Wiosna 2021, nr 1

Zamów

Komisja ds. pedofilii chce podjąć działania w sądach biskupich. „To strzelanie w powietrze”

Rzecznik praw dziecka Mikołaj Pawlak i członkowie nowo powstałej państwowej komisji ds. pedofilii w Sejmie 24 lipca 2020 r. Pierwszy z prawej przewodniczący komisji Błażej Kmieciak. Fot. Aleksander Zieliński / Kancelaria Sejmu

Działanie komisji wygląda na bardzo pośpieszne i nie do końca przemyślane – pisze Tomasz Krzyżak w „Rzeczpospolitej”.

Państwowa komisja do spraw pedofilii ogłosiła w piątek, że wystąpi do sądów biskupich w Polsce o informację na temat prowadzonych od 1 stycznia 2000 r. do dziś postępowań kanonicznych wobec duchownych, którzy seksualnie wykorzystywali dzieci poniżej 15. roku życia. Zwróciła się też o udostępnienie oryginałów akt postępowań kanonicznych w tym zakresie.

Ruch ten komentuje na łamach „Rzeczpospolitej” Tomasz Krzyżak, kierownik działu krajowego dziennika. Zastanawia się, co skłoniło komisję do takiego działania: wyniki ostatniego sondażu „Rz”, z którego wynika, że 38 proc. Polaków chce, by za rozliczenie Kościoła z pedofilii wzięło się państwo; krytyka, jaka w ostatnim czasie spadła na członków komisji; chęć poprawy wizerunku; a może próba poważnego podejścia do problemu?

„W dobrej wierze przyjmijmy, że to ostatnie. Tyle tylko, że działanie komisji wygląda na bardzo pośpieszne i nie do końca przemyślane” – uważa Krzyżak.

Publicysta zwraca uwagę, że komisja powołuje się na zniesienie przez papieża Franciszka tajemnicy w sprawach dotyczących wykorzystywania seksualnego. Tyle tylko, że papieski dokument nie zniósł tajemnicy urzędowej. Co to znaczy? „Tyle, że biskup, który jest dysponentem dokumentów z postępowań kanonicznych, nie musi już pytać Stolicy Apostolskiej, o to czy może przekazać prokuraturze jakiś dokument, jeśli zostanie o to poproszony. Zostało to pozostawione jego osądowi. I biskup musi – co podkreśla nie tylko wspomniana instrukcja, ale także szereg innych dokumentów Watykanu – zadbać o dobre imię oraz prywatność wszystkich osób zaangażowanych w sprawę, a więc: poszkodowanych, świadków, a także samego oskarżonego. Może zatem udostępnienia dokumentów odmówić, ale w zamian powinien przedstawić zgodną z prawdą informację co w nich jest” – tłumaczy.

W ocenie Krzyżaka komisja „wpada w pułapkę” – sama nie udostępniła niedawno dokumentów posłom KO właśnie ze względu na „wrażliwość i poufność danych oraz ochronę osób pokrzywdzonych”.

Publicysta zauważa ponadto, że komisja chce oryginały dokumentów z postępowań kanonicznych „do dziś”, czyli również trwających. „A to oznacza, że jeśli sądy biskupie wydadzą dokumenty, to zatrzymają wszystkie procedowane sprawy”.

„Oczywistym jest, że Kościół powinien współpracować z państwem w zakresie wyjaśniania spraw o nadużycia. Tyle tylko, że tak jak komisja uzgodniła zasady swojej współpracy z prokuraturami (dostaje dokumenty spraw umorzonych), tak i w przypadku Kościoła formalne wystąpienia winny poprzedzić rozmowy o współdziałaniu, konsultacje prawne, etc. Działanie bez przygotowania i «dialog» przez komunikaty niewiele da” – podkreśla Krzyżak.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Kilka dni temu komisja poinformowała, że od listopada zajmuje się ponad 120 sprawami seksualnego wykorzystania dzieci, w tym ok. 10 proc. dotyczy osób duchownych.

Przeczytaj też: Czy komisja do spraw pedofilii się wykaże?

DJ

Podziel się

2
Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.