Jesień 2021, nr 3

Zamów

Zreformował papiestwo, przestawił zwrotnicę Kościoła. Benedykt XVI kończy 94 lata

Benedykt XVI podczas wizyty w Wielkiej Brytanii we wrześniu 2010 r. Fot. Mazur / catholicnews.org.uk

Franciszek powtarza, że Benedykt XVI jest „subtelnym myślicielem, którego większość ludzi nie zna lub nie rozumie”.

Fragment książki Petera Seewalda „Benedykt XVI. Życie”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2021

Pod koniec pontyfikatu Benedykta XVI w wielu krajach odprawiano msze dziękczynne, a w prawie wszystkich diecezjach dzwoniły dzwony. W tym samym czasie insygnia Stolicy Apostolskiej zastąpił herb sedes vacans. Były na nim dwa skrzyżowane klucze. Nie wydawano już znaczków z wizerunkiem Benedykta. Pojawiły się natomiast media, dla których dobrym papieżem był tylko martwy papież. „Der Spiegel” wymawiał Benedyktowi, że „słabość, choroba i cierpienie nie są dla papieża powodem do abdykacji”. W „świetle wieczności” abdykacja jest dezercją.

„Czułem z początku niepewność. Ale potem, gdy zobaczyłem, jak Franciszek rozmawia z Bogiem i ludźmi, ucieszyłem się” – wspomina papież emeryt

Udostępnij cytat

Wiele mediów rywalizowało ze sobą w tworzeniu „wizerunku” Benedykta XVI, który miał pozostać w pamięci ludzi. Redaktorka „Spiegla” Fiola Ehlers mówiła o „nie kończących się skandalach”, którym trzeba było położyć kres. Niemiecki papież pozostawił po sobie „kurię w dramatycznym kryzysie”, „zniszczoną, skłóconą, zdewastowaną przez szpiegów”. Sprawa z tymi „szpiegami” była co najmniej oryginalna. Także Hans Küng potrafił dobierać odpowiednie słowa i nadawać im pożądane znaczenie. „Benedyktowi grozi zostanie papieżem cieniem” – powiedział. (…)

Wybór Bergoglia nastąpił tak nieoczekiwanie, że większość komentatorów nie miała żadnych informacji o nim ani o jego życiu. Ale zdumiony był nawet Benedykt XVI. „Kiedy usłyszałem imię, czułem z początku niepewność. Ale potem, gdy zobaczyłem, jak rozmawia z Bogiem i ludźmi, ucieszyłem się”. Pierwsze słowa Franciszka na balkonie odnosiły się do Benedykta, któremu podziękował, w jego intencji modlił się i trwał w ciszy z setkami tysięcy ludzi na placu. Następnie złożył ukłon wiernym, prosząc ich o wyjednanie dla niego łaski niebios. Dopiero wtedy udzielił apostolskiego błogosławieństwa.

Po tym konklawe dla Benedykta stało się jasne, „że Kościół jest elastyczny, dynamiczny, otwarty i dochodzi w nim do nowych procesów”. „Nie zastygł w jakimś schemacie”, ale ma w sobie dynamizm, który go „ciągle odnawia”. Należało się chyba spodziewać, że „znaczną rolę odegra Ameryka Południowa”, przy czym jego następca jest jednocześnie Włochem i Argentyńczykiem, co wskazuje na „splot Starego i Nowego Świata”, w którym nagle ujawnia się „wewnętrzna jedność historii”.

Kiedy 23 marca były i nowy papież spotkali się po raz pierwszy w Castel Gandolfo, uwidoczniła się nowa epoka. Benedykt odebrał Franciszka z lądowiska w ogrodzie Ville Pontificie. Pierwsze w historii Kościoła katolickiego braterskie przekazywanie urzędu trwało dwie i pół godziny. Niektórzy mieli jeszcze ochotę przecierać oczy: dwóch mężczyzn w bieli, obydwaj żywi i autentyczni. Nie są przeciwnikami, lecz się uzupełniają. „Teraz mamy nawet dwóch papieży” – tak swój zachwyt sformułował jeden z wierzących, dodając: „z tym że jeden jest tylko do modlitwy”.

Wraz z przekazaniem pastorału nad jeziorem Albano raz jeszcze zostało podkreślone historyczne znaczenie tej rezygnacji: Benedykt XVI nie tylko zreformował papiestwo, ale jednocześnie przestawił zwrotnicę na papieża z kontynentu, na którym mieszka znacznie więcej niż połowa wszystkich katolików. Że była to zamiana rzeźbiarza na drwala, to podkreślało jeszcze jej wyrazistość. Jeden poeta, drugi jak spiskowiec chodzący z flagą po ulicach. Domagający się, przymuszający. Człowiek, który zawija wysoko rękawy i bez ceregieli mówi ludziom, co mają robić. Niekiedy mówił kazania jak wiejski proboszcz, bez ogródek. Nie miał przed sobą ani rękopisu, ani żadnej kartki. I podczas gdy jego poprzednik ułatwiał słuchaczowi lub czytelnikowi śledzenie treści albo nie ułatwiał, Franciszek wołał w Niedzielę Palmową do tłumu: „W takich chwilach przychodzi nieprzyjaciel, przychodzi diabeł, wielokrotnie przebrany za anioła, i podstępnie wypowiada swoje słowo”.

Nastąpiła zmiana reżysera, ale sztuka pozostała ta sama. Bo mimo że tak bardzo się od siebie różnili stylem, temperamentem i charyzmą, już podczas prekonklawe jasne się stało, że nowy chce kontynuować dzieło swego poprzednika. Ratzinger przed konklawe w 2005 roku potępiał „dyktaturę relatywizmu”, Bergoglio w roku 2013 wzywał swój Kościół do wyjścia ekstatycznym krokiem ze swych bezpiecznych obszarów „na peryferie”. Nie może on już dłużej pozostawać Kościołem „zsekularyzowanym, który żyje sam w sobie, z siebie i dla siebie”. „Kościół krążący wokół siebie samego”, uwięziony w „duchu teologicznego narcyzmu”, przestaje być „tajemnicą światła”.

Już w swoim pierwszym przemówieniu jako papież Bergoglio przypomniał określenie „dyktatura relatywizmu”, którym jego „drogi i czcigodny poprzednik Benedykt XVI” posługiwał się jako jednym ze swoich głównych terminów. Chodziło mu o Kościół, który ma swe zadanie: „Możemy chodzić tak, jak chcemy, możemy zbudować wiele rzeczy, ale jeśli nie wyznajemy Jezusa Chrystusa, to źle się dzieje. Stajemy się pozarządową organizacją pomocową, ale nie Kościołem, Oblubienicą Pana”. Nie inaczej brzmiało przemówienie Ratzingera we Fryburgu. W Kościele pojawia się tendencja do zadowolenia z siebie samego, do urządzenia się na tym świecie, do samowystarczalności i dostosowywania się do norm świata. (…)

Odkąd nie był już przytłoczony ciężarem urzędu, z Mater Ecclesiae dochodziły głosy, że Benedykt stał się „jeszcze łagodniejszy, jeszcze bardziej życzliwy”. Ale bezczynność nie była jego powołaniem, nawet jeśli chodziło tylko o pracę nad niedzielnymi kazaniami, które pisał dla małej wspólnoty domowej. Jako emeritus zainicjował nagrodę swojego imienia, rodzaj Nagrody Nobla w dziedzinie teologii, oraz założył fundację na rzecz wspierania katolickiej publicystyki.

W kwietniu 2014 roku uczestniczył w kanonizacji Jana XXIII i Jana Pawła II, a w październiku tego samego roku w uroczystości beatyfikacji Pawła VI. Franciszek wyraźnie zachęcał swego poprzednika, żeby się nie wycofywał całkowicie z życia publicznego, ale z powodu coraz większych trudności z chodzeniem otwarcie Świętych Drzwi i udział w uroczystości Niepokalanego Poczęcia Maryi 8 grudnia 2015 roku były jego ostatnimi publicznymi wystąpieniami. (…)

Peter Seewald „Benedykt XVI. Życie”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2021

Jak powtarza Jorge Bergoglio, Benedykt jest „subtelnym myślicielem, którego większość ludzi nie zna lub nie rozumie. Radość sprawia dzielenie się z nim myślami”. I na odwrót, Benedykt stwierdza, że nie ma żadnych problemów ze stylem Franciszka: „wręcz przeciwnie, uważam go za dobry”. Jest to w Kościele „nowy powiew, nowa radość, nowy charyzmat przemawiający do ludzi”. Czasami jego następca prosi go również o radę, jak mówi, ale „na ogół nie ma takiej potrzeby”. „Ogólnie rzecz biorąc, cieszę się też bardzo, że się mnie nie angażuje”.

Kwestią czasu tylko było, kiedy różne kręgi zaczną rozgrywać porównywanie obydwu papieży, nawet po to tylko, żeby zapewnić sobie większe znaczenie. Strona „postępowa” przypisywała Franciszkowi odpowiadającą mu rolę reformatora – przez takie tytuły książek jak „Der Kämpfer im Vatikan” („Bojownik w Watykanie”), „Francesco tra i lupi” („Franciszek wśród wilków”) – albo także „samotnego papieża”, który stanowczo przeciwstawiał się watykańskiemu betonowi. Strona „konserwatywna” posługiwała się takimi epitetami jak „papież dyktator”.

Bergoglio byłby w rzeczywistości człowiekiem władzy i zdradzanie przez niego spuścizny jego poprzedników prowadziłoby Kościół do ruiny. Media utrwaliły narzuconą przez Hansa Künga rolę Benedykta jako „papieża cienia”. Została ona poszerzona o wizerunek konspiratora, który nieustannie wchodzi w drogę swemu następcy i w swoim klasztorku gromadzi reakcjonistów w celu torpedowania planów Franciszka. Komentatorzy uwielbiali przedstawiać przemówienia Bergoglia jako „rozliczanie się z Benedyktem”. Pewien protestancki teolog posunął się do „analizy”, na której podstawie twierdził, że Franciszek w ciągu trzech tygodni osiągnął więcej niż Benedykt przez osiem lat.

Tymczasem Franciszek niestrudzenie chwalił swego poprzednika, twierdząc, że w ciągu ostatnich trzech dziesięcioleci Ratzinger wniósł zasadniczy wkład w modernizację Kościoła, i wyznając, że ma „poczucie głębokiej wspólnoty i przyjaźni”. Dziennik „Corriere della Sera” zapytał go w 2014 roku, czy prosił kiedyś Benedykta XVI o radę. „Tak” – potwierdził krótko papież, podkreślając, że emerytowany papież „nie jest muzealnym posągiem”: „Jest instytucją”. Zdaniem Franciszka Benedykt jest dyskretny i skromny, nie chce przeszkadzać. Ale rozmawiali o tym i wspólnie postanowili, że „będzie lepiej, jeśli będzie widział ludzi, wychodził na zewnątrz i brał udział w życiu Kościoła (…). Jego mądrość jest darem od Boga”.

W czasie lotu powrotnego z wizyty w Armenii Franciszek podkreślił, że Benedykt pomaga mu swoją modlitwą. Dziękował mu również „za otwarcie drzwi dla papieży emerytów”. Przy dzisiejszej średniej długości życia, jak powiedział, w pewnym wieku trzeba sobie zadać pytanie, „czy ze związanymi z wiekiem obciążeniami można kierować Kościołem”. (…)

Życie Josepha Ratzingera nie zostało jeszcze opowiedziane do końca. Był niedużym papieżem, który pisał ołówkiem wielkie dzieła. Jego „Wprowadzenie w chrześcijaństwo” stało się klasyczną wykładnią doktryny katolickiej. Żaden inny papież nie pozostawił tak potężnego dzieła o Jezusie jak on, w ogóle zresztą żaden nie napisał chrystologii. Benedykt nie był typem menedżera, ale że nie rządził, to bajka. Podczas jego urzędowania Kościół katolicki powiększył się na całym świecie o sto milionów członków, nieproporcjonalnie do ogólnego wzrostu liczby ludności. W Niemczech po raz pierwszy zajął miejsce Kościoła protestanckiego jako największa wspólnota religijna.

O tym, jakie znaczenie będzie miał Benedykt XVI i jego dzieło w przyszłości, zadecyduje historia. Na pewno nie zrobił wszystkiego dobrze, ale przyznawał się do błędów, nawet takich jak skandal Williamsona, w przypadku których nic nie mógł zrobić.

Świąteczna promocja Wydawnictwa Więź

Przez ukazywanie życiowych wymiarów doktryny niemiecki papież jest odnowicielem wiary, który zbudował pomost na przyjście nowego – jakiekolwiek by ono było. Jego następca na tronie Piotrowym jest pewien, że: „Jego duch będzie się z pokolenia na pokolenie okazywał coraz większy i potężniejszy”.

Tytuł od redakcji

Przeczytaj też: Ratzinger zbyt jednoznaczny. O książce „Świadek prawdy” Elia Guerriero

Podziel się

4
1
Wiadomość

Komentarz

Do błędów Benedykta XVI trzeba zaliczyć przede wszystkim zmianę kursu wobec Chin, co ukoronował Franciszek po prostu porażająco naiwnym układem z tamtejszymi komunistami. Podobnym błędem, ale w mniejszej skali był brak realizmu wobec Cerkwi rosyjskiej jako części państwa rosyjskiego, a nie Kościoła (przynajmniej jej kierownictwa), co Franciszek też kontynuuje.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.