Wiosna 2025, nr 1

Zamów

Ginzburg: Raz doświadczonego zła nie zapomina się nigdy

Natalia Ginzburg. Fot. Materiały prasowe

Kto widział walące się domy, wie, jak ulotne są kwiaty w wazonach, białe ściany. Wie, z czego składa się dom: z cegieł i z wapna. I może się zawalić.

Fragment książki „Małe cnoty”, której polskie wydanie w tłumaczeniu Weroniki Korzenieckiej ukazało się nakładem Wydawnictwa Filtry

Była wojna, ludzie widzieli, jak walą się domy, i teraz w swoich domach nie czują się już tak bezpiecznie jak kiedyś. To jest coś, z czego nie sposób wyzdrowieć, i miną lata, a my nie wyzdrowiejemy nigdy. Możliwe, że znów mamy na stole lampę i wazon kwiatów, a na ścianach portrety naszych bliskich, ale w żadną z tych rzeczy już nie wierzymy, bo kiedyś nagle musieliśmy je porzucić albo nadaremnie szukaliśmy ich w zgliszczach.

Bez sensu jest wierzyć, że możemy wyzdrowieć po tych dwudziestu latach, które przeżyliśmy. Ci z nas, którzy doznali prześladowań, nigdy nie znajdą już spokoju. Nocny dzwonek do drzwi jest dla nas niczym innym jak tylko wezwaniem na komendę. I bez sensu jest mówić i powtarzać samym sobie, że za słowem „komenda” być może kryją się teraz twarze przyjaciół, których możemy poprosić o ochronę i wsparcie. W nas zawsze budzi ono nieufność i przerażenie.

Więź.pl to personalistyczne spojrzenie na wiarę, kulturę, społeczeństwo i politykę.

Cenisz naszą publicystykę? Potrzebujemy Twojego wsparcia, by kontynuować i rozwijać nasze działania.

Wesprzyj nas dobrowolną darowizną:

Kiedy patrzę na swoje śpiące dzieci, z ulgą myślę, że nie będę musiała ich budzić i uciekać. Ale ta moja ulga nie jest ani pełna, ani głęboka. Zawsze mi się zdaje, ze którejś nocy będziemy musieli wstać i uciekać, zostawić za sobą wszystko. Ciche sypialnie, listy, wspomnienia i ubrania.

Raz doświadczonego zła nie zapomina się nigdy. Kto widział walące się domy, doskonale wie, jak ulotne są kwiaty w wazonach, obrazy, białe ściany. I doskonale wie, z czego składa się dom. Dom składa się z cegieł i z wapna. I może się zawalić. Nie jest zbyt trwały. Może się zawalić z minuty na minutę. Za uroczymi wazonikami na kwiaty, za dzbankami, dywanami i woskowanymi podłogami kryje się jego prawdziwe oblicze: okrutne oblicze walącego się domu.

Już nigdy nie wyzdrowiejemy z tej wojny. To bez sensu. Już nigdy nie będziemy pogodni. Nie będziemy jak ci, którzy rozmyślają, studiują i spokojnie urządzają swoje wnętrza. Spójrzcie tylko, co zrobiono naszym domom. Spójrzcie, co zrobiono nam. Już nigdy nie będziemy spokojni.

Poznaliśmy świat od jego najmroczniejszej strony. Nie wzbudza w nas już nawet wstrętu. A niektórzy wciąż narzekają, że pisarze posługują się gorzkim i brutalnym językiem, że opowiadają o sprawach trudnych i smutnych, że pokazują najbardziej przygnębiające oblicze rzeczywistości.

Małe cnoty
Natalia Ginzburg, „Małe cnoty”, tłum. Weronika Korzeniecka, Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2025

Ale my nie możemy kłamać w książkach, nie możemy kłamać w niczym, co robimy. Może to jedyna dobra rzecz, jaka została nam po wojnie: nie kłamiemy ani nie pozwalamy się okłamywać innym. My, młodzi, tacy teraz jesteśmy, takie jest nasze pokolenie. Starsi od nas wciąż lubują się w kłamstwie, w zakrywających prawdę woalkach i maskach. Nasz język ich smuci i obraża. Nie rozumieją naszego stosunku do świata. Nam bliskie są rzeczy w ich istocie. To jedyne dobro, jakie przyniosła wojna. Ale przyniosła je tylko nam, młodym. Starszym nie przyniosła nic poza niepewnością i strachem. My, młodzi, też się boimy, też czujemy się niepewni w swoich domach, ale ten strach nas nie paraliżuje. Mamy w sobie hart i siłę, jakich ci, którzy byli przed nami, nigdy nie poznali.

Dla niektórych wojna zaczęła się najzwyczajniej wojną: walącymi się domami i nadejściem Niemców. Dla innych jednak rozpoczęła się wcześniej, w pierwszych latach faszyzmu, przez co poczucie niepewności i ciągłego strachu było jeszcze silniejsze. Zagrożenie, przymus ukrywania się oraz nagłego porzucenia ciepła własnych domów i łóżek dla wielu z nas zaczęły się wiele lat temu. Czuć je było w młodzieńczych zabawach, prześladowały nas w szkolnych ławkach i nauczyły wszędzie dostrzegać wroga.

Tak to wyglądało dla wielu z nas, we Włoszech i gdzie indziej. I wierzyliśmy, że któregoś dnia będziemy mogli spokojnie spacerować ulicami naszych miast. Ale dzisiaj, gdy możemy już beztrosko spacerować, uświadamiamy sobie, że nigdy nie wyzdrowiejemy z tego zła. Wciąż musimy szukać nowych sił, żeby mierzyć się z rzeczywistością. Jesteśmy zmuszeni do szukania wewnętrznej radości, której nie dają nam dywany i kwiaty w wazonikach.

Nie zazna spokoju syn człowieczy. Lisy i wilki mają swoje kryjówki, a syn człowieczy nie ma gdzie oprzeć głowy. Nasze pokolenie jest pokoleniem ludzi. Nie jest pokoleniem lisów i wilków. Każdy z nas bardzo chciałby na czymś się oprzeć, znaleźć jakąś ciepłą i suchą kryjówkę. Ale ludzkie dzieci nie zaznają spokoju. Każdy z nas choć raz w życiu łudził się, że może zasnąć gdziekolwiek, wziąć cokolwiek za pewnik, w cokolwiek uwierzyć i pozwolić odpocząć zmęczonemu ciału. Ale wszystkie dawne pewniki zostały nam wyszarpane, wiara nie czuwa już nad naszym snem.

Nie mamy nawet łez. To, co wzruszało naszych rodziców, nas nie wzrusza ani trochę. Nasi rodzice i starsze pokolenie krytykują nas za to, jak wychowujemy dzieci. Chcieliby, żebyśmy je okłamywali, tak jak oni okłamywali nas. Chcieliby, żeby nasze dzieci bawiły się pluszowymi lalkami w uroczych, pomalowanych na różowo pokojach z drzewkami i króliczkami na ścianach. Chcieliby, żebyśmy otoczyli ich dzieciństwo woalkami i kłamstwami, żebyśmy skrzętnie ukrywali przed nimi rzeczywistość w jej prawdziwej formie.

Ale my nie możemy tego zrobić. Nie możemy tego zrobić dzieciom, które budziliśmy nocą i gorączkowo po ciemku ubieraliśmy, żeby uciekać i szukać kryjówki. Lub dlatego, że syrena alarmowa rozdzierała niebo. Nie możemy tego zrobić dzieciom, które widziały na naszych twarzach strach i przerażenie. Tym dzieciom nie możemy zacząć opowiadać, że znaleźliśmy je w kapuście, ani że ci, którzy zmarli, wyruszyli tylko w długą podróż.

Pomiędzy nami a wcześniejszymi pokoleniami jest głęboka przepaść. Zagrożenia obecne w ich życiu były śmieszne, a domy waliły się naprawdę rzadko. Trzęsienia ziemi i pożary nie przydarzały się ciągle i nie wszystkim. Kobiety robiły na drutach, zlecały przygotowanie obiadu kucharkom i przyjmowały koleżanki w domach, które się nie waliły. Każdy rozmyślał, studiował i czekał, żeby w spokoju ułożyć sobie życie. To były inne czasy i być może dobrze się wtedy żyło. Ale my jesteśmy przywiązani do tego naszego niepokoju i w głębi duszy dumni z naszego ludzkiego losu.

Więź.pl to personalistyczne spojrzenie na wiarę, kulturę, społeczeństwo i politykę.

Cenisz naszą publicystykę? Potrzebujemy Twojego wsparcia, by kontynuować i rozwijać nasze działania.

Wesprzyj nas dobrowolną darowizną:

1962

Pierwotny tytuł: „Syn człowieczy”. Obecny tytuł od redakcji Więź.pl

Przeczytaj też: Niech żyje wojna!?

Podziel się

Wiadomość

5 stycznia 2024 r. wyłączyliśmy sekcję Komentarze pod tekstami portalu Więź.pl. Zapraszamy do dyskusji w naszych mediach społecznościowych.