Jesień 2020, nr 3

Zamów

(Katolickie) sumienie wobec prawa

Fot. Wyborcza.pl

Przykład kuriera, który odmówił dostarczenia przesyłki do lokalnego oddziału „Gazety Wyborczej”, pokazuje, że kolejka po klauzulę sumienia może się wydłużyć.

Pracownik DB Schenker powołał się na klauzulę sumienia i odmówił wejścia do wrocławskiego oddziału „Gazety Wyborczej”, by wręczyć przesyłkę. Osoba, która ją zamawiała, odmówiła wyjścia przed budynek. Kuriera musiał zastąpić kolega. Telewizja Republika nazwała postawę kuriera bohaterską, a informację o fakcie opatrzyła komentarzem: „Lata pracy «Gazety Wyborczej» przynoszą plony, pozostaje trzymać kciuki za podobną postawę przedstawicieli wielu innych profesji”.

To klasyczny przykład kija o dwóch końcach. Kiedyś bowiem zdarzyć się może i taki doręczyciel, który – powołując się na swoje sumienie – odmówi wejścia do budynku Telewizji Republika czy innej redakcji. Życie obok siebie ludzi o różnych przekonaniach i wyznacznikach moralnych generuje różne konflikty interesów. Co robić w takich sytuacjach: pozwolić każdemu decydować tak jak mu podpowiada sumienie, czy może zobowiązywać do poddania się określonym standardom życia społecznego, które wynikają z istniejącego prawa, zawartych umów i zobowiązań?

Zło (nie)dopuszczalne

Odmowa wręczenia przesyłki z powołaniem się na klauzulę sumienia to nie pierwszy taki przypadek w Polsce. Głośno było o drukarzu, który odmówił wykonania stojaka reklamowego zamówionego przez fundację promującą prawa osób LGBT. Ostatnio pojawiła się propozycja, by wprowadzić klauzulę sumienia w zawodzie fizjoterapeuty, który mógłby odmówić masażu kobiecie z wkładką domaciczną czy też protezą odzwierzęcą, gdyż mogłoby się to kłócić z poglądami terapeuty w kwestii ochrony życia poczętego czy też ochrony zwierząt. Dużo się mówi także o możliwości, czy też potrzebie, wprowadzenia klauzuli sumienia dla farmaceutów, którzy mogliby odmówić sprzedaży niektórych wyrobów medycznych powołując się na swoje poglądy. Problem ten pojawił się także w państwach, które wprowadziły związki jednopłciowe (Francja, Hiszpania, Stany Zjednoczone). Zdarzało się bowiem, że burmistrzowie czy merowie miast odmawiali asystowania przy ceremoniach ich zawarcia. Oczywiście w Polsce istnieje – regulowana prawem – klauzula sumienia lekarza, który pod określonymi warunkami ma prawo odmówić świadczenia medycznego, gdy jest to niezgodne z jego sumieniem. To jedyna tego typu regulacja w polskim prawie.

Skąd się bierze potrzeba klauzuli sumienia? Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że w tym samym społeczeństwie „są zmuszeni” żyć obok siebie ludzie wyznający bardzo różne światopoglądy, mający zróżnicowane przekonania religijne, kierujący się odmienną etyką. Tych wszystkich ludzi obowiązuje jednak to samo prawo, które reguluje sprawy bardzo ważne, jak chociażby ochronę zdrowia, jak też kwestie handlowe, zasady organizacji pracy czy inne sfery. I tutaj pojawia się problem. Czy państwo lub inna instytucja społeczna może zmuszać kogoś do działania wbrew jego sumieniu? Jest to o tyle ważne, że dobro i zło moralne wcale nie pokrywają się z tym, co prawnie dopuszczalne i niedopuszczalne.

Klasycznym tego przykładem jest kwestia rozwodu, który funkcjonuje w polskim prawie, a przecież jego ocena moralna jest zasadniczo negatywna. Czy w orzekaniu rozwodu powinien brać udział sędzia katolik, a strony – reprezentować adwokat katolik? O. Jacek Salij przytacza opinię przedsoborowego moralisty Benedykta Merkelbacha, według którego skoro już rozwody cywilne są dopuszczone przez prawo, to zarówno Kościół, jak i państwo powinny być zainteresowane w tym, ażeby rozprawy rozwodowe były prowadzone przez sędziów rozumiejących wielką wartość małżeństwa. Ale jeśli chodzi o adwokata, o. Salij pisze tak: „Poza wyjątkowymi przypadkami nie budzi żadnych zastrzeżeń udzielanie przez adwokata pomocy małżonkowi, który nie zgadza się na rozwód i wierzy w uratowanie małżeństwa. Z kolei jednak wydaje się, że tylko w wyjątkowych przypadkach adwokat może bez obrazy prawa Bożego pomagać małżonkowi, który dąży do uzyskania rozwodu”. Ryzyko bowiem, że adwokat, prowadząc takie sprawy, realnie będzie się przyczyniał do ostatecznego rozbicia małżeństw dających się jeszcze uratować, jest bardzo duże.

Grzechy cudze

Teologia moralna określa takie współdziałanie jako cooperatio in malum, czyli „współpraca w złu”. Uczyliśmy się przecież kiedyś o tzw. grzechach cudzych. Znamy takie kategorie jak „pomagać do grzechu” czy „zezwalać na grzech”. Katechizm Kościoła Katolickiego stwierdza, że choć grzech jest czynem osobistym, to zaciągamy współodpowiedzialność „za grzechy popełnione przez innych, gdy z nimi współdziałamy, uczestnicząc w nich bezpośrednio i dobrowolnie” (KKK 1868).

Powtórzmy raz jeszcze: nie każdy grzech jest przestępstwem. Istnieją takie zjawiska, które są prawnie dopuszczalne, a których ocena moralna jest, lub może być, w czyjeś ocenie naganna. Rozsądek nakazuje, aby nie pchać się tam, gdzie do takiego konfliktu może dojść. Czasami taki konflikt jest więcej niż oczywisty. Ten, kto uważa wszelkie spożycie alkoholu za grzech, nie powinien pracować w sklepie monopolowym albo za barem. Trudno, musi szukać pracy gdzie indziej. Pacyfista nie idzie do wojska, by powoływać się na klauzulę sumienia zawsze, gdy mu będą kazali wziąć broń do ręki.

Są jednak sytuacje, które są bardziej zniuansowane. Czy osoba negująca z powodów religijnych ewolucję może uczyć w szkole przyrody? Czy mer, który się nie zgadza na związki jednopłciowe, powinien zrezygnować ze swego stanowiska? A minister zdrowia, którego prawo zobowiązuje do wskazania szpitala, gdzie można dokonać legalnej aborcji, winien podać się do dymisji? Coraz częściej słyszę komentarze, że osoba przewidująca potencjalny konflikt sumienia, powinna rezygnować z niektórych zawodów, na klauzulę sumienia nie ma bowiem co liczyć.

Kim Davis, sekretarz niewielkiej gminy Rowand w Kentucky, została skazana na karę więzienia, ponieważ odmówiła wydania dokumentów poświadczających ślub pary homoseksualnej mimo wyroku Sądu Najwyższego USA, który pod koniec czerwca uznał, że małżeństwa osób tej samej płci są równe heteroseksualnym. Urzędniczka, która – jak tłumaczyła – jest gorliwą wyznawczynią Kościoła Apostolskiego, podkreślała przed sądem, że jej postępowanie wynikało z rozdźwięku między „ludzką a boską definicją małżeństwa”. W uzasadnieniu sędzia federalny stwierdził: „Nie można akceptować świadomego nieposłuszeństwa wobec wydanych zgodnie z prawem orzeczeń sądów”. Podobna jest sytuacja we Francji. Kiedy mer Arcangues odmówił udzielenia ślubu parze gejów, został postawiony przed sądem za dyskryminację. Ostatecznie francuska Rada Konstytucyjna w roku 2013 odmówiła merom prawa do zastosowania klauzuli sumienia w przypadku małżeństw jednopłciowych, gdyż wynika to z zasady „neutralności służby państwowej”.

Gwałt na sumieniu?

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Przykład doręczyciela firmy kurierskiej pokazuje, że kolejka po klauzulę sumienia może się wydłużyć. Nie przypuszczam jednak, by jakiekolwiek państwo było chętne, by mnożyć rozwiązania prawne analogiczne do tych, które dotyczą lekarzy, i rozszerzyć je na przykład na kurierów firm przewozowych. Trudno byłoby żyć w państwie, którego prawo przewiduje niezliczone wyjątki. Nikt nie chce, wysyłając paczkę, zastanawiać się, czy dojdzie do adresata czy nie, w zależności od poglądów doręczyciela. Państwo musi dać obywatelowi poczucie bezpieczeństwa, wynikające z realizowania prawa.

Jednocześnie trzeba pamiętać, że ewentualne powoływanie się na sumienie musi mieć rzeczywistą podstawę. Nie może to być wyłącznie niechęć do określonej grupy osób, gdyż byłaby to dyskryminacja w czystej postaci (np. nie drukuję mapy Niemiec, bo nie lubię Niemców…). Musi to być wewnętrzne przekonanie, że czyn, do którego zostaję zmuszony, w sposób obiektywny narusza mój system wartości wynikający z wyznawanej religii czy z innych przekonań. Że taki czyn to coś, czego naprawdę nie mogę zrobić bez poważnego gwałtu na swoim sumieniu. I musi to być rzecz ważna, a nawet bardzo ważna.

Niestety, trudno o obiektywną miarę. Dla kogoś może to być bowiem druk ulotek LGBT. Dla kogoś innego – materiały propagandowe ONR. W jednym i drugim przypadku ktoś może uznać, że przyłożenie ręki do powstawania tych materiałów to pośrednia współpraca ze złem. Trzeba pamiętać, że – jeśli w takim przypadku prawo nie przewiduje możliwości zastosowania klauzuli sumienia – chętny do powołania się na nią musi być gotów, aby ponieść wszelkie tego konsekwencje. Także te prawne, ponieważ jedno jest prawo dla wszystkich. Wierność sumieniu zawsze kosztowała. A jeśli ktoś uznaje takie zachowanie za nakazaną przez sumienie przyzwoitość, niech nie kreuje się na męczennika.

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (4)

Byłbym wdzięczny za wyjaśnienie. Minister który wskazuje szpital, który wykona aborcje niewątpliwie współuczestniczy w złu, ale do tego zobowiązuje go ustawa, która w tych warunkach jakie mamy, realizuje tyle dobra ile jest możliwe. Alternatywą jest raczej ustawa pozwalająca na zupełną dowolność. Jeżeli minister nie wykona obowiązującej go ustawy, to będzie koronny argument dla zwolenników aborcji, że ta ustawa jest pozorna i należy ją zmienić na taką, która nie będzie stawiała żadnych ograniczeń. Czy więc w ostatecznym rachunku nie współdziałanie w złu, nie będzie skutkowało większym złem. To prawda, że król Belgów (o ile dobrze pamiętam), nie chcąc podpisać ustawy zezwalającej na aborcję, na jeden dzień abdykował, prywatnie to oczywiście godne szacunku, ale istoty sprawy to nie zmieniło. To świadectwo ma oczywiście także wartość społeczną, ale dobrze, co wobec tego ma zrobić wierzący minister w tym konkretnym przypadku biorąc pod uwagę wcześniej przedstawione uwarunkowania? Czy za twardość serca innych należy obarczać osoby, które w praktyce, podkreślam, w praktyce nie mają dobrego wyjścia moralnego.

Nie wiem. To sytuacja na wskroś tragiczna. A postawa króla Belgów jest moim zdaniem moralnie dwuznaczna, umył ręce na jeden dzień i ktoś inny to podpisał (Rada Gabinetowa). Ja bym się na miejscu ministra zastanawiał, czy „brać tę robotę”, wiedząc, przed jakim dylematem może stanąć. Albo złozyć dymisję, jeśli nie potrafi w sobie odróżnić czynności jako siebie i jako urzędnika. CZy powinien tak potrafić?

Uzupełnijmy, że nie tylko katolicy chcą korzystać z klauzuli sumienia. Niedawno niektórzy aktorzy teatru we Wrocławiu zastrzegali się, że nie będą grać „prawicowych” sztuk ewentualnie wprowadzonych na afisz przez nowego dyrektora, bo im na to nie pozwala sumienie.

Zgadzam się z księdzem, że to sytuacja tragiczna, może nie potrafimy wszystkiego ogarnąć. Czy „brać tę robotę”? W sytuacji jednostkowej jest to jakieś wyjście, ale idąc dalej tym tropem nie będziemy mieć katolickich farmaceutów, adwokatów, wojskowych i… ministrów zdrowia ( takie „rozwiązanie”w dość napastliwy sposób proponował na łamach „Polityki” P. W. Sadurski) Może to jest argument trącący nieco populizmem, ale to jest autentyczny dramat wielu ludzi. Czy można odróżnić w sobie urzędnika i osobę wyznającą określony system wartości? Nie wiem, ale może pewną propozycją jest zaakceptowanie obowiązującego prawa z jednoczesnym wyraźnym podkreśleniem swoich już osobistych przekonań. Ten sposób niesie jednak niebezpieczeństwo hipokryzji, czyli „kij ma dwa końce”. To oczywiście dotyczy tylko tych zawodów, które nie mają i nie będą mieć, klauzuli sumienia.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.