Jesień 2020, nr 3

Zamów

Wierność człowiekowi wiernością wobec Boga. 90 urodziny kardynała Jaworskiego

Kard. Marian Jaworski podczas uroczystości pogrzebowych kard. Franciszka Macharskiego 4 sierpnia w Krakowie. Fot. Mazur/episkopat.pl

Powszechne jest przekonanie, że przeżycia religijnego nie da się pogodzić z racjonalnym namysłem. Kardynał Marian Jaworski, który właśnie kończy 90 lat, w całym swoim dziele wykazuje, że wzajemny dialog między religią a filozofią jest możliwy.

Nie ogranicza się przy tym, jak chcą niektórzy, wyłącznie do analizy pojęcia Boga czy też metafizycznego uzasadnienia istnienia Boga jako Bytu Koniecznego, Pierwszej Przyczyny Sprawczej. Dzięki spotkaniu z tekstami Romano Guardiniego proponuje on zbudowanie pomostu między przeżyciem religijnym a metafizyką.

Tym samym już w latach sześćdziesiątych Marian Jaworski staje się w Polsce prekursorem nowego sposobu myślenia o religii. Myślenia, które ma być przede wszystkim wierne rzeczywistości i czasom, w których przyszło nam żyć, nie zaś ideologicznemu nastawieniu, które niestety towarzyszyło wielu myślicielom w Polsce: albo marksizm albo tomizm. Nastawienie to zresztą nadal znajduje swoich adeptów z tą różnicą, że miejsce marksizmu zajęła cała filozofia pokartezjańska.

Człowiek nie jest dla niego „przedmiotem” działań duszpasterskich, ale podmiotem w relacji z Panem

W imię wierności wobec czasów współczesnych, w których Boga pojmuje się bardzo abstrakcyjne – jako dalekiego, znajdującego się gdzieś po drugiej stronie życia i wręcz nieobecnego w konkretnym życiu człowieka na ziemi – Marian Jaworski głosi, że należy dążyć do takiego filozoficznego ujęcia religii, które obejmowałoby zarówno ludzkie przeżycie tego, co „Święte”, jak i metafizyczne uzasadnienie Jego istnienia. W przeciwnym razie będziemy skazani na dryfowanie między deizmem a jakąś formą irracjonalnego panteizmu bez możliwości ukazania przeżycia religijnego jako spotkania człowieka z Tym, który Jest. Proponowana przez niego filozofia religii stara się wniknąć w tajemnicę ludzkiej egzystencji, a szczególnie odpowiedzieć na pytanie, w jakim stopniu religia może nadać lub pomóc odkryć jej sens.

W odniesieniu do fenomenu religijnego Marian Jaworski przyjął tę samą pozycję, którą reprezentował Karol Wojtyła, proponując uzupełnienie metafizycznego ujęcia bytu ludzkiego o analizy antropologii fenomenologicznej opartej na poglądach Maxa Schelera. Jaworski wpisuje się w poczet wielkich myślicieli jak Scheler, Guardini, Rahner, Welte, Lotz, Dondeyne, van Riet, Coreth, nie zrywając przy tym więzi z ruchem odnowy tomistycznej reprezentowanym przez Gilsona, Maritaina, Swieżawskiego oraz Wojtyłę.

Wychodząca od antropologicznego opisu przeżycia religijnego filozofia religii stanowi dla Mariana Jaworskiego podstawę nowego podejścia do duszpasterstwa. Konkretny człowiek nie jest dla Niego w żadnym razie „przedmiotem” działań duszpasterskich, ale podmiotem w relacji z Panem (Kyrios), którą działanie duszpasterskie żywi, umacnia, odnawia i oczyszcza. W trakcie rekolekcji dla biskupów polskich Marian Jaworski mówił:

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

„Trzeba wydobyć w człowieku na jaw doświadczenia natury prawdziwie duchowej, które pozwalają nam odczuć Tajemnicę. Dzięki temu doświadczeniu to, co przynosi Chrystus, jest rzeczywiście zapowiedzią spełnienia. Trzeba stopniowo prowadzić współczesnego człowieka do coraz wnikliwszego przeżycia granic świata nauki (bez jej potępiania); do doświadczenia swoistej nicości w tzw. sytuacjach granicznych (brak sensu, absurd); do doświadczenia pewnych wartości, które nas otwierają na istnienie świata wiecznego, czynią czytelnym nasze powołanie, a nawet budzą w nas jego pragnienie. Doświadczenie granic świata nauki i swoistej nicości, która się z tym doświadczeniem łączy, jest dzisiaj coraz bardziej udziałem nie tylko naukowców, myślicieli, ale staje się charakterystycznym signum mentalności człowieka naszych czasów (…) szczególnie w aktach miłości, ofiary, poświęcenia, człowiek doświadcza absolutnej powagi pierwiastka etycznego i staje wobec absolutnej Tajemnicy – Świętego Boga” („Zwycięzcy dam spożyć owoc z drzewa życia – rekolekcje dla Episkopatu Polski, Jasna Góra 9-12 XII 1985”, Księgarnia Świętego Wojciecha 1987).

Mimo że wypowiedziane w 1985 roku, słowa te nie straciły nic ze swej aktualności. Potwierdzają prymat antropologicznego nastawienia w pracy duszpasterskiej, co Jan Paweł II ujął w syntetycznej formule „Człowiek jest drogą Kościoła”.

Tylko na drodze analizy przeżyć współczesnego człowieka – zmagającego się z poczuciem nicości, braku sensu i perspektyw; z doświadczeniem zła w świecie, niespełnionych pragnień, ograniczeń własnej cielesności; z zawodem spowodowanym brakiem możliwości naukowego poznania tego, co najistotniejsze dla ludzkiego życia; odczuwającego nieustannie głód dobra i miłości, które zakorzenione są w jego sercu dużo głębiej niż wszelkie zło – można odsłonić oczom współczesnego człowieka rzeczywistość Tego, który Jest obecny w jego życiu, i zaproponować spotkanie, które w pełni realizuje się w Chrystusie, który jest Panem.

Podziel się

Wiadomość

Komentarz

Zawsze jestem zdumiony przepaścią pomiędzy wielką refleksją teologiczną a codzienną praktyką pastoralną. Kiedy jako dorosły człowiek, agnostyk o generalnie negatywnym nastawieniu do Kościoła, zetknąłem się z religina refleksją takich wielkich postaci jak Henri de Lubac, Hans Urs von Balthasar czy Dietrich Bonhoeffer (często z resztą za posredniem ich wspolecznesnych komentatorów i osób rozwijających ich myśl), przeżyłem coś na kształt duchowego szoku. Bogactwo myśli teologicznej oraz jej aktualność (Wyznania Św. Augustyna są ponadczasowe) nie przestają zaskakiwać. Ale po tym zachlysnieciu się teologią, zadałem sobie kluczowe pytanie: dlaczego przez całą moją edukację szkolną, i połowicznie religijne wychowanie, nie zetknąłem się chociażby ze skrawkiem tej mądrości. Wśród wielu moich zupełnie zeswiecczonych znajomych, często bardzo inteligentnych ludzi, panuje kompletny religijny analfabetyzm. Kłopot z tym, że trudno ich za to winić.
Dlaczego na zajęciach z Jeż. polskiego można czytać Dostojewskiego, ale na zajęciach z religii katecheci nie zadaja sobie trudu zachęcenia młodzieży do lektury Tomasza z Akwinu? Przygnębiająca odpowiedź wydaje się być taka, że katecheci mogą z tą wielką myślą teologiczna nie mieć w zasadzie kontaktu. Momentami można wręcz odnieść wrażenie, że istnieją dwa kościoły. Jeden uniwersalistyczny, pełen górnolotnych myśli i sycący głód intelektualny, drugi bierny plemienny i szalenie antyintelektualny. Gdyby proboszczowie zamiast zbierać datki na kolejny pomnik JPII, zebrane pieniądze wydali na komplet jego encyklik dla każdego parafianina, być może coś zaczęłoby się zmieniać. Ale obawiam się, że kiedy przyjdzie moment samorealizacji, będzie już za późno.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.