Jesień 2020, nr 3

Zamów

Potrzebował wierzyć. Watykan o metafizyce Felliniego

Federico Fellini w 1965 roku. Fot. Walter Albertin/ Library of Congress. New York World-Telegram & Sun Collection

Poszukiwania duchowe odgrywały w jego twórczości ważną rolę – przypomina ks. Renato Bufera z Papieskiego Uniwersytetu Salezjańskiego.

20 stycznia przypadała 100. rocznica urodzin Federica Felliniego. Z tej okazji kilka watykańskich i rzymskich instytucji przygotowało projekt, którego zadaniem jest ukazanie osobistej wiary słynnego włoskiego twórcy i tematyki religijnej w jego filmach. Pomysłodawcami przedsięwzięcia, zatytułowanego „Potrzebuję wierzyć. Federico Fellini a sacrum”, są Papieski Uniwersytet Salezjański, Instytut Nauk Religijnych im. Aberto Marvellego i Ośrodek Kulturalny im. Pawła VI w Rimini we współpracy z krytykami filmowymi, naukowcami i przyjaciółmi reżysera.

W tych dwóch miastach – Rimini, w którym Fellini urodził się 20 stycznia 1920 i Rzymie, gdzie zmarł 31 października 1993 – już w marcu odbędą się dwie sesje. Na 7 marca w porcie nad Adriatykiem zaplanowano sympozjum „Dzieciństwo świata”, a 2 tygodnie później w stolicy Włoch zaproszeni goście zastanawiać się będą nad pytaniem „Gdzie jest Bóg?”. Pierwsze spotkanie dotyczyć ma dzieciństwa i młodzieńczych lat reżysera, drugie – wyobraźni religijnej w jego dziełach.

W organizację obu tych przedsięwzięć włączyli się studenci organizujących je placówek, pod kierunkiem Papieskiej Rady ds. Kultury i jej przewodniczącego kard. Gianfranco Ravasiego.

W rozmowie z Radiem Watykańskim ks. prof. Renato Bufera, wykładowca historii kina na Wydziale Nauk Komunikacyjnych Salesianum i jeden ze współtwórców projektu, przypomina, że wielki wpływ na wiarę przyszłego reżysera mieli w okresie dzieciństwa jego rodzice. Jak wyjaśnia salezjanin, matka Federica – Ida Barbiani – była gorliwą katoliczką, a ojciec kształtował jego podejście do „dialogu między religijnością na sposób kobiecy a bardziej sceptyczną, lewicową, socjalistyczną”. Zdaniem zakonnika, młody Fellini otrzymał dobrą formację chrześcijańską, łącznie z sakramentami, praktykował i „rozwijał wraz z przyjaciółmi poczucie Boga”.

Bufera przyznaje, że podejście do wiary u twórcy „Słodkiego życia” zmieniło się nieco wraz z jego wyjazdem z Rimini do Rzymu. W stolicy Fellini zaczął pracować jako dziennikarz, rysownik, scenarzysta i wreszcie jako reżyser, mając obok siebie wyjątkową osobę – także z religijnego punktu widzenia – swoją późniejszą żonę, Giuliettę Masinę, która wystąpiła w jego najważniejszych filmach.

Ciekawość wiary i potrzeba wierzenia – przekonuje teolog – w artyście wzrastały i doprowadziły go do „lepszego uzasadniania i poznawania Tajemnicy”. Zdaniem ks. Bufery przyczyniły się do tego lektura dzieł Junga i kontakty z Gustavo Rolem – znanym wówczas myślicielem i malarzem, odznaczającym się szczególną wrażliwością. – Wszystko to doprowadziło reżysera do publicznego wyznania: „Potrzebuję wierzyć” – podkreśla rozmówca papieskiej rozgłośni.

Odnosi się także do zastrzeżenia, iż Fellini w swych filmach często ukazywał religię w sposób ironiczny, ekstrawagancki, uważany przez wielu za pełen uprzedzeń (co ściągnęło na niego krytykę choćby na łamach watykańskiego „L’Osservatore Romano” w 1960 roku). Według teologa, oceniając filmy twórcy „Osiem i pół” należy pamiętać przede wszystkim o tym, że punktem wyjścia do nich były głębokie poszukiwania duchowe reżysera i że często podejmował on zagadnienia religijne i duchowe. Było to widoczne szczególnie w trzech dziełach, określanych mianem „trójcy łaski odkupienia”: „La strada”, „Niebieski ptak” i „Noce Cabirii”. – Poczucie Boga, Jego obecność, znaczenie przebaczenia i przemiany są w nich bardzo silne – wskazuje ks. prof. Bufera.

Zauważa, że podobnie jest ze „Słodkim życiem”, które wywołało „całe to zamieszanie w dzienniku watykańskim” i sprawiło, że wielu katolickich krytyków filmowych tamtych czasów (w całkowicie odmiennej rzeczywistości społecznej i kulturalnej) nie mogło go przyjąć. – Ale byli też tacy katolicy, łącznie z księżmi, którzy zrozumieli przesłanie filmu. Fellini pokazał życie na rozdrożu, między dążeniem do nicości a potrzebą czegoś głębszego w społeczeństwie burżuazyjnym i arystokratycznym Rzymu – zaznacza profesor Salesianum.

Zwraca też uwagę, że w późniejszych filmach reżyser zaczął być ironiczny wobec Kościoła i jego ludzi, co było widoczne zwłaszcza w „Trzech krokach w szaleństwo”, „Toby Dammit”, „Kuszeniu doktora Antoniego”, „Boccaccio ’70” oraz „Osiem i pół”. Ale pojawia się tam również, mimo owej ironii i dystansu, sporo sympatii i szacunku do Kościoła. A potem – zauważa duchowny – następuje powrót reżysera do sacrum, począwszy od „Ginger i Freda”, a kończąc na „Głosie księżyca”.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Kończąc swą wypowiedź dla Radia Watykańskiego, ks. Bufera wyraził przekonanie, że prawie 27 lat po śmierci Felliniego można powiedzieć, iż sprawy wiary i poszukiwań duchowych odgrywały w jego twórczości ważną rolę, że szukał on sensu życia, poczucia Boga „i prawdopodobnie go znalazł”.

Federico Fellini był jednym z najważniejszych twórców światowego kina. Nakręcił ponad 20 filmów, z których niemal wszystkie stały się znane i cenione. W 1960 roku zdobył Złotą Palmę w Cannes za „Słodkie życie”. W latach 1956-74 jego dzieła czterokrotnie zdobywały Oscary jako najlepsze filmy zagraniczne. W 1993 roku – na kilka miesięcy przed śmiercią – Fellini otrzymał tę nagrodę za całokształt twórczości.

KAI, DJ

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.