Targi

Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Rozkład jazdy do nieba. Pożegnanie Adama Bacińskiego

Adam Baciński (1967-2023). Fot. Aldona Piekarska

Gdy chciał komuś coś ważnego powiedzieć, podchodził bardzo blisko i koniecznie łapał rozmówcę za rękę. A gdy rysował, wszystko musiało być najpierw zaplanowane, a potem narysowane w odpowiedniej kolejności.

Adam był w „Ziarenku” od ponad 30 lat („Ziarenko” to wspólnota ruchu „Wiara i Światło”, skupiająca osoby z niepełnosprawnością intelektualną, ich rodziny i przyjaciół, działająca przy parafii św. Wincentego à Paulo w Otwocku). Dziś go pożegnaliśmy.

Wesprzyj Więź.pl

Już po jego śmierci spytałem przyjaciół ze wspólnoty, z czym im się Adaś najbardziej kojarzy. Pierwsza padła odpowiedź: z kalkulatorem. Potem: z rozkładem jazdy. I jeszcze: z zegarkiem.

Owszem, Adam miał takie okresy w życiu, że nie rozstawał się z tymi przedmiotami. Wciąż coś tam sobie sprawdzał w grubym sieciowym rozkładzie jazdy pociągów. Stale coś sumował na podręcznym kalkulatorze, dla siebie zachowując tajemnicę, co zlicza. Bardzo ważny był też dla niego zegarek, zawsze mocno zapięty na nadgarstku. Czasem używał go specyficznie. Na przykład latem jego zegarek wskazywał czas zimowy, ale Adaś – zapytany o godzinę – bezbłędnie wskazywał tę prawidłową.

Widać zatem, że dla Adama bardzo ważny był czas. Nie chciał go tracić ani marnować, chciał nad nim panować, odpowiednio wykorzystać.

Interesowała go też wieczność. Czytał liczne publikacje religijne, autorstwa różnych wyznań, zastanawiał się, zadawał pytania, najczęściej o sprawy ostateczne. Kiedyś czytał nam przy ognisku swój pamiętnik, gdzie zanotował: „Zadaną pokutę odmówiłem wielokrotnie”.

Był człowiekiem bardzo poważnym. Często siedział skupiony, lubił milczeć i obserwować. Ale czasem wymyślał wtedy swoje dowcipy. A jak już mu się ten dowcip udał, to miał na ustach taki szelmowski uśmiech.

Był indywidualistą. Każdą sytuację przeżywał i uczestniczył w niej po swojemu. Miał rytuały, których przestrzeganie uznawał za niezbędne. Był też bardzo wierny w przyjaźniach. Dopytywał o osoby nieobecne na naszych wyjazdach, wyraźnie mu ich brakowało.

Gdy chciał komuś coś ważnego powiedzieć, podchodził bardzo blisko, koniecznie łapał rozmówcę za rękę i mocno ściskał w przegubie. A gdy rysował, wszystko musiało być najpierw zaplanowane, a potem narysowane w odpowiedniej kolejności. To nie były przypadkowe kreski, lecz konsekwentne zmierzanie do wyznaczonego celu.

Wesprzyj Więź

Te nasze „Ziarenkowe” wspomnienia pokazują, że życie Adama było świadomym dążeniem do celu. Teraz już jest u tego celu. Jest tam, gdzie można znaleźć odpowiedzi na wszelkie pytania, gdzie już nie ma cierpienia czy bólu. I gdzie, jak sądzę, nie ma już niepełnosprawności – a na pewno nie ma ona żadnego znaczenia (bo po tej stronie życia wciąż bywa ona trudnością).

Adasiu, zegarek chyba już Ci tam niepotrzebny. Będziemy o Tobie pamiętać, a Ty pamiętaj o nas. Gdy będziemy czynić coś niemądrego, to złap mocno za rękę i przypomnij o tym, co ważne. A w rozkładzie jazdy sprawdź, proszę, odpowiednie połączenia dla nas – żeby nam nie uciekł pociąg do nieba…

Przeczytaj także: Niewinni święci? Teologia niepełnosprawności Anny Maliszewskiej

Podziel się

3
Wiadomość