Zima 2020, nr 4

Zamów

Ten, który przynosi radość

Martin de Vos, „Wesele w Kanie”, 1597

Bóg daje nam nie tylko to, co konieczne. Życie to coś więcej niż przeżycie, niż rozmaite konieczności i musy, które należy wypełnić.

„A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina”. Jak to u św. Jana bywa, w tym znaku nie chodzi o samo wino, lecz o to, co ono wyraża.

A mianowicie w Biblii wino oznacza między innymi radość. Nieprzypadkowo więc trudno weselić się na weselu, skoro już nie ma wina. „Nie mają już wina” to „nie mają radości”. Jezus przychodzi, by przynieść ludzkości radość.

I to jest dość ciekawy znak, bo nie ma tu mowy o uzdrowieniu, o nakarmieniu głodnych czy napojeniu spragnionych. W zasadzie wino nie jest konieczne do życia. Bóg jednak daje nam nie tylko to, co konieczne. Życie to coś więcej niż przeżycie, rozmaite konieczności i musy, które należy wypełnić. Prawdziwa radość bierze się z bliskości, z relacji osobowych, z bliskości samego dobra. Tego człowiek potrzebuje najbardziej.

Nowa Ewa

A jaka jest w tym rola Maryi? Dlaczego pojawia się w tej scenie i to na początku Ewangelii według św. Jana i na końcu, pod krzyżem?

Św. Jana nie da się zrozumieć bez nawiązania do Starego Testamentu. Ewangelista kieruje naszą uwagę na Księgę Rodzaju. Po upadku Adama i Ewy Bóg zapowiedział, że potomstwo Ewy zmiażdży głowę węża, czyli szatana. Jej potomstwo przyniesie ludzkości znowu radość z pełni życia z Bogiem i z ludźmi.

Maryja jest nową Ewą, Jezus Jej potomstwem. Dlatego św. Jan nigdy nie nazywa Jej po imieniu, lecz zawsze pisze o „Matce Jezusa”. Matka Jezusa była tam, w Kanie, podobnie jak Ewa była tam, w ogrodzie rajskim, przy drzewie poznania dobra i zła. Ewa nie zaufała Bogu, Maryja uwierzyła w to, że to Jezus jest obiecanym Potomstwem, jeszcze zanim uwierzyli w to uczniowie.

Zbawienie zostało nam dane, ale nie może wydać w nas owocu bez jego przyjęcia i współpracy z Bogiem. To nie magia

Bóg włącza człowieka w misję swego Syna. Tak jak podczas upadku rola Ewy nie była instrumentalna, podobnie przy odnowie ludzkości, nowa Ewa nie jest tylko bezwolnym narzędziem, ale staje się aktywna, współdziałająca. Zbawienie zostało nam dane, ale nie może wydać w nas owocu bez jego przyjęcia i współpracy z Bogiem. To nie magia.

Maryja nie jest jednak jakąś królową, która szepcze do ucha królowi, co ma zrobić, jakby On nic nie wiedział, nie interesował się ludźmi. Po prostu, tak jak Ewa z Adamem popsuli Boże dzieło, tak teraz Jezus ze swoją Matką współpracują, aby radość zapanowała na świecie. Nie chodzi więc o każdą potrzebę ludzką, ale o to, co się przyczynia do zbawienia.

Zaskakujące „cokolwiek”

Ważna jest też druga aluzja do Księgi Rodzaju. Maryja wypowiada do Jezusa słowa, które wcześniej do swoich sług skierował faraon: „Idźcie do Józefa, co wam każe, róbcie”. Józef jest typem Jezusa. Historia Józefa, który przez braci prawie został zabity i trafił do niewoli, jest działaniem opatrznościowym. To właśnie sprzedany przez braci Józef (podobnie jak wydany Jezus) da chleb i pokarm w czasie głodu.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Maryja niczego Jezusowi nie sugeruje, nie mówi, co ma zrobić. Pozwala Mu być takim, jaki jest. Pozostaje wolna i dyskretna. Nie rozkazuje. Gdyby Jezus powiedział, żeby nic nie robić, też by to przyjęła.

„Cokolwiek wam powie”. Okazało się, że to „cokolwiek” również jest zaskakujące. Lać wodę do stągwi po obmyciach, po brudach, rytualnych oczyszczeniach? Jakby Jezus chciał pokazać, że Jego wino, Jego czas wesela zastąpi to, co życia i radości w sumie nie dawało. Co najwyżej było jakimś przygotowaniem.

Tekst ukazał się 26 sierpnia na Facebooku autora. Tytuł i śródtytuły od redakcji

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.