Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Sting: Wierzę w tajemnicę

Sting, 2018. Fot. Raph_PH / Wikimedia Commons

W duchowości brytyjskiego muzyka mamy do czynienia z wielką mieszanką „archetypów” chrześcijaństwa, elementów zachodniego ezoteryzmu oraz New Age, magii, duchów i zjawisk parapsychologicznych.

Durkheim i Nietzsche przewidywali to: po „śmierci Boga” i zniknięciu dawnych bogów, człowiek (jednostka) będzie w przyszłości odgrywać naczelną rolę, skupiać na sobie uwielbienie. Według oceny Durkheima nawet w postaci kultu. Z jaźnią określającą własny kosmos aksjologiczny lub kształtowaną optymalnie przez społeczeństwo. Z rozsądkiem i rozumem.

Wesprzyj Więź.pl

Obaj, socjolog i filozof, zapatrywali się optymistycznie na szanse powodzenia tego projektu. Łączyli z nim nadzieje w obliczu erozji struktur religijnych i groźnych ideologii wyłaniających się na horyzoncie ludzkości. Byli większymi optymistami niż myśliciele żyjący współcześnie, jak choćby Terry Eagleton czy Jordan B. Peterson, w okresie po ideologiach, w epoce postmodernizmu.

Większymi optymistami również niż zmarły w 2020 roku konserwatywny myśliciel Roger Scruton, który już pod koniec lat 90. dostrzegał płynące na falach popkultury „nowe siły duchowe” i „dziwne przesądy”[1], obserwowane również przez jego lewicowego rywala wśród brytyjskich ekspertów w dziedzinie kultury, Terry’ego Eagletona – na powierzchni postnowoczesności, u tych, którzy nie radzą sobie już z egzystencjalnymi udrękami, z grzechem, tragizmem i złem, i właśnie dlatego są zdaniem Eagletona podatni na „mgliste poczucie tajemnicy”[2].

Przesłanie jest jasne: człowiek postnowoczesny, który odwraca się od wiary chrześcijańskiej, od kultury ukształtowanej przez chrześcijaństwo, szuka wybawienia w dziwacznej ezoteryce lub, jak przypuszczał Scruton, zostaje wciągnięty w wir „fantazji oraz wybuchów entuzjazmu” popkultury, zastępujący sprawdzone ingrediencje common culture, w tym jej „tradycyjne totemy, które reprezentują ciągłość i długowieczność plemienia”[3]. Czytaj: wizję chrześcijańskich wartości i symboli.

To nie chrześcijaństwo jest teologicznym fundamentem „religii prywatnej” Stinga – służy ono jedynie jako element dekoracyjny

Stefan Meetschen

Udostępnij tekst

Analiza roli duchowości w życiu i twórczości światowej sławy piosenkarza, twórcy piosenek, aktora i aktywisty Stinga zdaje się potwierdzać ten sceptycyzm. U Stinga, który przeszedł katolicką socjalizację oraz spontanicznie i otwarcie wyznał w jednym z wywiadów w 1983 roku, że „archetypy” chrześcijaństwa wywarły na niego trwały psychiczny wpływ, mamy do czynienia z wielką mieszanką elementów zachodniego ezoteryzmu oraz New Age, magii, duchów bądź zjawisk parapsychologicznych, które raczej nie świadczą o „odczarowaniu świata”, o którym mówił Max Weber.

Przeciwnie: trwa w najlepsze ponowne zaczarowanie epoki świeckiej, już w społeczeństwach post-Durkheimowskich. Sting jest tego – czego dowodzą jego liczne działania – obrazowym przykładem. Wystarczy rzut oka na współczesne gry wideo i filmy fabularne, rozmaite warsztaty i powieści, żeby zobaczyć, że wpisuje się w ten sposób w szeroki, globalny trend.

Jest to zjawisko, którego nie można wytłumaczyć wyłącznie kapitalistyczną promocją sprzedaży, działalnością PR-owską i powszechną komercjalizacją. Jednak nie powinno być wątpliwości co do tego, co Rupert Till podsumowuje tak: „Ekonomia jest świętą glebą postnowoczesnej kultury zachodniej, a konsumpcja dominującym przedmiotem mediacji, rytuału i mitu”[4].

Wydaje się, że u większości ludzi istnieje autentyczna potrzeba religii – mimo „śmierci Boga”, mimo wciąż gwałtownej ekspansji kapitalizmu. Jest to fakt ewidentnie przeoczony przez tych, którzy wcześnie i bardzo krytycznie zajmowali się przemianami kultury popularnej. Wystarczy poczytać zabarwione marksizmem wywody Maxa Horkheimera i Theodora W. Adorno na temat przemysłu kulturowego.

Autorzy ze szkoły frankfurckiej twierdzili w eseju „Przemysł kulturalny – oświecenie jako masowe oszustwo” (1947), że „produkty kulturalne są towarami wytwarzanymi przez przemysł kulturalny. Towary te, choć aspirują do miana demokratycznych, indywidualistycznych i zróżnicowanych, są w rzeczywistości autorytarne, konformistyczne i w wysokim stopniu zestandaryzowane”[5].

Horkheimer i Adorno piętnowali rzekomo mało wartościowe wytwory kapitalizmu. Tym, na co nie zwracali uwagi, był ścisły związek kultury i kultu, czyli wymiar religijny dzieł sztuki i produktów masowych, cyrkulujących w społeczeństwie[6]. Związek ten był i jest właściwie oczywisty – słowo kult zawiera się wszak także w kulturze rozrywkowej czy popularnej. Już Karol Marks ukazał w „Kapitale” (1867) fetyszyzm towarowy, czyli poniekąd religijne uwielbienie dla produktów wytwarzanych przez kapitalizm.

Tajemnica Stinga
Stefan Meetschen, „Tajemnica Stinga. Znaczenie duchowości w karierze ikony popkultury. Analiza kulturoznawcza”, tłum. Adam Peszke, Wydawnictwo Naukowe Akademii Ignatianum w Krakowie 2023

Na związek kultury z kultem zwrócił uwagę T.S. Eliot (1888–1965), jeden z ulubionych poetów Stinga[7], pisząc w 1949 roku w eseju „Ku definicji kultury”, że „żadna kultura nie pojawiła się ani nie rozwinęła się bez związku z religią, przy czym w zależności od punktu widzenia obserwatora kultura będzie się jawić jako wytwór religii lub religia będzie wytworem kultury”[8].

Po zakończeniu obserwowanej przez Durkheima i Nietzschego klasycznej epoki religijnej i przejściu do epoki kultu człowieka ten związek nie przestał istnieć. Potrzeba i praktyka uległy jedynie przesunięciu. O ile religia oznaczała zwykle system opierający się na źródłach objawienia (dla chrześcijaństwa: Piśmie i Tradycji), z których przemawia ktoś jawiący się w wyobrażeniach i wierzeniach mniej lub bardziej jako osoba, to kult Stinga dowodzi, że tęsknotę religijną odczuwaną za sprawą i pośrednictwem Stinga (lub jakiegoś innego popowego idola) można również przenieść w pełni do własnego ja. Co dla nowoczesnego człowieka jest bardziej zrozumiałe i przyjemniejsze, gdyż dzięki temu wydaje mu się, że zyskuje autentyczność i nie musi prowadzić męczącego dialogu z tym, co rzekomo obce lub na przejmujący lękiem i czcią sposób osobliwe. Osią wszystkiego jest teraz wyłącznie ego, czyli „ja” – rozszerzone do indywidualnego uniwersum autentyczności.

Bardzo starzy bogowie ezoteryki i „okultury” pomagają w takiej koncepcji religii, gdyż obiecują człowiekowi potęgę i samozbawienie. Potrzebne są tylko coraz to nowe „zmiany świadomości”, a wtedy człowiek robi postępy w samorealizacji i pełnym wykorzystywaniu tkwiącego w nim potencjału.

Jednak ponieważ taka samorealizacja, zaprojektowanie własnego „kosmosu aksjologicznego” są – jak słusznie zauważa krytycznie Peterson – tak trudne czy zgoła niemożliwe, to nowoczesny człowiek jest ewidentnie wdzięczny za to, że oferowane są wzorce, które pokazują mu, jak można z powodzeniem urzeczywistniać swoje „ja”. Także „kult człowieka” potrzebuje totemów, służących do przekazywania sił. Sting – ze względu na swoją totalność, która pozostawia szerokie pole do identyfikacji, swoje ogromne i wszechstronne uzdolnienia, inteligencję i sprawność fizyczną – nasuwa się jako praktyczny, godny podziwu wzór do naśladowania. Nawet dla różnych pokoleń i płci.

Jeden z przykładów: kiedy pod koniec września 2021 roku pojawił się z okazji swoich 70. urodzin w niemieckiej stacji radiowo-telewizyjnej SWR, prowadzący wywiad 71-letni Thomas Gottschalk, legenda programu „Wetten, dass”, który obok Franza Beckenbauera i Borisa Beckera zalicza się prawdopodobnie do najpopularniejszych obecnie Niemców, powiedział, że droga Stinga dodaje mu otuchy, zachęcając do tego, by mimo zaawansowanego wieku pracować dalej, nie przestawać[9].

Wydaje się, że Sting zawsze robił wszystko właściwie we właściwym momencie. Nawet pojawiające się problemy miały idealny timing. Kiedy jego życie zdawało się rozpadać z nadmiaru sukcesu, natknął się na pisma C.G. Junga, który – jak to uwypuklił W.J. Hanegraaff – pełni kluczową funkcję miedzy zachodnim ezoteryzmem a New Age, duchowością a psychologią. „Jej podstawową koncepcją jest ezoteryczna «kontrtradycja», która była zawsze obecna jako ukryty – okultystyczny – «cień» głównego nurtu: od gnostycyzmu i starożytnych kultów misteryjnych, przez alchemię i inne «nauki okultystyczne» (magię naturalną i astrologię) po myślicieli wczesnonowożytnych (…) a wreszcie nowoczesną psychologię. W tej narracji oficjalni przedstawiciele głównego nurtu (teolodzy chrześcijańscy, racjonalni filozofowie, nowożytni naukowcy) zawsze próbowali ją tłumić, ale nigdy z trwałym powodzeniem, ponieważ, jak nieświadomość, jest ona ukrytą tajemnicą ich własnej egzystencji, żywotnym źródłem, bez którego nie mogliby istnieć. Religie pozytywne, zwłaszcza monoteistyczne, są «zewnętrznymi» wytworami czasu i okoliczności historycznych – miały jakiś początek i będą miały koniec – ale pod nimi zawsze istniało to stałe i uniwersalne podłoże: rodzaj obiektywnego pogaństwa, wyrażającego się symbolami i mitami, a opartego na uniwersalnym ludzkim poszukiwaniu samowiedzy, czyli gnozy”[10].

Nie jest przesadą powiedzieć, że Sting od czasu zwrócenia się ku naukom C.G. Junga na początku lat 80. daje swoim życiem w kontekście publicznym przykład artystyczno-terapeutycznego modelu indywiduacji, opartego na samorealizacji i poszukiwaniu wiedzy – zupełnie tak, jak wcześnie ujął to w piosence „So Lonely”: „In this theatre that I call my soul, I always play the starring role”. Chociaż Jung jest widoczny już na okładce albumu „Sgt. Pepper’s” Beatlesow, a w ramach ruchu kontrkultury był zauważany na szerszą skalę, to jego naukę spopularyzował w decydującym stopniu Sting. Nie tylko Sting zawdzięcza coś C.G. Jungowi, lecz także Jung jemu.

Do tej publicznej samorealizacji, pełniącej funkcję wzorca, należy w bardzo istotnym stopniu to, co Jung – nawiązując do tradycji alchemicznej – określał mianem mysterium coniunctionis lub coniunctio oppositorum i co oznacza łączenie przeciwieństw, sprzeczności, takich jak przede wszystkim męskość i kobiecość, ale również dobro i zło, świadomość i nieświadomość, racjonalność i intuicyjność, introwertyczność i ekstrawertyczność[11]. Bowiem tylko dzięki akceptacji przeciwieństw można według C.G. Junga osiągnąć uzdrawiającą całość, naprawdę stać się samym sobą. Jest to transformacja alchemiczna na płaszczyźnie duchowej.

Sting jest dowodem na to, co filozof Charles Taylor zdiagnozował jako ogólnospołeczne zjawisko „epoki autentyczności”: „To, co było niegdyś grzechem, jest teraz często uważane za schorzenie. (…) Mamy tu do czynienia z przesunięciem ram: pewne ludzkie zmagania, kwestie, trudności, problemy są przenoszone z rejestru moralnego/duchowego do terapeutycznego”[12]. Etyka „epoki autentyczności” opiera się bowiem, zdaniem Taylora, nie na rygorystycznej moralności, lecz na samorealizacji, tolerancji i wzajemnym szacunku.

Czy to wszystko jednak naprawdę da się wykorzystać terapeutycznie? Czy „zło” da się po prostu zintegrować, a tym samym zaakceptować? Akurat w tej instytucji, którą Sting krytykuje najbardziej, co w kontekście jego doświadczeń jako nastolatka jest zrozumiałe, czyli Kościele, za sprawą ujawnienia przypadków molestowania wyraźnie okazało się, że „zło” istnieje i że dla ochrony jednostek i społeczeństwa nie wystarczy to „zło” jedynie dostrzegać i integrować, jak przewiduje to teoria C.G. Junga i jak także Goethe rozumiał pierwiastek demoniczny[13].

W tej mierze należy sformułować pytania dotyczące „binarnego kodu dobra i zła”, który brytyjski naukowiec Phil Powrie całkowicie słusznie skonstatował w odniesieniu do filmowej twórczości Stinga, i który – jak demonstruje niniejsza praca – można odnieść również do całej duchowej i artystycznej twórczości Stinga. Wielkim osobowościom, takim jak Goethe, C.G. Jung i Sting, udało się produktywnie wykorzystać w swojej twórczości rozdarcia i wewnętrzne sprzeczności, ale jak to się dzieje u ludzi obdarzonych mniejszą dozą geniuszu? To, że Sting chętnie kokietuje ambiwalencją, swoim rzekomo przestępczym potencjałem i swoją bezwzględnością, może przydać jego wizerunkowi tajemniczej wartości dodanej, ale dla jego funkcji jako wzorca ten aspekt jest problematyczny.

Faust Goethego pozostawia za sobą w dwuczęściowym dramacie ślad zniszczenia (Małgorzata i jej rodzina, Filemon i Baucis itp.). Czy taka postać, taki archetyp rzeczywiście może być modelem dla pokojowej koegzystencji jednostek w globalnym społeczeństwie? Powinno być to punktem wyjścia do kolejnych badań.

Pozytywnie uwypuklić trzeba fakt, że Sting, zajmując się w ramach kultury popularnej tak złożonymi tematami i ustawicznie zastanawiając się nad etyką swojego postępowania, obala zastrzeżenia Rogera Scrutona, który uznawał kulturę popularną za czystą platformę rozrywkową („fantazje i wybuchy entuzjazmu”), przeszkadzającą młodym ludziom dojrzewać, przejmować odpowiedzialność. U Stinga imaginacja i refleksja odgrywa większą rolę niż fantazja. Całkiem możliwe, że Sting jako były nauczyciel może być dzięki tej postawie wzorem do naśladowania godnym poważnego traktowania.

Poza tym Sting jako przedstawiciel kultury popularnej demonstruje, że również w takim charakterze można brać odpowiedzialność za planetę i ludzkość. Tematowi osobistej pracy nad integracją i transformacją u Stinga towarzyszą od początku lat 80. wnioski i postulaty, które odnoszą się do sytuacji globalnej wraz z należącymi do niej konfliktami kulturowymi i społeczno-politycznymi oraz konstytuują jego status jako ikony popkultury.

Angażując się na rzecz lasu deszczowego, Sting wcześnie poruszył bądź antycypował sprawę, która jest dziś określana mianem głębokiej ekologii („deep ecology”) i stanowi już obecnie nawet postulat wysuwany przez papieża w encyklice („Laudato si‘”): ochronę środowiska i klimatu, która traktuje Ziemię poniekąd jako żywy organizm, potrzebujący całościowego wsparcia ze strony człowieka. Dąży się do harmonijnej jedności mikro- i makrokosmosu.

Temu zaangażowaniu towarzyszyła obrona praw człowieka i krytyka pod adresem rządów narodowo-konserwatywnych, wyznających klasyczny chrześcijański system wartości. Zdaniem Stinga te rządy deptały prawa robotników (Margaret Thatcher, Anglia, lata 80.); zagrażały ludzkości (Ronald Reagan, USA, lata 80.), prześladowały opozycję polityczną i łamały prawa człowieka (Augusto Pinochet, Chile, lata 80.); nie broniły w wystarczającym stopniu migrantów i równych praw wszystkich ludzi (Donald Trump, USA, druga dekada XX wieku) lub blokowały ochronę środowiska[14] (Jair Bolsonaro, Brazylia, 2019). W ten sposób Sting stał się sztandarową postacią etyki globalnej, którą wcześnie, bo w 1981 roku, zwięźle podsumował w piosence The Police: „One world is enough for all of us”.

Jeśli Roger Scruton, jak to się działo za jego życia, krytykował kulturę popularną za to, że jest tylko surogatem w porównaniu z common culture (kulturą ludową), która według niego spajała niegdyś społeczeństwo lub plemię wspólnymi dogmatami, obrzędami i mitologiczną wizją świata w obrębie tradycyjnej religii, to można krytycznie zareplikować, że dominacja common culture trwała zawsze kosztem ruchów ezoterycznych, które były wówczas siłą marginalizowane. Znane jest hasło: „wiedza odrzucona”.

Wielkim osobowościom, jak Sting, udało się produktywnie wykorzystać w swojej twórczości rozdarcia i wewnętrzne sprzeczności, ale jak to się dzieje u ludzi obdarzonych mniejszą dozą geniuszu?

Stefan Meetschen

Udostępnij tekst

Teraz karta się odwróciła: już nie chrześcijaństwo posiada hegemonię kulturową, lecz nurty niegdyś ezoteryczne. Jak pokazano w niniejszej pracy, Sting odgrywa w ich rozpowszechnianiu ważną rolę propagatora – opierając się na C.G. Jungu i innych nauczycielach. To nie chrześcijaństwo jest teologicznym fundamentem jego „religii prywatnej” – służy ono jedynie jako element dekoracyjny. Istotniejsza jest dla Stinga postawa poszukiwania religii naturalnej lub „głębszej religii”, która była typowa także dla Goethego[15].

Poszukiwanie to byłoby nie do pomyślenia bez ingrediencji ezoterycznych i ma niewątpliwie perspektywę kosmiczną, jak podkreślił Sting w jednym z wywiadów w 2013 roku: „Doprawdy trudno mi zaakceptować religijne pewniki. Najważniejsza jest ciekawość. Wierzę w tajemnicę i obejmuję myślą tajemnicę kosmosu. Jest tak ogromny i rozległy. Jestem mu oddany. Mogę uklęknąć i powiedzieć «Dziękuję ci za to, że uczyniłeś mnie częścią tego niewiarygodnego cudu»”[16].

Również tutaj można uświadomić sobie interesujący fenomen: człowiek nie pozwala się uchwycić tajemnicy, lecz sam chce ją objąć, ponieważ pragnie jej dla tajemnicy wyłaniającej się z jego jaźni, zamkniętej w jego jaźni i służącej jego jaźni. Ale czy w ten sposób tajemnica się nie wymyka? Czy też zgoła nie ulega zniszczeniu wskutek takiej próby uzyskania do niej dostępu? W piosence „Nothing ‘Bout Me” (1993) Sting jako mistrz kamuflażu wyraził w każdym razie swoją satysfakcję z tego, że nie można odgadnąć jego tajemnicy – o ile taka istnieje:

Wesprzyj Więź

Check my records, check my facts
Check if I paid my income tax
Pore over everything in my C.V.
But you’ll still know nothing ’bout me
You’ll still know nothing ’bout me
You don’t need to read no books on my history
I’m a simple man, it’s no big mystery.

Fragment książki „Tajemnica Stinga. Znaczenie duchowości w karierze ikony popkultury. Analiza kulturoznawcza”, tłum. Adam Peszke, Wydawnictwo Naukowe Akademii Ignatianum, Kraków 2023. Tytuł pochodzi od redakcji.


[1] R. Scruton, „Przewodnik”, „Przewodnik po kulturze nowoczesnej dla inteligentnych”, tłum. Jerzy Prokopiuk, Jan Przybył, Łódź; Wrocław: Wydawnictwo „Thesaurus”, 2006, 162.
[2] T. Eagleton, „Kultura a śmierć Boga”, tłum. B. Baran, Warszawa: Wydawnictwo Aletheia, 2014, 188.
[3] R. Scruton, „Przewodnik”, op. cit., 161.
[4] R. Till, „Pop Cult. Religion and Popular Music”, London: Continuum, 2010, 14.
[5] Ch. Barker, „Cultural Studies. Theory and Practice”, 3rd edition, London: SAGE Publications, 2008, 49-50.
[6] W odróżnieniu od Waltera Benjamina, który omówił to zagadnienie szczegółowo we fragmencie „Kapitalismus als Religion”.
[7] Na jego cześć Sting dał na imię Eliot swojej najmłodszej córce, która obecnie sama już jest odnoszącą sukcesy piosenkarką popową.
[8] T.S. Eliot, „Ku definicji kultury, Przedmowa”, w: tenże, „Chrześcijaństwo – kultura – polityka”, tłum. Piotr Kimla, Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 2007, 116.
[9] NN, „hr1-Reinke am Samstag mit Sting, Egner und Gottschalk”, www.hr1.de, dostęp: 28 października 2021. https://www.hr1.de/sendungen/reinke/hr1-reinke-am-samstagmit-sting-egner-und-gottschalk,reinke-am-samstag-624.html
[10] W. J. Hanegraaff, „Esotericism and the Academy: Rejected Knowledge in Western Culture”, Cambridge: Cambridge University Press, 2012, 295.
[11] „Jaźń objawia się w opozycjach i ich konflikcie – stanowi coincidentia oppositorum”. C.G. Jung, „Psychologia a alchemia”, tłum. Robert Reszke, Warszawa: Wydawnictwo KR, 2009, 218.
[12] Ch. Taylor, „A Secular Age”, Cambridge, MA & London: The Belknap Press of Harvard University Press, 2007, 618‒622.
[13] Według Petera Hofmanna u Goethego „pierwiastek demoniczny jest twórczo produktywny, a nie po prostu negatywnie-diaboliczny” (P. Hofmann, „Goethes Theologie”, Paderborn: Schöningh, 2001, 364). W naturach wybranych władców i artystów może być on siłą, która prowadzi i popycha do ponadprzeciętnych, genialnych osiągnięć. Pierwiastek demoniczny demonstruje zatem w rozumieniu Goethego „ambiwalencję i sprzeczność boskości” (Ibid., 367). Sam Goethe podsumował to łacińską sentencją na zakończenie „Zmyślenia i prawdy”: „Neomo contra Deum nisi Deus ipse” (Nikt przeciwko Bogu oprócz samego Boga).
[14] J. Blistein, „Sting condemns Brazil’s handling of Amazon Fires: We will all suffer the consequences”, „Rolling Stone”, 27 sierpnia 2019, www.rollingstone.com, dostęp: 29 grudnia 2019.
[15] Zob. P. Hofmann, „Goethes Theologie”, op. cit., 157.
[16] R. Greene, „Sting on music, God, tantra and the awesome mystery of the Universe”, „Hollywood Journal” (19 czerwca 2013), www.hollywoodjournal.com, dostęp: 20 maja 2018.

Podziel się

4
Wiadomość