Jesień 2021, nr 3

Zamów

O demokracji w Ameryce i europejskim 500+

Działaz alt-rightowej, neofaszystowskiej organizacji Proud Boys podczas demonstracji w Waszyngtonie 6 stycznia 2020. Fot. Elvert Barnes / na licencji CC BY-SA 2.0

Co powinna zrobić Unia Europejska, jeśli chce odzyskać zaufanie Europejczyków? Wysłać im taki czek.

Kiedyś nie chciałem interesować się Stanami Zjednoczonymi, bo uważałem je – niemądrze – za kraj bez historii. Jak wiele osób z mojego pokolenia wchodziłem w świadome życie polityczne w czasach amerykańskich „wojen z terroryzmem”. Wojen, do których głośno i zgodnym chórem zachęcały polskie elity od prawa do lewa (inaczej brzmiał tylko głos Jana Pawła II i niektórych lewicowych radykałów). W tej sytuacji, i nie mówię tu chyba wyłącznie za siebie, ale za sporą część mojego pokolenia, któremu Ameryka kojarzyła się przede wszystkim z zadowolonym z siebie imperializmem i płaskim komercjalizmem – nie spodziewałem się, żeby coś mogło wyjść z Ameryki (z wyjątkiem może niektórych książek osamotnionych i wyobcowanych akademickich radykałów).

Odkąd, kilka lat temu, zacząłem pracować z Amerykanami (głównie katolikami lub „liberalnymi” protestantami głosującymi na demokratów) i poznawać Amerykanów prywatnie (głównie charyzmatycznych protestantów głosujących na republikanów), odkąd zacząłem się zagłębiać w tradycję amerykańską – zwłaszcza w paradoksalną, równocześnie popularną i intelektualną, tradycję amerykańskiego „progresywnego populizmu” – mocno zmieniłem zdanie. Bardzo przywiązałem się do Ameryki i Amerykanów, wciągnąłem się w dawne i obecne dzieje tego wielkiego kraju coraz bardziej.

Brać odpowiedzialności

O tym, co się niedawno działo i wciąż dzieje w Stanach Zjednoczonych, mógłbym i chciałbym napisać dużo. Chciałbym napisać chrześcijanom, żeby nie wchodzili w to, co w charyzmatycznym slangu nazywamy „mentalnością ofiary”, a co zawsze wiąże się z przerzucaniem odpowiedzialności za nasze porażki i nasze grzechy na innych. Tutaj: z przerzucaniem winy za zamieszki na Kapitolu na Antifę, Black Lives Matters, Bidena itd. Nie. Trzeba wziąć odpowiedzialność. I trzeba powiedzieć: „OK, nie udało się. Nie będziemy rozwalać wspólnych instytucji, dlatego że tym razem przegraliśmy. Nauczymy się przegrywać i spróbujemy za cztery lata”. Tak jak powiedzieli demokraci po przegranych Ala Gore’a czy Johna Kerry’ego, kiedy to wielu z nich uważało, że G.W. Bush został prezydentem tylko dzięki oszustwom i nieprawidłowościom przy liczeniu głosów.

Kiedy przed kilku laty Andrew Yang zaczynał kampanię na rzecz bezwarunkowego dochodu podstawowego, idea była niezrozumiała. Dziś to jedno z najpopularniejszych rozwiązań wśród wyborców w USA po obu stronach barykady

Mateusz Piotrowski

Chciałbym, żeby chrześcijanie dwa razy się zastanowili, zanim prześlą dalej kolejny film promujący następną teorię spiskową; bo za wiarę w takie teorie spiskowe – a nie za wiarę w Jezusa – bezpotrzebnie zginęło na Kapitolu kilkoro ludzi. Byli oni dla kogoś siostrą, mężem albo córką, a teraz nie żyją.

Skąd sukces Trumpa wśród mniejszości?

Chciałbym też napisać tym znajomym lewicowcom, którzy cieszą się, że Twitter zablokował bezterminowo konto Donalda Trumpa i tym, którzy krytykują Facebooka co najwyżej za to, że bierze się za cenzurę za późno – żeby nie wierzyli w to, że niedemokratyczne, przed nikim nie muszące tłumaczyć się ze swoich decyzji gigantyczne monopole zbudują nam dzięki cenzurze lepszy świat. Nie zbudują.

Wyrzucenie Donalda Trumpa i jego zwolenników z Twittera czy Facebooka może pomóc odreagować, zaspokoić lewicowe pragnienie zemsty, ale w żaden sposób nie deeskaluje konfliktu, ani nie ułatwia radzenia sobie z treściami rzeczywiście nawołującymi do przemocy[1].

OK, może ktoś powiedzieć, ale co właściwie mamy zrobić w sytuacji, gdy po jednej stronie nakręcają się teorie spiskowe, a po drugiej tężeje wola ich prewencyjnego wyduszenia z użyciem maszyny monopolistycznej?

Myślę, że odpowiedź, jedną z wielu, można znaleźć, uważnie przyglądając się przyczynom dobrego wyniku Donalda Trumpa w ostatnich wyborach. Dlaczego mimo katastrofalnych efektów pandemii w USA (aż 19 proc. procent zmarłych na COVID-19 to mieszkańcy Stanów Zjednoczonych, mimo że Amerykanie stanowią tylko 4 proc. światowej populacji) zdobył on tak wiele głosów? Odpowiedzi, jak zwykle w przypadku złożonych problemów społecznych, jest wiele. Chciałbym wskazać na jedną – przez większość polskich komentatorów raczej pomijaną.

Drugą najważniejszą sprawą dla amerykańskich wyborców był – zaraz po pandemii – stan gospodarki. I do samego końca pozostała to jedyna kwestia, w której większość respondentów wskazywała Donalda Trumpa, a nie Joego Bidena jako kandydata, który ich zdaniem lepiej poradzi sobie z gospodarką. Co więcej, Trump prowadził też w sondażach wśród tych wyborców, którzy właśnie stan gospodarki uważali za najważniejszą sprawę decydującą o ich decyzjach wyborczych. Dlaczego tak było, mimo najwyższego bezrobocia od czasów Wielkiego Kryzysu?

I dlaczego Trump był pierwszym republikańskim kandydatem na prezydenta od lat 60., któremu udało się zdobyć nowe głosy wśród nie-białych – czarnych, latynoskich i azjatyckich – wyborców?

Ktoś mógłby powiedzieć, że radykalnie wolnorynkowych wyborców przyciągnęły ulgi podatkowe, które Trump ofiarował najbogatszym. Takie rozwiązanie mogło się spodobać beneficjentom „socjalizmu dla bogatych”, którzy skorzystali na ulgach, ale wśród szerszych mas republikańskich wyborców była to jedna z najmniej popularnych decyzji byłego już prezydenta USA.

Wydaje się, że znacznie większy wpływ na jego rosnącą popularność wśród amerykańskiej klasy pracującej – w tym, przypominam, nie-białej klasy pracującej – mogło mieć niskie bezrobociem, które np. wśród czarnych mężczyzn było przed pandemią najniższe od wielu lat[2].

No i sprawa być może najciekawsza. Otóż, za prezydentury Donalda Trumpa faktem stał się postulat bardzo podobny do postulatu, o który dla naszego kontynentu walczy inicjatywa Pacjent Europa (jestem w nią zaangażowany) i który wśród większości europejskich decydentów wciąż uznawany jest za niemożliwy do realizacji: tymczasowy dochód podstawowy. Bo „Stimulus Check” który w lecie przegłosował amerykański Kongres to rozwiązanie bliskie dochodowi podstawowemu (choć bynajmniej z nim nie tożsame[3]) w wysokości miesięcznej federalnej pensji minimalnej trafiające do każdego, bezrobotnego, dorosłego Amerykanina. Do czeku dołączony był list z podpisem prezydenta.

To, jak twierdzą osoby na co dzień pracujące z Amerykanami latynoskiego pochodzenia, mogło być jednym z powodów, dla których tak wielu niezamożnych Amerykanów różnych ras zagłosowało na Trumpa. Ten w ich odczuciu bezpośrednio im pomógł, wysyłając podpisany przez siebie czek, gdy mieli do zapłacenia ratę kredytu, czynsz za mieszkanie, lub musieli kupić jedzenie dla siebie i swojej rodziny.

Jak odzyskać zaufanie?

Co powinna zrobić Unia Europejska, jeśli chce odzyskać zaufanie Europejczyków? Wysłać im taki czek, podpisany przez UE, europejskie 500+.

To konieczne nie tylko z przyczyn ekonomicznych, jeśli chcemy naprawdę rozruszać gospodarkę, szybko i skutecznie pomóc ludziom, którzy tracą pracę, pracują na część etatu lub muszą zamykać swoje małe i średnie firmy.

Dochód podstawowy staje się niezbędny w sytuacji, gdy wielu ludzi nie może i nie powinno chodzić do pracy

Mateusz Piotrowski

Udostępnij cytat

To także konieczne do odbudowy zaufania. Bo właśnie zaufanie jest walutą, za którą płaci się za wyjście z kryzysu. Bez odbudowy podstawowego zaufania do władz publicznych nie pomogą ani szczepionka, ani kolejne lockdowny. Odbudowa zaufania – zwłaszcza w sytuacjach, kiedy wymaga się od obywateli rzeczy trudnych, takich jak zamknięcie się w domu z dziećmi, czasowa rezygnacja z wielu wolności – jest możliwa, jeśli władze publiczne będą umiały pokazać, że biorą sprawę poważnie. A trudno w to uwierzyć, że jeśli nie są skłonne wydać pieniędzy, pomagając swoim obywatelom.

Sytuacja, w której jako obywatele będziemy udawać, że stosujemy się do restrykcji, a władze, że nam pomagają – jest nie do utrzymania i nie wyprowadzi nas z pandemii.

Do dochodu podstawowego można mieć zastrzeżenia. Sam nie byłem jego zwolennikiem w „normalnych”, przedpandemicznych czasach, mając więcej sympatii do takich narzędzi jak gwarancja zatrudnienia[4]. Ale czasy nie są normalne i tymczasowy bezwarunkowy dochód podstawowy staje się niezbędny w sytuacji, gdy wielu ludzi nie może i nie powinno chodzić do pracy.

W Stanach Zjednoczonych znaleźli się już – po wszystkich politycznych stronach – politycy, którzy to rozumieją. Od twardego konserwatysty, nowo narodzonego chrześcijanina Marco Rubio, który zadeklarował, że zagłosuje za ambitniejszą wersją zimowego pakietu „Stimulus Check”, po progresywnego przedsiębiorcę i kandydata na burmistrza Nowego Jorku Andrew Yanga. Kiedy przed kilku laty zaczynał on kampanię na rzecz bezwarunkowego dochodu podstawowego, idea była niepopularna i niezrozumiała. Dziś to jedno z najpopularniejszych rozwiązań wśród amerykańskich wyborców po obu stronach barykady.

Mam nadzieję, że europejscy politycy, z którymi będziemy się spotykać jako Pacjent Europa w najbliższych tygodniach, też to zrozumieją. Zanim ktoś zacznie szturmować ich Kapitol.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Tekst pierwotnie opublikowany na Facebooku

Przeczytaj też: „Nadzieje, że naśladowcy Trumpa w innych krajach stracą teraz na znaczeniu, są płonne”


[1] Deeskalację ułatwiłoby chociażby realne wsparcie mniej spolaryzowanych mediów lokalnych, które monopole – napędzane przez promonopolistyczne ustawodawstwo – pożarły w ostatnich latach. O zjawisku tym piszą jedni z ciekawszych amerykańskich analityków gospodarczych, Matt Stoller i Sarah Miller, związani z American Economic Liberties Project.
W polskim kontekście o medialnym, niemieckim prywatnym monopolu przejętym niedawno sprawnie z pomocą jednej transakcji przez monopol państwowy mówili i pisali Krzysztof Mroczkowski oraz Filip Konopoczyński.
[2] „[…] stopa bezrobocia wśród czarnych mężczyzn w wieku od 25 do 54 lat wzrosła do 19.7 proc. w marcu 2010, co stanowiło wskaźnik o niemal 9 punktów wyższy niż stopa bezrobocia wśród wszystkich mężczyzn w tym wieku. Do października 2019 wskaźnik ten obniżył się do 4.2 proc., był więc tylko o niecałe 2 punkty wyższy niż stopa bezrobocia wśród wszystkich mężczyzn”. Przyczyny tego stanu rzeczy stara się zbadać tekst Orena Cassa, dyrektora republikańskiego i sceptycznego wobec wolnorynkowego fundamentalizmu think tanku The American Compass.
[3] Andrew Yang stwierdził, że „Zasadniczy idea «Stimulus Check» jest niemalże identyczna z ideą Powszechnego Dochodu Podstawowego”. Główna różnica polega na tym, że jak pisze na stronach Tax Policy Center Leonard E. Burman, Stimuls Check „to jednorazowe, a nie comiesięczne świadczenie. Simulus Check nie jest także świadczeniem uniwersalnym”.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.