Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Czas, który się zatrzymał. Recenzja książki „Punkt odniesienia” Jana Sznajdera

Jan Sznajder na ganku swojej pracowni. Fot. Portal LM.pl

„Punkt odniesienia” to książka o ludziach zawieszonych w czasie, o tym co dzieje się w umyśle człowieka, który nie czeka na nic i na nikogo.

W gwarze więziennej karę dożywotniego więzienia nazywa się kołem. Obojętnie, w którym miejscu na obwodzie koła zaznaczymy jakiś umowny początek, nie sposób wyznaczyć końca. Przemieszczenie się w czasie traci jakikolwiek sens. Czas przestaje istnieć – pisze Jan Sznajder w swojej książce „Punkt odniesienia”. 

Autor wie, o czym pisze, bo jako 17-latek w 1950 roku został skazany za przynależność do konspiracyjnej organizacji niepodległościowej na 12 lat. Ową konspirę zorganizował z kolegami z liceum w Słupcy, była to część organizacji Konspiracyjne Wojsko Polskie. Dla młodego człowieka taki czas to wieczność, prawie dożywocie. Sznajder siedział w więzieniach we Wronkach, Rawiczu i Potulicach – ostatecznie jego gehenna zakończyła się po 5 latach.

Wesprzyj Więź.pl

We Wronkach siedział między innymi z generałem Franciszkiem Kamińskim, dowódcą Batalionów Chłopskich. Wyrok skrócono mu na mocy amnestii o połowę, w końcu młody antykomunista został zwolniony ze względu na zły stan zdrowia. Po 1956 roku nie pozwolono mu studiować na Akademii Sztuk Pięknych, mógł po latach ukończyć zaocznie tylko trzyletnie studium malarskie w Warszawie u profesora Mariana Tomaszewskiego.

W latach 1958-1960 władze zezwoliły mu na zorganizowanie w Koninie kabaretu pod nazwą „Koński Ogon”, który współtworzył razem ze znanym wówczas aktorem, a następnie działaczem Solidarności Szymonem Pawlickim.

Autor nie opowiada o strukturze, jaką tworzą osadzeni, o rytuałach, nie ma opowieści o bólu i o okrucieństwie – pozwala nam na moment spojrzeć na więzienie oczami tych, dla których czas się właśnie zatrzymał

Rafał Geremek

Udostępnij tekst

W latach 70. XX wieku tworzy prywatne muzeum sztuki ludowej w małym dworku w miejscowości Posoka pod Koninem razem ze swoją towarzyszką życia Danutą Czerwińską. Przez lata zbierał rzeźby twórców z całej Polski, głównie z południowych regionów oraz rzeźby o treściach sakralnych z okolic Żywca, Sierpca, Kielc, Powidza.

Oboje zakochani w tradycji antycznej Grecji i Rzymu dopiero w jesieni życia odwiedzili wiele miejsc związanych z antyczną tradycją. Jan Sznajder był autorytetem i mentorem dla wielu młodych ludzi (również tych związanych z opozycją lat 80. XX w.) Sam jest malarzem, ale wraca w swoich wspomnieniach do doświadczenia z okresu stalinowskiego więzienia. 

„Punkt odniesienia“ to książka właśnie o ludziach zawieszonych w czasie, o tym, co dzieje się w umyśle człowieka, który nie czeka na nic i na nikogo.

Jest taki dowcip, który mówi o tym, że przyjaciół silniej od wojska wiąże tylko cela. Bo w celi siedzi się 24 godziny na dobę. Skazani za wysokie wyroki nie wychodzą na przepustki, wszystkie czynności powtarzają razem, rozłąkę może spowodować takie wydarzenie, jak pobyt w kacecie albo w więziennym szpitalu. Pracowało się też wspólnie, bo więzień musiał zapracować na swoje utrzymanie – połowę jego nędznego wynagrodzenia zabierała administracja, a on sam mógł stracić, jeśli nie życie, to przynajmniej palec, gdy zerwie się taśma.

Więźniowie wówczas – w stalinowskim reżimie – nie mieli dostępu do gazet, do książek, siedzieli i często nie mówili do siebie, bo ile w kółko można mówić to samo. Na tym tle, wedle jednej z opowieści Sznajdera, wyróżniali się złodzieje, którzy posadzeni w tym samej celi snuli opowieści o pięknych kobietach, drogich samochodach i kosztownościach, jakie miały czekać na nich na wolności. Literatura więzienna potwierdza tezę, że im cięższy rygor więzienia, tym bardziej wyrafinowana mitomania tworzy się w jego murach.

Autor nie opowiada o strukturze, jaką tworzą osadzeni, o rytuałach, nie ma opowieści o bólu i o okrucieństwie – pozwala nam na moment spojrzeć na więzienie oczami tych, dla których czas się właśnie zatrzymał. Jan Sznajder otwiera nas na zmysły uwięzionych. W opowiadaniu „Okna“ widzimy to, co więzień ogląda z okien swojej celi. Często widzi jedynie linie, fragment muru, kawałek nieba i nic więcej. Każde załamanie pogody, przesunięte światła budzą jego uwagę, bo w końcu coś się zmieniło. W opowiadaniu „Szczury“ czytamy o nagłej, kolektywnej potrzebie małego okrucieństwa wobec zwierząt.

W jednym z opowiadań Jan Sznajder wspomina o zwykłym nieokrzesanym samotnym wiejskim bieda-rolniku, który protestował przeciw kontyngentom nakładanym na jego gospodarstwo. Kiedy był już w więzieniu, oskarżano go o „szeptankę“, czyli słowną walkę z systemem. On sam ostro zaprotestował, bo uważał, że tylko buczał. Jak to chłop.

Co stało się z tym bohaterem – nie wiadomo. Wiemy jednak, co stało się z człowiekiem, który z utęsknieniem czekał na wyjście na wolność i spotkanie z ukochaną, która pisała do niego listy. Jak wskazuje Autor, gdy nadszedł dzień upragnionej wolności, wówczas były już więzień rzucił się pod pociąg.

Wesprzyj Więź

Książkę złożoną z siedemnastu opowiadań czyta się wartko, choć narracja budowana jest wolno, autor niespiesznie odtwarza tamten ponury świat. Jakby chciał, żeby ten bezruch, którego doświadczył, udzielił się także nam. Klimat stalinowskiego więzienia oddany jest w „Punkcie odniesienia“ znakomicie i choćby dlatego warto sięgnąć po tę książkę.

Jan Sznajder – ur. 26 czerwca 1933 roku. W 1950 roku skazany na 12 lat więzienia za działalność antykomunistyczną, ostatecznie przesiedział 5 lat. Absolwent Studium Malarskiego, współtworzył grupę plastyków „Nałęczów 56”. Wystawy jego obrazów organizowano w Warszawie, Tarnowie, Pułtusku, Płocku, Sandomierzu, Poznaniu i wielokrotnie w Koninie. Instruktor zajęć plastycznych w b. Domu Harcerza w Koninie i Konińskim Domu Kultury. Autor książek: „Szkło bolesne – wspomnienia więzienne” i „Punkt odniesienia”. Jest także autorem publikacji w zbiorach „W złowieszczych murach Rawicza i Wronek” oraz „Powrót do Wronek”. 

Przeczytaj też: Stan zero. Jak po więzieniu wrócić do życia

Podziel się

3
Wiadomość