie do końca odzwierciedla jego poglądy a jedynie widzę i umiejętność analizowania faktow historycznych. Pozwala to zachować bezpieczny dystans (a debata potrafi wzbudzić ogromne emocje).
Takie konkursy mają też pokazać, że można ze sobą normalnie dyskutować, jednoczesnie okazując sobie szacunek. A widząc na piersi rząd przypinek, kategoryzuję drugiego człowieka, zanim zdążę go wysłuchać…

I znowu dużo ładnych, okrągłych egzaltowanych zdaniek.
A prawda i rzeczywistość skrzeczy, nie wpuszczono ludzi BEZ PODSTAWY PRAWNEJ.
Nie rozumiecie tego ??

Polityczną decyzją było urządzenie debat w Sejmie, który jest miejscem politycznym i w obecnej postaci nie jest już miejscem neutralnym światopoglądowo – sejm jest obecnie uznawany przez większość obywateli za własność jednej opcji poliotycznej – dowodem na to jest to, że opcja ta robi dokładnie to, co chce, a opozycja nie ma tam praktycznie nic do powiedzenia, a raczej nie ma wpływu na to, co się tam podejmuje. Dlatego też młodzież przyszła do Sejmu jako do politycznego miejsca i dlatego zamanifestowała swoje poglądy. O tym, jak się wykorzystuje Sejm do indoktrynacji młodzieży świadczy też to, co się działo 1 czerwca. Dlatego chociaż pani z IPN ma trochę racji, to jednak nie do konca.

Beznadziejny tekst. Typowo belferski (kobiecy) punkt widzenia. Trochę rozczulania się nad młodzieżą, trochę egzaltacji, apel w kosmos o poszanowanie wspólnych wartości. Tymczasem to są już dorośli ludzie. Są prawie tacy jak ich rodzice, dziennikarze, politycy. Patrzą im na ręce. Statystycznie inni nie będą,

Jeśli nie rozumie pani dlaczego takie zachowani pani wywołało uśmiech politowania na twarzach nauczycieli z Bednarskiej to gotowy jestem to wyjaśnić. Jeśli na terenie sejmu najważniejszej instytucji w demokratycznym kraju zabrania się wyrażać własne poglądy choćby w formie znaczka to takie państwo nie ma nic wspólnego z demokracją. Powinna pani wiedzieć jako pracownica IPN że w czasach komuny tak samo traktowano znaczki z napisem Solidarność a nawet wpięta w klapę oporniki.. Tłumaczenia dotyczące zakazu noszenia tych przypinek były identyczne jak te które przytacza pani. Aby edukować innych trzeba się najpierw samemu wyedukować, a nie wcielać się w aparatczyka partyjnego

Najbardziej przerażające jest to, że po lekturze tego tekstu widzę, że ludzie pracujący w aparacie rządowym w tej chwili uważają, że ograniczanie swobód obywatelskich jest z jakiegoś powodu fair.

To, że to się robi rozumiem. Były lata sanacji, były lata 50., zawsze się znajdą ludzie gotowi robić takie rzeczy. Dzisiaj także. Ale to że ludzie sami siebie oszukują i tłumaczą sobie to co robią w sposób taki jak Pani powyżej, to już jest straszne.

Mój mentor (dawny solidarnościowiec co kiedyś sam z słusznie minionym systemem walczył) lubił mi powtarzać: rób co chcesz i jak chcesz, ale pamiętaj żebyś na koniec patrzył w lustro i nie odwracał wzroku. Ciekaw jestem kiedy ludzie pokroju tej Pani mówiącej innym, że swobody obywatelskie są po to by je ograniczać, zaczną odwracać wzrok.

Hmmm… Po pierwsze niezwykłe jest to, że przeczytałem sporo komentarzy pod tekstem i zdecydowana większość ma charakter merytoryczny. Zatem są jeszcze miejsca w necie, gdzie można dyskutować. Po drugie, zgodzę się, ze to mądry tekst. Jednak chyba czegoś brakuje. Bez względu na to czy te Dzieciaki są już niemal ludźmi dorosłymi czy nie, to zapewne w ich pamięci i świadomości tkwiły obrazki z pogrzebu płk (choć właściwie mjr.) Łupaszki. Obrazki z pogrzebu Inki i Zagończyka, a nadto obrazki z ostatnich obrad sejmu dzieci w dniu 1 czerwca. Świadomość tych Młodych Ludzi jest wypełniona stanowiskami polityków, którzy mówią, że ktoś kto pojawia się na obchodach patriotycznych z emblematem nie odpowiadającym tym, które zostały powszechnie (rzekomo) zaakceptowane jako odpowiadające wzorcowi patriotyzmu, oznacza obrazę dla pamięci bohaterów i stanowi prowokację wobec Polskiego Narodu.
Miała Pani 100% racji pisząc tytuł swojego artykułu. Tak, znalazła się Pani po stronie „Narodu”, zaś oni czuli się wyrzuconymi z tego narodu. To przykre, ale prawdziwe. My sami – dorośli i dojrzali – posiadający prawa wyborcze to spowodowaliśmy i powodujemy, bo akceptujemy jako patriotę Polaka w koszulce „Wołyń pomścimy”, który na pytanie o datę wybuchu Powstania Warszawskiego odpowiada: No, jak to kiedy? 1 sierpnia. Roku? K… nie pamiętam.

Gdyby nie to że bezpodstawnie, bez podstawy prawnej ograniczano wolność osób wybierających inną niż rządowo-partyjną wizję świata którą Pani także firmuje, to może nawet bym się z tym zgodził.

A tak jest Pani trybikiem. Życzę dobrego oglądania się w lustrze.

Przepraszam, ale Pani Autorka myli się. Myli się do samego rdzenia sprawy. NIE MA PODSTAWY PRAWNEJ TEGO ZAKAZU. Pracownicy straży marszałkowskiej złamali prawo. Koniec pieśni. Młodzież miała prawo nie zgodzić się na takie ewidentne łamanie prawa. A Pani, Pani autorko, firmowała łamanie prawa swoim nazwiskiem i autorytetem IPN. Gratuluję. Głównie głupoty. Pisze to Pani, żeby móc spojrzeć w lustro bez odruchu wymiotnego?

Zapamiętajcie, że za nieszczerość i tchórzostwo zawsze trzeba płacić. Nie wyobrażajcie sobie, że przez całe lata można uprawiać służalczą propagandę na rzecz radzieckiego lub też jakiegokolwiek innego reżimu, a potem powrócić nagle do intelektualnej przyzwoitości. Raz się skurwisz – kurwą zostaniesz. (G. Orwell)

Przykro mi to stwierdzić, ale uważam, że Pani wyjaśnienia w tej sprawie są pokrętne. Na dowód przytaczam fragment:
„A sprawa była według mnie prosta. Spotykamy się w określonym miejscu – w Sejmie, na Turnieju Debat Historycznych IPN. Straż marszałkowska nie chce was wpuścić na teren Sejmu, kiedy jesteście obwieszeni przypinkami – w tym z nazwą jednej z partii politycznych. Gdy przychodzimy do określonego miejsca, to powinniśmy stosować się do jego reguł. Chcemy kulturalnie, merytorycznie debatować o historii, spierać się o nią, uczyć się patrzeć na nią z różnych stron, szukać argumentów dla obu racji – tego mają uczyć debaty. I po to się spotykamy. Spotykamy się w Sejmie, który jest z założenia polityczny, ale tym razem to jest tylko miejsce, do którego zasad na czas debat – jeśli chcemy w nich uczestniczyć – dostosowujemy się. Czy się z decyzją straży marszałkowskiej zgadzamy, czy nie”.
I pytania:
– to jest ten Sejm polityczny czy nie jest ?
– gdzie młodzież ma wyrażać swoje opinie polityczne jak nie w Sejmie ?
– skoro sejm jest taki polityczny, dlaczego właśnie tam zorganizowano apolityczne debaty ?
– czy w regulaminie Debat było coś o przypinkach ?
– dlaczego w sprawę musiała się włączyć aż straż marszałkowska ?
– co wspólnego z Pani wyjaśnieniami mają słowa pracownika sejmu o „zagrożeniach” związanych z obecnością przypinek.
Tytus Izdebski

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.