Jesień 2020, nr 3

Zamów

1978: ks. Zieja komentuje wybór kard. Wojtyły na papieża

Karol Wojtyła jako Jan Paweł II na balkonie Bazyliki św. Piotra w dniu wyboru 16 października 1978 r.

To, co się zaczęło od leżenia krzyżem w ubogiej kaplicy warszawskiej, zakończyło się 16 października 1978 roku we wspaniałej rzymskiej Kaplicy Sykstyńskiej. Ten nieznany, a później dobrze znany Ksiądz przyjął na siebie ciężar krzyża największego na świecie – pisał ks. Jan Zieja po wyborze Jana Pawła II.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 11/1978.

Pewien człowiek…

A sprawa – Boska.

To zaczęło się chyba latem roku 1958, gdy do furty domu sióstr zakonnych zapukał pod wieczór nieznany człowiek ubrany po księżemu, więc ksiądz. „Czy mógłbym wejść do waszej kaplicy, żeby się pomodlić?”. Wprowadzono go do kaplicy i zostawiono samego. Gdy przez dłuższy czas nie wychodził, zajrzano do kaplicy. Leżał krzyżem na posadce. Siostra cofnęła się z lękiem pełnym szacunku. „Pewnie ma jakaś ważną sprawę. Może pokutnik”. Po jakimś czasie siostra znów zajrzała do kaplicy. Ksiądz leżał wciąż krzyżem. A pora była już późna. Siostra podeszła do modlącego się i zapytała nieśmiało: „Może by ksiądz był łaskaw przyjść na kolację?”. Nieznany człowiek odezwał się: „Mam pociąg do Krakowa dopiero po północy. Pozwólcie mi tu pobyć. Mam dużo do pomówienia z Panem Bogiem. Nie przeszkadzajcie mi”.

To, co się wtedy zaczęło od leżenia krzyżem w ubogiej kaplicy warszawskiej, zakończyło się 16 października 1978 roku we wspaniałej rzymskiej Kaplicy Sykstyńskiej, gdzie ten nieznany, a później dobrze znany Ksiądz przyjął na siebie ciężar krzyża największego na świecie, bo ciężar przewodzenia całej ludzkości w drodze do Boga przez bramę, którą jest Jezus Chrystus, a nie masz innej.

Człowiek ten ma dziś na imię Jan Paweł II, papież.

Kto wie, może wciąż jeszcze kładzie się krzyżem na ziemię, bo to, co przyjął na siebie w Rzymie, jest o wiele cięższe od tego, co miał dźwigać w Krakowie.

Jak mamy pomagać Janowi Pawłowi II?

Tak, jak o to sam poprosił i chyba wciąż prosi: „modlitwą i poświęceniem”, to znaczy: nieustającym wysiłkiem myśli, uczuć i woli jednoczyć się z Bogiem wszechobecnym i z Jego wolą oraz być zawsze gotowym złożyć coś w ofierze, z siebie i ze swego, na rzecz cierpiących i potrzebujących braci i sióstr. Niech o tym pamięta każdy Polak, gdziekolwiek mieszka, w ojczyźnie czy gdzieś na świecie.

Tę pomoc Ojcu Świętemu świadczyć może każdy po swojemu. Ale może dałoby się nakreślić jakiś ogólny program tego, co byłoby trwałym śladem naszej radości i wdzięczności Bogu za powołanie Polaka na następcę Piotra Apostoła. Czy ten dla wszystkich dostępny program  nie mógłby wyglądać na przykład tak:

  1. Nie tylko każdy z nas, ale i każda rodzina wspólnie ma co dzień chwilę modlitwy, choćby przez znak krzyża uczyniony na sobie, Wierzę w Boga, Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo;
  2. Każdy z nas, kto już przystąpił do I Komunii Świętej, włącza się świadomie w życie religijno-społeczne swojej parafii, by się przyczynić do budowania żywej wspólnoty wiary, nadziei i miłości;
  3. Każdy kościół parafialny staje się ośrodkiem kultury religijnej przez to, że
    a) wspólnymi siłami zorganizuje się przy nim podręczną podstawową bibliotekę czy biblioteczkę wiedzy religijnej dla pragnących głębszego poznania nauki chrześcijańskiej;
    b) oprócz niedzielnych i świątecznych obowiązkowych nabożeństw liturgicznych będą się odbywały raz w tygodniu zebrania, poświęcone wspólnemu czytaniu Ewangelii i innych Ksiąg świętych, tekstów liturgicznych i tradycyjnego katechizmu, tak jednak, żeby uczestnicy tych zebrań mieli prawo zapytywać, prosić o wyjaśnienia i swobodnie wypowiadać swoje poglądy, i tak wspólnym wysiłkiem szukać dróg do realizacji życia w prawdzie, sprawiedliwości, miłości i pokoju;
    c) na zakończenie każdej Mszy świętej odprawianej z udziałem wiernych celebrans, zanim powie: „Pan z wami! Idźcie, ofiara spełniona”, będzie mówił: „Gdyby ktoś wiedział, że w naszej parafii, w zasięgu naszych możliwości człowiek jakiś cierpi i oczekuje pomocy, niech o tym zaraz da znać w zakrystii tego kościoła lub w kancelarii naszej parafii”.
  4. Wobec szerzącego się gwałtownie pijaństwa, alkoholizmu i obyczajów pijackich, nie mogąc usunąć wielu przyczyn tego zjawiska, stanowiącego klęskę społeczną, żeby ratować nasz naród od biologicznego i moralnego samowyniszczenia się, wzywamy wszystkich Polaków w kraju i za jego granicami do składania w duchu miłości i świadomej ofiary, w myśl prośby Ojca Świętego, następujące przyrzeczenia: „Postanawiam nie używać żadnych napojów alkoholowych i nigdy nikogo nimi nie częstować”. Takie przyrzeczenie, podpisane imieniem i nazwiskiem, przesyłać mogą Polacy zagraniczni pocztą pod adresem: Kaplica św. Jana Chrzciciela w Katedrze, Warszawa, ulica Świętojańska obok Zamku Królewskiego; obywatele zaś PRL mogą swoje przyrzeczenia, tak samo podpisane, wrzucać do jakiejkolwiek skarbony, w którymkolwiek kościele na obszarze PRL. I one trafią do Skarbca Trzeźwości przy archikatedrze warszawskiej.

Realizacja tych i podobnych postanowień, wytrwale prowadzona, będzie chyba najmilszym Ojcu Świętemu naszym darem narodowym. A przy niej zrodzą się zapewne i inne inicjatywy, ujawnią się powołania do kapłaństwa, do życia zakonnego i misyjnego oraz do zakładania zdrowych rodzin w duchu „miłości i odpowiedzialności”.

Patrząc na jego herb papieski

Najpierw wysoko wzniesione linie Krzyża, chyba według tych słów Pawłowych: „Nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z Krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez który świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata” (Gal 6, 14). „Teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecnie życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który mnie umiłował i samego siebie wydał za mnie” (Gal 2, 20). Stąd hasło herbowe „Totus tuus” – „Cały Twój”. Cały Twój Boże, i cały Twój, Chryste. Cały – to jego, Jana Pawła, pragnienie, wola, decyzja i ofiara. Ale to hasło jest też przypomnieniem i wezwaniem dla każdego z nas. Kimkolwiek jesteś – Boga jesteś, Boży jesteś, cały, cała. Czyś ojcem rodziny, czy matką, siostrą zakonną, czy księdzem. Cały Boży, cała Boża.

Pod jednym z ramion krzyża – duża litera M. Jakże łatwo odczytać ten symbol; „Pod krzyżem Jezusa stały: Matka jego i siostra Matki jego, Maria, żona Kleofasa i Maria Magdalena” (J 19, 25). Więc pod krzyżem Jezusowym – Matka Najświętsza, Maryja. Jest nad czym podumać i głęboko się zastanowić, i wciąż o tym pamiętać. A wtedy – przez te linie grafiki herbowej może do nas dolecieć i echo pobożnej ludowej pieśni pielgrzymkowej:

„Róża, lilija, Jezus i Maryja!
Ciebie wielbi cały świat”.

Jezus, Maryja – to takie nasze, polskie.

A Jezus zawsze ma tylko jedno imię – Jezus. Maryja zaś uzbierała ich tak wiele u nas (Jasnogórska, Ostrobramska, Piekarska, Kalwaryjska i inne) i po całej kuli ziemskiej – że aż przypomnieć trzeba, ze te wszystkie „geograficzne” jej imiona wskazują na tę jedną, jedyną, Maryję Najświętszą, z Ewangelii. I może teraz, patrząc na herb papieski Jana Pawła II, tak dla nas zrozumiały i miły – warto to M z Ewangelii przypomnieć:

Maryjo z dnia Zwiastowania, ważąca słowa Anioła, ucz nas dotrzymywać wierności – Bogu.

Maryjo z pagórków Judzkich, niosąca radość Elżbiecie, ucz nas, jak spieszyć z pomocą – bliźnim.

Maryjo, w Noc Betlejemską ścieląca w żłobie Dzieciątku, ucz nas we wszystkim zaufać – Bogu.

Maryjo z Ofiarowania, dająca Syna i siebie, ucz nas oddawać co Boskie – Bogu.

Maryjo z Ziemi Egipskiej, chroniąca Boskie Dzieciątko, weź w swą opiekę wierzących – w Boga.

Maryjo Nazaretańska, oddana troską domowym, ucz nas czcić każdą swą pracą – Boga.

Maryjo z Miasta Świętego, znalazłaś Syna w świątyni, pomóż nas wszystkim się znaleźć – w Bogu.

Maryjo z godów weselnych, tak bliska ludzkiemu szczęściu, ucz nas obcować z Jezusem – Bogiem.

Maryjo z trwogi o Syna, spiesząca by go obronić, ucz nas jak słuchać pokornie – Boga.

Maryjo z Paschy ostatniej, ucz nas powierzać swe losy – Bogu.

Maryjo z Drogi Krzyżowej, w bólu idąca za Synem, ucz nas jak dawać świadectwo – Prawdzie.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Maryjo ze wzgórza Golgoty – stojąca pod krzyżem Syna, ucz nas współcierpieć z Jezusem – Dzisiaj.

Maryjo z Zesłania Ducha, Matko Kościoła świętego – proś, niech się zbliży zwycięskie – Jutro.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 11/1978.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.