Jesień 2021, nr 3

Zamów

„jeżeli znajdziesz trzy powody, / byśmy wstały, ułożę wyliczankę szczęścia”. Wiersze Anny Piwkowskiej

Anna Piwkowska. Fot. Wiktor Franco

Utwory ukazały się w kwartalniku „Więź” jesień 2021.

Abir i Afrah

Nie mogę iść do domu. Mamo, nie mam domu.
Nie mogę prać sukienek, myć rąk, nie ma wody.
Afrah, siostro, jeżeli znajdziesz trzy powody,
byśmy wstały, ułożę wyliczankę szczęścia.

Abir, chodź, pachnie gruszka, wanilia, cynamon,
trzeba wstać, iść przed siebie, nie możesz tu leżeć,
może dzisiaj znajdziemy parę nowych ścieżek,
przy których tryśnie strumień i wszystko się samo
potoczy. Ty umyjesz moje czarne włosy,
a ja opatrzę rany twoich nóżek bosych.

Afrah, tylko kurz pachnie, strach pachnie, wygnanie.
Abir, wstań, dziś zrobimy pranie w wielkiej pianie,
przyniosę kostki mydła, wyjmę je ze skrzyni
rzeźbionej w ptaki, całej z różanego drzewa.
Afrah, nie wstanę dzisiaj, nic mi nie potrzeba,
tylko żółte kanistry, te róże pustyni
niech napełnią się wodą, napoimy mamę.
Afrah, czuję, jak pachnie mi drzewo różane,
lecz to nie zapach skrzyni, która stała w domu,
to zapach, który dla mnie Bóg w garstkę nagarnął,
bo jestem jego gwiazdą międzyplanetarną.

Warszawa, marzec 2020

Nie masz, nie masz nadzieje

Ojcu

Nieszczęsne ochędóstwo, żałosne ubiory,
ampułki po lekarstwach, bandaże, wenflony,
uprane prześcieradła – przetarte upiory
twego bólu i jeszcze nożyk porzucony
ten, którym rozcinałeś w spłowiałej gazecie
strony. Już tylko żalu, żalu przydajecie.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

I moje uploteczki, chustki haftowane,
znajduję rozrzucone, jak ślad po czuwaniu
nocami przy twym łóżku w daremnym czekaniu
na znak, ostatnie słowo, choćby napisane
ołówkiem, bo uparcie twoja dłoń wędruje
do stolika, gdzie notes – lecz już śmierć spisuje,
jak spiskowiec, szeptane przez ciebie imiona
jeszcze wczoraj. Dziś milczysz – już skrzynka zamkniona.
A jakbym jeszcze tobie coś obiecowała,
jakbym nie dotrzymała, straciła, oddała
to, co mi powierzyłeś, a czego ubyło
po tobie, jakby nigdy cię tutaj nie było,
to miłość, której nigdy nie zwrócę nikomu,
bo tak kochać nie umiem – szczere pustki w domu.
I klęczę przy twym łóżku w przeciągu, bo wieje
nicość przez pokoje i nie masz nadzieje.

Kos

Poszły w las me ogary, minęło południe
w życia wędrówce na połowie czasu,
gdzie jesteście minione artezyjskie studnie,
gdzie jesteś Przewodniku, coś mnie wywiódł z lasu
i zostawił na jasnej ogromnej polanie,
gdzie jesteś ma miłości, moje świętowanie?
A jednak, choć się mieszczę z wolna w Drugą przestrzeń,
choć rozmawiam po nocach z moimi zmarłymi,
choć sycę się oczami we mnie wpatrzonymi,
wciąż nie wiem, gdzie są ciała, usta, wasze kości?
Zjawiacie się fizycznie, z prochu, z mej miłości,
krzątacie się po kuchni, siedzicie przy oknie
jak kos, który nas widzi, choć nie patrzy, dziobie
ziarno, słyszy ogonkiem, oranżowym dziobem
i gdy zrobisz ruch ręką albo krok do przodu,
odfruwa do innego, rajskiego ogrodu.

Furmanowa, 27 lutego 2021

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.