Zima 2020, nr 4

Zamów

Tragiczna albo groteskowa

Keira Knightley jako Anna Karenina w filmie Joe Wrighta z 2012 roku. Fot. Materiały prasowe

Chociaż Tołstoj, rozpoczynając swoją słynną powieść, miał zamiar napiętnować kobietę złą i wiarołomną, która dopuściła się zdrady, to tragedia Anny Kareniny stała się w gruncie rzeczy oskarżeniem społeczeństwa.

Czy Anna Karenina przyszła do Tołstoja we śnie, tak jak wspomina sam pisarz? I kiedy właściwie zobaczył swoją bohaterkę taką, jaką my ją dzisiaj znamy? Nie wiadomo. Proces powstawania dzieła jest równie tajemniczy u geniusza, jak i u zwykłego śmiertelnika. Kiedy i dlaczego narodził się mit Anny Kareniny, który przetrwał do dzisiaj i na który nakłada się także obraz Grety Garbo w oknie wagonu kolejowego na dworcu w Moskwie – tajemnicza twarz za szybą przesłonięta parą. I twarz Tatiany Samojłowej o ogromnych, lekko skośnych oczach, gdy po miłosnym spotkaniu z Wrońskim – w ciemnoniebieskiej, prawie granatowej sukni – piękna i nieobecna myślami przemierza amfiladę pokoi. Jej los w tym momencie jest już przesądzony. A także Anna Karenina Keiry Knightley i ta scena, kiedy przyspieszony rytm wachlarza przechodzi w tętent kopyt Frou-Frou, tuż przed wzięciem ostatniej przeszkody i na moment przed złamaniem karku. Czy już wówczas, gdy Wroński szeptał do Frou-Frou w czułym zapamiętaniu „moja piękna, moja śliczna”, Anna, niewinna ofiara własnej zdrady, leżała pod kołami pociągu?

Tołstoj, powołując Annę do istnienia, pokochał ją i pewnie w wielu momentach mógłby powiedzieć: „Anna Karenina to ja”. Bo chociaż rozpoczynając powieść, miał zamiar napiętnować kobietę złą i wiarołomną, która dopuściła się zdrady, niszcząc swój świat –zarówno ten, który porzuciła, jak i ten, który pragnęła zbudować z Wrońskim – to tragedia Anny Kareniny stała się w gruncie rzeczy oskarżeniem społeczeństwa. Ono bowiem zawsze rządzi się swoimi prawami, a te mogą zniszczyć każdego, kto ośmieli się żyć według własnych reguł. Kto próbuje ustanawiać własną moralność – jak to chciał uczynić sam Tołstoj – wikłając się w dramat rodzinny, społeczny i religijny[1]. I tak, jak chciała uczynić to Anna. Wprawdzie paralela jest tu dość odległa, ale sama zasada podobna. A właściwie od czasów, gdy Platon postulował wypędzenie poetów z państwa, wręcz taka sama.

Tylko czy Annę na pewno zniszczyło społeczeństwo, czy to nie ona sama zniszczyła siebie? Czy idąc za głosem własnego serca, nie powinniśmy jednak brać pod uwagę zasad rządzących społeczeństwem, które jest naszym naturalnym środowiskiem życia? Ale bywa przecież, że człowiek, powodowany jakąś wielką wewnętrzną siłą, łamie obowiązujące zasady. Dochodzi wówczas zazwyczaj do życiowego dramatu, czy nawet, jak chciał Tołstoj, do tragedii. Podobne przykłady niezgody między wewnętrznym głosem jednostki a społeczeństwem, które bywa opresyjne, możemy dostrzec w każdej epoce, także i naszej, pozornie demokratycznej i tolerancyjnej. W tym sensie „Anna Karenina” jest powieścią bardzo współczesną, ukazującą mechanizmy rządzące każdym społeczeństwem, niezależnie od epoki.

Nadmiar

Wiktor Szkłowski w biografii Tołstoja wspomina, że Anna Karenina, kiedy po raz pierwszy zjawiła się w wyobraźni swego twórcy, miała być przeciętną kobietą ukaraną za niewybaczalną zdradę. W szkicu, czy może pierwszym zarysie powieści, bohaterka nazywa się Tatiana Sergiejewna, nosi żółtą suknię z czarnymi koronkami, krzykliwą i zbyt wydekoltowaną. Jej strój jest wyzywający, a ona sama prostacka i źle wychowana. Twarz ma rumianą, pozbawioną wdzięku i nieco bezmyślną. Jest wulgarna. Rękaw żółtej sukni raz po raz zsuwa się, odsłaniając ramię. Na pewno nie jest to dama, którą zachwycają się salony. Jej kochankiem miał być „śniady i nieokrzesany” Bałaszow. Złe maniery Tatiany przejawiają się i w tym, że zbyt głośno rozmawia i co chwila podnosi do ust sznur pereł, który przygryza zębami. Zdradę Tatiany i jej romans z Bałaszowem ocenilibyśmy na pewno bardziej jednoznacznie niż uczynek Anny. I na tym właśnie polega wielkość Tołstoja, że Tatiana to na pewno nie Anna.

Tołstoj, powołując Annę do istnienia, pokochał ją i pewnie w wielu momentach mógłby powiedzieć: „Anna Karenina to ja”

W którym więc momencie Tatiana Sergiejewna stanie się królującą w arystokratycznych salonach Petersburga i Moskwy piękną, mądrą, dowcipną i utalentowaną Anną Kareniną? Kiedy Tołstoj zobaczy swoją Annę już całkowicie gotową na bal i na romans z mężczyzną, który stanie się jej największą miłością i największym nieszczęściem jej życia, a nie jak w pierwszej wersji, kiedy romans miał być niewybaczalnym cudzołóstwem? „Istotę [Anny] – charakteryzował swoją bohaterkę Tołstoj – przepełniał jakiś nadmiar, który pomimo jej woli przejawiał się to w blasku oczu, to w uśmiechu”[i]. Anna „zaćmiewała swą własną toaletę”, była osobą „naturalną, prostą, wykwintną, a zarazem wesołą i ożywioną”.

Na pamiętnym balu, gdzie ponownie spotyka Wrońskiego, Anna jest zmysłowa, tajemnicza i nieświadomie okrutna. Tołstoj każe nam patrzeć na nią oczyma głęboko zdradzonej i upokorzonej Kitty, która właśnie zrozumiała, że utraciła nie tylko narzeczonego, ale także niewinność i radość idącej na swój najważniejszy bal życia dziewczyny. Anna jest zachwycająca, „Ale w tej piękności było coś przerażającego, coś okrutnego”. Kitty nigdy nie przebaczy Annie zdrady, zawiedzionego zaufania. Rozpacz Kitty kładzie się głębokim cieniem na postaci Anny już wtedy, na balu, gdy Anna jest tak bardzo urzekająca.

Gorgona, która była dziewczyną

W 1872 roku na stacji nieopodal Jasnej Polany Tołstoj był świadkiem, jak dręczona zazdrością Anna Zykowa, córka pułkownika, rzuciła się pod pociąg. Kiedy jej kochanek oświadczył się guwernantce synka nieszczęśliwej kobiety, ta spakowała zmianę bielizny i suknię, pojechała do Tuły, potem wróciła do stacji Jasienki, odległej o pięć wiorst od Jasnej Polany. Tam rzuciła się pod pociąg towarowy. Zrobiono sekcję zwłok. Tołstoj widział jej odsłoniętą czaszkę i pokrajane ciało w jasieńskich koszarach. Pisała o tym Zofia Andriejewna, żona Tołstoja, zastanawiając się, „dlaczego Karenina ma na imię Anna i co nasunęło myśl o podobnym samobójstwie?”. Jednak poza imieniem Karenina w niczym nie przypomina Zykowej – w wizji Tołstoja staje się kimś więcej niż ofiarą własnej zazdrości i zdrady.

Rzucając się pod pociąg, Anna Karenina była jednocześnie mściwą Gorgoną i niewinną dziewczyną. Stojąc przy torach, kreśli znak krzyża zapomnianym gestem z młodości. Kiedyś zawsze się żegnała przed kąpielą, zanim weszła do zimnej wody. Na moment staje się na powrót tamtą niewinną dziewczyną: „Ten pospolity gest znaku krzyża wywołał w jej duszy szereg dziewczęcych i dziecinnych wspomnień, i z nagła mrok, przesłaniający jej wszystko, rozstąpił się, a życie stanęło przed nią na chwilę z wszystkimi świetlanymi uciechami, jakie przeszłość jej dała”.

„Anna Karenina” jest powieścią bardzo współczesną, ukazującą mechanizmy rządzące każdym społeczeństwem, niezależnie od epoki

Koła miażdżą jej ciało. Piękna głowa pozostaje nietknięta i groźna, niczym głowa Gorgony. Wroński, który przybywa na stację, już na zawsze zapamięta taki obraz:  „Na stole w baraku – bezwstydnie rozciągnięte wśród obcych ludzi – skrwawione jej ciało, jeszcze pełne nie zastygłego życia; odrzucona w tył nietknięta głowa z ciężkimi warkoczami i włosami skręconymi u skroni. […] Usiłował wskrzesić ją w pamięci taką, jaka była, gdy ją spotkał po raz pierwszy, również na stacji kolejowej: tajemniczą, prześliczną, kochającą, tęskniącą do szczęścia i dającą szczęście, a nie okrutną i mściwą, jaką pamiętał z tamtej chwili. Usiłował przypomnieć sobie najpiękniejsze momenty, jakie z nią przeżył, były one jednak na zawsze zatrute. Pamiętał ją jedynie w jej triumfie, gdy spełniła swoją groźbę wywołania w nim nikomu niepotrzebnej a nieukojonej skruchy”.

A przecież Wroński, poza tym, że obudził w Annie miłość, w niczym nie zawinił. Ta jednak okazała się niewystarczająca, aby zbudować na niej sens życia. Nie dlatego, że była za mała – zresztą, jak mielibyśmy ją mierzyć? – ale dlatego, że zatruły ją konsekwencje zdrady, wobec których Anna nie potrafiła pozostać obojętna. Pomiędzy sceną na stacji w Obirałowce, kiedy Anna „odrzuciła czerwoną torebkę i wtuliwszy głowę w ramiona, padła pod wagon na ręce”, a sceną na moskiewskim peronie, gdy poznaje Wrońskiego – a kilka metrów dalej pociąg przejeżdża stróża kolejowego – rozciąga się cała historia miłości, zdrady, winy i kary.


Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

[i] Wszystkie cytaty z „Anny Kareniny” podaję za: L. Tołstoj, „Anna Karenina”, t. I–II, tłum. K. Iłłakowiczówna, Warszawa 1965.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, zima 2018.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

Więź, zima 2018

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.