Jesień 2022, nr 3

Zamów

„Dobrej nocy, moja Wolności!”. Wiersze Liny Kostenko

Ukraińska flaga na Wyspie Węży 7 lipca 2022 r. Fot. The Special Unit Zgard / war.ukraine.ua

Utwory ukazały się w kwartalniku „Więź” jesień 2022.

***

***

Mój pierwszy wiersz napisałam w okopie,
na ścianie, co od bomb się kruszyła,
kiedy gubiło gwiazdy w horoskopie
moje dzieciństwo, które wojna zabiła.

Spływała z nieba wulkaniczna lawa.
Noc była dniem. Dom płonął jak pochodnia.
Pamiętam, jak dławiła się przeprawa –
przez Dniepr – od buchających wód i ognia.

Był wszędzie huk. Synek sąsiadów płakał.
Starucha się żegnała, chleb się kończył.
I drżał nasz wąski okop, gdy szedł atak.
Lęk nas do siebie tulił i jednoczył.

Ten pierwszy ból tych niedziecinnych wrażeń,
jaki on ślad zostawić w sercu musiał!
Czy kiedykolwiek wierszem go przekażę,
czy też w niemowę zmieni moją duszę!?

To nie jest bajka o wilkach czy zajączku,
to krwawa ziemia i zwęglone świty! –
A ja pisałam łuską lub gałązką
litery dużo większe niż w zeszytach, –

ten wierszyk, do krawędzi przyciśnięty,
by wojna w ciemną noc mi poświeciła,
jaki on był – już tego nie pamiętam.
Spadł pocisk, tamta ściana się skruszyła.

1977 r.

Van Gogh

Nowy dzień. Witaj znów samotności!
Chłodzie chłodów i ciszo nad cisze.
Cyklopową jednookością
niebo dziwi się cudom Paryża.

Wodzisz mnie po granicy istnienia!
Wczoraj byłem królem biesiady,
no a dzisiaj popiół spalenia
na żar moich kolorów opada.

Barwy – martwe.
O, ręce-celnicy!
Świat do sztalug jest przygwożdżony!
Ja – to pomnik na cmentarzysku.
Aż do nieba cyprysy tu płoną.

Niebo burzą jest głucho nabrzmiałe.
Wyginają się pędzle-psy gończe.
Grzbiety gór wzdłuż i wszerz połamało,
kiedy grzmot paleozoik roztoczył.

Widzę, jak się firmament strumieni.
Pasę drzewa – nie owce – po świecie.

W załatanych bólem
kieszeniach
swoje pięści doniosę do śmierci.

Samowity – niesamowity –
nie Cézanne – nie Gauguin – nie Manet –
co mam począć z tym faktem niezbitym,
z tym, że we mnie najwięcej jest mnie?!

„Z Bożej woli dotknięty szaleństwem” –
Mówią o mnie. To zdanie większości.
„Z Bożej woli…”
A więc – wolny jestem…
Dobrej nocy, moja Wolności!

1963

***

Porzucę wszystko. Wierzę w kilometry –
zdyszane, wściekłe i szarpane wiatrem.
Ich bezmiar w swojej władzy ma Demetra,
bogini naszej ziemi i pramatka.
Rozmotaj dla mnie szlaki, o bogini!
Na własnych oczach biec od siebie muszę.
Uratuj mnie, uraduj mnie, bo ginie
dziś moja dusza zapatrzona w inną duszę.
Z czułością i łagodnie, i z oddaniem,
bez trzeźwych kalkulacji, nierozsądnie.
Uratuj mnie rozłąką i dystansem, –
a nie zabiorę z sobą żadnych wspomnień.
Tam, gdzie rozkwita w słońcu gorzki cedrat,
gdzie grom uwięził deszcz w rękawie,
gdzie tylko wiorsty, te drewniane zebry,
pasą się same w zakurzonej trawie –
niechaj się stanie step i góry oraz bory,
niechaj wybuchnie twoja prazłość sroga,
gdy tylko, złe na oko, semafory
spróbują smutkiem zalać moją drogę.

Przełożyła Józefina Inesa Piątkowska

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.