Jesień 2020, nr 3

Zamów

Pogrom kielecki i pedagogika sumienia

Kadr z filmu „Przy Planty 7/9” (2016), reżyseria Michał Jaskulski, Lawrence Loewinger.

Kielce były dla wielu Żydów oczywistym symbolem polskiej nienawiści. Lokalna praca nad pamięcią o pogromie z 1946 r. stała się jednak największym polskim osiągnięciem w dziedzinie relacji polsko-żydowskich.           

4 lipca 1946 r. był punktem zwrotnym w powojennej historii polskich Żydów. Wielu z tych, którzy ocaleli spod rąk hitlerowców i chcieli na nowo ułożyć sobie życie w Polsce, uznało wtedy, że będąc tu, bądź co bądź, u siebie – mogą być potraktowani nie jak współgospodarze (choć mieszkali tu od lat), lecz jako obcy, jako wrogowie.

Nawet ci Żydzi, którzy ocaleli dzięki pomocy Polaków, obawiali się wówczas, że inni Polacy mogą ich tu nie chcieć. Że Polska może nie być ich bezpiecznym domem. Na skutek hitlerowskiej rzezi cena ludzkiego życia spadła przecież wtedy bardzo nisko – a cena życia żydowskiego jeszcze niżej. Kielce były zatem dla wielu Żydów oczywistym symbolem polskiej nienawiści. Tymczasem obecnie – dzięki olbrzymiemu kilkunastoletniemu wysiłkowi wykonanemu w tym mieście – Kielce stały się dla tychże Żydów albo ich potomków miejscem przyjaznym, życzliwym, w którym mogą odnaleźć przyjaciół.

Nie umarli na nic

O tej pracy wykonanej w Kielcach opowiada polsko-amerykański film „Przy Planty 7/9” zrealizowany przez duet: Michał Jaskulski i Lawrence Loewinger. To poruszający do głębi film dokumentalny, trzymający widza w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. Napięcie to bierze się ze skali ukazywanych ludzkich emocji, jakie przeżywają bohaterowie filmu: z jednej strony osoby ocalałe z pogromu, a z drugiej Bogdan Białek – spiritus movens kieleckich działań upamiętniających ofiary. Reżyserzy sprawnie łączą losy i przeżycia jednostek z przedstawieniem historii wydarzeń z 4 lipca 1946 r. Film powstawał na przestrzeni blisko dziesięciu lat, widz może więc zauważyć ewolucję ludzkich postaw i rozwój wydarzeń.

Tuż przed 70. rocznicą pogromu otrzymujemy film wnikliwie analizujący meandry ludzkiej pamięci o tak wielkiej tragedii. Film jest głęboko chrześcijański, opowiada bowiem o duchowej mocy pojednania i przebaczenia. Białek mówi zresztą otwarcie, że wiara chrześcijańska jest dla niego główną motywacją działania. Uważnie wysłuchuje osób o agresywnie odmiennych przekonaniach i uparcie powtarza, że najtrudniejsza nawet prawda może zmienić relacje między ludźmi, jeśli przekazywana jest z miłością. Jego postawa jest tu echem słów św. Edyty Stein: „Nie przyjmujcie niczego za prawdę, co byłoby pozbawione miłości, ani nie przyjmujcie niczego za miłość, co byłoby pozbawione prawdy; jedno pozbawione drugiego staje się niszczącym kłamstwem”.

Film jest głęboko chrześcijański, opowiada o duchowej mocy pojednania

Reżyserzy filmu przyjmują tę perspektywę. Przedstawiają fakty, nie interpretując ich. Nikogo nie oskarżają, drążą, wnikają w głąb duszy. Kluczowy jest dla nich wymiar duchowy i moralny. Jaskulski i Loewinger przejmująco pokazują przede wszystkim, że dążenie do pojednania może blisko połączyć bardzo odległych sobie ludzi, nawet potomka katów i tych, którzy mogli być ofiarami. O leczenie ran, o odzyskanie człowieka w człowieku i o pojednanie chodzi wtedy, gdy słyszymy wstrząsające opowieści ocalonych. Także wtedy, gdy dojrzały mężczyzna wspomina opowieści ojca – protokolanta zeznań osób rannych w pogromie. Jedną z nich była kobieta w dziewiątym miesiącu ciąży z brzuchem przebitym bagnetem. Syn pyta: „Tato, a kto tak ranił tę kobietę?”. Ojciec odpowiada: „Niestety, on wołał na nią po polsku: ty k… żydowska!”.

Praca nad pamięcią to rzecz wyjątkowo trudna, często niewdzięczna. Film uczciwie pokazuje także momenty, w których Bogdan Białek ma szczerze tego wszystkiego dość. Wciąż wraca jednak do swego życiowego zadania – słyszy bowiem wołanie ofiar i stara się, aby oni „nie umarli na nic”. Bo przeszłości nie da się już odwrócić. Mamy jednak wpływ na przyszłość.

Co sobie o nas pomyślą!?

W obecnych dyskusjach o polityce historycznej w III RP pojawiło się przeciwstawianie „pedagogiki wstydu” nowej „pedagogice dumy”. Sam ten opis uważam za zakłamany, ale tu chcę zwrócić uwagę na co innego. Kielecka olbrzymia i skuteczna praca nad pamięcią – obecnie prowadzona przez Stowarzyszenie im. Jana Karskiego, którego prezesem jest Bogdan Białek – całkowicie wymyka się tym kategoriom. Można by wręcz powiedzieć, że choć punktem wyjścia jest tu wstyd za wydarzenia z przeszłości, punktem dojścia jest duma, że po latach można się było zająć tą kwestią w sposób godny i właściwy.

Jak mówi świadek pogromu, prof. Stanisław Żak, w lipcu 1946 r. w Kielcach wielokrotnie złamano przykazanie „Nie zabijaj” – i dla niego jako mieszkańca tego miasta jest to „wystarczający powód, by czuć się moralnie odpowiedzialnym”. Zginęli tam niewinni ludzie, a – niezależnie od rozważań o możliwej prowokacji – zginęli z polskich rąk. Białek dopowiada, że oczywiście współcześni kielczanie są odpowiedzialni nie za pogrom, lecz za to, co robią z pamięcią o pogromie.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Jeśli zatem o jakąś pedagogikę w Kielcach chodzi, to jest to pedagogika sumienia – uwrażliwianie współczesnych na zło z przeszłości i motywowanie do pojednania dzisiaj. Pedagogika sumienia mówi, że w reakcjach na takie wydarzenia jak pogrom kielecki najważniejsze jest nie to, co świat sobie o nas pomyśli, lecz co sami o sobie pomyślimy, gdy spojrzymy prawdzie w oczy.

Budzą się upiory?

Film „Przy Planty 7/9” nie jest jednak laurką. Pokazuje, że pomimo tytanicznej pracy Białka i jego przyjaciół zaczęło się też dziać (oczywiście niezależnie od nich) coś niedobrego. Marsz pamięci i modlitwy w rocznicę pogromu przechodzi ulicami Kielc od roku 2000. I oto po raz pierwszy w roku 2015 pojawili się (niestety młodzi) kontrdemonstranci, wykrzykujący przez megafony, że to „pogrom ubecki, a nie kielecki”. Dlaczego dzieje się to właśnie teraz, gdy już kielczanie mogli być dumni, że ich miasto wolne było od ksenofobii, nawet od antysemickich napisów na murach?  Dlaczego licho nie śpi i budzą się upiory? Czy tegoroczne obchody też zostaną zakłócone?

Gorąco zachęcam Państwa do obejrzenia tego filmu. Niestety, na razie nie będzie to łatwe, bo dopiero trwają poszukiwania dystrybutora kinowego [ostatecznie film wszedł do kin w grudniu 2017 r. Więcej informacji znajdą Państwo tutaj – redakcja]. Można więc oglądać „Przy Planty 7/9” jedynie na specjalnie organizowanych pokazach. Warszawska premiera odbywała się 22 czerwca pod patronatem metropolity warszawskiego kard. Kazimierza Nycza i naczelnego rabina Polski Michaela Schudricha. Po brzegi wypełniło się tego wieczoru obszerne audytorium Muzeum Historii Żydów Polskich Polin. W najbliższych dniach będzie można zobaczyć film: dziś w Krakowie w ramach Festiwalu Kultury Żydowskiej i jutro w Kielcach podczas obchodów 70. rocznicy pogromu organizowanych przez Stowarzyszenie im. Jana Karskiego (tu: program).

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (4)

Właśnie niedawno spotkałam się z agresywnym atakiem dlatego, że napisałam o pogromie kieleckim. Kiedy przeczytałam coś o UBekach nie bardzo wiedziałam o co chodzi.Jednak atak był tak wulgarny i prostacki, że nie podjęłam dyskusji. I kto to był ? Zwolennik „dobrej” zmiany, prezesika, budynia…Czarno widzę najbliższą przyszlość Polski. Historia pisana jest od nowa…pod prezesa…Jak żyję, ( a trochę żyję) nie spodziewałam się, że takie coś jest możliwe. A jednak..dla pisu wszystko jest możliwe !

Na ogół HISTORIA wygląda tak jak chcą aktualnie rządzący, rzeczywiste fakty nie mają najmniejszego znaczenia. To samo jest teraz z pogromem kieleckim. Każdy chce coś ugrać na pamięci a… prawda? … fakty? Nie mają najmniejszego znaczenia. Bardzo długo trwało nim doszedłem do tego poglądu i tak bardzo chciałbym się mylić!!!

W powojennej Polsce przemoc dotykała wszystkich grup etnicznych. Wszyscy, bez wyjątku byli ofiarami i sprawcami.Co pokazują liczne przykłady. I nie jest to nic nadzwyczajnego. Jeżeli ktoś oczekuje całkowitego braku przemocy, to oczekuje utopii.

W Ojczyźnie naszej jest od zawsze obecny antysemityzm i trzeba naprawdę być niedowidzącym, żeby tego nie widzieć i głuchym aby nie słyszeć. To, że stoją za nim stosunkowo nieliczne grupy społeczne to dobrze, to, że większość chrześcijan lekceważy ten fakt to bardzo źle. Może groźniejsi od łysych młodzieńców są ci, którzy z powagą stwierdzają, że nic nie mają do braci Żydów, tylko czemu ci opanowali światową gospodarkę i „zażydzili” wszystkie nasze rządy. W tej opowieści nawet sport jest żydowskim geszeftem. Dwa największe łódzkie kluby sportowe, jeśli wierzyć napisom na murach, są całkowicie „zażydzone”. Nazwa jednego z nich wpisana jest w gwiazdę Dawida, a drugi ma sympatycznie brzmiąca nazwę „Żydzew”. Znane powiedzenie mówi, że kropla drąży skałę. Zabawne jest stwierdzenie, że w przyrodzie nic nie ginie, tylko czasem zmienia właściciela. Trud tych, którzy drążą skałę nienawiścią nie zaginie, przejmą go kiedyś inni „właściciele” i znów przyjdzie czas, któż wie kiedy, gdy diabeł zawładnie wolą tak zwanych zwykłych ludzi i rozpęta piekło na ziemi.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.