Jesień 2020, nr 3

Zamów

Papież wyjedzie i będzie spokój?

Para prezydencka żegna papieża Franciszka na podkrakowskich Balicach 31 lipca. Fot. Grzegorz Jakubowski/KPRP

Obecnie władze Polski nie są partnerami do rozmowy z przywódcami współczesnego świata – czy to z Barackiem Obamą, czy z papieżem Franciszkiem.

Już na pokładzie samolotu lecącego do Polski papież zaczął program swojej wizyty. Powiedział dziennikarzom – zresztą nie po raz pierwszy – że świat zatracił pokój i jest pogrążony w wojnie. Wydaje się zatem, że w wymiarze politycznym papież poszukiwał w Polakach sojuszników w staraniach o pokój. Czy ich znajdzie?

W pierwszym przemówieniu na Wawelu w obecności władz państwowych Franciszek mówił: „potrzebna jest gotowość przyjęcia ludzi uciekających od wojen i głodu”; „zachęcam naród polski, aby w świetle swojej tysiącletniej historii patrzył z nadzieją w przyszłość i na problemy, którym musi stawić czoło”. Następnego dnia rano prosił na Jasnej Górze, by Maryja zaszczepiła w nas „pragnienie wyjścia ponad krzywdy i rany przeszłości i stworzenia komunii ze wszystkimi”. A po południu na krakowskich Błoniach mówił, że „serce miłosierne potrafi być schronieniem dla tych, którzy nigdy nie mieli domu albo go stracili, potrafi stworzyć atmosferę domu i rodziny dla tych, którzy musieli emigrować, jest zdolne do czułości i współczucia. Serce miłosierne potrafi dzielić swój chleb z głodnym, serce miłosierne otwiera się, aby przyjmować uchodźców oraz imigrantów”. 

Podczas Drogi Krzyżowej na Błoniach papież stanowczo podkreślał: „W przyjęciu osoby usuniętej na margines, która została zraniona na ciele i w przyjęciu grzesznika zranionego na duszy, stawką jest nasza wiarygodność jako chrześcijan! Nie w ideach…”.  Dawał wskazówki. „Nasza odpowiedź na ten świat w stanie wojny ma imię: nazywa się przyjaźnią, nazywa się braterstwem, nazywa się komunią, nazywa się rodziną” – powiedział w sobotę w Brzegach. Do młodych zwracał się: „My, dorośli, potrzebujemy was, byście nas nauczyli żyć razem w różnorodności, w dialogu, w dzieleniu wielokulturowości nie jako zagrożenia, lecz jako szansy”.

Teraz zejdźmy na ziemię. Tę ziemię.

Czy my, Polacy, i polska klasa polityczna mamy w sobie „gotowość przyjęcia ludzi uciekających od wojen i głodu”? Jesteśmy jednym z największych państw Unii Europejskiej, dla wielu możemy być symbolem odzyskanej wolności i demokracji, wielu sytuuje nas w gronie szczęśliwej, zamożnej części świata. Czy zdajemy sobie sprawę z odpowiedzialności, która się z tym wiąże?

Niestety to bardzo wątpliwe. Kryzys uchodźczy nie wybuchł wczoraj, jednak do tej pory podejmowaliśmy jako państwo i jako obywatele bardzo niewiele wysiłku, by się na niego przygotować albo jakkolwiek starać się mu zaradzić. W poprzedniej kadencji Sejmu – przez cztery lata – o pomocy rozwojowej posłowie rozmawiali zaledwie jeden raz (sprawdził to serwis MamPrawoWiedziec.pl). Ani razu nie debatowali o głównym celu pomocy rozwojowej, czyli o zwalczaniu ubóstwa. Ewa Kopacz jako premier była w sprawie uchodźców i imigrantów powściągliwa.

W czasie rządów obecnej władzy niechęć do obcych jest dużo większa, a nasze zaangażowanie w rozwiązywanie kryzysu mizerne – na międzynarodowej konferencji o pomocy dla regionu wokół Syrii zadeklarowaliśmy mniejszy wkład finansowy niż Węgry, Czechy czy Słowacja (pisze o tym Paweł Cywiński). Przy czym polskie władze tłumaczą nieraz, że zamiast przyjmować uchodźców, należy pomóc im tam, skąd przybywają…

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Obecnie władze Polski nie są partnerami do rozmowy z przywódcami współczesnego świata. Niedawno Barack Obama wyrażał zaniepokojenie sytuacją polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Tymczasem w trakcie Światowych Dni Młodzieży prezydent Duda podpisał nową ustawę, która nie naprawia sytuacji w kraju, a do tego skazuje nas na konflikt z Komisją Europejską i kolejne negatywne komentarze z amerykańskiego Departamentu Stanu. 

Kolejny przywódca, tym razem papież, starał się otworzyć nas na problemy wojny, uchodźstwa i migracji. Niezależnie od tego, jak interpretujemy jego słowa, powiedział wiele. Wiele powiedział wprost. Prezydent i rząd jak dotąd nie wykorzystali okazji, nie pokazali, jaki może być udział Polski w rozwiązywaniu problemów Europy i świata. Być może takiego planu po prostu nie ma. Papież wyjedzie i będzie spokój?

Państwo to jednak nie tylko władze. W ostatnich dniach Franciszek skierował zachętę do tych, którzy na własną rękę się angażują i próbują zmieniać status quo. „Świat dzisiaj na was patrzy – mówił do młodzieży na Błoniach. – Pytam się was, a wy odpowiedzcie: czy rzeczy można zmienić?”. I ostatniego dnia w Brzegach: „Mogą was osądzać, że jesteście marzycielami, bo wierzycie w nową ludzkość, która nie godzi się na nienawiść między narodami, nie postrzega granic krajów jako przeszkody i zachowuje swoje tradycje bez egoizmu i resentymentów. Nie zniechęcajcie się”.

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (2)

Z tekstu wynika, że moje pokolenie jest niereformowalne. Możliwe, że nie zwracał się do mnie, ponieważ okazją były Światowe Dni Młodzieży? Nie szkodzi. Nie zejdę na margines i nie oddam Papieża bez walki 🙂 Jestem i pozostanę marzycielem!

Tak pojmuję chrześcijaństwo. Papież jest Wielki. Bądżmy marzycielami niezależnie od wieku i ruszmy się z kanapy jeśli tylko zdrowie na to pozwoli

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.