Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Janusz Korczak: Ojcze nasz, jakże dziwny ten świat, jakże dziwną gra balladę na harfie mej duszy

Janusz Korczak z dziećmi Domu Sierot, ok. 1933. Fot. Ghetto Fighters' House, Museum of the Holocaust and the Resistance, Kibutz Lohamei Haghetaot, Israel

Dziękuję Ci, że żyję wiecznie, jestem wszędzie i wszystko wypełniam swym tchnieniem. Dziękuję Ci, za czarodziejską tajemnicę Twej bajki. Modlitwa Janusza Korczaka.

W 1922 roku Janusz Korczak wydał książkę „Sam na sam z Bogiem. Modlitwy tych, którzy się nie modlą”. Ksiądz Jan Twardowski nazwał ją po latach „arcydziełem literatury”. W 2005 roku w Bibliotece „Więzi” ukazało się jej nowe wydanie.

Wesprzyj Więź.pl

Ojcze nasz, jakże dziwny ten Twój świat, jakże dziwną gra balladę na harfie mej duszy. Jak dziwne to wszystko, co na ziemi, w jej głębi, wokoło. Tyle dziwów, gdyby ich mniej było, byłoby łatwiej, ubożej. I woda – i ogień – i kamień – ptak i kwiat, i gad – i gwiazda. Tyle małych i wielkich tworów. I człowiek tak podobny do tego wszystkiego, coś stworzył.

Dziw, że się można tak długo wpatrywać w las, w jedno lasu drzewo, w jedną drzewa gałąź, w jeden gałęzi liść, w jedną liścia żyłkę – i takie dziwne płyną w duszy godziny.

Można tak długo – długo wpatrywać się w morze, lub jedną rosy kroplę – i takie dziwne płyną w duszy stulecia.

Podobno wiedza wie – poszukuje, podpatruje, odgaduje, zna niektórych tajemnic Twych tajemnice.

Niech sobie.

Ja wiem, że w barwie, ruchu, woni, w świegocie pisklęcia i modlitwie gwiazd – sam opowiadasz serdeczną, dla wszystkich zrozumiałą bajkę, którą każdy inaczej czuje – nie taisz, nie kryjesz.

Patrzę na niezorną pokrzywę – dziwna roślina – czemu uzbroiła swą zieleń w zatrute sztylety – jaką ma nadzieję, jaką sprawiedliwość, jaką swoją rację stanu wobec mnie, wobec ziemi i słońca.

Dlaczego pokrzywa, konwalia, malina, jabłoń i dąb? – Nie, że to kłuje, to wdzięczne, to słodkie, to trwałe – szkodliwe czy pożyteczne. Nie, czemu – my – bracia w życiu nie rozumiemy się?

Rodzimy się: ja, konwalia i dąb, oddychamy, żywimy się, wzrastamy, kochamy – my: ja, konwalia i dąb. I umieramy.

Czemu z tej samej ziemi: pokrzywa, jaśmin, malina, dąb i ptak, i gad – i ja?

Dlaczego łabędź i jego śnieżny puch?

Dlaczego para, woda, lód i śniegu kryształ, i soli kryształ?

Słowik w nocy, a skowronek w locie zwisając jak kropla słońca?

To jakieś dziwne coś, które na długich nogach opancerzony dźwiga korpus i wąsikami porusza – po co mi wiedzieć, jak się ta śmiesznie mała kreatura nazywa? Żyje – i ja żyję. Bracia. Teraz żyje i ja teraz żyję. Współcześni. A jeśli jedną z tych sześciu nóg utraci – po swojemu zapłacze. Bracia my w bólu. Skona. Bracia w śmierci. I samiec poszukuje samicę. Bracia w płomieniu zmysłów, w wichrze, w czadzie namiętności.

A oto sunie to jakieś najmniejsze zielone coś – mrówka mu jest olbrzymem, sunie spiesznie, spiesznie ucieka przed niebezpieczeństwem. Bracia my w lęku przed grozą tajemnicy.

A może ten stary orzech zakochał się w brzozie, i tam pod ziemią szuka jej dziewiczego dotknięcia; a brzoza pękiem rozwianych gałęzi kusi i zwodzi – w głębi ziemi unika korzeniami i zdradza, z innym je drzewem splata.

Wiele nasza wie wiedza. Niech sobie.

Dla mnie prawdą jest, że te wszystkie dziwy bajki Twojej, Ojcze, są nie tylko wokoło mnie, ale i we mnie. Ja w sobie swoją sobie bajkę opowiadam, a taką od Twojej odmienną.

Ja temu wszystkiemu naprzeciw. Nic beze mnie.

Mam wolną wolę nie patrzeć wcale, patrząc nie widzieć, widząc nie dostrzec, widzieć tak, jak chcę. Twoją kroplę robię oceanem. Zakryłeś słońce chmurą, a ono dla mnie teraz właśnie najjaśniejsze. Przypiąłem człowiekowi skrzydła. Wypiłem nieskończoność – nie ma jej. Pod źdźbłem trawy rozpiąłem namiot, w cieniu jego wypoczywam. Z ziarna piasku wytoczyłem kielich stuletniego wina. Grzeję się na lodowcach.

Ty sobie, Ojcze, a ja sobie z Twojej bajki własną dla siebie swoją bajkę splatam.

Wesprzyj Więź

Aż dziw, że te dziwy wokół tak dziwne. I że się w minutę przeżywa ich całe epoki.

Dziękuję Ci, Ojcze nasz, że żyję wiecznie, jestem wszędzie i wszystko wypełniam swym tchnieniem. Dziękuję Ci, Ojcze nasz, za czarodziejską tajemnicę Twej bajki.

Przeczytaj też: Szkoda mi życia, a umierać pora. Modlitwa Janusza Korczaka

Podziel się

4
1
Wiadomość