Zima 2020, nr 4

Zamów

Lud jako wyrocznia i gawiedź

Jerzy Baczyński podczas przyznania mu Nagrody Specjalnej Radia ZET im. Andrzej Woyciechowskiego „Dziennikarz XX-lecia”. Warszawa, 2010. Fot. Materiały prasowe organizatora

Zajmując dość wyraźną pozycję w głównym sporze politycznym ostatnich lat, być może wykazujemy objawy „pisowskiego ukąszenia”. Niewykluczone, że jednym z symptomów tej choroby jest to, że nie zauważa się jej u siebie, a widzi u innych.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 11-12/2011 jako głos w ankiecie „Rachunek sumienia polskich mediów”. Redakcja zadała wówczas wybranym dziennikarzom i dziennikarkom dwa pytania: Jakie były najcięższe błędy i zaniedbania mediów w Polsce w pierwszej dekadzie XXI wieku? Jakie błędy i zaniedbania widzę we własnych postawach i działaniach mojego najbliższego środowiska?

Uwaga ogólna: świat dzisiejszych mediów ma płynne granice. Oprócz tzw. tradycyjnych mediów obejmuje też rożne serwisy internetowe, w których mieszają się funkcje nadawcy i odbiorcy, także rozmaite formy multimedialne; zmienia się sposób użytkowania mediów, traktowania źródeł i cała kultura komunikacji. Wiele zjawisk, które mnie niepokoją, jest skutkiem niemożliwych do zatrzymania procesów cywilizacyjnych, gospodarczych, społecznych. Niekoniecznie są czyjąś winą.

Co powiedziawszy, za najcięższą medialną chorobę, przywleczoną do Polski w minionej dekadzie, uważam tzw. tabloidyzację. Ta pandemia objęła wszystkie organizmy medialne, choć każdy organizm choruje nieco inaczej. Klasyczne objawy – w największym natężeniu występujące w samych tabloidach – to skrócenie i spłycenie przekazu, podporządkowanie go logice emocji, a nie racji, traktowanie bohaterów publikacji jak przedmioty, rezygnacja z dochodzenia do prawdy na rzecz efektu, selekcja tematów nie według kryterium wagi, a prostej atrakcyjności. U podstaw tabloidalnej filozofii tkwi populistyczne przeciwstawienie dobrego ludu i złych elit, z tym, że lud (klient) traktowany jest jako wyrocznia, a jednocześnie pogardliwie – jako gawiedź.

Media stają się produktem rynkowym – jak każdy inny, mającym spełnić potrzeby masowego odbiorcy. Coraz wyraźniej są dostarczycielem rozrywki, a nie środkiem społecznej komunikacji. Pojęcia misji i odpowiedzialności publicznej traktowane są jako naiwność i anachronizm. Stąd skandalizowanie, kreowanie sensacji, podsycanie wszelkich konfliktów, manipulacja, jawne kłamstwo, bezźródłowość, agresja językowa.

Drugą chorobą – też o charakterze pandemii – tym razem zawleczoną ze światka polityki, jest „pisizacja mediów”, przy czym nie dotyczy to tylko mediów wspierających tę partię, jej wizję polityki i społeczeństwa. PiS wniósł do polskiej polityki retorykę i temperaturę wojny domowej, budowanej wokół pojęć wroga, zdrajcy, agenta, układu, spisku – piętnując moralnie przeciwników politycznych jako „złych ludzi”, odmawiając im godności, dobrej woli, patriotyzmu. PiS zdołał zgromadzić wokół siebie grupę wojowników medialnych, oddając im, w czasie sprawowania władzy, kluczowe pozycje w kontrolowanych przez państwo mediach.

Współpraca między niektórymi mediami a władzą czy wręcz służbami specjalnymi (przecieki), oznaczała dobrowolne (a nawet entuzjastyczne) wyrzeczenie się niezależności, dając jednocześnie przewagę konkurencyjną. Wojna polityczna przeniosła się więc do mediów i środowiska dziennikarskiego, nabierając także cech osobistych porachunków. Podział mediów według linii frontu politycznego ma często podobne skutki jak tabloidyzacja. Uproszczenie przekazu, stronniczość, nastawienie na efekt, łatwość rozgrzeszania własnego cynizmu i manipulacji „służbą większej sprawie”, obojętne czy chodzi o promocję IV RP czy jej zwalczanie.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Ze względu na charakter mojej gazety, z dwóch wymienionych chorób, bardziej niebezpieczna jest druga niż pierwsza. Zajmując dość wyraźną pozycję w głównym sporze politycznym ostatnich lat, być może, zwłaszcza w oczach oponentów, wykazujemy objawy „pisowskiego ukąszenia”.

Niewykluczone, że jednym z symptomów tej choroby jest to, że nie zauważa się jej u siebie, a widzi u innych. Świadomie staramy się jakoś sami pilnować, hamować, nie odpowiadać wet za wet, nie używać agresywnego języka. Diabli wiedzą (przepraszam szanowną redakcję katolicką), czy to się nam udaje?

Przeczytaj też: Miałeś, chamie, złoty róg

Podziel się

4
2
Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.