Targi

Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Kate Bush: Pragnę dać światu swoje utwory, a nie samą siebie

Kate Bush, 1986. For. Wikimedia Commons

„Wciąż lubisz być przedmiotem męskich fantazji?” – zapytał prosto z mostu prowadzący talk show. „Hmm, nie jestem pewna, czy kiedykolwiek to lubiłam” – odparła Bush z pobłażliwym uśmiechem. „Okropne pytanie” – zorientował się dziennikarz. „Tak, okropne – potwierdziła Bush. – To było okropne pytanie”.

Fragment książki „Kate Bush w 50 odsłonach. Running Up That Hill”, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2023

Wesprzyj Więź.pl

Od kampanii reklamowej płyty „The Sensual World” (1989) wizerunek Kate Bush jako tajemniczej samotniczki odciętej od świata zaczął dominować w świadomości publicznej i utrwalił się na dobre.

Wytwórnia wydająca teraz Bush w Ameryce, Columbia Records – z którą wokalistka podpisała kontrakt po wygaśnięciu i nieprzedłużeniu umowy z EMI – wybrała „Love and Anger” na wiodący singiel z nowego albumu i poprosiła Kate o zilustrowanie go wideoklipem. Nakręcony przez samą Bush teledysk ujmował elegancją: ubrana w czarną suknię klęczała w jasnym kręgu światła otoczonym przez ciemność, obsypywana złotym konfetti. Następnie dołączały do niej baletnice, wirujący derwisze, a na końcu zespół, w którym grał David Gilmour. Klip był tak często pokazywany w MTV, że ta potężna stacja poprosiła Bush o wywiad.

Pod koniec roku 1989 Kate wybrała się więc na krótko do Nowego Jorku. Od pierwszej chwili pytający ją prezenterzy MTV zachowywali się trochę dziwnie.

„Zrobiłaś coś bardzo niekonwencjonalnego – zwrócił się do niej niewidoczny dla widzów dziennikarz w informacyjnym programie, prawdopodobnie odnosząc się do działania na przekór modom. – A potem wróciłaś do normalnego świata”.

„Branża muzyczna – odparła wokalistka – oraz związane z nią mody i trendy są chyba czymś bardzo odrębnym od mojej muzyki. Zresztą kto może stwierdzić, czy coś jest modne, czy nie. Ja po prostu robię swoje… Zdumiewa mnie to, w jak różne sposoby jestem postrzegana – dodała z uśmiechem. – Żeby zachować zdrowie psychiczne, wolę myśleć, że to ich spostrzeżenia, nie moje [śmiech]. To dość ważne. Wszyscy mamy problem z tym, co inni o nas myślą. Ale to przecież nie ma znaczenia, prawda?”.

W innym programie MTV, „X-Ray Vision”, głosy prezenterów pobrzmiewały lekką irytacją, gdy we wstępie do wywiadu opowiadali oni z offu o Bush, a na ekranie migały urywki z jej teledysków.

Prezenter: „Ona istnieje wyłącznie jako magiczna postać, którą można oglądać w klipach i słuchać z płyt”.
Prezenterka: „Ale rozmawiałeś z nią, prawda?”
Prezenter: „Tak, jest bardzo powściągliwa”.
Prezenterka: „Powściągliwa?”
Prezenter: (matowym głosem) „Tak, powściągliwa”

„Chciałam, żeby moje utwory przemawiały same za siebie – powiedziała Bush, gdy kamera w końcu ją pokazała. – Nie za mnie jako za konkretną osobę. Bo mam poczucie, że właśnie to pragnę dać światu: swoje utwory, a nie samą siebie czy to, co mogę powiedzieć w inny sposób”.

Kate Bush w 50 odsłonach
Tom Doyle, „Kate Bush w 50 odsłonach. Running Up That Hill”, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2023

Jak można było przewidzieć, kolejne pytanie dotyczyło przyszłego tournée. Odpowiedź Kate okazała się o tyle ciekawa, że – jak rzadko kiedy – użyła wobec siebie słowa „odludek”, wyjaśniając swoją nieobecność w sferze publicznej jako reakcję na popularność we wczesnym okresie kariery.

„Po ostatniej trasie czułam się wystawiona na ciosy – powiedziała. – W młodym wieku znalazłam się nagle w centrum uwagi i od tamtego czasu właściwie trwa to bez przerwy. Wydaje mi się, że przez lata pracy w studiu i życia jako «odludek» odzyskałam siły, które wtedy straciłam”.

Potem zrobiło się nieco osobliwie, gdy niewidoczni prezenterzy wrócili do pogawędki między sobą, a na ekranie pojawił się klip do „Love and Anger”.

Prezenter: „Zależy jej, żeby te płyty i klipy były naprawdę magiczne. Mogę powiedzieć coś dziwnego?”
Prezenterka: „Tak”.
Prezenter: „Podczas tego wywiadu moją uwagę nieustannie rozpraszała żółto-zielona aura otaczająca ciało Kate Bush. Mówię zupełnie poważnie”

Mniej niepokojące żarty pojawiły się w programie muzycznym stacji BBC Two Rapido. Pokazano tam studio na farmie East Wickham – Kate wchodzi do kuchni i demonstracyjnie rozlewa herbatę z czajniczka w taki sposób, że napój wylewa się z kubków. Następnie udaje, że dusi Dela Palmera przy konsolecie, żeby podkreślić dramatyczne różnice artystyczne między nimi. Później widzimy, jak niby to komponuje „This Woman’s Work”, siedząc przy pianinie Bechsteina i zapisując akordy na papierze nutowym.

W wyemitowanym potem wywiadzie Bush mówi z uśmiechem, że dziwi się, iż „ludzie ciągle pytają mnie, czy wybieram się w trasę. Wyście chyba wszyscy powariowali. [śmiech] Serdecznie wam dziękuję, ale…”.

24 kwietnia 1990 roku wystąpiła w emitowanym we Francji programie „Top 50”, gdzie pytania zadawano po francusku, a ona odpowiadała po angielsku. Mimo że jak zawsze była miła i uśmiechnięta, nie ukrywała niechęci do działań promocyjnych. „Jak wiadomo, poświęcam dużo czasu na promocję – stwierdziła. – Nie jest to dla mnie łatwe”.

*

Trzy lata później, gdy ukazywała się płyta „The Red Shoes”, Bush jeszcze bardziej ograniczyła swoją obecność w mediach.

„Po tamtej płycie byłam wyczerpana – powiedziała mi w roku 2005. – Teraz wiem, że należało przesunąć premierę, żebym mogła trochę odsapnąć przed działaniami promocyjnymi. Ale wiadomo, to nie zawsze da się zrobić”.

Pojawiała się wówczas w mediach rzadko i tylko w starannie wybranych miejscach. W emitowanym w ITV w sobotnie wieczory popularnym talk show „Aspel & Company” wyluzowany i sympatyczny prezenter Michael Aspel zauważył, że porównuje się ją już do Grety Garbo. Potem brnął dalej, mówiąc, że przed jej występem do producenta programu spłynęło wiele fanowskich listów, głównie od mężczyzn.

„Wciąż lubisz być przedmiotem męskich fantazji?” – zapytał Aspel prosto z mostu.
„Hmm, nie jestem pewna, czy kiedykolwiek to lubiłam” – odparła Bush z pobłażliwym uśmiechem.
„Okropne pytanie” – zorientował się Aspel.
„Tak, okropne – potwierdziła Bush. – To było okropne pytanie”.

W numerze „Q” z grudnia 1993 roku Stuart Maconie wnikliwie zauważył w wywiadzie: „Słyniesz z braku cynizmu. A przynajmniej słynęłaś. Czy coś się zmieniło?”.

„Chyba tak – odparła Kate. – Chyba nie da się poruszać w tej branży, a nawet w życiu jako takim bez odrobiny cynizmu. On nas osłania i broni. Okradają nas czy wrabiają w różne rzeczy, a cynizm przygotowuje nas na takie sytuacje. Możemy się wtedy nastawić na to, że coś takiego nas spotka [śmiech]”.

W tym samym miesiącu, w wywiadzie dla kanadyjskiego kanału muzycznego „MuchMusic”, Kate została ponownie zmuszona do konfrontacji z własnym wizerunkiem publicznym i sprawiała wrażenie mocno zniecierpliwionej.

„To zupełnie naturalne, że ludzie wyrabiają sobie fałszywe wyobrażenie o osobach występujących publicznie – utrzymywała. – Ale mnie to nie interesuje. Jestem, kim jestem. Krążą o mnie rozmaite opinie, które nie mają ze mną nic wspólnego. Zawsze uważałam, że powinny za mnie mówić moje dzieła, a nie ja sama. Nie sądzę, by to, co mam do powiedzenia, było w ogóle ciekawe. Ani trochę mnie to nie pociąga, ani trochę nie bawi. Nie lubię mówić o sobie. Jeśli więc ludzie myślą o mnie to czy owo, jest to w pewnym sensie ich problem, nie mój”.

*

W listopadzie 1994 roku pod koniec kampanii promującej album „The Red Shoes” wydano czwarty singiel z tej płyty, „And So Is Love”. Poprzednie single radziły sobie dobrze lub przyzwoicie: „Rubberband Girl” (miejsce dwunaste), „Moments of Pleasure” (miejsce dwudzieste szóste), „The Red Shoes” (miejsce dwudzieste pierwsze).

W rozmowie ze mną Bush jednak przyznała, że miała wówczas problemy wizerunkowe. „Wydaje mi się, że podobnie było po płycie «The Dreaming» – powiedziała. – Postrzegano mnie wtedy jak dziwoląga. Tak samo było po «The Red Shoes»”.

Żeby podpromować ostatni singiel, Bush zgodziła się na wykonanie tej piosenki w programie „Top of the Pops”. Był to jeden z jej najbardziej znaczących występów telewizyjnych, lecz niekoniecznie w pozytywnym sensie.

„Od jej ostatniego występu w naszym programie minęło dziewięć lat – krzyknęła gwiazda pop, a wcześniej aktorka w serialu „EastEnders”, Michelle Gayle, której wtórował aplauz tłumu. – To wielki zaszczyt, że mogę tu zapowiedzieć… pannę… Kate… Bush!”.

Obiektyw kamery skierował się na Kate stojącą na scenie obok dwóch kobiet, które miały śpiewać w chórkach. Bush stała na lewo od nich, ubrana w czarną skórzaną kurtkę, i o dziwo wyglądała jak rockowa balladzistka pokroju Bonnie Tyler czy Jennifer Rush, znana z „The Power of Love”. Taki konwencjonalny wizerunek na pozór pasował do piosenki „And So Is Love”, istotnie będącej blisko muzyki środka, ale w tym zawsze pełnym energii programie utwór Kate – smutny sam w sobie – zabrzmiał wręcz żałobnie.

Po chwili było już widać, że panny od chórków śpiewały z playbacku i znalazły się tam tylko po to, by Kate nie stała na scenie sama. Ona zaś wyglądała na boleśnie wręcz wyczerpaną i nie do końca obecną w studiu.

Wesprzyj Więź

Gdy po tym ospałym występie publiczność znów zgotowała aplauz, oko kamery przeniosło się znowu na Michelle Gayle, która cała rozpromieniona – rzuciła do widzów: „Ależ… z niej… łobuziara!”.

Wtedy to Kate Bush pojawiła się w telewizji po raz ostatni. Nigdy już tam nie wróciła.

Przeczytaj też: Chet Baker. Kiedy nie możesz wrócić do domu

Podziel się

1
Wiadomość