Jesień 2020, nr 3

Zamów

Reguła oswajania codzienności

Przyglądając się monastycznej recepcie, dostrzegam jedno przesłanie: zatrzymaj się, pozwól sobie na stratę czasu, aby zyskać czas.

Co powiedziałby mnich patrząc zza klasztornego muru na moje życie? Pewnie, że jest zabiegane, chaotyczne, pełne napięcia i kontrastów. Zapytany, odwzajemniłbym, że zapewne życie mnicha przepełnione jest pokojem, określone są godziny snu, pory pracy i modlitwy, niczego co zbędne.

Zapewne obydwa wyobrażenia nie są do końca prawdziwe. Pozostając po obydwu stronach klasztornego muru dzielimy jednak podobne życia z bliźniaczymi problemami, choć przeżywanymi w innych natężeniach. I choć dzieli nas klasztorny mur, to wierzę, że zawsze możemy porozmawiać. W dawnych czasach ludzie świeccy przychodzili do klasztorów, radząc się zakonników w sprawach swojego życia. Mnisi zazwyczaj odpowiadali: mur nie był głuchy, słupnicy schodzili z wysokości, a pustelnicy wychodzili na spotkanie z pukającymi do ich drzwi. Miejscem, gdzie mogę spotkać się z mnichem jest reguła.

Losy reguł – wszystkich, bez wyjątku – są tajemnicze, jak ślady na piasku. Reguła zawiera w sobie żar pustyni, jej samotność, zaskakujące piękno w pozornie niezmiennym krajobrazie, a przede wszystkim upór, zwany walką, zamykający się w życiu. Reguła powstaje w momencie nieuchwytnym: człowiek zostaje wygnany przez Ducha na pustynię. Tyle wiemy, nawet jeśli uciekamy w metaforę. Czas spędzony na odosobnieniu – z Bogiem, ze sobą i z dzikimi zwierzętami – jest okryty tajemnicą milczenia. Ani słowa o tym, co się wydarzyło. Gdy wreszcie wynurza się zza piaskowej wydmy, zza własnego doświadczenia, zakonodawca – Benedykt, Franciszek, czy Paweł Giustiniani – niesie już ze sobą pierwsze słowa. Tak powstaje reguła: w momencie nieuchwytnym. Niektóre zakony strzegą swych reguł i nie każdy może zapoznać się z ich treścią. Inne przeciwnie: Reguła Benedykta czy „Księga życia” Jerozolimskich Wspólnot Monastycznych są powszechnie dostępne. I przyznaję, że ta otwartość bardzo mi odpowiada.

Nie będzie więcej ciszy wokół mnie, jak tylko ta, którą uda mi się wypracować we mnie samym

Reguła jest przez mnichów wielokrotnie czytana, w niektórych zakonach odczytywany jest codziennie fragment podczas posiłków. Wieloletnie życie pod zasadami reguły, sprawia zżycie się zakonnika z jej zasadami. Mnisi wgryzają się w jej tekst, smakują wersy, aby dotrzeć do jej ducha. Nic dziwnego, że ulubionym zwierzęciem mnichów była krowa, która długo żuje swój pokarm. Swoistym owocem wieloletniego obcowania z regułą są liczne komentarze kolejnych pokoleń zakonników, którzy wciąż odczytują w niej nowe znaczenia. Nie powinno to dziwić, wszak mówimy o tekstach, które były spisane często wieki temu, w zupełnie innym kontekście historycznym i cywilizacyjnym.

Najczęściej komentowana pozostaje bodaj Reguła Benedykta, która dała podwaliny pod monastycyzm zachodni. Powstała w VI wieku i od tamtego czasu niemal każdy zakonodawca musiał się z nią zmierzyć. W ciągu stuleci, jak przekonują kolejni interpretatorzy, nic nie straciła za swej wartości. Doceniania jest zwłaszcza za życzliwe podejście do mnicha, podczas gdy inne reguły (np. powstała w podobnym czasie Reguła Mistrza) są znacznie bardziej surowe (kary chłosty, odmawianie posiłku, etc.). Wstęp do Reguły Benedykta wydaje się powszechnie znany: „Posłuchaj, synu, pouczeń Mistrza i nastaw ucho serca twojego. Przyjmij chętnie napomnienia miłosiernego ojca i niezawodnie wypełniaj, abyś przez pracowite posłuszeństwo powrócił do Tego, od któregoś oddalił się przez opieszałe nieposłuszeństwo”. Do dziś ujmuje melodia zawarta w tych słowach: posłuchaj, synu…

Czego szukam w regułach zakonnych ja, żyjący pod regułą obrączki? Prowadzimy wszak odrębne życia… Ale czy na pewno? Choć różnią nas składane przysięgi, łączy nas poszukiwanie Boga. Lekturę reguł zakonnych traktuję jako teksty mądrościowe. Właściwe słowa przefiltrowane przez wieloletnie doświadczenie. Na swój sposób zapisuje to benedyktyn Bernard Sawicki w książce „Selfie z Regułą”. Dlaczego selfie, „słitfocia z rąsi”, snapshot? Bo takie mamy czasy, odpowiada Autor. Ale dodaje też zaraz: chodzi o to, aby zaczepić rzeczywistość z autorem selfie. Sawicki proponuje odczytanie Reguły Benedykta w rzeczywistości i konkrecie życia. Przygląda się zatem pewnym motywom życia zakonnego, ale też i przemianom cywilizacyjnym, zerkając na Regułę w oczekiwaniu na odpowiedź. Czasem odpowiedź będzie oczywista, innym razem podsunie jedynie intuicję, by samemu zmierzać dalej. Autor dzieli się wrażeniami z pobytów w innych klasztorach, aby przedstawić całe bogactwo i różnorodność realizacji ducha Reguły. Często odwołuje się do poezji, zwłaszcza do cyklu wierszy siostry Hedwig (Silji) Walter OSB (świetne!). Najważniejsze są jednak spostrzeżenia Sawickiego. Gdy pisze, że każda miłość musi otrzeć się o klauzurę, to czuję, że mówimy o tym samym. W tym zdaniu odczytuję swoją własną regułę obrączki z jej ślubem wierności małżeńskiej.

Każda miłość małżeńska musi otrzeć się o właściwą sobie klauzurę, a więc wyłączność żony i męża tylko dla siebie. Przejmująco mocno w kontekście małżeństwa brzmią słowa Sawickiego: „Każde powołanie to trudna droga powrotu do pierwotnej wierności, do tego co zawsze nosiliśmy w głębi serca, co pałało w nas, zaspokajając najskrytsze tęsknoty. Każdy dobrze wie, co to jest.

Losy reguł – wszystkich, bez wyjątku – są tajemnicze, jak ślady na piasku

I jeszcze lepiej zdaje sobie sprawę, że zbyt często szukał gdzie indziej, co dzieje się z rozmaitych powodów, zawsze wszakże będąc niewiernością”. Pomimo niepowodzeń, przytłaczających rat kredytowych, zapracowania wciąż należy powracać do pierwotnego powołania. Dla małżonków będzie to zapewne proste, co nie znaczy że łatwe: tylko Ty i tylko z Tobą. Każdego dnia, aż do śmierci i tego, co będzie po niej – Ty. Benedyktyn jest świadomy, że tak jak istnieje w mnichu, czy małżonku, „pierwotna wierność” wobec głosu serca, tak również istnieje mnóstwo zagłuszaczy, przeszkadzajek, czy zerwanych połączeń.

Szukając odpowiedzi w Regule, jak dochować wierności Sawicki wskazuje na… codzienność. To ona zawiera w sobie wszystko, czego potrzeba. Nie będzie zatem żadnego dodatkowego czasu na modlitwę, jak tylko ten w ciągu codzienności. Nie będzie więcej ciszy wokół mnie, jak tylko ta, którą uda mi się wypracować we mnie samym. „Kruchość codzienności jest brzemienna wiecznością. Jest ukrytym obliczem nieśmiertelności. Trwa dzięki nadziei. Tylko przyjmując ją z serdeczną ufnością możemy znosić wstrząsy, które nieoczekiwanie ale i coraz częściej przynosi współczesny świat” – (s. 114), pisze Sawicki.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Przyglądając się „monastycznej recepcie”, dostrzegam jedno przesłanie: zatrzymaj się. Można to ująć jeszcze inaczej: pozwól sobie na stratę czasu, aby zyskać czas. Medytacja jest stratą czasu, brewiarz jest stratą czasu, liturgia jest czasochłonna – lista wątpliwości jest spora. Jeśli mam coś zyskać z tego „zatrzymania się”, to jest to przywrócenie smaku. Mój dzień musi mieć momenty, które będą odpryskami wieczności. Mój dzień musi mieć swój smak, swój sens, swoje odbicie świętości. Zatem zatrzymaj się, zdobądź się na dystans wobec siebie. Zatem zatrzymaj się, aby dzień odzyskał swój smak. To w obliczu świętości – przed Bogiem – rzeczy nabierają właściwego im sensu. Nabierają smaku. Modlitwa, post, milczenie to proste sposoby, aby zyskać dystans w patrzeniu na siebie. To będzie ważne zarówno dla mnicha, jak i dla małżonka. Napięcie między pracą a odpoczynkiem, modlitwą a bawieniem się z dzieckiem, samotnością a troską o małżonkę, są zwyczajnie wpisane w życie. W tej wewnętrznej konfrontacji rodzi się moja (nasza) tożsamość. Reguła zakonna jest w tym aspekcie łatwiejsza, rozstrzyga bowiem za mnicha co ma czynić. Przypisane są godziny snu i odpoczynku, czas na modlitwę i czas na pracę. Reguła obrączki, znacznie krótsza przecież, będzie wystawiona na ciągłe próbowanie w ogniu codzienności wypowiedzianych słów.  Tak, to w codzienności jest zawarta odpowiedź na wieczność.

„Selfie z Regułą” nie jest książką do szybkiego przeczytania. Raczej do czytania, odkładania i powrotów. Wciąż odnajduję w niej zdania-perełki, nad którymi trudno przejść obojętnie. Zaskoczył mnie Barnard Sawicki, gdy pisze, że każdy z nas nosi na sobie doświadczenie pustyni. Nasza twarz jest pustynią – widać na niej ślady walki, zmęczenia, uporu. Ale także chwil radości, szczęścia. To takie proste i takie mądre zarazem. Wpatruję się w twarz mojej żony, a ona w moją i odczytujemy z siebie całe nasze małżeństwo. Reguły zakonne odczytywane przez żyjących regułą obrączki nie pasują idealnie do siebie. Na całe szczęście! Nie można z małżeństwa robić klasztoru, ani w klasztorze żyć na sposób małżonków. To są dwie odrębne drogi. Co nie znaczy, że nie możemy wspólnie zasiąść nad Regułą i wyciągnąć z niej ciekawych wniosków. Każdy dla siebie.

Barnard Sawicki „Selfie z Regułą. Benedyktyńskie motywy codzienności”, Wydawnictwo Tyniec, Karków 2018

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.