Jesień 2020, nr 3

Zamów

Tak jest ze mną, ofiarą

Fot. simonwijers / Pixabay

Jestem jak bezpańskie psy, które proszą o swojego człowieka, o odrobinę miłości. Najczęściej nie znajdują, odchodzą same, w ciszy.

Gdziekolwiek się wychowaliście, czy była to wieś czy miasto, widzieliście nie raz bezpańskiego, bezdomnego psa. Ja, z racji zamieszkania, widzę je często. Tak zwani ludzie wywożą je do lasu opodal i zostawiają. Bo stary i już niedołężny. Chory. Błąkają się zdezorientowane, zrozpaczone. Rozpacz i tęsknotę za swoim człowiekiem widać w ich oczach.

Głodne i przeganiane. Czasami jeszcze ufne wobec człowieka, czasami już pełne strachu i nieufności po tym, czego doświadczyły od swojego opiekuna i napotkanych przedstawicieli gatunku homo sapiens(?). Czasami ktoś się zlituje nad ich głodem i pragnieniem i wystawi miskę jedzenia, wody. Wtedy, na chwilę, w ich oczach pojawia się najpierw strach, potem jednak głód zwycięża, jedzą i pojawia się błysk… Zaufania? Uczucia? Czegoś…

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Najczęściej uciekają, choć zdarza się, że wracają i proszą o jedzenie. I chyba o coś więcej, o swojego człowieka, o odrobinę miłości. Bo one nas obdarzają miłością całkowitą i bezinteresowną. Powiada się, że pies to jedyne stworzenie, które swojego człowieka kocha bardziej niż samego siebie.

Można w to wierzyć, można to odrzucać. Ja wiem, że tak jest. Najczęściej nie znajdują, odchodzą same, w ciszy. Nie ma nikogo, kto je odda ziemi.

Tak jest ze mną, ofiarą. I tak będzie na koniec.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.