Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Lekarz ostatniego kontaktu

Fot. Mabel Amber / Pixabay

Za każdym razem mierzyła się z tym samym wyzwaniem. Jak oswoić malucha, który nie pozwala się dotknąć? Niejeden raz musiała szukać wyimaginowanej stonogi, by w końcu usłyszeć od trzyletniego pacjenta: „No? To kiedy mnie zbadasz?”. A po wszystkim ukradkiem rzucone do rodziców: „Fajna jest ta pani, chyba się w niej zakochałem”.

Na studiach Anna nauczyła się, że leczenie to rodzaj gry. A gra się po to, żeby wygrywać. W 2002 roku – spełniając życiowe marzenie – rozpoczęła pracę na dziecięcym oddziale hematologii Gdańskiej Akademii Medycznej.

Każdy dyżur zaczynała szybkim, zadaniowym obchodem po oddziale. Weryfikowała stan kliniczny, zlecała badania, formułowała zalecenia. Decydowała, czy konieczna jest chemia, czy też trzeba wdrożyć inny rodzaj terapii. To była prostsza część jej pracy. Trudniej było zasłużyć na zaufanie.

Wesprzyj Więź.pl

– Wchodziłam na salę – wspomina swoje pierwsze doświadczenia – a tu wrzask, pisk i wystające spod kołder pięty. W powietrzu wisiały niewypowiedziane pytania. Kogo dziś wezmą? Co mu zrobią? Czy będzie bolało?

Za każdym razem mierzyła się z tym samym wyzwaniem. Jak oswoić malucha, który nie pozwala się dotknąć? Jasne, mogła użyć siły, tylko co by to dało? Jak wpłynęłoby na dziecko? Niejeden raz musiała szukać wyimaginowanej stonogi lub misia, by w końcu usłyszeć od trzyletniego pacjenta: „No? To kiedy mnie zbadasz?”. A po wszystkim ukradkiem rzucone do rodziców: „Fajna jest ta pani, chyba się w niej zakochałem”.

Chore dzieci wymagają szczególnej wrażliwości. Zmiany kliniczne są szybkie i gwałtowne. Zdarzało się, że decyzje z poranka po południu stawały się nieaktualne. O ósmej dziecko nie kwalifikowało się na żaden zabieg, a o trzynastej potrzebna była natychmiastowa interwencja, bo ni stąd, ni z owąd pojawiła się zaawansowana posocznica1.

Wesprzyj Więź

Popołudnia przynosiły chwilę wytchnienia. Rozmawiała wtedy z dziećmi i rodzicami, odpowiadała na pytania, starała się pogłębić relacje. W pediatrii „pacjentem” jest cała rodzina, a proces leczenia zaczyna się od rodziców. Jeśli nie zadba się o ich potrzebę wiedzy oraz o obawy, to można być pewnym, że przeniosą swoje lęki na dziecko. Anna musiała przedstawiać sytuację medyczną tak, by bliscy rozumieli, co się dzieje. Wiedza podana we właściwy sposób pomagała oswoić strach.

Koniec dnia to czas na przygotowanie danych dla nocnej zmiany. Anna spisywała obserwacje i układała rekomendacje ścieżek postępowania. Każdy mały pacjent pod jej opieką musiał być „zapięty na ostatni guzik”. Jedyne, co się liczyło, to wygrana z chorobą.

Wykup prenumeratę „Więzi”
i czytaj bez ograniczeń

Pakiet Druk+Cyfra

    • 4 drukowane numery kwartalnika „Więź”
      z bezpłatną dostawą w Polsce
    • 4 numery „Więzi” w formatach epub, mobi, pdf (do pobrania w trakcie trwania prenumeraty)
    • Pełny dostęp online do artykułów kwartalnika i treści portalu Więź.pl na 365 dni (od momentu zakupu)

Wesprzyj dodatkowo „Więź” – wybierz prenumeratę sponsorską.

Jeśli mieszkasz za granicą Polski, napisz do nas: prenumerata@wiez.pl.

Pakiet cyfrowy

  • Pełny dostęp online do artykułów kwartalnika i treści portalu Więź.pl (od momentu zakupu) przez 90 lub 365 dni
  • Kwartalnik „Więź” w formatach epub, mobi, pdf przez kwartał lub rok (do pobrania
    w trakcie trwania prenumeraty)

Wesprzyj dodatkowo „Więź” – wybierz prenumeratę sponsorską.

Tekst ukazał się w kwartalniku „Więź” jesień 2023. Reportaż jest fragmentem książki, która w październiku ukaże się nakładem Wydawnictwa WAM.

Podziel się

Wiadomość