Jesień 2021, nr 3

Zamów

Biskupa nie ma, jest ambasador

Józef Życiński. Fot. Roman Czytka, Archiwum KUL

Na rzymskiej konferencji poświęconej dorobkowi abp. Życińskiego znacząco zabrzmiała refleksja Rocco Buttiglionego (wygłoszona po polsku) o tym, jak Życiński potrafił łączyć ideę Europy z ideą narodu, co jest szczególnie ważne obecnie, gdy odradzające się nacjonalizmy przeciwstawiają się idei wspólnej Europy.

Rzymska konferencja poświęcona abp. Józefowi Życińskiemu przypomniała mi przede wszystkim o tym, jak bardzo w naszym Kościele i w polskim życiu publicznym brakuje tego wybitnego myśliciela i duszpasterza. Brakuje jego przenikliwości, inteligencji, błyskotliwości, klarowności, ironii.

Dobrze, że chociaż nie brakuje publikacji przypominających jego niepowtarzalny styl i bogatą osobowość. Wydanie najnowszej z nich – Szeroko otwierał drzwi Kościoła ks. Alfreda Wierzbickiego – stało się okazją do tego, by abp. Życińskiego wspominali przy polskim kościele św. Stanisława w Rzymie jego polscy i włoscy przyjaciele i współpracownicy, m.in. kard. Gianfranco Ravasi, abp Wojciech Polak, prof. Rocco Buttiglione, prof. Gasparre Mura, Tomasz Dostatni OP, Aleksandra Klich, ks. Tomasz Adamczyk i autor świeżo wydanej książki.

Pozostało mi w pamięci wyznanie kard. Ravasiego, że tak bardzo zależało mu na współpracy z polifonicznie wszechstronnym metropolitą lubelskim, iż – wbrew watykańskim regułom – Życiński był członkiem Papieskiej Rady Kultury przez cztery kadencje (zwyczajowo po dwóch kadencjach następuje zmiana). Poruszyło mnie wyznanie prymasa Polski, że abp Życiński w ramach Konferencji Episkopatu Polski inspirował zwłaszcza do myślenia o przyszłości, o problemach, które dopiero przyjdą – a dla młodszych biskupów był ważnym przewodnikiem. Znacząco zabrzmiała refleksja Rocco Buttiglionego (wygłoszona po polsku) o tym, jak Życiński potrafił łączyć ideę Europy z ideą narodu, co jest szczególnie ważne obecnie, gdy odradzające się nacjonalizmy przeciwstawiają się idei wspólnej Europy.

Przy okazji mogłem też zobaczyć w akcji – kończącego już, niestety, swoją misję ambasadora RP przy Stolicy Apostolskiej – Piotra Nowina-Konopkę. Zorganizował on tę konferencję we współpracy z Papieską Radą Kultury i wspólnie z kard. Ravasim pełnił funkcję gospodarza spotkania. Jak wiadomo, zapadła już w Warszawie decyzja o powołaniu jego następcy.

Rozumiem, rzecz jasna, że polski rząd chce mieć przy Stolicy Apostolskiej przedstawiciela, którego sam wydelegował – takiego, który na przykład w znanej polsko-watykańskiej kontrowersji dotyczącej przyjmowania uchodźców przez kraje europejskie będzie konsekwentnie bronił stanowiska polskiego rządu (nie potrafię nazwać decyzji o całkowitym nieprzyjmowaniu uchodźców stanowiskiem „polskim”). Mimo to nominacja dla Janusza Kotańskiego jest jednak zaskakująca, i to z dwóch powodów.

W świecie dyplomacji funkcja ambasadora przy Stolicy Apostolskiej należy do najbardziej prestiżowych. Znam zagranicznych dyplomatów, którzy nie ukrywają, że ich marzeniem jest zwieńczenie kariery właśnie w Watykanie. Z tego powodu bardzo często przedstawicielami swoich krajów przy Stolicy Apostolskiej zostają wybitne osobistości. Dość przypomnieć chociażby prawniczkę z Harwardu, prof. Mary Ann Glendon, która jeszcze niedawno reprezentowała Stany Zjednoczone. Polska dyplomacja do tej pory wpisywała się w ten nurt, czyniąc ambasadorami przy Stolicy Apostolskiej osoby tak zasłużone dla polskiej demokracji czy kultury jak Stefan Frankiewicz, Hanna Suchocka czy Piotr Nowina-Konopka.

Kolegium Europejskie

O Januszu Kotańskim nie da się powiedzieć, że jest osobą szeroko znaną i zasłużoną – jego działalność publiczna jest bowiem mało znana. A już znane przykłady jego twórczości poetyckiej są żenująco słabe. W języku dyplomatycznym takie obniżenie autorytetu osoby ambasadora można by wręcz odbierać jako przejaw niskiej wagi przywiązywanej przez dany kraj do relacji ze Stolicą Apostolską. Całe szczęście, w związku z trwającym nadzwyczajnym rokiem jubileuszowym Polska może liczyć na miłosierdzie płynące z Watykanu.

Dziwny jest także termin dokonania zmiany na stanowisku ambasadora. Nowina-Konopka kończy swą misję 30 czerwca, a już pod koniec lipca do Polski przyjeżdża papież. Nie wiadomo, czy Kotański zdąży do tego czasu złożyć listy uwierzytelniające. Należy mu tego życzyć, bo przecież niezręczne byłoby, gdyby Franciszek przyjeżdżał do kraju, który nie miałby oficjalnie przedstawiciela w randze ambasadora.

Tego ryzyka można było uniknąć, odwołując obecnego ambasadora po Światowych Dniach Młodzieży. Skoro nie zaszkodził Nowina-Konopka ojczyźnie podczas wizyt prezydenta Andrzeja Dudy i premier Beaty Szydło w Watykanie, to chyba nie zaszkodziłby także podczas odwiedzin papieża w Polsce. Ale w MSZ wiedzą lepiej… Albo nie w MSZ, tylko tam, gdzie podejmowane są obecnie tego typu decyzje.

Podziel się

Wiadomość

Komentarz

Dużo byn dał, aby z Tobą dłużej porozmawiać… tak pisał mi Frankiewicz po objęciu Ambasady w Watykanie. Rozmawiałem z nim rok temu. Brakuje mi Was, lata mijają….
Jędrzej Bukowski

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.