Jesień 2020, nr 3

Zamów

Śląski borderline

Abp Alfons Nossol. Fot. Adam Walanus / adamwalanus.pl

Doświadczenie śląskiego styku kultur i narodów ukształtowały w abp. Alfonsie Nossolu niezwykłą otwartość na innych.

Kiedy skończyła się II wojna światowa, 9-letnia Stasia Cieślówna – z rozkazu zwycięskich mocarstw, by ująć to ogólnie – musiała z rodzicami opuścić rodzinny Stanisławów (dziś Iwano-Frankiwsk na Ukrainie). Wszyscy ładowali się do pociągu, a ona – niesforna, wesoła – pobiegła za swoim kotkiem i o mało nie spóźniła się na skład wywożący repatriantów (ściślej – ekspatriantów) z miasta. Pojechali na zachód, jedną ze stacji postoju był Kędzierzyn. Tam rodzina Stasi wysiadła. I osiadła.

Parę miesięcy wcześniej 5-letnia Rosemarie Siegmund z wioski Rheinschdorf koło obecnego Kędzierzyna-Koźla opuszczała rodzinne strony razem z mamą i dwoma młodszymi siostrami oraz innymi mieszkańcami Śląska, uciekając do Bawarii przed nadchodzącą armią radziecką. Tam, w wiosce Zusmarshausen, mama Rosemarie urodziła syna, który zmarł po 9 dniach. Rok później wrócili do wioski, która już nosiła polską nazwę: Reńska Wieś.

Właśnie zaczynał się tworzyć zupełnie nowy Śląsk.

Kluczowa zmiana

Nigdy wcześniej – choć historia w tym regionie do najspokojniejszych przecież nie należy, od rywalizacji celtycko-germańskiej przed ponad 2000 lat począwszy – nie doszło do tak ogromnych, wręcz ekstremalnych zmian ludnościowych. Do 1950 roku ok. trzy miliony jego przedwojennych mieszkańców wyjechało – na jałtańsko-poczdamski „rozkaz mocarstw” – do Niemiec zachodnich oraz wschodnich. Na Górnym Śląsku zostało ok. 800 tysięcy dawnych mieszkańców, na Dolnym – ok. 70 tysięcy. W tym samym czasie przybyło tu w wyniku wysiedlenia i wypędzenia z Kresów ok. 760 tysięcy osób, a z terenów Polski centralnej ponad milion.

To punkt zwrotny i kluczowy dla procesów zachodzących na Śląsku po wojnie. Miały one inny charakter na Dolnym Śląsku (po wojnie zostało tam ledwie kilka procent dawnych mieszkańców) niż na Górnym Śląsku. Konieczne jest tu jeszcze jedno uściślenie: Górny Śląsk to od strony historycznej i geograficznej nie tylko – jak się często sądzi – województwo śląskie, ale także opolskie. Po uzyskaniu niepodległości przez Polskę wzmogły się istniejące już wcześniej dążenia do włączenia Górnego Śląska do Polski. Po Powstaniach Śląskich wschodnia część Górnego Śląska stała się częścią Polski (to teren dzisiejszej archidiecezji katowickiej). Po stronie niemieckiej zostaje – z grubsza biorąc – teren dzisiejszej diecezji opolskiej i gliwickiej (wówczas archidiecezja wrocławska) oraz oczywiście cały Dolny Śląsk, gdzie plebiscytu nie było. Po podziale Śląska na niemiecki i polski sto tysięcy ludzi migrowało z Niemiec do Polski, sto tysięcy w odwrotnym kierunku.

Do 1950 roku ok. trzy miliony jego przedwojennych mieszkańców Śląska wyjechało do Niemiec zachodnich oraz wschodnich

Na skutek „opustoszenia” Dolnego Śląska po II wojnie ciekawszym polem obserwacji spotkania ludności miejscowej i napływającej z Kresów oraz innych części Polski jest zachodnia część Górnego Śląska – nazywana Śląskiem Opolskim bądź Opolszczyzną. Tu bowiem skupiają się kwestie tak zasadnicze, jak właściwe rozumienie poczucia tożsamości narodowej i etnicznej; wyczulenie na proces pojednania i stosunki polsko-niemieckie oraz na zagrożenie nacjonalizmem; zrozumienie i szacunek dla inności czy fundamentalne poczucie braterstwa i jedności w Kościele…

Jest człowiek, bez którego te procesy trudno sobie nawet wyobrazić – to abp Alfons Nossol, emerytowany biskup opolski. W styczniu 1945 roku – kiedy Armia Czerwona nadciągała na niemiecki Śląsk – miał dwanaście lat i chodził z proboszczem po kolędzie w rodzinnej parafii Brożec.

Ustrzec się nienawiści

Dwa, może trzy miesiące później przeżył coś, co głęboko nim wstrząsnęło i stało się początkiem drogi do kapłaństwa. Tak o tym opowiadał w wywiadzie rzece „Miałem szczęście w miłości”: „Jeden z kolegów poskarżył Rosjanom, że jego trzej inni koledzy należeli do Hitlerjugend. To miała być taka mała zemsta, bo kiedyś ci chłopcy zabrali mu piłkę. Pewnie myślał, że Rosjanie im po prostu złoją skórę. A oni kazali tym dzieciom wykopać sobie groby. Chłopcy mieli po 12, 13 lat. Pamiętam jak dziś, to byli bracia Erich i Jorg Suchy oraz Walter Badura. Kiedy już wykopali te doły, musieli nad nimi stanąć… Potem padły strzały… To nami strasznie wstrząsnęło, wszystko nabrało innego wymiaru…”.

Księdza niemieckiego już we wsi nie było, polski jeszcze nie dojechał. Zrozpaczone matki chłopców poprosiły ministranta Alfonsa, żeby pochować ich ciała. Nocą wydobyli je i przenieśli na cmentarz. Młodzieniec Nossol, znający na pamięć łaciński rytuał pogrzebu, odmówił modlitwy nad grobami kolegów.

Pojednanie Ślązaków i Kresowiaków, Polaków i Niemców stało się dla Nossola zadaniem wręcz naturalnym, oczywistym zwłaszcza od momentu, gdy został biskupem opolskim

Ustrzegł się jednak nienawiści do Rosjan. Wspominał, że jako dziecko poznał ich z dobrej strony. Grupa rosyjskich jeńców pracowała w kopalni Bytom pod kierunkiem ojca Alfonsa. Mama Nossolowa przygotowywała im chleb moczony w maśle z margaryną, a oni robili dzieciom Nossolów zabawki.

Alfons nie relatywizował winy niemieckiej. „Dziękowałem Bogu, że my ostatecznie przeżyliśmy. Wiele rodzin w Polsce i w Europie, które zetknęły się z armią niemiecką, nie miało tego szczęścia” – mówił we wspomnianej książce opolskim dziennikarzom Krzysztofowi Ogioldzie i Krzysztofowi Zyzikowi. Postawę nieideologizowania stosunków między ludźmi wyniósł z domu. Nikt z rodziny – zarówno w czasach faszyzmu jak i komunizmu – nie należał do partii. „Mama nauczyła nas, że nie liczy się narodowość, tylko człowiek. To mnie ustawiło na całe życie. Niektórzy Ślązacy mieli mi już po wojnie za złe, że przyjaźniłem się z repatriantami. Zarzucali mi nawet zdradę” – mówił. Mama kazała też dzieciom w czasie wojny nosić chleb jeńcom żydowskim, którzy budowali drogę w Brożcu. Dziecięce przeżycia tego czasu i późniejsze doświadczenie śląskiego styku kultur i narodów ukształtowały w Alfonsie Nossolu niezwykłą otwartość na innych.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Zaowocowała ona – obok współgrającego z nią talentu teologicznego – wybitnymi osiągnięciami na polu ekumenicznym. Już jako duchowny przez wiele lat był członkiem Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan, współprzewodniczącym i członkiem komisji mieszanych ds. dialogu katolicko-prawosławnego i katolicko-luterańskiego. Jako przedstawiciel strony katolickiej brał udział w ustalaniu w Kamieniu Śląskim ostatecznej wersji katolicko-luterańskiej Wspólnej Deklaracji o Usprawiedliwieniu (1999), będącej największym dokonaniem na polu dialogu między tymi wyznaniami. Jako glossę – wręcz zabawną, ale znamienną – warto tu dodać, że początkowo obie strony trzymały się na dystans i przełamać lody pomogła dopiero wspólna radość podczas… ucztowania i zabawy w Brożcu. Pojednanie Ślązaków i Kresowiaków, Polaków i Niemców – konia z rzędem temu, kto rozstrzygnie, czy ważniejsze to, czy ekumenia – stało się dla Nossola zadaniem wręcz naturalnym, oczywistym zwłaszcza od momentu, gdy został biskupem opolskim. Od czego zresztą – on, profesor KUL – próbował się wywinąć, ale kard. Wyszyński przekonał go do zmiany zdania, argumentując, że odmowa równałaby się z brakiem posłuszeństwa papieżowi.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, jesień 2018.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

„Więź”, jesień 2018

Podziel się

Wiadomość

Komentarze (2)

Cytuję :”czy ekumenia – stało się dla Nossola zadaniem wręcz naturalnym, oczywistym zwłaszcza od momentu, gdy został biskupem opolskim. Od czego zresztą – on, profesor KUL – próbował się wywinąć, ale kard. Wyszyński przekonał go do zmiany zdania, argumentując, że odmowa równałaby się z brakiem posłuszeństwa papieżowi.” Moje pytanie: czy Arcybiskup i Biskup to to samo?

KS. Nossol został biskupem opolskim. Opole jest stolicą diecezji. Co do zasady arcybiskup to biskup stojący na czele archidiecezji (zazwyczaj stolicę metropolii kościelnych) . Papież niektórym biskupo, którzy nie stoją na czele archidiecezji przyznaje tytuł arcybiskupa ad personam. Tak jest właśnie z abp. A. Nossoleem; podobnie jak abp. Józefem, licznymi arcybiskupami kurialnymi w Stolicy Apostolskiej czy nuncjuszami. Każdy arcybiskup jest biskupem. Odwrotnie- nie

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.