Jesień 2020, nr 3

Zamów

Niewypłacalność i otwarte fronty, czyli dlaczego Ukraina może sobie nie poradzić z pandemią

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski 11 kwietnia podczas przeglądu frontu sił zbrojnych Ukrainy. Fot. President.gov.ua

Jeden z ukraińskich kanałów telewizyjnych zapytał widzów, czy mają możliwości finansowe, by przetrwać kwarantannę, gdyby potrwała dłużej. Aż 92 procent z nich odpowiedziało przecząco.

Od miesiąca Ukraina, podobnie jak wiele innych krajów Europy, funkcjonuje w warunkach kwarantanny i nasilania się pandemii koronawirusa, ale życie polityczne i społeczne przez to nie ustało. Nie ucichły też odgłosy walk w samozwańczych republikach na wschodzie kraju, choć chwilami informacje o nich schodzą na dalszy plan.

Na przełomie marca i kwietnia paski ukraińskich kanałów informacyjnych podawały między innymi: „W ciągu doby przybyło 150 przypadków potwierdzonych zakażeń Covid-19; Tylko obwód mikołajowski nie ma zarejestrowanych zachorowań; ukraińscy naukowcy z Narodowej Akademii Nauk Ukrainy szacują, że mogą wytwarzać 50 tys. testów tygodniowo; Mer Kijowa: w stołecznych supermarketach nie odnotowano braków produktów, kijowskie targowiska pozostają zamknięte; prezydent Wołodymyr Zełenski: państwo wypłaci zapomogi najniżej uposażonym obywatelom”.

Rzeczywiście ze sklepów przez chwilę zniknęła kasza i mąka, potem wszystko wróciło do normy, tylko ceny na niektóre towary wzrosły. Niczego jednak nie zabrakło i pewnie nie zabraknie – większości ukraińskich konsumentów spoza kilku wielkich miast zwyczajnie nie stać na duże zakupy i drogie zapasy. Wielu Ukraińców straciło nagle źródło dochodów.

Alarm

Jeden z kanałów telewizyjnych przeprowadził wśród widzów sondaż, zadając im pytanie, czy mają możliwości finansowe, by przetrwać kwarantannę, gdyby potrwała dłużej. Wynik okazał się jednoznaczny: aż 92 procent uczestników ankiety odpowiedziało przecząco, bo „pieniądze się już kończą”. Biorąc pod uwagę obecny stan ukraińskiej gospodarki, która od lat plasuje się na ostatnim miejscu w Europie, odpowiedzi te wydają się całkiem wiarygodne.

Eksperci też biją na alarm. Ukraina może sobie w warunkach globalnej recesji po prostu nie poradzić. Znane tutaj i budzące grozę słowo defolt (od ang. „default”, pol. niewypłacalność) wielokrotnie brzmiało z ust znaczących polityków. Między innymi użył go jako ostrzeżenia były premier Arsenij Jaceniuk w kontekście przedłużających się od miesięcy negocjacji z Międzynarodowym Funduszem Walutowym w sprawie kolejnej transzy kredytu na 5,5 mld dolarów. „Trzeba spełnić wymagania, by jak najszybciej otrzymać środki” – mówił także były prezydent Petro Poroszenko.

A wymagania są znane od dawna. Fundusz jesienią ubiegłego roku postawił Ukrainie dwa warunki. Jeden z nich to odmrożenie rynku ziemi rolnej. Drugi to uregulowanie sprawy restrukturyzacji banków.

Ustawa, która uwolniła ziemię

Sprawa gruntów rolnych jest jedną z najtrudniejszych od czasów uzyskania niepodległości Ukrainy. Chodzi tu o 41,5 mln hektarów ziemi prywatnej i państwowej, która znajduje się poza obrotem rynkowym – od wielu lat jest on zamrożony na mocy przedłużanego co roku przez kolejne ekipy władzy ustawowego moratorium. Sprawa stoi w miejscu, zaś ziemia albo leży odłogiem, albo jest eksploatowana, często w sposób wyniszczający, przez dzierżawiące ją od drobnych właścicieli, zarejestrowane w rajach podatkowych, holdingi rolne. Brak prawa własności ziemi pozostaje hamulcem dla rozwoju sektora rolnego i inwestycji w pokrewne branże.

Uwolnienie rynku ziemi rolnej od początku swojej prezydentury zapowiadał Wołodymyr Zełenski. Sprawa nabierała przyspieszenia pod koniec ubiegłego roku, ale zaproponowany wówczas projekt ustawy wzbudził ogrom kontrowersji. W szczególności powszechny sprzeciw wywołały bardzo wysokie limity wykupu (aż do 200 tys. ha ziemi w jedne ręce) oraz harmonogram i tryb sprzedaży ziemi, korzystny dla wielkich rodzimych i zagranicznych kapitałów. 

Projekt stworzył także pole dla populistycznej retoryki ze strony opozycji, która zarzucała rządzącym chęć ułatwienia oligarchom „skoku na ziemię” oraz „wyprzedaż kraju obcokrajowcom”. Przeciwko ustawie wypowiadał się między innymi poprzedni prezydent Petro Poroszenko oraz była premier Julia Tymoszenko, a także – szczególnie głośno – powstała kilka lat temu w miejsce partii byłego prezydenta Wiktora Janukowycza, populistyczna, prorosyjska „Platforma za życie”.

Towarów w sklepach pewnie nie zabraknie – większości ukraińskich konsumentów spoza kilku wielkich miast zwyczajnie nie stać na duże zakupy i drogie zapasy

Publiczne i zakulisowe wojny wokół projektu ustawy trwałyby dłużej, gdyby nie pilna konieczność przeprowadzenia w obliczu gospodarczego krachu wymaganej przez MFW ustawy przez parlament.

Udało się. Ustawa w znacznie zmienionym i uporządkowanym kształcie została przyjęta na nadzwyczajnym posiedzeniu Rady Najwyższej, o północy z 30 na 31 marca[1]. Pewną niespodzianką stał się wynik głosowania, jako że projekt przeszedł między innymi głosami zdecydowanie opozycyjnej frakcji Petra Poroszenki Europejska Solidarność (oraz umiarkowanie opozycyjnego języczka u wagi – partii „Hołos”).

Przyjęcie ustawy można uznać za wydarzenie przełomowe. Ukraina jako ostatni kraj europejski poza Białorusią uwolniła ziemię. Dla obecnej władzy to niewątpliwy sukces. Za dobry polityczny prognostyk można także uznać chwilową koalicję dwóch skrajnie skonfliktowanych od czasów ubiegłorocznych wyborów prezydenckich ugrupowań Wołodymyra Zełenskiego i Petra Poroszenki.

Wojna wewnętrzna

Były prezydent nie przestaje powtarzać, że chodzi o kredyt MFW, który uratuje Ukrainę przed niewypłacalnością. Jednak każde dziecko tutaj wie, że sprawa ma drugie dno. A jest nim wieloletnia wojna na noże między Poroszenką a znanym ukraińskim oligarchą Ihorem Kołomojskim. Druga wymagana przez MFW ustawa o zrestrukturyzowanych bankach, a konkretnie – o zakazie zwrotu znacjonalizowanych, upadłych banków w ręce prywatne – uderzałaby bowiem wprost w interesy miliardera. To jego Prywat Bank znacjonalizowano w czasach prezydentury Poroszenki, dowodząc, że działania jego głównych akcjonariuszy prowadziły bank na skraj upadłości. To właśnie Kołomojski zabiega o zwrot lub wysokie odszkodowanie oraz odblokowanie kilku własnych kont.

Dojście do prezydentury Wołodymyra Zełenskiego miało Kołomojskiemu sprzyjać. W czasie ubiegłorocznej kampanii Petro Poroszenko wprost nazywał swojego rywala marionetką Kołomojskiego, ponieważ to jego kanał telewizyjny wypromował aktora na prezydenta. Elektorat uznał go wprawdzie za lidera antysystemowego, jednak oligarcha sam nieraz dawał do zrozumienia, że Zełenski ma u niego dług wdzięczności.

Tymczasem drugi warunek MFW sprzyjał Poroszence i postawił nowego prezydenta między młotem a kowadłem. Ustawa o nieodwracalności nacjonalizacji zadłużonych banków, nazywana w narodzie „antykołomojską”, wreszcie przeszła w pierwszym czytaniu w pakiecie z uregulowaniem rynku rolnego głosami tej samej chwilowej koalicji.

I można by na tym postawić kropkę, gdyby nie pewne ale… Nie cała frakcja prezydencka głosowała za. Kilku deputowanych nie dochowało dyscypliny. Stało się jasne, że Kołomojski ma w Słudze Narody „swoich ludzi”. Potem jeden z nich przekazał do odpowiedniej komisji parlamentarnej ponad 6 tysięcy poprawek do „antykołomojskiej” ustawy, co oznacza, że ostateczne jej uchwalenie w szybkim czasie stoi pod znakiem zapytania. Co zamierza antysystemowy prezydent, nie wiadomo. Nie wypowiedział się w tej sprawie.

Tak oto wojna wewnątrz systemu trwa, ale bitwę o zniesienie moratorium na rynek ziemi wygrał obecny prezydent wspólnie ze swoim poprzednikiem. Co naprawdę oznacza to chwilowe przymierze, dowiemy się zapewne dopiero po zakończeniu kwarantanny, albo jeszcze później, bo dopiero po zakończeniu parlamentarnych wakacji.

Front numer jeden

Nie wiadomo, co będzie z innym otwartym i realnym frontem – konfliktem w Donbasie. Prezydencki doradca i szef kancelarii Andrij Jermak, przygotowując w lutym ukraińskie propozycje do następnej rundy międzynarodowych negocjacji, chciał włączyć do Rady Konsultacyjnej przedstawicieli samozwańczych republik. Wywołał tym lawinę sprzeciwu. Opozycja wprost mówiła o poplecznictwie wobec Kremla, weterani i żołnierze Donbasu wyszli na demonstracje.

Protesty i pikiety trwały jeszcze w pierwszych dniach kwarantanny, zaś w szeregach prezydenckiej partii Sługa Narodu nastąpił rozłam. Część posłów wezwała Wołodymyra Zełenskiego do zaniechania negocjacji w proponowanym przez Jermaka kluczu. Prezydent milczał, zaś Jermak zapewniał, że przygotowań negocjacyjnych nie przerwie. Aż w końcu jeden z sygnatariuszy odezwy wrzucił do mediów nagrania kompromitujące prezydenckiego negocjatora.

Na wschodzie Ukrainy nadal trwają walki

Sprawa nabiera tempa. Zapewne wokół niej także zawiążą się jakieś koalicje. Możliwe, że uwidoczni się to już po świętach wielkanocnych, mimo że terminy szczytów międzynarodowych odsuwają się na czas bliżej nieokreślony z powodu pandemii.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Na wschodzie Ukrainy nadal trwają walki. Paski kanałów informacyjnych zawiadamiają: „W Donbasie bojówkarze 14 razy ostrzelali pozycje Zbrojnych Sił Ukrainy, zginał jeden ukraiński wojskowy; Jednego żołnierz ZSU został rany w wyniku wybuchu miny rosyjskiej produkcji; Ministerstwo Obrony: 139 ukraińskich wojskowych jest poddanych izolacji z powodu kwarantanny; SBU wykryła agenta FSB planującego wcielenie się do brygady bojowej ZSU; W kontrolowanej przez separatystów części Donbasu epidemia Covid 19 szerzy się w więzieniach; W zachodnich regionach wprowadza się dodatkowe ograniczenia. Granicę co dziennie przekracza ok. sześciu tysięcy osób; Jedna trzecia Ukraińców straciła pracę w Polsce; W przedświąteczny weekend władze przygranicznych obwodów wprowadzają zakaz wychodzenia z domu…”.

I to jest w tej chwili front numer jeden. Ukraina boi się drastycznego wzrostu epidemii po przypadającej tu na 19-20 kwietnia Wielkanocy. Najbardziej drastyczne restrykcje łamią prawo, ale mało kto zwraca na to uwagę. Słaba ukraińska służba zdrowia nie poradzi sobie z lawinowym wzrostem zachorowań.


[1] Dokument przewiduje między innymi zniesienie moratorium na handel gruntami rolnymi od 1 lipca 2021 r. i dwuletni okres przejściowy, w czasie którego działki rolne nie większe niż 100 ha będą mogli kupować jedynie osoby fizyczne i tylko od właścicieli prywatnych, bo grunty państwowe nadal będą zamrożone. Dopiero potem grunty do 10 tys. ha będą mogły nabyć osoby prawne. Sprzedaż ziemi obcokrajowcom stanie się możliwa dopiero po przeprowadzeniu referendum, jeśli zwycięży taka opcja. Bezwzględny zakaz nabywania ziemi obejmie jednak między innymi osoby prawne z zagranicy, obywateli Rosji, czy też spółki zarejestrowane w rajach podatkowych.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.