Jesień 2020, nr 3

Zamów

Odnaleźć się w Duchu…

Fot. Mazur/cbcew.org.uk

Kiedy widzę, że Kościół przestaje być sobą, Duch Słowa uświadamia mi, że innego Kościoła nie ma i że Chrystus wybrał ucieleśnianie się w nim.

„Gdzie szukać Ducha?” to bardzo dobre pytanie. W sytuacji, gdy środowisko wiary uległo znacznemu zanieczyszczeniu, rozglądamy się za taką strefą w Kościele, gdzie dusza może swobodnie oddychać. Pytamy, gdzie znajdować Boży tlen, Ducha Chrystusa.

A jednak mam ochotę odrobinę to pytanie przeformułować, bo przecież tęskniąc za Duchem Boga, już Go w istocie doświadczamy. A więc jak się odnaleźć w Duchu Świętym, który dyskretnie nuci we mnie swój zew, otwiera oczy na piękno Ewangelii, owiewa serce zachwytem? Jeżeli duszno mi w Kościele, który przestaje być sobą – rodziną „narodzonych z Ducha” (por. J 3, 5-6) – to zarazem wyczuwam w tej stęchliźnie lekki przeciąg… I mogę się dać prowadzić krok po kroku tropem nuty świeżości, której podmuch już mnie muska.

Zatem dar odnowy jest tak blisko jak słowo Boże, proszące, by mu zaufać (por. Rz 10, 8-9) i jego poszukiwanie zaczyna się od własnego serca. Z tego powodu pozwalam sobie odwrócić kolejność trzech pytań precyzujących temat ankiety. W rezultacie z ich odwróconej numeracji wyszło mi niechcący coś jak odliczanie przed startem: 3… 2… 1. Odnajdywanie się w Duchu to początek wzlotu na Jego skrzydłach.

„Na czym opieram moją nadzieję i gdzie znajduję siły do wierności i trwania w Kościele?”. Kiedy przyglądam się uważnie tej cichej, dobrej nadziei, ukrytej pod zmieniającymi się nastrojami, to widzę u jej podstaw subtelne doświadczenie obecności Chrystusa. Nieuchwytny, lecz łagodnie dotykający świadomości, towarzyszył mojemu odnajdywaniu się i gubieniu w życiu. Przemawiał do mnie obrazkiem Najświętszego Serca w pokoju rodziców i balladą o Mistrzu, co „z celnikami jadł i nie znał, kto to wróg”. Objawiał się przez kerygmat głoszony w ruchu oazowym, przez pełne światła rozważania Brata Rogera z Taizé, oraz pentekostalne świadectwa, że „młode wino” Ducha zostało zachowane „aż do tej pory” (por. Dz 2, 13; J 2, 10).

Uznając dar sakramentów, nie jestem wcale zdany na łaskę i niełaskę ich szafarzy. Bóg nie przestał być suwerenem Kościoła, nie stał się zakładnikiem kasty kapłańskiej i nie odwołał biblijnego dogmatu o wspólnocie sióstr i braci

Choć zaufanie do Niego musiało się przedzierać przez gąszcz skrupułów, a poraniona wrażliwość kusiła (nieraz skutecznie) do zamykania się w sobie, to jednak stopniowo zwyciężał i wciąż zwycięża we mnie Jego pokój. Tak, zdarzało mi się odczuć „pokój, który przewyższa wszelkie pojęcie” (Flp 4, 7) w momentach psychologicznie nieuzasadnionych, na przekór emocjom. Razem z pokojem przychodziło słowo, wyczytane z otwartej właśnie Biblii lub rozbłyskujące nagle w umyśle. Znam też smak odkrywania, że krępujące mnie problemy jakoś bledną – radosny szok uwolnionego, który czuje się „jak we śnie” (por. Ps 126, 1). I mimo że codzienność nie stała się pasmem cudów, świat nie utracił ostrych kantów, a gorycz nie przestała być gorzka, to jednak czuję oparcie w „towarzyszącej mi duchowej skale” (por. 1 Kor 10, 4). Zgodnie z wizją apostoła Pawła taką wędrowną skałą, z której bije źródło, jest Chrystus. Na Nim opieram moją nadzieję i z Niego chłonę Ducha.

A co z trwaniem w Kościele? Długo męczył mnie dysonans miedzy Eklezją z Dziejów Apostolskich a tym, co widziałem dokoła siebie. Nie mam złudzeń co do wciąż pokutujących schematów myślenia i działania. Co więcej, wydaje mi się, że zepsuci faryzeusze z Ewangelii zostali opisani właśnie po to, żebyśmy w nich dostrzegli siebie – niedorastających do królestwa Ojca, dramatycznie rozmijających się z Jego żywym Słowem. Ale znam także Pierwszy List do Koryntian, gdzie apostoł jednym tchem gani wspólnotę targaną konfliktami i kompromitującą się skandalami obyczajowymi, oraz mówi o tejże wspólnocie jako o Ciele Chrystusa. Kiedy widzę, że Kościół przestaje być sobą, Duch Słowa uświadamia mi, że innego Kościoła nie ma i że Chrystus wybrał ucieleśnianie się w nim. Jednak nie muszę (a może wręcz mi nie wolno) stawiać znaku równości między strukturami odziedziczonymi po cesarzu Konstantynie a wspólnotowym Ciałem, między feudalną mentalnością a świadomością kościelną.

Zepsuci faryzeusze z Ewangelii zostali opisani właśnie po to, żebyśmy w nich dostrzegli siebie – niedorastających do królestwa Ojca, dramatycznie rozmijających się z Jego żywym Słowem

Uznając dar sakramentów, nie jestem wcale zdany na łaskę i niełaskę ich szafarzy. Bóg nie przestał być suwerenem Kościoła, nie stał się zakładnikiem kasty kapłańskiej i nie odwołał biblijnego dogmatu o wspólnocie sióstr i braci „napojonych jednym Duchem” (por. Mt 23, 8; 1 Kor 12, 7.11.13). Trwać w Kościele to widzieć siebie wewnątrz Ludu ułaskawionych grzeszników i pomagać mu być sobą. To wiedzieć, że życie w Duchu Chrystusa równa się przeżywaniu relacji między osobami i że Kościół jest w istocie siecią takich relacji, oscylujących wokół Mistrza. To przedzierać się przez zbutwiałe „tradycje starszych” (por. Mt 15, 2) do życia Bożym słowem. To upominać się o Chrystusowy styl bycia bez wykluczania tych, którzy go w danym momencie zatracili. Uczeń Chrystusa chce zasadniczo „pozyskać” błądzącego, zdystansowanie się od upartego przestępcy to ostateczność (por. Mt 18, 15-17). I dopóki mi zależy na relacjach z innymi w Duchu Chrystusa, dopóty trwam w Kościele, choćby mi ktoś wmawiał atakowanie go.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

„Gdzie biją współcześnie źródła duchowego odrodzenia wiary?”. Źródła biją zawsze tam, gdzie Kościół jest sobą – a on jest sobą wszędzie, gdzie dwóm albo trzem życiowym połamańcom głoszona jest Dobra Wiadomość Boga. Gdzie spotykają się osoby poruszone miłosierdziem ucieleśnionym w Jezusie, dające się skąpać w tym miłosierdziu (przyjmując w pełni swój „chrzest w Duchu Świętym”) i uczące się to miłosierdzie transmitować. Gdzie ludzie świadomie składają własną biedę pod krzyżem, świętują zmartwychwstanie i pomagają sobie nawzajem w dźwiganiu losu. Mamy obecnie urodzaj różnych grup modlitwy i wspólnot życia, jednak najczystszych źródeł dopatrywałbym się w środowiskach konsekwentnie łączących pokorną modlitwę z wrażliwością na osoby z problemami, szczerość wobec Boga z uważnością na konkretnego człowieka.

„Skąd może obecnie przyjść odnowa Kościoła?”. Jak wiadomo z Pisma, odnowa Bożej społeczności przychodzi „z wysoka” (anōthen, por. J 3, 3) i zarazem „oddolnie”, poprzez tak zwaną „resztę” – która zostaje wierna, choć się tym nie pyszni. Czytamy u proroka Sofoniasza: „Zachowam pośród ciebie lud prosty i niepozorny, a będą się uciekać do imienia Wiekuistego” (So 3, 12). Odnowa może przyjść i przychodzi z rozmaitych „wspólnot podstawowych”, pod warunkiem, że z pokorą widzą siebie jako fragment Ludu Ułaskawionych i nie szukają innych zabezpieczeń, niż obietnica zawarta w imieniu „JA JESTEM”. Boża Eklezja jest najpiękniejsza, gdy „wyłania się z pustyni wsparta na swym Ukochanym” (por. Pnp 8, 5), kiedy jej twarzą są ubodzy liczący wyłącznie na Pana. Odrodzenie może przyjść i przychodzi przez środowiska pełne prostoty i otwartości, oddychające Bożym miłosierdziem.

Od kilkunastu dni zapraszamy czytelników do udziału w ankiecie „Gdzie szukać Ducha?”. Wybrane odpowiedzi opublikowaliśmy już trzykrotnie.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.