Jesień 2020, nr 3

Zamów

Drenda: Wyznawców teorii spiskowych łączy nie wykształcenie, ale potrzeba pewności

Teorie spiskowe są zbyt logiczne, by mogły być prawdziwe. To dobry test, jeśli coś nie pozostawia miejsca na wątpliwości, jest zbyt spójne, to prawdopodobnie zawiera w sobie dużo z bajki – mówi pisarka Olga Drenda w wywiadzie dla Noizz.pl.

Rozmowa Marty Ciastoch z Olgą Drendą ukazała się 15 maja na portalu Noizz.pl. Pisarka, autorka „Duchologii polskiej” i „Wyrobów”, tłumaczy w niej, skąd biorą się teorie spiskowe.

„Z moich obserwacji wynika, że to jest zjawisko szalenie demokratyczne. Podatni na teorie spiskowe są ludzie bez wykształcenia, jak i z wykształceniem wyższym i to w naukach ścisłych. W tej samej grupie mamy trenerów personalnych, wykładowców, nauczycieli, urzędników, ale i Edytę Górniak czy Leszka Możdżera” – mówi. Jak dodaje, „zwolennicy teorii spiskowych są i na lewicy, i na prawicy. To jest ciekawe zjawisko, bo nie jest ani spójne, ani jednorodne. To pakt ponad podziałami politycznymi”. „Ludzie, którzy wierzą w teorie spiskowe mają potrzebę tzw. domknięcia poznawczego, to znaczy, że chcą, by wszystko «trzymało się kupy» w ich poznaniu świata, by nie pozostawał żaden margines wątpliwości. To cecha, która ich łączy, nie pochodzenie społeczne czy wykształcenie, ale pragnienie pewności” – zauważa.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Choć same teorie spiskowe są absurdalne, to – jak tłumaczy pisarka – jednocześnie paradoksalnie sprawiają wrażenie, że wszystko się ze wszystkim łączy. „Tu właściwie jest cały problem – teorie spiskowe są zbyt logiczne, by mogły być prawdziwe. To dobry test, jeśli coś nie pozostawia miejsca na wątpliwości, jest zbyt spójne, to prawdopodobnie zawiera w sobie dużo z bajki” – dodaje. I przyznaje: „Wyobrażam sobie, że to musi być wspaniałe uczucie, takie «eureka!», kiedy taka osoba zobaczy, że wszystko jej się zaczyna układać w opowieść, w której wszystko ze wszystkim się łączy”.

Jak przypomina Olga Drenda, „w czasach wiktoriańskich wierzono w «szaleństwo kolejowe», to znaczy, że podróżowanie koleją parową jest zbyt szybkie, żeby psychika człowieka mogła to znieść, i powoduje szaleństwo”. „Zmienia się wynalazek, któremu jest przypisywana zła moc, ale sam scenariusz – przekonanie, że coś nowego, nieznanego może nam zaszkodzić – się nie zmienia. Nieznane zjawisko trzeba sobie jakoś wytłumaczyć. Podobnie jest z koronawirusem – otrzymywaliśmy różne, wykluczające się informacje, sądzono, że nie jest taki groźny, po czym okazało się, że jednak jest; decyzje o ograniczeniach ruchu i kontaktu międzyludzkiego podejmowano szybko, nie dla wszystkiego podawano jasne wytłumaczenie. To powoduje, że ludzie uzupełniają sobie braki w informacjach, żeby uzupełnić obraz sytuacji. Sięgają przy tym po to, co wydaje się mieć sens” – wyjaśnia.

DJ

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.